Narodowy Jawor

Strona główna » Turystyka

Archiwum kategorii: Turystyka

Świny

ŚWINY 007

Gdy zamek Świna w murach nie miał więcej pana,
Niszczał z wolna, od czasu szarpany okrutnie,
Wilgotniał, gnił powoli. Dziś wygląda smutnie:
Zapadły się piwnice, niegdyś pełne wina.
Wszędzie ruina niedbałość, upadku przyczyna.
Ślady komnat, w których są malowań oznaki,
Deszcz zalewa, pełzają po mechach robaki (…)

B. Z. Stęczyński

IMG BORDER=1 style=

ZAMEK W ŚWINACH – ŚREDNIOWIECZNA WIEŻA MIESZKALNA Z KLATKĄ SCHODOWĄ

 


istoria osadnictwa obronnego w Świnach sięga X wieku, gdy w miejscu tym powstał drewniany dwór, strzegący przejścia przez Przełęcz Lubawecką, wymieniony w roku 1108 w dokumentach czeskiego kronikarza Cosmasa jako Suini in Poloniae. Być może w niedługi czas potem dwór ten rozwinął się w znaczący ośrodek administracyjno-wojskowy, noszący wówczas miano kasztelanii. Wymienia ją bowiem już w 1155 roku protekcyjna bulla papieża Hadriana IV. W okresie od 1230 do 1248 wzmiankowani są kasztelanowie Tader, Jaxa i Petrico. Z chwilą wzniesienia w nieodległym Bolkowie zamku gród stracił istotne dla władców świdnickich znaczenie i przeszedł w prywatne ręce. Jest to jedna z hipotez. Druga zakłada, że Świny jeszcze za czasów pogańskich stanowiły prywatną rezydencję słowiańskich władyków śląskich z rodu panów Świńska Głowa, rozprzestrzenionym na ziemach śląskich oraz na Morawach, którzy po zajęciu Śląska przez Mieszka I stali się zwolennikami Piastów i otrzymali od potomków Władysława Wygnańca funkcję kasztelanów, którą pełnili do chwili wzniesienia przez Bolka I warowni w pobliskim miasteczku Hain (Gaj, ob. Bolków).

 

PLAN ZAMKU W XIV WIEKU

 


 

ŚWINY

Pierwszym znanym nam terminem określającym gród było Suini lub Zvini użyte przez kronikarza Kosmasa w swej kronice z datą 1108. Od roku 1155 nazywano go Zpini, w 1331 funkcjonowała wciąż słowiańska terminologia Swinino, w 1317 Swin, w 1325 Sweina, zaś po 1407 – Sweyne. Przed drugą wojną światową miejscowa ludność określała warownię jako das alte Sauhausel. Po wojnie przez krótki okres zamek nazywano Świniogrodem.

 


 

IMG BORDER=1 style=

ZAMEK NA OBRAZIE FLEGLA Z LOŻY ŚWINKÓW
W KOŚCIELE POKOJU W JAWORZE (ok.1655)

 

d zarania dziejów warowni władał w Świnach ów możny ród Świnków(*), z którego wielkopolskiej gałęzi (pieczętującej się innym herbem) pochodził m.in. arcybiskub gnieźnieński Jakub Świnka. Ród ten posiadał własnych przedstawicieli zarówno w Polsce, Czechach, jak i na Śląsku, gdzie najszerzej rozwinęła się jego linia, dochodząc z czasem do kilku odgałęzień. Z upływem wieków słowiańsko brzmiące nazwisko ulegało germanizacji, i tak określenie Swyn, Zuini i Swinino przechodziło stopniowo w Swin i Swein, aby pod koniec XV stulecia przekształcić się ostatecznie w Schweinichen. Pierwszym właścicielem dworu był zapewne Jaxa De Swyn. Dokumenty z lat 1288 i 1313 wskazują odpowiednio na Jana, Piotra oraz Gunczela Świnkę (Johann, Peter i Gunzelin De Swyn) jako posiadaczy zameczku, którym w latach następnych zarządzali Konrad (1316), Peter oraz Henricus (1316-51). Postacią szczególnie wyróżniającą się był tu Henricus de Swyn, rycerz u boku Henryka jaworskiego, potem Bolka ziębickiego, w roku 1323 uczestnik wyprawy krzyżowej na Rodos, który dwadzieścia lat później przewodził rycerstwu strzelińskiemu podczas hołdu składanego królowi Czech Janowi Luksemburskiemu, i który na stałe rezydował w Świnach. Prawdopodobnie w połowie XIV stulecia na terenie grodu zbudował on potężną, otoczoną murem kamienną wieżę mieszkalną (niektórzy jako datę powstania budowli podają ostatnią dekadę XIII wieku). Z czasem zamek uległ sukcesywnej rozbudowie. Podejmowali ją kolejni przedstawiciele rodziny: Gunczel oraz Nickel, bracia von Swein, a później m.in. kolejny Gunczel, urodzony w 1456 i żyjący 110 lat Burgmann (który zmarł nie ze starości ale na zwyczajną grypę), a także niemal równie długowieczny Johann (1510-1606). Renesansowa przebudowa skupiła się na założeniu nowego dziedzińca oraz sanacji gotyckich budynków, w których przekształcono wnętrza mieszkalne, m.in. zaopatrując je w większe otwory okienne. Kolejna poważna rozbudowa zamku, która rozmyła jego dotychczasowy charakter i nadała mu piętno zamku-rezydencji, przeprowadzona została przez Johanna Sigismunda von Schweinichen w pierwszej i drugiej tercji XVII wieku. Johann Sigismund (Jan Zygmunt), wieloletni turysta po krajach Europy, podczas swojego pobytu w Italii poddał się urokowi sztuki włoskiej i być może właśnie stamtąd sprowadził architekta, aby ten zrealizował jego estetyczne ambicje. Przy okazji warto wspomnieć, że Johann był owocem makabrycznego według dzisiejszych standardów związku 81-letniego Johanna von Schweinichen i Katarzyny von Sommerfeld, która w chwili ślubu liczyła sobie…15 wiosen.

 

IMG BORDER=1 style=

ZAMEK W ŚWINACH NA XIX-WIECZNEJ LITOGRAFII

 


 

PIJANY JAK ŚWINKA

Rycerski ród von Schweinichen od dawien dawna znany był z ogromnego zamiłowania do alkoholi, a w szczególności do wina, które kupowano często i w ogromnych ilościach. Wielowiekowa praktyka konsumencka sprawiła, że z pokolenia na pokolenie organizmy Świnków ewoluowały, wytwarzając taką odporność na procenty, o jakiej mógł pomarzyć niejeden polski pijaczek. Legendą już obrósł przypadek Jerzego Schweinichen, który założył się z pewnym polskim szlachcicem, kto więcej wina wypije i pod stół nie padnie. Stawka zakładu wydawała się poważna: ze swej strony Jerzy postawił 1000 dukatów, a ów szlachcic – przepiękną karetę zaprzężoną w sześć wspaniałych koni. Kiedy osuszali dwudziestą butelkę i nasz zawodnik był już mocno wstawiony, Świnka rozkazał, aby przynieść drewniany ceber do pojenia koni i napełniwszy go winem wypił całą zawartość za jednym zamachem. Pod Polakiem nogi się ugięły. Nie odezwawszy się słowem wyszedł z zamku w asyście odprowadzającego go pewnym krokiem gospodarza.

Te oraz inne opowieści stworzyły mit o nieograniczonych możliwościach Świnków, w jakie zapewne niektórzy z nich uwierzyli, chełpiąc się publicznie, nieopatrznie prowokując los i sprowadzając na siebie kłopoty. Jednym z takich naiwnych był Konrad von Schweinichen, który podobno podczas suto zakrapianej uczty, będąc już mocno pijanym, oświadczył głośno, iż nawet sam diabeł nie dałby mu rady, a jeśli ma go porwać, to niech zrobi to tu i teraz. Po tych słowach rozległ się grzmot i pojawił piorun celując prosto w gospodarza ze skutkiem wiadomo jakim. Trzymany przez Świnkę kielich uległ całkowitemu stopieniu i wraz z nim został pochowany.

 


 

IMG BORDER=1 style=

REKONSTRUKCJA ŚCIANY PÓŁNOCNEJ ZAMKU (1887)

 

ybudowany ogromnym nakładem sił oraz środków zamek niedługo cieszył się swym wspaniałym wyglądem. Po śmierci Jana w 1664 przeszedł on na własność bratanka Jana Zygmunta: Ernesta (zm.1696), a następnie jego syna Jerzego von Schweinichen (1656-1702), ostatniego z linii Świnków na Świnach, by w 1702 roku przy podziale majątku trafić w ręce zięcia Jerzego Ernesta – Sebastiana Heinricha von Schweinitz, potomka innego znanego śląskiego rodu słowiańskiego pochodzenia (pierwotne nazwisko: ze Swięca, von Svenz). Sebastian Heinrich von Schweinitz sprzedał zamek swemu kuzynowi, w rękach potomków którego Świny pozostały aż do 1769. W czasie wojny siedmioletniej zamek został (1761) ograbiony przez rosyjskich żołnierzy, którzy rozbili i splądrowali nawet grobowce Świnków w pobliskim kościele zamkowym pw. Św. Mikołaja. Po tym budowla podupadła tak mocno, że od tego czasu stała opuszczona. W 1769 prawa do niej nabył na poprowadzonej przez syndyka upadłości przymusowej aukcji pruski minister stanu Johann Heinrich hr. von Churschwandt. Niezamieszkany zamek szybko popadł w ruinę, a dzieła zniszczenia dopełnił huragan z 1848 roku i wielki pożar z roku 1876. Rezydujący w Austrii potomkowie (z 2. małżeństwa) żony i spadkobierczyni Churschwandta Marii Teresy z rodziny hr. von Nimptsch h. Bończa, hrabiowie Hoyos von Sprinzenstein, dopiero w 1875 przenieśli się na Śląsk – na ocalenie zamku było już wtedy za późno. Początek XX wieku przyniósł wzrost świadomości historycznej i potrzebę ratowania upadłego zabytku. Od 1905 oddany przez hrabiego Stanisława Hoyosa w opiekę lokalnemu związkowi „Heimatverein Bolkenhain” zamek poddany został gruntownej restauracji: mury odgruzowano i wzmocniono, a w latach 30-ych przykryto dachem zamkową wieżę. W 1941, podczas II wojny światowej, niechętni Hitlerowi gospodarze musieli sprzedać zamek państwu. Władze III Rzeszy zamierzały „po zwycięskiej wojnie” odbudować go z przeznaczeniem na ośrodek młodzieży Hitlerjugend. W roku 1942 ruiny przekazano wojsku, które zorganizowało tutaj magazyn produkowanych w podziemnych fabrykach Bolkowa części do samolotów. Prace remontowe kontynuowano po II wojnie światowej. Po transformacji ustrojowej ruiny warowni trafiły w prywatne ręce.

 

IMG  BORDER=1 style= IMG  BORDER=1 style=

RUINA ZAMKU ŚREDNIEGO

 


 

SKARBY

Od zakończenia 2. wojny światowej nieustannie krążą po okolicy opowieści, legendy i wspomnienia z czasów jej zakończenia, kiedy Niemcy likwidowali założoną tu fabrykę uzbrojenia, do której prowadzi położona poniżej zamku sztolnia. Żyjący jeszcze świadkowie twierdzą, że hitlerowcy przed ucieczką ze Śląska przywieźli tu kilkaset skrzyń, te umieścili w owych sztolniach, do których dojścia następnie wysadzili w powietrze. Jedna z bardziej fantastycznych wersji sugeruje związek z Bursztynową Komnatą, inna podąża tropem zaginionego złota z czeskiej Pragi, jeszcze inna postrzega to miejsce jako ukryty magazyn dla dóbr skradzionych z Krakowa przez siepaczy Gauleitera Generalnej Guberni Hansa Franka. Być może wszystkie te hipotezy są efektem głęboko zakorzenionej mitologizacji Sudetów jako obszaru wolnego od nalotów alianckich, przez to niezwykle atrakcyjnego dla Niemców pod wieloma względami. Faktem pozostaje jednak, że tuż po wojnie teren ten był długo i dokładnie strzeżony przez Rosjan, którzy na wzgórzu zamkowym urządzili obóz szkoleniowy Hagady, żydowskiej organizacji militarnej działającej w Palestynie. Mówi się, że jeden z sowieckich generałów podjął poszukiwania na własną rękę. Czy coś znalazł? Pewnie nigdy się tego nie dowiemy.

 


 

POCZTÓWKI Z LAT 1940/41: FASADA PÓŁNOCNA Z PRZEJAZDEM BRAMNYM I WIDOK OD POŁUDNIA

 


sytuowany przy starej drodze prowadzącej z Jawora przez Kamienną Górę i bramę Lubawską do Czech, w najwyższej części skalnego cypla, zespół obronny składał się z gotyckiego zamku górnego oraz renesansowego zamku dolnego. W obrębie części gotyckiej mieściła się XIV-wieczna, otoczona murem potężna wieża mieszkalna – donżon. Wzniesiona z łamanego kamienia pięciokondygnacyjna (bez piwnic) budowla miała prostokątny plan o wymiarach 18×12 metrów i grube na 2,5 metra mury. Chronione zasuwaną broną wejście do wieży wiodło przez zachowany do dziś gotycki portal; jej parter zajmowała sala rycerska, a na wyższe piętra prowadziły drewniane schody. Góra najprawdopodobniej zwieńczona była blankami i przykryta wysokim dachem na wzór wieży mieszkalnej w Siedlęcinie. W wieku XV budowla została powiększona o przylegający do niej od zachodu gmach mieszkalny, a całe założenie (częściowo) otoczone zostało murem obronnym. Wjazd na dziedziniec prowadził usytuowaną w południowej jego części ostrołukową bramą.

 

ZAMEK NA POCZTÓWKACH Z POCZĄTKU XX WIEKU

 

ajwiększe przekształcenia siedziby Świnków miały miejsce w pierwszej połowie XVII stulecia. Znacznie rozszerzyły one obszar zamku i jego walory obronne. Powstał wtedy trójkondygnacyjny pałac, łączący się krótkim skrzydłem północnym z gotycką wieżą. Jego naroża umocniono dwiema cylindrycznymi basztami, a całość wpisano w nowożytne, trapezoidalne w planie fortyfikacje, które obejmowały przystosowane do walki z użyciem broni palnej dwie baszty i dwie basteje. Podczas wojny trzydziestoletniej w połowie kurtyny zachodniej obwodu obronnego wzniesiono niewielki bastion wzmacniający pośrodku długi odcinek murów fortyfikacji, tzw. piatta forma. Przebudowie uległa także stara wieża, do której od południa dostawiono wygodną klatkę schodową. Wjazd uzupełniony został murem kurtynowym, ciągnącym się od północno-wschodniej baszty do przyczółka mostowego nad fosą. Zamurowane podłucze mostu otrzymało otwory strzelnicze, ufortyfikowano również położoną na wschód od budynków równinną terasę, na której stanął kościół.

 

W całym okresie funkcjonowania zamek w Świnach, jako jeden z niewielu
na Śląsku, nigdy nie został zdobyty

 

 

PLAN ZAMKU W ŚWINACH: (PO ROZBUDOWIE)
1. DONŻON, 2. DOM ZACHODNI, 3. PAŁAC, 4. BRAMA WJAZDOWA, 5. BASTEJE, 6. BASTION

 


 

IMG  BORDER=1 style= IMG  BORDER=1 style=

FASADA PÓŁNOCNA ZAMKU I ALEJKA PROWADZĄCA WPROST DO BRAMY

 


arownia stanowi dziś dobrze czytelną, malowniczą ruinę. W obrębie zamku górnego w całości zachowała się wieża z resztkami sgraffitowych dekoracji oraz pozbawiony dachu renesansowy dom zachodni. Na zamku dolnym stoi zrujnowany pałac z barokowymi portalami bramnymi, nad którymi widnieje tarcza rodowa Świnków. Wewnątrz pałacowych bastei widoczne są jeszcze, wykonane przez znudzonych pilnowaniem lotniczych silników żołnierzy Wermachtu, malowane postacie XVII-wiecznej szlachty. Przetrwały też fragmenty murów obwodowych z bastejami w południowej części zamku. Ruiny, mimo że od pewnego czasu znajdują się w rękach prywatnych, czasami bywają dostępne dla zwiedzających. W najbliższym czasie planowana jest pełna odbudowa zamku.

 

IMG  BORDER=1 style= IMG  BORDER=1 style=

WIEŻA MIESZKALNA, DZIŚ POZBAWIONA STROPÓW,
OD NIEDAWNA OTWARTA JEST DLA ZWIEDZAJĄCYCH

WIDOK NA MURY DOMU ZACHODNIEGO I WIEŻĘ
OD STRONY POŁUDNIOWO-ZACHODNIEJ

 


Dojazd tak jak do Bolkowa plus dwa kilometry w kierunku północnym (droga na Legnicę). Pod bramą darmowy parking. (mapa) (2011)

 


1. M. Chorowska: Rezydencje średniowieczne na Śląsku, OFPWW 2003
2. O. Czerner, J. Rozpędowski, Bolków i Świny, Ossolineum 1960
3. B. Guerquin: Zamki w Polsce, Arkady 1984
4. I. T. Kaczyńscy: Zamki w Polsce południowej, Muza SA 1999
5. L. Kajzer, J. Salm, S. Kołodziejski: Leksykon zamków w Polsce, Arkady 2001
6. R. Łuczyński: Zamki, dwory i pałace w Sudetach, Wspólnota Akademicka 2008
7. M. Świeży: Zamki, twierdze, warownie, Foto Art 2002

 

Tekst we współpracy z p. Alexandrem von Freyer

 

IMG  BORDER=1 style= IMG  BORDER=1 style=

FRESKI W BASZCIE WSCHODNIEJ JAKO PRZEJAW WRAŻLIWOŚCI ŻOŁNIERZY WERMACHTU

WIDOK Z ZAMKU NA POBLISKI BOLKÓW

 

(*) Nazwisko Świnka pochodzi od dawnego określenia dzika, zwanego wówczas świnią. Jak mówi legenda, wywodzi się ono od niejakiego Biwoja, który w 712 roku podarował królowej Libuszy własnoręcznie upolowanego odyńca, za co w nagrodę otrzymał herb z dzikiem, okoliczne ziemie i cnotę królewny Kazi.

 

HERB ŚWINKÓW

 


 

Bolków – ruina zamku książęcego XIIIw., ok. 2 km
Lipa – ruina zamku XIVw., ok. 7 km
Kłaczyna – relikty zamku XVw., ok. 8 km
Płonina – ruina zamku rycerskiego, XIVw., ok. 10 km
Myślibórz – relikty zamku XIII/XIVw., ok. 15 km
Jawor – zamek książęcy XIII/XIVw., przebudowany, ok. 16 km

 


 

Będąc w Świnach warto przy okazji zobaczyć również:

IMG

Nieopodal zamku kościółek św. Mikołaja z XIVw., jednonawowy, z wieżą dostawioną od zachodu. W środku wyposażenie z XVIw., m.in. malowane Stalle, nagrobki rodziny Świnków oraz epitafium Jana Zygmunta Świnki z roku 1664.

 

Reklamy

PASZOWICE

WIOSNA 055 WIOSNA 019 WIOSNA 022 WIOSNA 026 WIOSNA 032 WIOSNA 033 WIOSNA 034 WIOSNA 035 WIOSNA 039 WIOSNA 042 WIOSNA 045 WIOSNA 047 AUTOR ! DK (23) AUTOR ! DK (22) AUTOR ! DK (24) FOTO DK (54) WIOSNA 048 WIOSNA 049 WIOSNA 057 WIOSNA 059 WIOSNA 066 WIOSNA 061 WIOSNA 064

 

Kościół parafialny (poewangelicki) p.w. Św. Trójcy Kościół powstał w 1784 roku jako świątynia ewangelicka i przebudowany został w 1910 roku. Zbudowany jest z cegły i kamienia. Więźba dachowa drewniana, dach pokryty dachówką. Wieża kościoła zakończona hełmem z latarnią pokrytą blachą. Nawę obiegają empory, które wraz z późnobarokowym ołtarzem głównym, wypełnionym rzeźbami świętych oraz prospektem organowym, tworzą jednolitą całość. Z końca XVIII w. pochodzą także: obraz „Ostatnia Wieczerza”, zespół zamków ślusarskich drzwiowych, świeczniki wykonane z drewna, rzeźbione, złocone, srebrzone; stopa i trzon łączone za pomocą drewnianego kołka, obydwa jednakowe. Obok kościoła znajduje się dom dla duchownych tzw. plebania.

Parafia Paszowice

należy do dekanatu Jawor. Na jej terenie są dwa kościoły, cztery kapliczki i figura Matki Bożej, oraz dwa krzyże przydrożne. Mieszkańcy, których jest 1570, utrzymują się w przeważającej liczbie z pracy na roli. Chlubą parafii są właśnie jej mieszkańcy. Mimo nie najlepszego statusu ekonomicznego są bogaci duchem. Potrafią zmobilizować się do twórczej pracy na rzecz parafii, czego wymownym przykładem mogą być piękne świątynie. Cieszą się ze wspólnych dokonań, chętnie uczestniczą w rozwiązywaniu różnych problemów, są otwarci na różne inicjatywy. Mężnie bronili krzyży w latach 80, potrafią dbać o dobra materialne parafii, „wywalczyli” także pozostanie w granicach diecezji legnickiej. W parafii działa Rada Parafialna, która służy pomocą i radą ks. proboszczowi, Koła Żywego Różańca, które swoją modlitwą wspierają parafię, oraz Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, które poprzez różne inicjatywy pomaga rodzinom.

(na podstawie jubileuszowego wydawnictwa parafii w Paszowicach autorstwa Jana Łosika)

Ks. Tadeusz Wnęk

urodził się 17 sierpnia 1943 r. w Nieszkowicach koło Bochni. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1967 r. z rąk arcybiskupa Bolesława Kominka. Był wikarym w Brzegu Opolskim, Węglińcu i w Legnicy, potem proboszczem w Koskowicach i Męcince, a od 2004 r., tj. od trzech lat jest proboszczem w Paszowicach. Jak powiedział, swoją pracę w nowej parafii rozpoczął nie tylko od spraw duchowych, ale i materialnych. Dotyczyły remontu plebanii, a przede wszystkim wnętrza kościoła. Przyznaje, że parafianie stanęli na wysokości zadania i pomogli mu doprowadzić kościół do stanu świetności. – Był to niezwykle duży wysiłek dla całej wspólnoty parafialnej, ale prace tak szybko postępowały, że w roku ubiegłym biskup Stefan Cichy poświęcił odnowioną świątynię – mówi ks.proboszcz Tadeusz Wnęk. W sferze duchowej stawia duży nacisk na udział w niedzielnej Mszy św. i przyjmowanie Komunii świętej. Chciałby, aby kościół pękał w szwach, nie tylko podczas rekolekcji czy w święta.

JAKUSZYCE – SZKLARSKA PORĘBA

 

ZDJĘCIA ! DK (3)

Historia miejsc i ludzi. Ponoć cxym wyżej tym bliżej Pana Boga , he, he. Coś w tym jednak jest ! Kocham góry i zimę !

Polecam Jakuszyce i Szklarska Porębę wszystkim tym co chcą naprawdę odpocząć od zgiełku miast. Wspaniale trasy widoki i spokój , przyroda i widoki szczególnie zimowe, których się nie zapomni nigdy. Zasadniczo Jakuszyce i Szklarska Poręba jest tuz za Jelenią Górą na granicy polsko – czeskiej z Wrocławia będzie to około 140 kilometrów. Dojazd bardzo dobry. Uwaga ! Ceny w restauracjach żydowskie !!! Zdjęcia mojego autorstwa.

BORDER RUSH – VI Edycja Wyścigu Psich Zaprzęgów


Kolejna edycja wyścigów psich zaprzęgów, kolejny rekord!
Już wkrótce rusza Husqvarna Tour 2012!

05.01.2012 r. rozpoczyna się VI edycja jednego z najtrudniejszych wyścigów psich zaprzęgów w Europie – Husqvarna Tour. 70 ekip najlepszych maszerów z całego świata, w ciągu 4 dni pokona prawie 150 km trasy! To niecodzienne widowisko, z roku na rok przyciąga coraz większą liczbę kibiców – nie tylko zwolenników sportów zimowych…

To już tradycja – co roku jedne z najtrudniejszych, międzynarodowych wyścigów psich zaprzęgów biją rekordy! Ponad 700 psów zaprzęgowych na starcie, 110 km trasy, śnieg, sportowa rywalizacja, 70 najlepszych ekip z całego świata i pełne emocji widowisko – to wszystko już na początku stycznia, w ramach Husqvarna Tour VI. Miejsce zawodów – Jakuszyce, nazywane polską Alaską, gwarantuje przeżycie niecodziennej przygody w czarującym, zimowym otoczeniu polskich Karkonoszy…

Wyścigi psich zaprzęgów to niezwykle widowiskowy, pełen pasji i pozytywnych emocji sport, który odbędzie się w dniach 5-8 stycznia 2012r., na trasie Biegu Piastów.

Na starcie Husqvarna Tour 2012 staną najlepsi maszerzy (osoby prowadzące zaprzęg) z całego świata, z ponad 700 psami zaprzęgowymi!

Żadne inne zawody w Europie nie cieszą się taką popularnością. Lista zgłoszeń uczestników została zamknięta na 5 tygodni przed rozpoczęciem zawodów, co jest ewenementem na skalę europejską. Cieszymy się, że pięć lat naszych wysiłków zostało docenionych przez najlepszych maszerów – komentuje Marta Winiarek-Miętus, Rzecznik Prasowy Husqvarna Tour.

Wyścigi psich zaprzęgów to dyscyplina bardzo widowiskowa. Sportowe emocje, psy, które aż rwą się do startu oraz piękny, zimowy krajobraz polskich gór sprawiają, że na skórze pojawia się gęsia skórka – nie tylko z zimna. Historia wyścigów psich zaprzęgów sięga czasów gorączki złota na Alasce. Nie trzeba jednak jechać tak daleko żeby zobaczyć dziesiątki białych, puszystych malamutów i poczuć klimat fascynującej przygody.

Najważniejszą cechą charakterystyczną dla ducha tej dyscypliny są ludzie i ich najlepsi przyjaciele – psy. W żadnym innym sporcie nie ma tak specyficznego klimatu. Sport ten wręcz urasta do rangi sztuki, w której największe sukcesy odnosi się, jeśli istnieje silna więź pomiędzy psami i ich właścicielem. Ekipy czerpią niezwykłą radość z możliwości wspólnego ścigania się po zaśnieżonych trasach… Dlatego na zawody zapraszamy nie tylko zwolenników sportów zimowych, ale również miłośników psów i wszystkich tych, którzy chcieliby spędzić czas w pięknym miejscu, w nietypowy sposób – bez względu na wiek – powiedział Maciej Konieczny, Sales Manager Dealer w firmie Husqvarna Poland.http://www.szklarskaporeba.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1672

Biuro Prasowe:
Od 5 stycznia na miejscu trwania zawodów będzie pracowało Biuro Prasowe Husqvarna Tour. Biuro Prasowe będzie, jak co roku, mieściło się w restauracji Biathlon przy Polanie Jakuszyckiej. Zapraszamy do współpracy i do odwiedzenia nas na miejscu. Prosimy o potwierdzenie obecności: mailto:mmietus@compress.com.pl; mailto:mzielinska@compress.com.pl .

Równolegle pracować będzie Biuro Prasowe Husqvarna w Warszawie ( mailto:pkrzesinski@compress.com.pl).

Więcej informacji na http://www.borderrush.com/

Jakuszyce
Zimą w pobliskich Jakuszycach dostępna jest potężna sieć tras dla narciarzy biegowych, latem zaś można korzystać z wyasfaltowanych torów treningowych na nartorolki. W lecie działa w mieście ponadto basen odkryty. Liczne ekskluzywne pensjonaty, prywatne kwatery i nowoczesne, hotele będące jednocześnie ośrodkami SPA & Wllness, stanowią świetnie przygotowaną bazę noclegową.

LEGENDY I INNE

Otwarcie „Szlaku Walońskiego”

9 maja 2010 r. pod Lipą Sądową o godz. 12.00 w Szklarskiej Porębie Dolnej nastąpi uroczyste otwarcie „Szlaku Walońskiego”, a następnie w Chacie Izerskiej prezentacja książki „Walonowie u Ducha Gór. Podziemne skarby Karkonoszy i Gór Izerskich”, której autorem jest Przemysław Wiater

Walonami nazywano w Karkonoszach i Górach Izerskich: „…wszelkich cudzoziemskich Wenecjan, Florentyńczyków lub innych Walonów, którzy jako ludzie gór, poszukiwacze kamieni czy też biegli w szkle przeszukiwali góry.” Ich “stolicą” była Stara Wieś Szklarska – dziś Szklarska Poręba Dolna. Ta najstarsza część miasta położona w malowniczej dolinie nad Szklarskim Potokiem powstała na przełomie XIII i XIV w. i związana była z walońskimi poszukiwaniami oraz hutnictwem szkła. Walonowie wskazywali hutnikom miejscowe złoża kwarcu. Najstarsza huta szkła wymieniona jest w dokumencie 7 lipca 1366 r. jako „od dawna już znajdująca się w Szklarskiej Porębie”, a ulokowana była obok skrzyżowania ul. Piastowskiej z Wiejską. Z czasem powstała osada z kaplicą na Orlej Skale, w której znajdował się cudowny obraz Matki Boskiej. Poniżej wyrosła „Lipa Sądowa”- miejsce, gdzie wójt stanowił lokalne prawo.

Szczególne znaczenie miał Chybotek – granitowy, dający się rozkołysać głaz, który według legend miał zamykać dostęp do ukrytych skarbów. Walonowie odnaleźli przypominający złoto piryt wydobywany ze sztolni na Czarnym Grzbiecie. Niedaleko wodospadu Szklarka Walonowie odkryli złoża dymnego kwarcu, w dolinie Kamiennej złoto, ametysty i granaty, a w potokach Gór Izerskich nawet perły. Dziś w Szklarskiej Porębie Dolnej podtrzymywane są walońskie tradycje. Miejscowa piekarnia piecze waloński chleb,w sklepie można kupić naturalnie warzone „Piwo walońskie”, a w okolicznych pensjonatach usłyszeć walońskie legendy i opowieści. Opodal w Muzeum Ziemi można nabyć kamienie szlachetne z Karkonoszy i Gór Izerskich, w Starej Chacie Walońskiej usłyszeć walońskie dzieje, a w Leśnej Hucie przypatrzyć się powstawaniu szkła.

W nawiązaniu do tradycji Stowarzyszenie „Zdolna Dolna”, które grupuje mieszkańców i sympatyków Szklarskiej Poręby Dolnej stworzyło niezwykły, jedyny taki „Szlak Waloński”. Przy jego realizacji zaangażowane były Karkonoski Park Narodowy, Muzeum Karkonoskie, Nadleśnictwo Szklarska Poręba, Oddział PTTK Sudety Zachodnie, Stowarzyszenie Cyklistów „Szklarska Poręba na Dwóch Kółkach”, Sudeckie Bractwo Walońskie, Towarzystwo Izerskie, Urząd Miasta Szklarska Poręba, Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego. Szlak prowadzi ze Szklarskiej Poręby Dolnej spod kościoła cmentarnego p.w. Matki Boskiej Różańcowej (tutaj też dogodne parkingi dla samochodów), obok Lipy Sądowej, koło miejsca lokalizacji najstarszej huty szkła, doliną Kamieńczyka, przez wodospad Szklarki, Starą Chatę Walońską, Muzeum Ziemi, Muzeum Wlastimila Hofmana, Złoty Widok, Grób Karkonosza, Chybotek z powrotem do Szklarskiej Poręby Dolnej. Jest to trasa łatwa, dostępna dla wszystkich turystów niezależnie od wieku i stopnia przygotowania, bogato ilustrowana tablicami z opisami ciekawszych miejsc szlaku, oznaczona jako ścieżka dydaktyczna kolorem czerwonym. „Szlak Waloński” został opisany na mapach i w niewielkim przewodniku z dołączonym szkicem sytuacyjnym, który jest dostępny w Referacie Promocji Miasta w centrum Szklarskiej Poręby przy ul. Jedności Narodowej 1 A.


Wodospad Kamieńczyka

Najwyższy (846m n.p.m) wodospad po polskiej stronie Karkonoszy. Składa się z 3 kaskad o łącznej wysokości 27 m. Z Progu spada do malowniczego Wąwozu Kamieńczyka, który ma ok. 100 m długości, skalne pionowe ściany osiągają od 20-30m wysokości, a szerokość w niektórych miejscach nie przekracza 4m. Pod środkową kaskadą wodospadu znajduje się niewielka, po części sztucznie wykuta przez Walończyków jaskinia „Złota Jama”. Przy wodospadzie znajduje się schronisko „Kamieńczyk” i szałas „Sielanka”.

Kolej Izerska
Mapa i kompas

„Kolej Izerska” – oryginalnie była to nazwa noszona przed wojną przez prywatną kolej Mirsk-Świeradów Zdrój: Isergebrigsbahn A.G.

Gdy w 1991 roku grupa osób wywodząca się z Partii Zielonych nawiązała współpracę z czeskimi kolegami na rzecz reaktywacji przewozów na nieczynnej linii i aby skutecznie prowadzić działania, konieczne było otrzymanie osobowości prawnej. Jednym z podstawowych wymogów dla rejestracji stowarzyszenia jest nazwa – jej propozycja została podsunięta przez partnerów czeskich, z ich punktu widzenia określenie „Kolej Izerska” (Jizerská dráha) jest bowiem poprawne.

Do 1938 roku linia prowadziła z Hirschberg (ówczesna nazwa Jeleniej Góry) do Polubny (od 1938 r. Polaun, od 1945 r. Kořenov), gdzie następowała odprawa celna i paszportowa oraz zmiana trakcji. Od strony niemieckiej linia była zelektryfikowana, od strony czechosłowackiej do stacji węzłowej Tannvald prowadziła linia z odcinkami wymagającymi napędu zębatego, obsługiwana przy wykorzystaniu parowozów. Granica przebiegała na Izerze, jednak przebieg linii wymuszał przejście przez teren sąsiedniego państwa już wcześniej, za ładownią Neuwelt / Novy Svet / Nowy Świat.

Po przyłączeniu części Czechosłowacji do III Rzeszy granice zniknęły, jednak w 1945 roku nowa granica Polski znów podzieliła linię na Izerze. Ruchu transgranicznego nie wznowiono, z terenu Polski wysiedlono praktycznie całą ludność, natomiast po stronie czechosłowackiej Harrachov był popularnym kurortem. Brak możliwości korzystania ze znajdującej się nieopodal (lecz za granicą) stacji był na tyle uciążliwy, że w lutym 1959 roku dokonano regulacji przebiegu granicy. Odcinek linii kolejowej, który znalazł się w Czechosłowacji, wraz z praktycznie nieużywaną od wojny częścią do stacji Tanvald, historycznie, administracyjne i technicznie nie były związane z linią zębatą (po czesku Zubačka) Tanvald-Kořenov. Ponieważ szlak przebiegał zboczami Gór Izerskich, można było użyć inną, zgodną z realiami geograficznymi nazwę.

Z polskiego punktu widzenia jednak, na terenie naszego kraju istniała już inna, wspomniana wcześniej linia kolejowa o takiej nazwie.

Aktywne działania Towarzystwa Kolei Izerskiej wpłynęły na rozpropagowanie określenia, zaś po akcji medialnej w związku z (nie)uruchomieniem przewozów, „Kolej Izerska” kojarzyć się będzie większości z samorządową linią w Szklarskiej Porębie.

Używanie terminu „Kolej Izerska” do momentu przejęcia przez Województwo Dolnośląskie było niewłaściwe także z innego powodu: mianem „kolei” dawniej określano przedsiębiorstwa budujące linie kolejowe i obsługujące je. Linia przez Szklarską Porębę stanowiła od momentu wybudowania część sieci kolei państwowych (pruskich, niemieckich, polskich). Tym bardziej jej fragment nie mógł nosić miana „kolei”. Z momentem przejęcia przez samorząd sytuacja zmieniła się: odtąd tor od Szklarskiej Poręby Górnej do granicy nie należy do państwowego zarządcy, również przewozy są zamawiane przez Urząd Marszałkowski. Nazywanie przejmowanych przez samorządy tras „kolejami” zaczyna być ponadto obecnie trendem.

Również z geograficznego punktu widzenia dla tego fragmentu linii określenie to jest lepsze niż omówiona poniżej „Kolej Doliny Kamiennej”, gdyż rzeka towarzyszy nowo położonym torom tylko na krótkim odcinku.

O ile więc możliwe jest zaakceptowanie określenia „Kolej Izerska” dla zrewitalizowanego odcinka samorządowego, to użycie go dla całej linii z Jeleniej Góry byłoby nadużyciem. Można się jednak spodziewać takiego rozszerzania pojęcia, gdy pociągi w końcu zaczną kursować w całej relacji do Kořenova.

Niemieckie określenie linii: „Die Zackenbahn” (Kolej Kamiennej) jest popularne w Polsce z dwóch powodów: nazwę tę nosi monografia linii, przyjął ją także serwis internetowy. Kłopot w tym, że w swojej przedwojennej historii linia nie była tak nazywana: jako fragment sieci kolei państwowej był to po prostu szlak Hirschberg-Schreiberhau-Polubny/Polaun. Nazwa ta pojawiła się w relacjach prasowych na okoliczność otwarcia linii, gdzie występuje co prawda bardziej poprawne określenie Zackenthalbahn (Kolej Doliny Kamiennej), jednak na potrzeby rytmiki wiersza napisanego z okazji otwarcia linii, środkowy człon został usunięty. Użycie przez H.Ch. Kaspera do zatytułowania książki sprawiło jednak, że określenie to rozpowszechniło się. Jest ono nieszczęśliwe z jeszcze jednego powodu: niemiecka nazwa rzeki Kamiennej – Zacken – to także przymiotnik „ząbkowany”. Bez członu określającego, że chodzi o rzekę lub jej dolinę, osoba postronna może zrozumieć nazwę niepoprawnie. Dodatkowo linia przez Szklarską Porębę łączy się w Kořenovie z koleją zębatą [Zahnradbahn], co przy niewłaściwym zrozumieniu lub tłumaczeniu nazwy „Zackenbahn” może wprowadzić dodatkowe zamieszanie.

W języku polskim sytuacja nie przedstawia się lepiej: „Kolej Doliny Kamiennej” jest długie i niejednoznaczne (nie wiadomo czy chodzi o Dolinę Kamienną czy dolinę rzeki Kamiennej, rzek o takiej nazwie jest kilka), podobnie inne możliwe formy. Z resztą w Polsce linie kolejowe rzadko noszą własne nazwy, zwykle określane są przez stacje końcowe.

W 2008 roku fragment linii kolejowej od stacji Szklarska Poręba Górna do granicy państwa został przejęty przez Województwo Dolnośląskie. ” Od momentu przejęcia, linia nr 311 (według wykazu D29) kończy się właśnie w km 29,844 , zatem termin ten nie jest już właściwy do określenia całej trasy kolei przebiegającej przez Szklarską Porębę.

Przez większość okresu funkcjonowania połączenie to było określane trywialnie, lecz trafnie „linią do Szklarskiej”. Biorąc pod uwagę możliwość wyjazdu na stronę czeską, oraz fakt, że na terenie Szklarskiej Poręby znajduje się ponad połowa długości szlaku, dziś najwłaściwszym byłby termin „linia przez Szklarską”.

Dominik Kara
(artykuł pochodzi z serwisu www.KwSzP.Info)

O złotym drzewie z Jagniątkowa
Trasa niebieska z Sobieszowa do Grzybowca
Legendy i wierzenia karkonoskie
Szlak zielony z Piechowic do Bobrowych Skał

Przez wiele wieków opowiadano w Karkonoszach o wielkim, złotym drzewie rosnącym gdzieś wysoko w górach. Poszukiwało go wielu śmiałków, nikomu jednak nie udało się znaleźć. Pewnego razu w drzewo to uderzył piorun i rozbił je w drobny pył, który osiadł w karkonoskich potokach. W skałach natomiast pozostał pień, od którego rozchodziły się złote korzenie.
Kiedy mieszkańcy Karkonoszy zorientowali się, że tutejsze rzeki i potoki zawierają złoty piasek, zajęli się jego wypłukiwaniem, zaprzestając poszukiwania legendarnego drzewa. Płukali tak intensywnie, że w końcu wypłukali całe złoto. Mieszkał jednak w górach biedny chłop, który nigdy nie przestał poszukiwać złotego drzewa. Jego trud został nagrodzony, odkopał w Kotle Jagniątkowskim jeden ze złotych korzeni, tak gruby jak wał koła młyńskiego. Radość chłopa była wielka, ale krótka, ponieważ sam nie był w stanie wydobyć całej żyły złota. Zgodnie z prawem wszystko, co było pod ziemią, należało do właściciela ziemi, czyli hrabiego Schaffgotscha z Sobieszowa. Udał się więc chłop do niego. Dziedzica, który akurat narobił długów karcianych, ucieszyła opowieść poddanego. Przystał więc na jego propozycję, że wskaże, gdzie znalazł złoto, ale pod warunkiem powierzenia mu kierownictwa robót i zapewnienia odpowiedniego udziału w zyskach.
Kiedy przybyli na miejsce i oczom wszystkich ukazał się wielki pień złotego drzewa, dziedzicowi aż dech zaparło. Pomyślał, że będzie najbogatszym człowiekiem w państwie, a z chłopem nie miał zamiaru się dzielić. Swoim sługom kazał go nawet pobić i wypędzić. Wykopanie złota powierzył pan swemu zaufanemu słudze, a sam wrócił do pałacu. Kiedy rano postanowił wybrać się z robotnikami na miejsce odkrycia, aby odkopać korzeń, nie mogli go odnaleźć. Przez tydzień bezskutecznie krążyli po lesie, gubili ścieżki, ale niczego nie znaleźli – korzeń zniknął.
Zniknął za sprawą oszukanego chłopa, który zaklął i zaczarował miejsce, w którym znajdował się złoty korzeń. Być może dlatego nikt już później nie mógł go odnaleźć. Do dziś więc w Czarnym Kotle złoty korzeń czeka na swojego odkrywcę.
źródło: „Miesięcznik Miłośników Gór” Jacek Pławski na podstawie: I. Łaborewicz, Legendy i podania Jeleniej Góry, Jelenia Góra 2002, s. 105-108.

SZKLARSKA PORĘBA to takie miejsce , na którego zwiedzanie jest za mało jeden dzień. Trasy turystyczne , punkty widokowe i wiele innych atrakcji przyciągają tutaj ludzi z całej Polski ale i nie tylko. Z Zakopanem Szklarska Poręba ma wspólne wygórowane ceny i niestety trzeba się liczyć że czlowieka obedrą ze skóry, no ale przeca nie wszyscy w Polsce klepią biedę lub żyją z fabrycznych pensji.

Zejście na dół wodospadu. Nie wiem po co są te kaski, ale wciskają jena silę.

Wodospad Kamieńczyka

Najwyższy wodospad w polskich Karkonoszach. Próg wodospadu znajduje się na wysokości 843 m n.p.m. Wodospad spada trójstopniową kaskadą o wysokości 27 m do przepięknego Wąwozu Kamieńczyka.

Wąwóz Kamieńczyka ma ok. 100 m długości, jego pionowe, skalne ściany osiągają ponad 25 m wysokości, a szerokość na niektórych odcinkach nie przekracza 4 metrów.

Za środkową kaskadą wodospadu znajduje się, po części wykuta sztucznie przez Walończyków, jaskinia – tzw. „Złota Jama” ze skupiskami pegmatytu i ametystów. Przy wodospadzie znajduje się schronisko „Kamieńczyk” i „Szałas Sielanka”.

Urok i baśniowy klimat wąwozu Kamieńczyka docenił Andrew Adamson reżyser brytyjskiej produkcji „Opowieści z Narnii: Książę Kaspian”.

Dla kasiastych można wyjście pod górę uprzyjemnić sobie kuligiem, który kosztuje 50 zloty jakieś 300 metrów. Nie zapytałem ino tylko czy to jest od kursu czy osoby. Zdjęcie specjalne przerobione żeby mnie straż graniczna, ABW, Anitifa i baba nie poznała.

Nakręcono tu sceny do ekranizacji tej znanej i cenionej książki C. S. Lewisa. Mieszkańców Szklarskiej Poręby nie dziwi wybór producentów filmu. W wąwozie Kamieńczyka, z jego pionowo wznoszącymi się skalnymi ścianami, szumem spadającej z wysoka wody można poczuć się jakbyśmy zeszli do baśniowego królestwa.

Kamieńczyk doczekał się jednak swojej własnej opowieści. Jak głosi legenda wodospad powstał z łez siedmiu rusałek, które opłakiwały śmierć jednej z nich zakochanej w Kamieńczyku Broniszu, który wysoko w Karkonoszach szukał szlachetnych kamieni aby pomóc w biedzie chorej matce.

Łabudka, bo tak nazywała się rusałka, nie bacząc na ostrzeżenia sióstr zakochała się w śmiertelniku. Oddała mu swój cały skarb – drogocenne kamienie, aby ten mógł przeznaczyć je na leczenie chorej matki. Bronisz, który odwzajemnił uczucie rusałki obiecał, że niedługo wróci. Tak się jednak nie stało, choć Łabudka wypatrywała Bronisza prze wiele dni.

W końcu chora z tęsknoty postanowiła odszukać ukochanego. Ruszyła spod swego domu pod Łabskim Szczytem na północ w kierunku Hali Szrenickiej. Stamtąd ostrożnie posuwała się w dól. Nagle zobaczyło przerażający widok – ciało swego ukochanego, który spadał ze skalnego urwiska. Rusałka z wrażenia poślizgnęła się i upadła koło Bronisza. Siostry długo płakały nad losem kochanków, a z ich łez powstał wodospad Kamieńczyka – jedno z najpiękniejszych miejsc w Karkonoszach.
tekst: Anita Kaczmarska


W Szklarskiej wita nas Duch Gór pod postacią tej właśnie figury rogacza.

Dojście: z centrum miasta szlakiem czerwonym (GSS) – od węzła szlaków Szklarska Poręba-centrum ul. Sikorskiego lub szlakiem czarnym biegnącym obok dolnej stacji Kolei Linowej „Szrenica”

Opłaty specjalne za wstęp do Wąwozu Kamieńczyka

bilety jednorazowe: 5 zł normalny, 2,50 zł ulgowy
bilet jednodniowy dla uczestników grup z przewodnikiem górskim sudeckim 4,00 zł 2,00 zł

Czynne: codziennie od 9:00 do 17:00


SCHRONISKO KAMIEŃCZYKA. Atmosfera w środku domowa aż się chce tam siedzieć ino kapusty trzeba mięć dość sporo.

Schronisko Kamieńczyk położone jest tuż przy wodospadzie Kamieńczyka (27 m wys. najwyższy w Sudetach).
Pierwsze prywatne schronisko górskie, wybudowane po II wojnie światowej przez Janinę i Jerzego Sieleckich w 1997 roku.
Znajduje się przy głównym szlaku na Szrenicę. Wspaniała baza wypadowa w górne partie Karkonoszy, na wycieczki piesze, rowerowe. W pobliżu dużo tras narciarstwa zjazdowego jak i biegowego.

Posiadamy 19 miejsc noclegowych w pokojach dwu i trzyosobowych.
Do dyspozycji gości bufet oraz sala z kominkiem.

Przy schronisku obszerny szałas z ogniskiem i barem, gdzie można kupić i usmażyć kiełbaskę, wypić piwko, odpocząć, zrelaksować się po trudach wędrówki…
Organizujemy imprezy plenerowe (niezależnie od pogody).

*******************************************

Widok ze schroniska bajeczny. Super miejsce do medytacji. Przydobej pogodzie widac otaczajace góy.

Szrenica jest rozległym szczytem dominującym nad Szklarską Porębą. W partiach szczytowych Szrenicy usytuowanych jest kilka interesujących formacji skalnych takich jak Końskie Łby, Twarożnik oraz Trzy Świnki. Przy szlaku ze Szklarkiej Poręby na Szrenicę położony jest Wodospad Kamieńczyka, będący najwyższym wodospadem w Karkonoszach i stanowiący jedną z głównych atrakcji turystycznych okolic Szklarskiej Poręby.

Tam zima trwa w najlepsze, gdy reszta Polski jest spowita w szarości.

Szlak na Szrenicę w początkowym fragmencie jest łagodny jednak od Rozdroża pod Kamieńczykiem prowadzi stromo do góry i wznosi się mozolnie aż do szczytu Szrenicy. Na Hali Szrenickiej szlak wydostaje się ponad górną granicę lasu i wraz z nabieraniem wysokości oraz zbliżaniem się do szczytu Szrenicy rozpościerają się z niego coraz efektowniejsze i bogatsze widoki na Karkonosze, Góry Izerskie, Pogórze Karkonoskie oraz Kotlinę Jeleniogórską.

Ze Szklarskiej Poręby Górnej na Szrenicę prowadzi czerwony szlak będący fragmentem Głównego Szlaku Sudeckiego. Z centrum miasta szlak wiedzie ulicą Sikorskiego wzdłuż rzeki Kamiennej. Idąc trasą w kierunku przejścia granicznego w Jakuszycach mijamy po kilku minutach z lewej strony Krucze Skały, wykorzystywane dla celów wspinaczki skałkowej. Niedaleko za skałami do drogi dochodzi czarny szlak prowadzący dookoła Szklarskiej Poręby. Przekraczamy tutaj most na Kamiennej. Z prawej strony w odległości kilkudziesięciu metrów wznosi się nieczynna już Huta Szkła ”Julia”.

W ramach uprzejmości zdjęcie do rodzinnego albumu.

Za mostem czerwony szlak opuszcza jezdnię i prowadzi prosto leśną drogą razem ze znakami czarnymi. Po około 15 minutach dochodzimy do Rozdroża pod Kamieńczykiem. Zostawiamy tutaj czarny szlak, który odchodzi w lewo do dolnej stacji wyciągu na Szrenicę i który może być wykorzystany jako alternatywne dojście ze Szklarskiej Poręby do Rozdroża. Znaki czerwone wiodą dalej kamienistą drogą początkowo łagodnie pod górę, by wkrótce poderwać się wyraźnie i w przeciągu 10-15 minut dotrzeć do Wodospadu Kamieńczyka. Powyżej wodospadu znajduje się schronisko turystyczne ”Kamieńczyk”. Z widokowego występu roztacza się widok na wodospad opadający potrójną kaskadą o łącznej wysokości 27 metrów. Kamienne schody umożliwiają zejście do skalistego wąwozu położonego u stóp wodospadu (po drodze kasa). Sprzed schroniska roztacza się widok w kierunku Gór Izerskich z Wysokim Kamieniem.

Ponad wodospadem Kamieńczyka zaczyna się monotonne około godzinne podejście brukowaną drogą na Halę Szrenicką. Pierwszy odcinek podejścia wiedzie lasem, który przerzedza się po około 30 minutach, a ponad wierzchołkami drzew ukazuje się budynek Schroniska na Hali Szrenickiej. Końcowy fragment podejścia przecina rozległą Halę Szrenicką i doprowadza do schroniska usytuowanego na wysokości 1195 metrów. Sprzed schroniska interesujący widok na masyw Gór Izerskich.

Od schroniska w kierunku Szrenicy prowadzi dosyć stromo wznosząca się droga jezdna. Tuż powyżej schroniska w lewo odbija zielony szlak w kierunku skał Końskie Łby i dalej do górnej stacji wyciągu na Szrenicę. Stanowi on ciekawszy wariant dojścia na szczyt Szrenicy oferując piękne widoki na położoną poniżej Szklarską Porębę. Od górnej stacji wyciągu na Szrenicę prowadzi czarny szlak doprowadzający na szczyt w około 10 minut. Wejście na Szrenicę szlakiem zielonym i następnie czarnym zajmuje łącznie około 20-25 minut. Idąc z Hali Szrenickiej szlakiem czerwonym dochodzimy po 15 minutach do rozstaju dróg. Szlak czerwony prowadzi do formacji skalnej Trzy Świnki, natomiast w lewo odchodzi znakowana na czarno droga prowadząca na szczyt Szrenicy, który osiagamy po niecałych 5 minutach.

Na szczycie stoi duże schronisko turystyczne. Szrenica stanowi doskonały punkt widokowy zarówno na polskie jak i czeskie Karkonosze, a także Pogórze Karkonoskie, Kotlinę Jeleniogórską i Góry Izerskie. Kilkadziesiąt metrów poniżej szczytu znajduje się górna stacja dwuodcinkowego wyciągu krzesełkowego z Marysina. Zimą okolice Szrenicy stanowią doskonały teren narciarski, a na jej zboczach poprowadzone są nartostrady Puchatek, Lolobrygida, Śnieżynka, Bystra.

http://www.e-gory.com/opisy.php?opis=202


Stary potulny Bernardyn

Od kilku stuleci koło przełęczy św. Bernarda, łączącej Szwajcarię z Włochami, w klasztorze Augustianów, hodowano psy, których zadaniem było ratowanie ludzi w górach, przysypanych lawinami, umierających z zimna. W Alpach, na wysokości około 2500 metrów n.p.m., niekiedy od września do czerwca leży wielometrowa warstwa śniegu, a temperatura dochodzi do – 30 stopni Celsjusza. Bardzo częstym zjawiskiem są mgły, burze i zamiecie. Zwłaszcza dawniej, kiedy nie było jeszcze tunelu łączącego te dwa kraje, ciężko było wędrowcom przemierzać góry i przełęcz, przez osiem miesięcy w roku bardzo trudno dostępną. I dlatego – aby nieść pomoc potrzebującym – w XI wieku Bernard z Aosty założył przy przełęczy klasztor i schronisko.

Zaczęła się wielka kariera psów jako nieodzownych pomocników na górskich bezdrożach. Na wzmiankę zasługuje, że pierwotny bernardyn był psem twardowłosym, lżejszym i mniejszym. W XIX wieku bernardyny skrzyżowano z nowofundlandami, dzięki czemu obok krótkowłosych egzemplarzy pojawiły się długowłose. Szybko jednak okazało się, że w surowych górskich warunkach zamarzający na futrze śnieg stanowi duże utrudnienie w poruszaniu się. Do dzisiejszego dnia na przełęczy z tego powodu hodowane są bernardyny o szacie twardszej i znacznie krótszej niż u egzemplarzy spotykanych najczęściej na psich wystawach w Polsce i nie tylko.

Wróćmy jednak na bezdroża alpejskich szlaków, do czasów, kiedy psy nie były, jak obecnie, niemal wyłącznie atrakcją dla turystów z całego świata, licznie odwiedzających klasztor zamieniony w hotel. W owych latach pomoc niesiona przez zakonników była wysoce zorganizowana. Najtrudniejsze odcinki dróg były patrolowane codziennie. Jeden człowiek miał ze sobą dwa psy, doświadczonego ratownika i młodszego, dopiero przyuczanego bernarda. Szkolenie trwało bardzo krótko. Po kilku lekcjach młody ratownik był zdolny do samodzielnej pracy. Jest to bardzo ważna cecha bernardynów – jeśli zrozumie czego od niego wymagamy, robi to natychmiast.

Zejście na dół kanionu – wąwozu. Zjecie jest dość strome ale dobrze zabezpieczone, tak że nie ma obawy. Warto to zobaczyć, bo sam widok należny do bardzo przyjemnych.

Te psy robią wrażenie myślących partnerów i dlatego absolutnym błędem jest używanie przemocy. Skutkiem takiego działania może być wręcz odwrotna od oczekiwanej reakcja psa i uparte zacięcie się. Bernardyn jest wspaniałym obrońcą w sytuacji koniecznej – zrównoważony ale odważny i bojowy. Humorystyczne, wręcz filmowe sceny wzięte z życia opisywała doskonała znawczyni tych psów i treserka Joanna Milewska. Szczenięta omawianej rasy obserwowały jak Joasia rozwieszała a później zbierała pranie, w pewnym momencie zaczynały robić to samo, zrywać bieliznę ze sznurków i przynosić pod drzwi domu ….W innej sytuacji, w hotelu, kiedy pokojówka zabrała z pokoju zużyte ręczniki i wyszła na korytarz, bernardynka popędziła za nią i z wózka, terroryzując dziewczynę, przyniosła wszystko z powrotem….

Nieprzeciętna inteligencja i zmysł orientacji procentowały od dawna tym alpejskim i nie tylko ratownikom. W najtrudniejszych warunkach, w nocy, podczas zamieci czy burzy – psy zawsze trafiały do schroniska i były niezastąpionymi pomocnikami zakonników. Najzdolniejsze bernardyny odbywały wyprawy samodzielnie, bez ludzi. Taki psi patrol składał się z trzech, czterech czworonogów. Po odkopaniu spod śniegu ofiary dwa psy układały się obok ogrzewając ją swymi ciałami, a trzeci cucił liżąc po twarzy. Zadaniem czwartego było sprowadzenie z klasztoru pomocy. Ważnym wyposażeniem każdego psiego ratownika była przytwierdzona do obroży niewielka baryłka z alkoholem dla rozgrzania odnalezionego wędrowca.

Na przestrzeni niecałych trzech stuleci odnotowano fakt uratowania przez psy dwóch i pół tysiąca osób. Wiele było psów, które zasłynęły wielkim poświęceniem, inteligencją i skutecznością działania. Najsłynniejszym wśród nich jest legendarny Barry, który żył w latach 1800 – 1814. Trudno dziś rozstrzygnąć, co jest prawdą, a co legendą, niezaprzeczalne fakty dowodzą jednak, że była to nieprzeciętna psia indywidualność. Barry miał wspaniały zmysł orientacji, doskonały węch, nieprzeciętną wytrzymałość na mróz, niebywałą inteligencję. Miał również właściwości nieomal telepatyczne. Na kilkadziesiąt minut wcześniej potrafił ostrzec przed nadciągającą burzą śnieżną, kiedy jeszcze ludzie nie zauważali żadnych jej oznak. Podobnie przeczuwał zejście lawiny: zrywał się raptownie z miejsca, na którym leżał, a po kilku minutach spadały tam tony lodu, śniegu i kamieni. Kiedy nadciągała mgła czy śnieżna zawierucha, Barry był niespokojny i sam biegł w góry szukać zaginionych. Najsłynniejszym jego wyczynem było uratowanie chłopczyka, którego matka posadziła na grzbiecie psa i przywiązała długim szalem. Barry przyniósł go do schroniska. Matka niestety zginęła , wepchnięta przez lawinę w załom skalny, z którego nie mogła się wydostać. Podczas ostatniej wyprawy Barry znalazł w zaspie człowieka. Gdy się do niego zbliżył, turysta ze strachu uderzył go ostrym narzędziem, śmiertelnie go raniąc. Odniesiony do schroniska, a następnie przewieziony do Berna na leczenie, Barry niestety nie przeżył.

Przed klasztorem na przełęczy Wielkiej Świętego Bernarda stoi pomnik psa z napisem na cokole: ” Bohaterski Barry uratował życie czterdziestu osobom i został zabity przez czterdziestą pierwszą”. Jeżeli będziecie w Bernie, odwiedźcie Muzeum Historii Naturalnej. Barry tam jest.

Parametry bernardyna: silny, muskularny w każdym fragmencie ciała (średnia waga psa – 80 kg, suki – 65 kg, psy zwłaszcza często przekraczają 100 kg wagi i osiagają 90 cm wzrostu w kłębie). Długość tułowia przewyższa o 8% wysokość. Są dwie odmiany tej szwajcarskiej rasy: krótkowłosa i długowłosa. Z wyjątkiem szaty, różnic anatomicznych między nimi nie ma.

Jan Borzymowski

św. Bernard, zakonnik

Bernard z Menthon, Bernard z Aosty, Bernard z Mont-Joux (ur. ok. 996 w Menthon k. Annecy lub w okręgu Aosty, zm. 15 czerwca 1081, lub 1086) – święty katolicki, założyciel schroniska dla wędrowców na Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda, pierwszego punktu ratownictwa górskiego.

Bernard urodził się w Menthon, nad jeziorem Annecy w Sabaudii. Pochodził z rodziny szlacheckiej i był krewnym burgundzkiej królowej Ermengardy. Studiował w Paryżu filozofię i prawo. Był wędrownym kaznodzieją w dolinie Aosty i diecezji Novara. Inne źródła podają, że pochodził z okręgu Aosty w północnych Włoszech, gdzie był archidiakonem zaangażowanym w działalność charytatywną.

Ok. 1050 r. założył schronisko dla wędrowców na Wielkiej Przełęczy Świętego Bernarda; i być może, również na Małej Przełęczy Świętego Bernarda. Przyczyną założenia schroniska był fakt, że przejście przez Alpy koło Mont Joux między Wallis a doliną Aosty było niebezpieczne, a wśród podróżujących było wielu pielgrzymów.

Sławę zawdzięczał Bernard również nazwanej od jego imienia rasie psów – bernardynów. Szkolone psy pomagały mnichom, a od połowy XVII w. stały się osobną rasą.

W kwietniu 1081 r. w Pawii Bernard usiłował odwieść cesarza Henryka IV od walki z papieżem Grzegorzem VII. W drodze powrotnej z Pawii zmarł w Novarze. Jego grób znajduje się w tamtejszej katedrze.

Wg starszych przekazów hagiograficznych, reprezentowanych przez tradycję włoską, święty Bernard pochodził z okręgu Aosty (płn. Włochy). Tam też był potem archidiakonem i rozwijał działalność charytatywną.

Inne źródła podają, że Bernard żył prawie 100 lat wcześniej,; w latach 923-1008. Jego ojciec, Ryszard z Menthon, chciał go zaręczyć. Bernard się na to nie zgodził, więc został uwięziony w wieży rodzinnego zamku, z którego wkrótce uciekł do Aosty. Tam przyjął go archidiakon Piotr, udzielił mu święceń kapłańskich i mianował swoim następcą. W cudownej ucieczce przez okno miał mu pomóc św. Mikołaj z Miry.

Bernard z Menthon już w XII w. był czczony w całym Piemoncie jako święty. W 1123 r. biskup Ryszard z Novary ogłosił go świętym. Oficjalnie został wpisany do martyrologium rzymskiego dopiero przez papieża Innocentego XI w 1681.

Święty Bernard jest patronem alpinistów i mieszkańców Alp. Patronuje również turystom, narciarzom i ratownikom górskim.


Na szlaku do schroniska. Tu się kurwa jego mać , chce żyć !!!

Papież Pius XI w 1923 r. ogłosił Bernarda z Menthon patronem mieszkańców Alp i alpinistów, a 20 sierpnia 1923 r. wysłał posłanie apostolskie do biskupa Annency o kulcie św. Bernarda:

W celu rozszerzenia kultu tak wielkiego człowieka, który wśród mieszkańców Alp trwa nieprzerwanie do dziś, pragniemy mocą władzy apostolskiej ogłosić św. Bernarda z Menthon niebieskim patronem nie tylko dla mieszkańców Alp, lecz także dla wszystkich, którzy uprawiają turystykę górską. Zaprawdę, ze wszystkich czynności, w których poszukuje się godnej rozrywki, nie ma bardziej dobroczynnej dla duchowego i cielesnego zdrowia niż ta, trzeba tylko ograniczyć ryzyko. Po ciężkiej pracy i trudach wchodzi się bowiem w górę, gdzie powietrze jest rzadsze i czystsze – z jednej strony odnawia się i wzmacnia w ten sposób siły, z drugiej – człowiek staje się wytrzymalszy także w najtrudniejszych obowiązkach życiowych, ponieważ uczy się odważnie spoglądać na wszystkie niebezpieczeństwa. Podczas oglądania nieskończoności i piękna co rusz otwierających się zaczarowanych widoków nasza dusza unosi się ku Bogu, stwórcy i panu natury.

Wspomnienie liturgiczne św. Bernarda z Menthon w Kościele katolickim obchodzono w różnych dniach: 16 i 28 maja, 1 listopada. Obecnie Kościół wspomina świętego 15 czerwca,.

ATRAKCJE SZKLARSKIEJ PORĘBY – Z CZASEM POST ZOSTANIE UZUPEŁNIONY O WIĘKSZĄ I LEPSZY ZBIÓR ZDJĘĆ !

Wodospad Szklarki

Malowniczo położony na terenie Enklawy Karkonoskiego Parku Narodowego, obejmującej przepiękny przełomowy odcinek potoku Szklarka tzw. Wąwóz Szklarki. W środkowej części Wąwozu, na skalnym progu na wysokości 520 m n.p.m. znajduje się Wodospad Szklarki, spadający w dół kaskadą zwężającą się u dołu i skręcającą spiralnie. Strumień wody wodospadu ma wysokość 13,3 m.

Na lewym brzegu skalnego progu znajdują się okazałe marmity (przegłębienia w dnie strumienia lub rzeki powstałe w wyniku eworsji u podnóża wodospadu lub progu skalnego). Pierwsze wzmianki o Wodospadzie Szklarki pochodzą już ze średniowiecza. Przez wszystkie stulecia wodospad był uwieczniany w opisach, rycinach i obrazach, bowiem uważano to miejsce za szczególnie romantyczne i piękne. W 1868 roku przy wodospadzie wybudowano gospodę, która z czasem przekształcona została w dzisiejsze Schronisko „Kochanówka”. Niebywałą atrakcją dla XIX turystów było regulowanie przepływu wody dopływającej do wodospadu i spuszczanie jej po pobraniu opłat od gości.
Dojście: z centrum miasta szlakiem zielonym wzdłuż rzeki Kamienna lub szlakiem czarnym (szlak okrężny wokół Szklarskiej Poręby). Obok Wodospadu Szklarki biegnie też szlak niebieski z Piechowic do schroniska „Pod Łabskim Szczytem”.

Wodospad Szklarki – PANORAMA 360

Szrenica

Górujący nad miastem szczyt w Głównym Grzbiecie Karkonoszy o wysokości 1362 m n.p.m., na który prowadzi krzesełkowa Kolej Linowa SKI ARENY Szrenica. Na szczycie znajduje się znane schronisko górskie „Szrenica” , a wierzchołek góry pokryty jest granitowym gołoborzem. Mimo, iż Szrenica nie jest górą wysoką, panują tu warunki śniegowe takie, jak w Alpach na wysokości 2000 m n.p.m., co wybitnie sprzyja funkcjonowaniu dobrej infrastruktury narciarskiej. 20 km nartostrad na zboczach Szrenicy oraz cały zespół wyciągów od lat przyciąga do Szklarskiej Poręby amatorów białego szaleństwa. Szrenica jest również rewelacyjnym punktem widokowym na Kotlinę Jeleniogórską, Góry Izerskie i Góry Kaczawskie. Obok ciekawe grupy skalne – Końskie Łby, Szronowiec, Trzy Świnki.

Dojście: szlakiem czerwonym (Główny Szlak Sudecki) lub dla mniej wytrwałych wjazd wyciągiem krzesełkowym i dojście ok. 10 min. łącznikiem czarnym. Północne i wschodnie zbocza Szrenicy trawersuje szlak zielony z Hali Szrenickiej przez Końskie Łby do schroniska Pod Łabskim Szczytem.

Szrenica – PANORAMA 360 LATEM

PANORAMA 360 ZIMĄ

Więcej zdjęć w galerii autorskiej Zygmunta Trylańskiego

Wysoki Kamień

Górujący od zachodu nad Szklarską Porębą szczyt o wysokości 1058 m n.p.m., położony w Wysokim Grzbiecie Gór Izerskich. Na szczycie malownicze skałki. Ze szczytu rozciąga się jedna z najwspanialszych panoram w Sudetach. Widać stąd Karkonosze, Rudawy Janowickie, Góry i Pogórze Izerskie, Góry i Pogórze Kaczawskie oraz Kotlinę Jeleniogórską.

Do 1963 roku stało tu schronisko turystyczne. Obecnie na szczycie funkcjonuje mały sklepik oraz bufet i trwa budowa nowego schroniska. Gospodarzami Wysokiego Kamienia jest rodzina Gołbów ze Szklarskiej Poręby. W średniowieczu teren intensywnie eksploatowany przez Walończyków i opisywany w legendach.

Przez Wysoki Kamień prowadzi szlak czerwony (GSS) ze Szklarskiej Poręby do Świeradowa Zdrój oraz szlak żółty ze Szklarskiej Poręby Dolnej przez Zakręt Śmierci.

Wysoki Kamień – PANORAMA 360

Złoty Widok

Okazały i bardzo stromy próg skalny nad doliną Kamiennej o wysokości do 20m, bardzo dobry punkt widokowy na Karkonosze – Szrenicę i Śnieżkę.
W pobliżu Grób Karkonosza i Chybotek – miejsca owiane licznymi legendami.

Dojście od szlaku niebieskiego, okolice ul. Matejki.

Złoty Widok – PANORAMA 360

Śnieżne Kotły

Dwa najlepiej wykształcone kotły polodowcowe w Karkonoszach z dobrze zachowanymi formami glacjalnymi. Są one rozdzielone wąską skalną grzędą i wciśnięte w północne zbocza głównego grzbietu Karkonoszy między Łabskim Szczytem, a Wielkim Szyszakiem. Pionowe ściany skalne dochodzą do około 200 m wysokości, górna krawędź Dużego Kotła położona jest na wysokości 1490 m n.p.m. W Wielkim Kotle znajdują się dwa małe Śnieżne Stawki. Duży Kocioł (Wschodni ) ma 800 m długości i 600 m szerokości łącznie z Małym Kotłem (Zachodnim) stanowią ścisły rezerwat przyrody o pow. 127 ha. Nazwa Kotłów wywodzi się z płatów śniegu, które utrzymują się pod pionowymi zerwami skalnymi do późnego lata (w 1970 r. do 2 września). Śnieżne Kotły to również najbogatsze zbiorowisko górskiej flory i to nie tylko w Karkonoszach, lecz także w całych Sudetach. Nad Śnieżnymi Kotłami skałki Czarcia Ambona – punkt widokowy na dno kotłów, obok budynek stacji przekaźnikowej RTV.

Dojście: Głównym Szlakiem Sudeckim (czerwony-grzbietowy) lub z Hali Pod Łabskim Szczytem szlakiem żółtym. W głąb Śnieżnych Kotłów prowadzi od Hali Pod Łabskim Szczytem szlak zielony tzw. „Ścieżka nad reglami” (uwaga! szlak trudny a zimą zamknięty!)

Śnieżne Kotły – PANORAMA 360

Krucze Skały

Okazała grupa skalna na prawym brzegu rzeki Kamiennej na wysokości 718 m n.p.m. Tworzą ją dwie potężne baszty granitowe o wysokości do 30 m, będące doskonałym punktem widokowym na Dolinę Kamiennej, część miasta i Góry Izerskie.
Na Kruczych Skałach funkcjonuje ośrodek sportów ekstremalnych – Szkoła Górska „Quasar”. Pod okiem instruktora można uprawiać wspinaczkę skałkową, zjechać tyrolką, skoczyć na tzw. wahadle czy przejść nad przepaścią po moście linowym.

Dojście: z centrum miasta szlakiem czerwonym (ul. Sikorskiego) potem ul. Mickiewicza.

Dom Wlastimila Hofmana

Oto wyjątkowa okazja, aby odwiedzić dom malarza Wlastimila Hofmana, funkcjonujący w praktycznie nienaruszonym stanie od śmierci artysty. Wnętrza malutkiego z pozoru domku kryją m.in. pracownię mistrza, gdzie nadal stoją jego sztalugi a obok na stoliku leżą pędzle i tuby z farbami. Klimat miejsca, jak zapewnia obecny gospodarz pan Wacław Jędrzejczak, jest wciąż przepełniony duchem artysty, czego nie doświadczymy w żadnym muzeum.

Wlastimil Hofman (1881-1970) – nazywany przez Jana Sztaudyngera „malarzem wewnętrznego blasku”, znany w Polsce i na świecie artysta – malarz, poeta, uczeń Stanisławskiego, Wyczółkowskiego i przede wszystkim Jacka Malczewskiego. W 1947 przeprowadził się z Krakowa do Szklarskiej Poręby właśnie za namową Sztaudyngera i zamieszkał wraz z żoną w małym domku na Średniej. Hofman zżył się bardzo z lokalną społecznością , namalował wiele portretów i niewielkich obrazków dla mieszkańców. Odbiorcami jego ówczesnej twórczości byli także miejscowi ojcowie franciszkanie. Jego dzieła zdobią prywatne domy i tutejsze kościoły.

Dom Hofmana – Wlastimilówka, w niedługim czasie stała się miejscem spotkań lokalnej artystycznej społeczności. Po śmierci malarza, na mocy testamentu właścicielem domu wraz z całym wyposażeniem został Wacław Jędrzejczak. Obecny gospodarz udostępnia zwiedzającym pracownię malarza oraz pokoik gościnny z obrazami. Terminy zwiedzania ustalane są telefonicznie.

Muzeum – Dom Wlastimila Hofmana
ul. Matejki 23
tel. 75 717 27 52
Zwiedzanie domu jest możliwe tylko w czasie obecności gospodarzy domu. Można umówić się telefonicznie.

Chata Walońska JUNA

Siedziba Walonów, średniowiecznych mistrzów w dziele wydobywania i przetwarzania bogactw naturalnych, rud żelaza, metali, kamieni szlachetnych i kwarcu.
Stara Chata stoi przy rozwidleniu Czeskiej ścieżki biegnącej do źródeł Łaby, miejsca prastarego kultu oraz czarnego szlaku okalającego Szklarską Porębę.
Przy Chacie funkcjonuje Pracownia Rzeźbiarska.
W mrocznych komnatach Chaty prowadzone są spotkania, podczas których można wysłuchać historii Walończyków na terenie Sudetów oraz starych podań i legend związanych z tymi górami. Wśród bogatych zbiorów kamieni półszlachetnych i minerałów zgromadzonych na miejscu, można zobaczyć także te, które występują w Karkonoszach. W ofercie dla grup zorganizowanych (powyżej 20 osób) – zdobywanie pierwszego stopnia wtajemniczenia walońskiego.
Mennica Sudeckiego Bractwa Walońskiego

Za zgodą i na życzenie Wielkiego Mistrza Sudeckiego Bractwa Walońskiego Juliusza Naumowicza, Mennica Sudeckiego Bractwa Walońskiego udostepnia swoje podwoje szerszej publiczności.

Wstęp do niej mają tylko ludzie mądrzy o otwartych na świat sercach i umysłach.

W tym magicznym miejscu każdy kto zechce, może za zgoda i pod nadzorem Mincerza Walońskiego własnoręcznie wykuć celtycki amulet Triskelion.
Jest to jeden z najstarszych i najczęściej stosowanych amuletów celtyckich chroniących przed nieszczęściem i wszelkim złem.
UWAGA !!! Prawdziwą moc amulet zyskuje tylko wtedy gdy jest wykonoany własnoręcznie i nie dotykany przez inne osoby.

Chata Walońska JUNA
ul. Kołłątaja 12
tel. 75 717 29 56, fax 75 717 33 56
stara Chata Walońska udostępniana jest po wcześniejszym uzgodnieniu
www.chatawalonska.pl

Krąg 2000 Azyl Żelaznych Ludzi

U stóp Szrenicy w Kamiennym Kręgu stoją Żelaźni Ludzie Zbigniewa Frączkiewicza – jedno z najważniejszych i najbardziej oryginalnych przedsięwzięć rzeźbiarskich zrealizowanych w ostatnich dziesięcioleciach w Polsce.

[Krąg 2000 Azyl Żelaznych Ludzi] Zbigniew Frączkiewicz to artysta zaliczanego do najważniejszych, a przy tym do najbardziej wszechstronnych polskich rzeźbiarzy współczesnych. W latach 1965 -1971 studiował na ASP w Warszawie na Wydziale Rzeźby – dyplom w pracowni Tadeusza Łodziany.

Od 1989 roku mieszka w Szklarskiej Porębie, gdzie tworzył ośrodek pracy twórczej w kamieniołomie, prowadził Galerię F (1990 -1999), organizuje plenery rzeźbiarskie.

Artysta realizuje monumentalne rzeźby z kamienia i żelaza. Obok Żelaznych Ludzi (1984r.) jest m.in. autorem pomnika ofiar Lubina’82 (1991/92), siedmiometrowej figury Chrystusa na Krzyż Milenijny w Bolesławcu (2000/1).

Ważniejsze wystawy w kraju to: akcja „Umarłym Lasom” zrealizowana na Izerskich Garbach (1989), „Sakralna Rzeźba Świecka” w BWA Jelenia Góra, „My z XX wieku” (2004) we wrocławskiej galerii „Awangarda” i na Starym Rynku, „Sculpture Grande” (2004 i 2005) w Galeria Art Faktory w Pradze, „Traktorzysta” i „My z XX w” – Industriada Gliwice 2010, „Rzeźba polska w cieniu Alp w St. Urban” Szwajcaria 2010.

Swe monumentalne rzeźby z kamienia i żelaza artysta wystawiał również m.in. w Mainz, Hanowerze, Fellbach, Worpswede, Karlsruhe, Wiedniu czy w Berlinie.

Pierwsze rzeźby z cyklu Żelaźni Ludzie powstały niemal 30 lat temu. Żelazny człowiek stoi wyprostowany z luźno opuszczonymi rękoma, oczy utkwione są w dal. Ten pozorny spokój kompozycji burzy jej forma. Muskularne ciało, mięśnie naprężone do granic możliwości, poza pełna napięcia.

Części ciała: tułów, nogi, genitalia, dłonie, głowa to oddzielne, skończone formy połączone grubymi śrubami. Żelazny człowiek jest ciężki, toporny, przerażający swą brzydotą i dosłownością przedstawienia. Bezduszna, epatująca postać z nieobecnym wyrazem twarzy, stojąca jak maszyna a jednocześnie zagubiona i samotna.

Od 1984 roku powstało kilkudziesięciu Żelaznych. Zwielokrotnienie tych figur, ustawienie ich w różnym kontekście budzi wieloznaczne, uniwersalne skojarzenia od: „człowieka z żelaza” minionej industrialnej dekady, po bezdusznego zuniformizowanego człowieka naszych czasów….

[Żelaźni Ludzie w szwajcarskim St. Urban] ”Praca ta współcześnie zmusza do stawiania pytań o ludzką tożsamość, miejsce na ziemi, własną istotę, poczucie indywidualności, wartość jednostki, autonomię człowieka, jego miejsce i rolę w społeczeństwie „…(na podst. katalogu wystawy M. Łojko). Niezwykle sugestywni, pełni kontekstów Żelaźni nigdy nie pozostawiają widzów obojętnymi. Wywołują zachwyt, zdumienie, niepokój a nawet zgorszenie. Poruszają głębokie emocje.

Krąg 2000 Azyl Żelaznych Ludzi to jak pisze na swej stronie (www.zbignief.3d.pl): „to obiekt zawierający w sobie doświadczenia i marzenia, jakie towarzyszą mi od lat. Istnieje od pewnego czasu w Szklarskiej Porębie, u podnóża góry – Szrenicy. Jest rzeźbą i architekturą równocześnie. Ulega przekształceniom, jest elementem procesu zależnego od czasu, pór roku, dnia czy nocy, ale też moich emocji i idei. Jest pracownią, galerią (F) miejscem spotkań, zabaw i refleksji”. (tekst: Anita Kaczmarska)

Krąg 2000 Azyl Żelaznych Ludzi stoi niedaleko centrum miasta przy ul. Kilińskiego (droga dojazdowa do kolei linowej)

UWAGA ! Obecnie (do wiosny 2012 r. ) „Żelaznych Ludzi” można zobaczyć w szwajcarskiej miejscowości St. Urban podczas ekspozycji „Postać w polskiej rzeźbie XX wieku. Polscy artyści w St. Urban – w cieniu Alp”. Na wystawie tej zaprezentowane zostaną najbardziej znane i cenione prace polskich rzeźbiarzy ostatnich lat – autorów o ustalonej renomie i klasie artystycznej. Czytaj więcej o wystawie.

Więcej informacji o Zbigniewie Frączkiewiczu na stronie artysty: www.zbignief.3d.pl.

Chybotek

Od XIX wieku jedna z głównych atrakcji turystycznych Szklarskiej Poręby. Kilkumetrowej wysokości grupa skalna złożona z kilku granitowych bloków. Najwyżej położony kamień o średnicy ok. 4 m wsparty w 2 miejscach daje się łatwo rozkołysać. Ze względu na swój kształt zwany był także „Misą cukru”.
Z Chybotkiem związane są walońskie podania i legendy o Duchu Gór. Skałę tę otaczała aura tajemniczości i według starodawnych opowieści zamykała ona wejście do podziemnego skarbca.

Dojście: od szlaku niebieskiego. W pobliżu Złoty Widok i Grób Karkonosza.

Chybotek – PANORAMA 360

WIĘCEJ ATRAKCJI JEST POD TYM LINKIEM. Nie sposób jest zobaczyć nawet w dwa dni . O to link do krainy baśni , legend szlaków turystycznych i widoków których się nie zapomina do końca życia.

http://www.szklarskaporeb…-i-zabytki.html

 

STANISŁAWÓW

JAUER ! 011 JAUER ! 053 JAUER ! 059 JAUER ! 061 JAUER ! 024

Ciekawa okolica

Rejon Stanisławowa to obszar o bardzo ciekawej, a zarazem w dużej mierze, owianej tajemnicą historii. Wieś jest najwyżej położoną miejscowością w granicach Parku Krajobrazowego „Chełmy”. Przed wiekami należała do dóbr Cystersów. Pierwsze o niej wzmianki pojawiły się już 800 lat temu. Do 1945 roku nosiła nazwę Willmannsdorf. Zaraz po wojnie, przez krótki okres – Wilcza Wieś, a później już Stanisławów ( podobno od imienia pierwszego polskiego sołtysa ).

 

W odległości około 600 m od terenu Bazy, na wschodnim stoku góry Rosocha ( 464 m n.p.m. ), znajdują się ruiny poniemieckiej stacji radiowej, noszącej kryptonim „Rudiger”. Jej faktyczne przeznaczenie do dzisiaj jest przedmiotem sporu wielu historyków. Bez wątpienia, była ona istotnym elementem niemieckiego systemu łączności radiowej i radiolokacji służb naziemnych Luftwaffe. Ale czy aby tylko ? Z relacji nielicznych, pozostałych przy życiu francuskich jeńców wojennych z komanda 11801 Stalagu VIII A, pracujących w sąsiadującej z nią kopalni hematytu, wynika, że kompleks ten miał też inne przeznaczenie. Twierdzili, że Niemcy prowadzili tu doświadczenia z, jak to określili : „ paleniem samochodów na odległość.” (?).

 

Tajemnica Willmannsdorf

Wielu znawców przedmiotu próbuje rozwikłać tę zagadkę. Uwzględniając wielkość istniejących bunkrów agregatowych, są zdania, że wytwarzana tam energia elektryczna znacznie przerastała potrzeby podobnych, tego typu obiektów radiotechnicznych

W połowie lutego 1945 roku, Rosjanie przypuścili z kierunku południowego szturm na to wzgórze. Poprzedzony on był precyzyjnym ostrzałem artyleryjskim, co potwierdzają ruiny stacji. Zrównane z ziemią zostały obiekty koszarowe, ale konstrukcja głównej budowli, kryjąca urządzenia radiowe i zespoły agregatów w zasadzie nie została naruszona. Po kilkudniowych, i szczególnie zaciętych walkach, radiostacja padła. Jednak część sił niemieckich, rozlokowanych na pobliskich wzgórzach utrzymywała nadal zdolność bojową. Zachowany do dzisiaj, układ transzei strzeleckich wokół Stanisławowa, wskazuje, że Niemcy przygotowani byli do obrony z kierunku północnego. Zaskoczeniem dla nich był zapewne sowiecki manewr oskrzydlający, skutkujący atakiem na ich tyły i szturmem na Willmannsdorf – od południa.

 

Niewyjaśnione pozostają do dziś powody, tak zacięcie prowadzonej przez Niemców obrony, tych raczej nie mających strategicznego znaczenia, terenów. Zadziwia też fakt, że znajdująca się nieopodal, najnowocześniejsza wówczas w III Rzeszy ( uruchomiona w 1939 roku ) kopalnia rudy miedzi ( później nosząca nazwę „Lena” ), nie była broniona.

Według relacji naocznych świadków – polskich robotników przymusowych, zatrudnionych w pobliskich wsiach, poddających się tu Niemców, Rosjanie nie brali do niewoli. Po wkroczeniu na Rosochę, Sowieci pośpiesznie rozmontowali całe wyposażenie obiektu i po przetransportowaniu do Jawora, dalej koleją, wysłali na wschód. Czy były to tylko zwykłe urządzenia do łączności dalekosiężnej ?. Trudno powiedzieć.

Długo po kapitulacji Berlina

Z historycznego punktu widzenia, rejon ten ma szczególnie symboliczny charakter. Właśnie tutaj, na otaczających Bazę wzgórzach, II wojna światowa trwała jeszcze do 26 czerwca 1945 r. Broniące się tam jednostki Waffen-SS, zlikwidowały oddziały sowieckiego NKWD. Za wspieranie obrońców, prawdopodobnie za dostarczanie żywności tajnymi przejściami przez pola minowe, Rosjanie w pobliskiej miejscowości Pombsen ( obecny Kondratów ), dokonali aktu odwetu na ludności cywilnej, rozstrzeliwując wielu jej mieszkańców narodowości niemieckiej.

Niechlubne epizody

Oddzielnym i wstydliwym rozdziałem historii, pozostają represje jakich wobec mieszkańców wsi dopuściło się kilku byłych, polskich robotników przymusowych, reprezentujących tzw. „nową władzę”. Za ich sprawą, grabieże i terror był tu jeszcze długo czymś na porządku dziennym. Dwóch, największych inspiratorów tych niecności, sprawiedliwość niebawem dopadła na polu miniowym, nieopodal Rosochy.

Tereny te, były świadkiem szczególnie ciężkich walk i wielu okropności. Do dzisiaj ziemia ta kryje wiele tajemnic, niezliczone szczątki obrońców i masę wojennego żelastwa. Przyciąga to eksploratorów i poszukiwaczy militariów z całego kraju.

Jeszcze długo po wojnie, zardzewiała śmierć zbierała tu krwawe żniwo. Proces rozminowania tych terenów trwał do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Świadczyć o tym mogą mapy sztabowe WP z tego okresu, na których zaznaczono tereny jeszcze zaminowane.
Urokliwe miejsce
Dzisiaj, ta malowniczo położona wioseczka ( licząca zaledwie 150 mieszkańców ), nad którą górują ruiny poniemieckiej radiostacji, przyciąga licznych turystów, którzy prócz ciszy ( przerywanej niekiedy warkotem lotniczych silników ) mogą rozkoszować się tu niepowtarzalną przyrodą i szczególnie urokliwymi krajobrazami.

Warto tu obejrzeć stojący w centrum wsi pomnik upamiętniający żołnierzy niemieckich – mieszkańców Willmannsdorf, poległych w I. wojnie światowej. Staraniem mieszkańców i kadry Jednostki, w lipcu 2007 roku poddano go gruntownej renowacji.

W sierpniu 2007 roku mieszkańcy Stanisławowa wznieśli obelisk 800-lecia wsi. W uroczystościach jego odsłonięcia uczestniczyła również kadra Jednostki i spadochroniarze „Trawersu”.”

Agroturystyka „U Janiny”

janina   janina3janina2janina1

Zagroda „U Janiny” usytuowana jest w Gminie Walim w Górach Sowich, co umożliwia zwiedzanie wielu atrakcyjnych miejsc. Piękno sudeckiej przyrody, malownicze szlaki turystyczne, wyciągi narciarskie oraz liczne atrakcje do zwiedzania w bliskiej oraz nieco dalszej okolicy pozwolą Państwu na niezapomniane wrażenia. Dom jest położony z dala od zgiełku ulicy, co pozwala na odpoczynek w ciszy i spokoju. W ogrodzie znajduję się drewniana altana, grill, piaskownica i huśtawka dla dzieci.

Do dyspozycji dla gości jest pokój 3-osobowy z łazienką i aneksem kuchennym na parterze lub 3 pokoje 3-4 osobowe na piętrze z możliwością korzystania z osobnej łazienki i kuchni znajdującej się na parterze.
OKOLICZNE ATRAKCJE:

– Walim – sztolnie z okresu II Wojny Światowej
– Włodarz – sztolnie z okresu II Wojny Światowej
– Podziemne Miasto Osówka
– Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim z ogromną Zaporą
na Jeziorze Bystrzyckim
– Zamek Książ w Wałbrzychu
– Kościół Pokoju w Świdnicy

i wiele, wiele innych atrakcji!

KONTAKT:

Janina i Tadeusz Bokota
Niedźwiedzica 64
58-321 Jugowice
tel. 74 8453205
tel.kom. 697757339
wakacjeujaniny@wp.pl
http://www.taniespanie.blogspot.com
http://www.wakacjeujaniny.yoyo.pl
http://www.eholiday.pl/noclegi-lr2324.html