Narodowy Jawor

Strona główna » Ruch Narodowy

Archiwum kategorii: Ruch Narodowy

Żelazny Legion Michała Archanioła

AA MOTORY

WPIS POŚWIĘCAM ŻELAZNEJ GWARDI MICHAŁA ARCHANIOŁA

Żelazny Legion Michała Archanioła

http://www.youtube.com/watch?v=7jS09TT_ZGE

Wokół Rumunii lat międzywojennych narosło wiele mitów i nieporozumień. Gdy czytamy o Rumuni tego czasu, to napotykamy – a jest to głównie zasługa historiografii marksistowskiej i współczesnej politycznie poprawnej myśli – opinie, w których faszyzmem nazywana jest zarówno działalność założonego w 1927 roku Legionu Michała Archanioła (w tym Żelaznej Gwardii), dyktatura króla Karola II, jak i autorytarne rządy generała Iona Antonescu. Wszystko, co działo się między tymi politycznymi podmiotami, traktuje się niemal jak spory w rodzinie.

Być może nigdy nie usłyszelibyśmy o Corneliu Zelea Codreanu (1899-1938), założycielu Legionu Michała Archanioła, gdyby nie niedowład instytucjonalny rumuńskiej demokracji. W latach międzywojennych powszechne były w Rumunii malwersacje, korupcja, nepotyzm i fałszowanie wyborów. Z jednej strony panowała tolerancja dla zwyrodniałych i sadystycznych urzędników państwowych (na przykład oficerów żandarmerii), z drugiej typowe było radykalne i dosłowne pojmowanie niezawisłości rumuńskiego wymiaru sprawiedliwości, który przejawiał pełną dowolność w ferowaniu wyroków. Sądy potrafiły wydawać bardzo surowe wyroki za błahostki, a jednocześnie traktowały z wyjątkowym pobłażaniem ludzi dokonujących krwawych samosądów na przedstawicielach władz lokalnych, uzasadniając swoje werdykty tym, że oskarżeni „działali w uniesieniu patriotycznym”. Podobnie było z Codreanu. Gdy w 1924 roku zabił prefekta policji – człowieka, który, co prawda, wielokrotnie poddawał grupy studentów-nacjonalistów temu, co lubił najbardziej, czyli represjom w postaci aresztowań, tortur i brutalnych pobić – to wkrótce wyszedł z sądu uniewinniony, na dodatek w glorii bohatera sprawy narodowej.

Od rozczarowania do sukcesu

Legionista

nie wdaje się

z nikim w polemiki

Po przejściu przez kilka różnych organizacji nacjonalistycznych Codreanu, rozczarowany kłótniami między partiami prawicy, brakiem dyscypliny i oportunizmem w ich szeregach, postanowił założyć własną organizację, która ukształtowałaby Nowego Rumuna i odrodziła ducha rumuńskiego. Kiedy powstawał Legion Michała Archanioła, Codreanu miał już bogatą studencką przeszłość – był znany z brawury i poświęcenia podczas licznych strajków i blokad.

Przepełniony heroicznymi ideałami i młodzieńczym zapałem Codreanu starał się zawsze zaszczepić innym własne cechy: zdecydowanie, żarliwość, odwagę, potrzebę głoszenia niepopularnych poglądów, gotowość do największych poświęceń – z ofiarą z własnego życia włącznie. Zaczynał od małej elitarnej grupy studentów, której narzucił klasztorno-koszarową dyscyplinę. Był wtedy bardziej prorokiem nowej wiary, religijnym mistykiem niż przywódcą politycznym. Pragnął rewolucji serc. Wraz z rozrostem organizacji Codreanu zmienił jej charakter na bardziej polityczny, ale rozbudował równocześnie system praktyk ascetycznych. Jego narodowo-prawosławny ruch miał wychować odpowiedzialnego Rumuna, walczącego z zagrożeniem komunistycznym, masońskim, żydowskim, z korupcją władzy i oportunizmem cerkwi.

Mistycyzm religijny, kult poświęcenia i śmierci (wyrażony powołaniem Oddziałów Ochotników Śmierci vel Komand Śmierci), ascetyzm, częste stosowanie samosądu wobec prześladowców (także dokonywanie zabójstw politycznych), a wreszcie propaganda poprzez ochotniczą i dobrowolną pracę przyniosły Legionowi rozgłos w całym kraju. Legion, używając haseł nacjonalistycznych i antysemickich, antykapitalistycznych, antykomunistycznych i antyparlamentarnych, obiecując chłopom równość, młodzieży nowy świat, a mieszczaństwu porządek, wypowiadał wojnę prawie wszystkim siłom politycznym w Rumunii. Maksymalizm celów i fanatyzm zagrażały odtąd wielu środowiskom i partiom, bo każdy, kto przejmował władzę, mógł się stać w legionowej propagandzie „zdrajcą ojczyzny” lub „politykiem zaprzedanym sługom szatana”.

Roponośny zaścianek

Dzięki traktatowi wersalskiemu Rumunia podwoiła po I wojnie światowej swoją powierzchnię i zaludnienie. Urzeczywistniło się hasło Wielkiej Rumunii, która z liczbą 15,5 mln mieszkańców i powierzchnią prawie 300 tys. km2 znalazła się w gronie największych państw Europy Wschodniej. W takiej sytuacji nietrudno było o konflikt z sąsiadami – Rosją, Węgrami i Bułgarią. Mimo iż ówczesna Rumunia stanowiła europejski zaścianek, była jednak od innych zaścianków ważniejsza, a to za sprawą złóż ropy naftowej, o czym nigdy nie należy zapominać, analizując geopolityczne położenie ojczyzny Codreanu.

W dziejach Rumunii okresu międzywojennego można wyróżnić cztery etapy: lata 1918-1928 to rządy liberałów, od roku 1928 do 1930 trwają rządy Partii Narodowo-Chłopskiej, na lata 1930-1937 przypadają rządy króla Karola II i podporządkowanych mu partii, wreszcie w latach 1938-1940 dochodzi do dyktatury króla. Dla Legionu – jak dla wielu innych znanych z historii radykalnych ugrupowań, głoszących maksymalistyczne programy – zmiany gabinetów nie miały większego znaczenia.

W pierwszym numerze legionowego pisma „Pămăntul Strămoşec” (Ziemia Ojców-Przodków) z 1927 roku Codreanu napisał epitafium dla króla Ferdynanda, zjednoczyciela kraju i w opinii wielu obrońcy przed „czerwoną zarazą”, który w 1924 roku zdelegalizował partię komunistyczną. W 1933 roku w Carticica Sefului de Cuib (Podręcznik dowódcy Gniazda) Codreanu pisał tak: „Legion stoi niezłomnie na straży wokół Tronu, na którym zasiadali Książęta i Królowie poświęcający się w obronie chwały i dla dobra Narodu”. Jednak pięć lat później to właśnie człowiek zasiadający na tronie bezpowrotnie wysłał Codreanu wprost w objęcia patrona Legionu.

Karolu, łapy precz od Rumunii!

Legionista pogardza

światem politykierów

i nie dyskutuje z nimi

Legionista rozsiewa
dobre ziarno w czystych

duszach ludu

Król Ferdynand odsunął od dziedziczenia swojego syna Karola, ponieważ uważał, że egoizm i upór nie uczynią z niego dobrego władcy. Młody Karol musiał się wynieść nad Sekwanę. Po śmierci ojca zaczął jednak myśleć o powrocie do ojczyzny. Wreszcie przyjechał, zapewniając rodaków o swoich rozlicznych kontaktach na Zachodzie. Liberałów oraz narodowych chłopów zasypał obietnicami potężnych kredytów i sprowadzenia do

kraju poważnych inwestorów. W Rumunii ogarniętej przez gospodarczy chaos Karol pojawił się niczym mąż opatrznościowy. Gdy parlament wyraził wreszcie zgodę na objęcie przez Karola II tronu, ten szybko zrzucił maskę i przy wsparciu ze strony konkubiny Heleny Lupescu vel Wolf zaczął konsekwentnie dążyć do skupienia w swych rękach pełnej władzy. Udało mu się to już po kilku latach. Wymyślił nawet własną metodę walki z korupcją – sam „brał” i kradł, żeby nie mogli tego robić inni.

Początkowo rumuńskie elity traktowały Legion Michała Archanioła jako nieszkodliwą zbieraninę marzycieli i fantastów. Jednak wraz ze zradykalizowaniem się Legionu, poszerzaniem jego wpływów i dynamicznym rozwojem zaczął on być zwalczany przez partie władzy oraz przez dwór królewski. Po 1930 roku organizacja Codreanu była już poważną siłą polityczną, z siedzibą przeniesioną z Jass na prowincji do stolicy. Uroczysty pogrzeb legionistów poległych w wojnie domowej w Hiszpanii po stronie generała Franco uświadomił wszystkim dobitnie rozległość oddziaływania Legionu.

Gdy w 1927 roku Legion zaczynał działalność, liczył zaledwie kilkunastu członków-studentów, 10 lat później posiadał blisko 34 tys. gniazd (najmniejszych jednostek organizacyjnych) skupiających prawie 350 tys. legionistów i dwa razy tylu ludzi w różnych przybudówkach i organizacjach afiliowanych.

Karol II tolerował Legion, kiedy ten zwracał się przeciw jego wrogom politycznym (na przykład w rozgrywkach z prawicą), gdy zaś zaczynał zagrażać jemu samemu, wtedy królewska tolerancja się kończyła. W 1935 roku władze postanowiły dokonać rozłamu w Legionie, posługując się jednym z jego wysoko postawionych członków, Mihailem Stelescu. Było to możliwe, ponieważ Stelescu nie zachowywał politycznego izolacjonizmu zalecanego przez Codreanu i przez to łatwo było do niego trafić z sowicie opłaconą propozycją. Wbrew nakazom władz legionowych Stelescu nawiązał liczne kontakty z przedstawicielami partii władzy i kół biznesu, a ponadto przejawiał wygórowane ambicje polityczne, będąc przy tym człowiekiem – jak się wkrótce okazało – naiwnym i mało przewidującym.

Zdradę po pewnym czasie wykryto i odszczepieniec Stelescu został wydalony z Legionu. Rozpoczął wtedy kampanię oszczerstw przeciw organizacji i samemu Codreanu, którego nazywał komediantem i pyszałkiem. Przebrał miarkę, co skończyło się dla niego fatalnie. Członkowie Żelaznej Gwardii, zbrojnego ramienia Legionu, weszli do szpitala, gdzie Stelescu czekał na nieskomplikowaną operację, i rozstrzelali go, a ciało… porąbali siekierami.

Czas konfrontacji

Legionista rozpoczyna

każde dzieło z myślą

zwróconą ku Bogu

i składa Mu dzięki, kiedy osiągnie

zamierzony cel

 

Do Żelaznej Gwardii przylgnęła, nie bez powodu, „czarna legenda”. Wśród jej najbardziej krwawych akcji znalazło się zabójstwo premiera Duci – odpowiedzialnego ze falę represji w roku 1933 (w tym unieważnienie list wyborczych i delegalizację Legionu), wspomniana już egzekucja legionowego zdrajcy Stelescu w 1936 roku oraz zabójstwo premiera (wcześniej ministra spraw wewnętrznych) Armanda Călinescu w roku 1939. Ten ostatni odpowiadał za faktyczną likwidację Legionu, najcięższą falę represji jeszcze za życia Codreanu i wreszcie za zabicie przywódcy Legionu zgodnie z wolą króla.

Jednak to same władze często usiłowały sprowokować Legion i Żelazną Gwardię do gwałtownych reakcji. Wśród najczęściej stosowanych represji dominowały masowe aresztowania, rewizje, konfiskaty mienia, zastraszanie wyborców, niszczenie urn wyborczych i kart do głosowania, zakazy organizowania wystąpień publicznych, unieważnianie list wyborczych, delegalizacje Legionu (do 1937 roku za każdym razem cofane przez sądy). Zdarzały się również pobicia i morderstwa, które najczęściej dokonywane były przez „nieznanych sprawców”. Szacuje się, że do 1939 roku włącznie zamordowano z rozkazu władz około 5 tys. legionistów (dzień po zamachu na premiera Călinescu król wydał dekret sankcjonujący rozstrzeliwanie pojmanych legionistów bez sądu), kilkadziesiąt zaś tysięcy trafiło do więzień.

Wszystkie te represje i procesy wszczynano na podstawie oskarżeń o szykowanie zamachu stanu, próbę obalenia porządku konstytucyjnego, zdradę ojczyzny, gromadzenie broni, przygotowywanie ataków terrorystycznych i mordów politycznych, dążenie do obalenia ustroju demokratyczno-parlamentarnego. Oskarżeń tych było znacznie więcej.

Z kim i w co zagrać?

Legionista

jest zdyscyplinowany

mocą własnej woli

i świadomości

Król Karol II usiłował jak najdłużej utrzymać Rumunię z dala od wpływów niemieckich. To tłumaczy zaciekłą walkę dworu z Legionem, traktowanym jako niemiecka agentura. Gdy Karol II nie miał już złudzeń, że Hitler jest gotów uczynić wiele, aby na czele rządu Rumunii postawić Codreanu, podjął w 1938 roku decyzję o ostatecznej rozprawie ze znienawidzonymi żelaznogwardzistami. Codreanu został zamordowany. Według oficjalnej wersji zastrzelono go razem z trzynastoma innymi legionistami podczas próby ucieczki. W rzeczywistości wyglądało to nieco inaczej: legionistów wraz Codreanu wywieziono do lasu, uduszono, ciała przestrzelono, wrzucono do głębokiego dołu, oblano kwasem, zasypano palonym wapnem i zalano kilkoma tonami cementu. Chodziło o to, aby nikt nie znalazł grobu „wysłannika Michała Archanioła”, aby nie zaczęto czcić w nim męczennika. Represje wobec Legionu przypominające polowanie na zwierzynę zamieniły się po zabójstwie premiera Călinescu w istną rzeź.

O proniemieckiej orientacji Legionu przed rokiem 1940 należy mówić z pewną ostrożnością. Codreanu nie chciał niczego kopiować, miał wizję własnej para-religijnej, sanacyjnej organizacji i choć z pewnością imponowały mu niektóre rozwiązania włoskie i niemieckie, sam jednak pisał o różnicach: „Dla faszyzmu najistotniejszy jest ubiór [forma organizacji państwowej – przyp. M.D.]; narodowy socjalizm na pierwszym miejscu stawia ciało [problem rasy – przyp. M.D.], tymczasem Ruch Legionowy zajmuje się duszą”.

Wedle historiografii marksistowskiej kadry Żelaznej Gwardii wywodziły się z marginesu społecznego, który rozrósł się bezpośrednio po wielkim kryzysie, lub spośród ludzi, którzy nie znaleźli sobie miejsca w innych partiach. A przecież członkami gniazd byli od połowy lat 30. przeważnie studenci, urzędnicy, robotnicy, a także wojskowi – wszyscy oni mieli oczywiście chłopski rodowód. W orbicie oddziaływania Legionu pozostawali również intelektualiści tej miary co profesor Nae Ionescu oraz ludzie, o których świat usłyszał dopiero później, a wśród nich Mircea Eliade czy Emil Cioran. Legion Michała Archanioła i Żelazną Gwardię odróżniała od faszystowskich partii europejskich także niska średnia wieku – w ich szeregach znajdowało się dużo młodzieży, a mało kombatantów.

Królewski OZON

Legionista boi się wyłącznie Boga,

grzechu i chwili,

w której siła materialna

lub duchowa wyrwie go z walki

Okres rządów Karola II w latach 1938-1940 historiografowie marksistowscy określali mianem monarcho-faszyzmu. Faktycznie król podejmował jedynie żałosne i rozpaczliwe próby ratowania pozycji Rumunii (a także własnej twarzy) na arenie międzynarodowej wobec pogarszającej się sytuacji gospodarczej oraz nacisków ze strony Niemiec zainteresowanych podporządkowaniem sobie tego kraju i uczynieniem z niego zaplecza przemysłowo-surowcowego.

Tak zwana faszyzacja w wydaniu królewskim sprowadzała się do kilku inicjatyw Karola II. Było wśród nich między innymi powołanie w 1937 roku obowiązkowej organizacji paramilitarnej dla młodzieży w wieku lat 7-18 pod nazwą Straja Tzarji (Straż Ojczyzny), która naśladowała w stylistyce przybudówkę młodzieżową Legionu i miała odciągnąć od niego młodzież.

Po zamachu stanu oraz po rozwiązaniu parlamentu i partii politycznych król stworzył w 1939 roku monopartię Front Odrodzenia Narodu, przemianowaną rok później na Partię Narodową, która miała zapewnić mu zaplecze polityczne i wzbudzić entuzjazm wśród mas. Nowa-stara władza wprowadziła wkrótce pierwsze ustawy antysemickie. Widać tu pewne analogie do wydarzeń w Polsce, a konkretnie do polityki władz sanacyjnych po śmierci marszałka Piłsudskiego. Utworzenie Związku Młodej Polski oraz nieudanej monopartii w postaci Obozu Zjednoczenia Narodowego w 1937 roku należy uznać po pierwsze za próbę zdyskontowania przez piłsudczyków wpływów endecji, po drugie za usiłowanie przejęcia jej programu łącznie z elementami polityki antyżydowskiej i wreszcie po trzecie za staranie idące w kierunku zbudowania podwalin pod quasi-wojskową dyktaturę z mocarstwowym programem politycznym.

Wróćmy jednak do Rumunii. W 1939 roku król ogłosił amnestię dla tych legionistów, którzy wstąpią do Frontu Odrodzenia Narodu. Część amnestionowanych legionistów zdołała „reanimować” Legion w szczątkowej formie, pojawił się jednak problem braku przywódcy. Następcą Codreanu został w końcu Horia Sima, który już po kilku tygodniach dokonał niemożliwego – postawił zdziesiątkowany Legion na nogi.

Wobec słabości zachodnich aliantów, osaczony przez Hitlera i jego sojuszników, Karol II zaczął szukać porozumienia z Simą. Próbując ratować własną skórę, powołał proniemiecki rząd, w którym wskutek nacisków Niemiec Sima objął stanowisko ministra oświaty i nauki.

Pod dyktatem Hitlera Rumunia wystąpiła z Ligi Narodów, zerwała sojusz z zachodnimi aliantami, a po tak zwanym drugim arbitrażu wiedeńskim została zmuszona do oddania Węgrom północnego Siedmiogrodu, a Bułgarii południowej Dobrudży. Mimo „życzliwości” wobec nowego przywódcy ruchu legionowego III Rzesza najwyraźniej nie zrezygnowała z poparcia dla roszczeń terytorialnych Węgier i Bułgarii.

Gdy owoc dojrzeje…

Legionista kocha śmierć,

gdyż jego krew służyć

będzie jako cement

przy wznoszeniu gmachu

Legionowej Rumunii

Część rumuńskich oficerów skupionych wokół generała Iona Antonescu, człowieka o nastawieniu nacjonalistycznym i antyfrancuskim, weszła w tym czasie w taktyczny sojusz z Simą. Celem było zorganizowanie przewrotu wojskowego, obalenie Karola II i uratowanie z dawnej Rumunii tego, co jeszcze można było – ich zdaniem – uratować. Osaczony król powierzył Antonescu funkcję premiera, ten jednak postawił warunek – monarcha musi abdykować. Tak też się stało. Władzę objął Legion oraz armia, a Rumunię proklamowano Narodowym Państwem Legionowym z generałem Antonescu jako wodzem nowego państwa. Horia Sima został wicepremierem i ministrem spraw zagranicznych, w ręce zaś legionistów trafiły ważne stanowiska w aparacie państwowym.

Trudno się oprzeć wrażeniu, że w podobnej sytuacji znajdował się po wojnie domowej w Hiszpanii generał Francisco Behamonde Franco, „skazany” na współpracę z José Antoniem Primo de Riverą i jego Hiszpańską Falangą Tradycjonalistyczną i Juntami Ofensywy Narodowo-Syndykalistycznej (Falange Espańola Tradicionalista y de las Juntas de Ofensiva Nacional-Sindicalista), którą po zlikwidowaniu systemu wielopartyjnego wcielił do własnego ruchu społecznego. Wspólnie zdobywali władzę, wspólnie przelewali krew, ale Franco reprezentował prawicę autorytarną i zamożniejsze warstwy społeczne, niechętne rewolucji, podczas gdy José Antonio uosabiał – mimo swego szlachetnego pochodzenia – faszyzujący, syndykalistyczny, narodowo-radykalny program średnich i niższych warstw społecznych. Takie sojusze w żadnym europejskim państwie nie trwały długo, i zawsze prędzej czy później dochodziło do konfliktu programu zachowawczego i rewolucyjnego społecznie, w którego tle toczyła się walka o władzę. Historia pokazuje, że zazwyczaj w takiej sytuacji wygrywał, czy to w starciu zbrojnym, czy w jakiejkolwiek innej próbie sił, ten, kto miał po swojej stronie przemysłowców, bankierów, ziemian itd. Nie inaczej było w Rumunii, w której dotychczasowi sojusznicy skoczyli sobie do gardeł, nie inaczej też stało się w Hiszpanii, gdzie liderzy Falangi początkowo „doceniani” za zasługi w walce z republiką i lewicą zostali z biegiem lat pozbawieni wpływów we władzach państwa. Porzućmy jednak wycieczkę w lata powojenne i wróćmy do Rumunii połowy lat 40.

Antonescu podjął się misji rumuńskiego „męża opatrznościowego” ze świadomością ceny, którą będzie musiał zapłacić. Mógł bowiem działać tylko w takim zakresie, na jaki pozwalali Niemcy w końcu lat 30.

Gdy po przystąpieniu do Osi rumuńska delegacja złożona z generała Antonescu i legionistów odwiedziła Rzym, jeden z faszystowskich hierarchów zadał pytanie: „Ile są warci tacy sojusznicy? Czy Antonescu nie jest więźniem ‚zielonych koszul’ [legionistów – przyp. M.D.], które mu towarzyszą?”. W grudniu 1940 roku doszło do pierwszych napięć miedzy Simą i Antonescu. Simie marzyła się realizacja radykalnych społecznie postulatów Codreanu: pragnął sprawiedliwego podziału dóbr w społeczeństwie oraz ziemi dla chłopów. „Nowy” Legion ufny w poparcie hitlerowców (miał poparcie NSDAP, SS i Gestapo, podczas gdy za Antonescu stały Wehrmacht i Abwehra) spuścił swoje bojówki ze smyczy, a wtedy te zaczęły szaleć i uprawiać zwykły bandytyzm, mszcząc się między innymi na winnych śmierci Codreanu.
http://www.youtube.com/watch?v=ken3TbhtQs4&feature=related

Radykałowie versus konserwatyści

Legionowi niechętne było zaplecze generała: oficerowie, spośród których niektórzy mieli udział w prześladowaniach Legionu, a także bankierzy, fabrykanci oraz wielcy posiadacze ziemscy. Własne obawy wyrażała również rumuńska prawica. Gdy generał Antonescu zaczął usuwać legionistów ze stanowisk w ministerstwie spraw wewnętrznych i policji, doszło do pojedynczych starć Legionu z armią. W styczniu 1941 roku Antonescu po wysondowaniu stanowiska Niemiec, które szykowały się do wojny z ZSRR i potrzebowały sojuszniczej armii rumuńskiej, podjął decyzję o rozprawie z Simą. Miał pewność, że stacjonujące w Rumunii wojska niemieckie, które liczyły wtedy już 500 tys. żołnierzy, nie będą interweniowały po stronie Legionu. Usunął Simę i pozostałych legionistów z rządu, administracji państwowej i policji. Ten w odpowiedzi zorganizował serię ulicznych demonstracji i podjął próbę przeprowadzenia puczu. W całej Rumunii zaczęły się mnożyć starcia zwaśnionych stron. Na ulicach Bukaresztu między 21 a 23 stycznia 1941 roku doszło nawet do zbrojnej konfrontacji z armią, która użyła artylerii i czołgów. W walkach zginęło około 2,5 tys. legionistów, a szala zwycięstwa przechyliła się na stronę autorytarnej prawicy. Na wezwanie Simy legioniści poddali się, on sam zaś uciekł do Niemiec błagać o łaskę dla Legionu. W tym czasie 60 tys. legionistów trafiło do więzień, inni udali się do „zaprzyjaźnionych” Włoch i Niemiec, gdzie czekało ich jednak internowanie, a potem obóz koncentracyjny. Do obozu trafił także Horia Sima. Niemcy „poświęciły” Legion na ołtarzu wojny na Wschodzie, a zbiegłym legionistom udzieliły „schronienia”, aby mieć ich na wszelki wypadek jako straszak na zbyt ambitnego generała-dyktatora.

Ostatnia próba reanimacji Legionu

Pokonanie interesu osobistego jest fundamentalną cnotą Legionisty.

Jest to postawa pozostająca w całkowitej opozycji wobec postawy polityków,

dla których jedynym motywem działania i walki jest włącznie interes osobisty,

wraz ze wszystkimi towarzyszącymi mu zdegenerowanymi zjawiskami: żądzą zysku,

luksusem, arogancją, korupcją.

Oto dlaczego, drodzy towarzysze, tak długo, jak długo trwać będzie życie Legionu,

powinniście być świadomi, że jeśli kiedykolwiek poczujecie, czy to w duszy któregoś

z bojowników, czy też we własnej duszy, pomruk osobistego interesu. Legion przestanie istnieć. Wówczas Legionista umrze, a swoje kły ukaże „polityk”.

Spoglądajcie nowo wstępującym Legionistom uważnie w oczy i jeśli odkryjecie w nich błysk chociażby najmniejszego osobistego interesu [czy to materialnego, czy też ambicji, pasji, dumy], wiedzcie, że człowiek ten nie może stać się Legionistą.

Aby stać się Legionistą, nie wystarczy nosić zieloną koszulę i używać legionowego

pozdrowienia, ani nawet znać zasady legionowe, trzeba prowadzić życie zgodne

z normami życia legionowego. Normy te są bowiem dla Legionu nie tylko systemem

logicznym, łańcuchem argumentów: jest to „żywa wiara”. Tak samo, jak nie jest

chrześcijaninem ten, kto zna i rozumie Ewangelię, lecz tylko ten, kto żyje zgodnie

z normami życia wyłożonymi w Ewangelii, ten kto „żyje Ewangelią”.

Po 1941 roku wojskowo-policyjny reżim generała Iona Antonescu zaczął tracić popularność. Sojusz z III Rzeszą i wojna z ZSRR u boku Niemiec nie wzbudziły w rumuńskim społeczeństwie entuzjazmu. Nadszedł rok 1944 i Tysiącletnia Rzesza zaczynała powoli trząść się w posadach. Trwała bolszewicka kontrofensywa – Armia Czerwona wraz z sojusznikami wkroczyła już między innymi na Bałkany i zbliżała się do granic Rumunii, w której w międzyczasie doszło do zamachu stanu. Generał Antonescu został wyeliminowany z gry, a Rumunia z nowym królem Michałem przeszła do obozu alianckiego.

W tym momencie Niemcy postanowili uwolnić z obozów przetrzymywanych legionistów, a Horii Simie zaproponowali utworzenie rządu rumuńskiego na okupowanych jeszcze przez siebie terytoriach (był to manewr podobny do inicjatywy znanej jako Włoska Republika Społeczna) i sformowanie jednostek wojskowych w ramach armii niemieckiej. Sytuacja na froncie zmieniała się bardzo szybko, Sima przybył więc do Wiednia (dokąd jeszcze nie zdążyła się zbliżyć Armia Czerwona) i stworzył tam Rumuński Rząd Narodowy. Z legionistów przebywających na emigracji i tych, którzy uciekli z Rumunii wraz z armią niemiecką, utworzył samodzielną dywizję, która wkrótce stanęła do walki nad Odrą i w obronie Berlina.

Po upadku generała Antonescu i abdykacji króla Michała w 1947 roku władze komunistyczne wznowiły krwawe prześladowania legionistów – kontynuując testament polityczny Karola II i generała Antonescu, choć z innych pobudek, rzecz jasna. Legion trwał jednak w konspiracji, a luźne grupy legionistów nadal prowadziły swoją działalność, dokonując aktów dywersji oraz egzekucji na działaczach komunistycznych i urzędnikach służb bezpieczeństwa. Ostatnie oddziały legionistów zostały zlikwidowane dopiero w 1952 roku. Wedle innej wersji do 1964 roku walczyły one w Karpatach, wykorzystywane przez służby wywiadowcze państw zachodnich.

 

Reklamy

NOP W AKCJI – Przeszłość Baumana trafiła pod strzechy

A GASZYŃSKI

Z Dawidem Gaszyńskim, działaczem NOP, jednym z uczestników happeningu w trakcie wykładu Zygmunta Baumana na Uniwersytecie Wrocławskim, rozmawia Maciej Walaszczyk

 

Kiedy postawiono Panu zarzuty – zaraz po zatrzymaniu czy dopiero po kilku dniach?

– Najpierw zostałem wylegitymowany przez policję, a dopiero po kilku dniach dostałem wezwanie na komisariat, gdzie postawiono mi zarzuty. Nie wiem, ile osób jest w takiej samej sytuacji. Prasa pisała o ponad 20, z dnia na dzień sytuacja się zmienia. Jeśli policja ustali tożsamość kolejnej osoby, to wzywana jest w tej sprawie.

O co jesteście oskarżeni?

– To kodeks wykroczeń artykuł 51 paragraf 1, a więc zakłócanie porządku publicznego. Jeśli ktoś w nocy zakłóca ciszę nocną albo puszcza w mieszkaniu głośno muzykę, to również podpada pod ten właśnie artykuł.

Jaka sankcja grozi za takie zakłócenie?

– Kara grzywny do 5 tys. złotych. Mowa jest również o areszcie, ale pewnie w grę wchodzi ograniczenie wolności poprzez zasądzenie jakichś prac społecznych. Głowy sobie tym nie zaprzątam, ponieważ po naszych kilku wrocławskich manifestacjach próbowano nam stawiać gorsze zarzuty.

Policja jako dowód ma świadków czy nagrania?

– Trudno mi powiedzieć. Pewnie jedno i drugie. Podejrzewam, że świadkami będą sami policjanci, a nie jakieś osoby mocno zaangażowane w sprawę po drugiej stronie barykady. Do tego ekipa policyjna miała również kilku kamerzystów. Akcja była monitorowana, więc nie będą mieli z tym problemów, bo my niespecjalnie zaprzątaliśmy sobie głowę tym, że ktoś nas filmuje.

Jaką grupą stawiliście się na uniwersytecie?

– Było nas około stu. Akcja była nagłośniona do tego stopnia, że w prasie pojawiały się zapowiedzi naszego wystąpienia. W związku z tym z jego nagłośnieniem wśród ludzi nie było problemu, a my występowaliśmy z otwartą przyłbicą. Nie było tak jak w innych miastach, że ktoś z partyzanta próbował się wedrzeć na salę. Grzecznie zapowiedzieliśmy nasz udział w tym wykładzie i po prostu przyszliśmy.

Zaskoczył Pana fakt, że była tak duża ekipa policyjna, w tym antyterroryści?

– Dla mnie nie jest to już takie zaskoczenie. Od 13 lat angażuję się w działalność Narodowego Odrodzenia Polski. Tam, gdzie się angażujemy, służby na poziomie operacyjnym działają jeszcze mocniej. Dla mnie największym zaskoczeniem było to, że ogóle wpuszczono nas na wykład. Byłem przekonany, że ten budynek będzie obstawiony policją, która będzie wyławiać ludzi wchodzących na uniwersytet. Dlatego zetknięcie ze służbami porządkowymi było wkalkulowane w całą akcję.

Zetknąłem się z opiniami, że władza chciała wykorzystać obecność pikietujących do bieżącej polityki, liczono na prowokację, że będzie awantura z funkcjonariuszami, jakieś antysemickie hasła. Nazajutrz wypowiadał się na ten temat minister spraw wewnętrznych. Jak Pan to skomentuje?

– Czasem, gdy jakaś akcja wymknie się spod kontroli, dorabia się od razu do tego opinie, że to są prowokatorzy. Przy okazji wykładu Baumana ktoś nawet mówił, że to Tusk miał wyjść z tak przemyślaną prowokacją itp. Ja naprawdę bardzo nie lubię tej ekipy rządowej, ale wydaje mi się, że posługiwanie się tak daleko idącymi teoriami jest nieporozumieniem. Jedno jest pewne: służby doskonale wiedziały, co się będzie działo, i się do tego przygotowały. Natomiast my nie ukrywaliśmy niczego z naszych zamiarów. Zaskoczeniem dla tych, którzy organizowali ten wykład, była po prostu skala tego, co udało nam się zrobić. Oni nie byliby w stanie wyreżyserować czegoś bardziej spektakularnego.

Kilka lat temu IPN publikował teksty naukowe opracowane na podstawie materiałów zgromadzonych w archiwach, demaskujące postać majora Baumana jako funkcjonariusza KBW i współpracownika Informacji Wojskowej. Skutek zakłócenia przez Was wykładu jest taki, że duża część opinii publicznej nadrobiła braki w wiedzy na jego temat. Cel został osiągnięty?

– To był nasz jedyny cel. Natomiast celem doraźnym było wskazanie grupom działającym w różnych niewielkich miastach, by występować w takich sytuacjach z przytupem, by zrobić wszystko, co jest możliwe, gdy spotyka się na swojej drodze NKWD-zistę. Dzisiaj na pewno Bauman jest na ustach wszystkich i nie ma problemu ze znalezieniem informacji, że był w KBW i IW. Niestety, nie zawsze książki pisane przez ciekawych ludzi są czytane.

Byli wśród Was również kibice Śląska Wrocław, na trybunach którego motyw choćby żołnierzy wyklętych pojawił się kilka lat temu. Były spotkania, manifestacje z okazji 1 marca, marsz rotmistrza Pileckiego.

– Byli kibice Śląska Wrocław i Sparty Wrocław. Ostatnio byłem zaskoczony prawdomównością „Gazety Wyborczej”, która napisała o tych środowiskach, że są obecnie jednością, ponieważ trudno określić linie podziału, kto jest narodowcem czy kibicem. To się wzajemnie uzupełnia, ktoś hobbystycznie chodzi sobie na stadion, a w sferze politycznej działa np. w NOP.

 

Dziękuję za rozmowę.

Maciej Walaszczyk

http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/42584,przeszlosc-baumana-trafila-pod-strzechy.html

 

 

MARIAN REUTT – ŚMIERĆ W GROSS ROSEN

MARIAN REUTT PRZEDWOJENNY DZIAŁACZ RNR(ONR) FALANGA ZAMORDOWANY W GROSS ROSEN JAK I WIELU INNYCH NARODOWYCH DZIAŁACZY W WIELU NIEMIECKICH JAK I ŻYDOUBECKICH KATOWNIACH . TO DZIŚ LEWACTWO POTOMKOWIE KOMUNISTÓW NAZYWA TYCH LUDZI FASZYSTAMI

 ROZA 012 ROZA 001 ROZA 007 ROZA 022 ROZA 039 ROZA 049 ROZA 075 ROZA 082 ROZA 087 ROZA 099 ROZA 096

Marian Reutt, jeden z czołowych działaczy Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga, był postacią równie ciekawą, co kontrowersyjną. Warto przybliżyć; jego sylwetkę także ze względu na trwały wkład, jaki wniósł do polskiej kultury w postaci tłumaczenia słynnej książki rosyjskiego filozofa Mikołaja Bierdiajewa, pt. „Nowe Średniowiecze”.

Przyszedł na świat 9 marca 1907 w Petersburgu w rodzinie inteligenckiej. Fakt, że wychowywał się w Rosji miał później duży wpływ na jego zainteresowania. W 1920 r. wraz z całą rodziną przeniósł się do Warszawy, gdzie podjął naukę. Dziesięć lat później Marian Reutt był już absolwentem Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty w Berezie Kartuskiej. Wówczas rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Oprócz tego uprawiał boks, osiągając w tej dyscyplinie znaczące wyniki. Reutt, występujący pod pseudonimem „Łoś”, był czterokrotnym mistrzem Warszawy w Boksie. Trenował także młodzież oraz pisał felietony do prasy sportowej.

Droga do ONR

Kolejną pasją Reutta była polityka, z którą na dobre związał swój los. Podczas studiów wstąpił do Oddziału Akademickiego Obozu Wielkiej Polski. Środowisko, w którym znalazł się Reutt odznaczało się na tle całego OWP większym radykalizmem. To włanie na gruncie warszawskiego Oddziału Akademickiego OWP powstał Obóz Narodowo-Radykalny. Wydarzenie to zostało poprzedzone pracą nad nowym programem politycznym, w której Reutt brał aktywny udział. Prawdopodobnie był on współautorem broszury pt. „Wytyczne w sprawach żydowskiej, mniejszości słowiańskich, niemieckiej, zasad polityki gospodarczej”, sygnowanej przez Oddział Akademicki OWP w Warszawie. Jej ukazanie się w listopadzie 1932 r. było zapowiedzią powstania nowej organizacji.

W marcu 1933 władze sanacyjne rozwiązały ostatecznie OWP. Reutt znalazł się wród tysięcy zdezorientowanych młodych endeków, którzy w celu ustalenia dalszej działalności spotkali się na nielegalnym zjeździe w Błotach Karwieńskich. Podczas tego spotkania po raz pierwszy zaznaczyła swoją aktywność; grupa skupiona wokół Bolesława Piaseckiego (miał wówczas 18 lat), do której należał Reutt. Stanowiła ona część opozycji, której członkowie nie chcieli wiązać swoich dalszych losów ze Stronnictwem Narodowym.

Wymiernym efektem zjazdu było powstanie, w październiku 1933 r., Komitetu Redakcyjnego tygodnika „Akademik Polski”, gdzie zwolennicy Piaseckiego skoncentrowali się nad stworzeniem podstaw nowego programu politycznego „młodego pokolenia narodowego”. W tym celu podzielili się na kilka sekcji; Reutt objął sekcję ekonomiczną. Był także autorem jednego z projektów deklaracji programowej ONR, na podstawie których Jan Mosdorf zredagował ostateczną wersję, która ukazała się na łamach „Sztafety” 14 kwietnia 1934 r. Z projektu Reutta pochodziły punkty, dotyczące spraw ekonomiczno – ustrojowych. Deklaracja ONR zapowiadała w tych kwestiach reformę rolną, nacjonalizację przemysłu (głównie będącego w rękach zagranicznego kapitału), oraz wyeliminowanie konkurencji żydowskiej. Można więc miało powiedzieć, że Marian Reutt miał znaczny udział w powstaniu ONR-u. Do nowej organizacji przystąpił także jego brat, Adolf.

U boku Piaseckiego

Po zabójstwie ministra Bronisława Pierackiego, dokonanym przez nacjonalistów ukraińskich, sanacja, wykorzystując ten fakt, uderzyła w ONR. Wielu jego członków trafiło do obozu w Berezie Kartuskiej, a sama organizacja została zdelegalizowana. Pomimo tego, że większoć; narodowych radykałów postanowiła działać; w podziemiu, nie udało się odtworzyć; jednoci organizacyjnej. Ruch rozpadł się na dwie formacje; ONR-ABC kierowany przez Henryka Rossmana i Ruch Narodowo-Radykalny Falanga, pod przywództwem Piaseckiego. Reutt, jako „człowiek” Piaseckiego znalazł się w Falandze, w której objął Wydział Ekonomiczny i Wydział Propagandy.

Marian Reutt uchodził w Falandze za postać; wybitną o wysokiej inteligencji. Jak przystało na takiego człowieka, jego mylenie odznaczało się dużą dozą oryginalnoci, wzbudzającą nieraz kontrowersje w rodowisku falangistów. Oto jak po latach wspominał Reutta, Wojciech Wasiutyński: „Tacy zresztą byli wszyscy przywódcy Falangi [chodzi o katolicyzm – TK], z jednym wyjątkiem. Tym wyjątkiem był Marian Reutt. Reutt miał wielki podziw dla Lenina, przyjmował niemal bez zastrzeżeń totalno-kolektywistyczny program socjalistyczny. Od komunizmu dzielił go bardzo skrajnie pojmowany nacjonalizm. Mnie np. robił zarzuty, że w gruncie rzeczy nie jestem nacjonalistą, tylko uniwersalistą (katolickim). Piaseckiemu przyznawał „leninowski łeb”. Bardzo dużo czytał, przede wszystkim książki ekonomiczne, ale także filozoficzne i socjologiczne. Znał literaturę rosyjską i wynajdował rosyjskie źródła niektórych powiedzeń Dmowskiego (nie sprawdzałem nigdy czy cile). Przy całym swoim rewolucyjnym cynizmie, był – jak mi się zdaje – dobrym mężem(…)”. ( W. Wasiutyński, „Prawą stroną labiryntu”, Gdańsk 1996, s. 103).

Fascynacja Bierdiajewem

Reutt był także zafascynowany filozofią Mikołaja Bierdiajewa. Doskonała znajomoć; języka rosyjskiego umożliwiła mu przetłumaczenie najgłoniejszego wówczas dzieła tego filozofa – „Nowego Średniowiecza”. Warto chociaż w dużym skrócie przedstawić tezy Bierdiajewa. Konstatując kryzys współczesnych sobie czasów, rosyjski filozof zapowiadał, że jest to moment przełomowy, z którego narodzi się nowa epoka. Jej pierwowzorem miało być redniowiecze z naczelną zasadą prymatu życia duchowego nad materialnym. Wiązały się z tym konkretne postulaty społeczne i gospodarcze. Bierdiajew opowiadał się za zorganizowaniem społeczeństwa na wzór średniowiecznych stanów i korporacji.

Marian Reutt był pod dużym wrażeniem filozofii Bierdiajewa. We wstępie do jego książki pisał: „Bierdiajew posiada ogromną intuicję historyczną, umie uchwycić; to, co pewne epoki miały najistotniejszego, umie wyłowić; w przeszłoci nieprzemijający element odwiecznej prawdy i skonstruować na tej podstawie syntetyczny zarys tego, co w rozwoju dziejowym przynosi przyszłość(…) Czytelnik musi myleć; idąc za biegiem jego rozważań, musi pracować, dać pewien indywidualny wysiłek twórczy i jeżeli go na to stać, to zdobędzie niezwykle wartościowe pierwiastki, z których może wyciągnąć; nieocenione korzyści dla własnego rozwoju duchowego”. (M. Bierdiajew, „Nowe Średniowiecze”, Warszawa 1936, s. 1-2).

Dzieło Bierdiajewa było znane i czytane przez młodych endeków i całe „potomstwo obozowe”, jeszcze zanim Reutt dokonał jego tłumaczenia w 1936 r. Dzięki niemu „Nowe Średniowiecze” stało się jeszcze popularniejsze, o czym świadczy fakt, że w 1937 r. książka ta znajdowała się na pierwszym miejscu wród lektur, zalecanych do czytania przez pismo „Wszechpolak”.

Oprócz „Nowego Średniowiecza” Reutt przetłumaczył także inne dzieło Bierdiajewa „Problem komunizmu” oraz „Nauki i mądroci” J. Maritaina. Zainteresowania Reutta miały swoje źródło w antykapitalistycznych poglądach, którym dawał wyraz w licznych artykułach. Publikował na łamach takich pism jak: „Ruch Młodych”, „Falanga”, „ABC”, „Prosto z Mostu” i „Pro Christo”. Był także współautorem „Zasad programu narodowo – radykalnego” , które ukazały się 7 lutego 1937. Sam natomiast opublikował, w 1939 r., broszurę „Wychowanie militarne narodu”.

Reutt należał do cisłego kierownictwa Falangi. O jego wysokiej randze w organizacji wiadczył fakt, że obok innych jej przywódców, przemawiał do 3 tysięcy osób podczas wiecu antykomunistycznego, który odbył się 1 listopada 1936 r. w gmachu Filharmonii warszawskiej. Sytuacja powtórzyła się podczas kolejnego wielkiego mityngu RNR, w listopadzie 1937 r. (zdjęcie) Tym razem Reutt przemawiał w Cyrku Staniewskich w Warszawie. W lutym 1938 r. Marian Reutt wszedł w skład Komitetu Wykonawczego „Komitetu Porozumienia Organizacji Narodowo-Radykalnych”, inicjatywy Bolesława Piaseckiego, który chciał w ten sposób wzmocnić; swoją pozycję. Jednak kryzys w łonie Falangi narastał. Po kilku aferach, kompromitujących RNR, w lipcu 1939 Marian Reutt postanowił odejć; z organizacji. Na łamach „Falangi” Piasecki skomentował to wydarzenie, pisząc: „Do faktu opuszczenia organizacji przez p. M. Reutta (…) Kierownictwo KPONR nie przywiązuje żadnej wagi”. Wypowiedź ta nie była z pewnocią do końca szczera. Utrata takiej postaci jak Marian Reutt, który w dodatku uchodził za jednego z najbardziej zaufanych ludzi Piaseckiego, musiała być; bardzo dotkliwa dla przywódcy Falangi oraz całego ruchu.

Wojna i tragiczny koniec

Dalsze losy Mariana Reutta zdeterminował wybuch wojny. 13 grudnia 1939 r. został aresztowany przez Niemców i trafił do więzienia, wraz z Piaseckim i ojcem Zygmunta Przetakiewicza, dowodzącego przed wojną bojówkami Falangi. Po wyjciu na wolnoć; w kwietniu 1940 r., Reutt zaangażował się w działalność konspiracyjną, wykładając na tajnych kompletach maturalnych historię i język polski. Nie poprzestał jednak na tajnym nauczaniu i zaangażował się w walkę zbrojną. Pod pseudonimem „Kos” dowodził 25 p. piechoty AK Ziemi Piotrkowskiej. Jednoczenie prawdopodobnie należał do Konfederacji Narodu, organizacji konspiracyjnej kierowanej przez Bolesława Piaseckiego, chociaż kwestia ta nie jest do końca wyjaśniona.
Marian Reutt został ponownie aresztowany w październiku 1944 r., w Kaleniu pod Nowym Miastem nad Pilicą. Najpierw Gestapo przetrzymywało go w Tomaszowie Mazowieckim, a następnie przetransportowało do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen. Tam, w styczniu 1945 r., Marian Reutt został zamordowany.

Polski „orędownik nowego średniowiecza” nie dożył czasów powojennych. Nie wiadomo, co uczyniłby w nowej rzeczywistoci, czy tak jak jego brat Adolf, przystąpiłby do nowej inicjatywy Piaseckiego, znanej pod nazwą PAX? Wiadomo natomiast, że przedwcześnie zmarł człowiek, o którym W. Wasiutyński napisał: „Był materiałem na wybitnego profesora”.

TADEUSZ GLUZIŃSKI – ŻOŁNIERZ IDEI

TADEK

 

 

Postać o której nie wolno zapomnieć. Współtwórca ONR a po rozłamie głos ONR- ABC. Świetne opracowanie Dawida Zadury na temat tej wybitnej postaci.

 

fot, kurier lubelski-684x0

 

TADEUSZ GLUZIŃSKI – ŻOŁNIERZ IDEI

W 1940 roku na obcej, ale przyjaznej węgierskiej ziemi zakończył życie Tadeusz Gluziński, jeden z “ojców-założycieli” Obozu Narodowo-Radykalnego a zarazem jego główny ideolog, zaliczany często do grona najzdolniejszych uczniów Szkoły Dmowskiego.

Tadeusz Gluziński na świat przyszedł 30 czerwca 1888 roku. Był najstarszym synem profesora Antoniego Gluzińskiego (1856-1935) – światowej sławy lekarza i swego czasu rektora Uniwersytetu im. Jana Kazimierza we Lwowie. Miał aż pięcioro rodzeństwa: dwie siostry i trzech braci. Od najmłodszych lat wychowywano go w duchu polskiego patriotyzmu i starannie kształcono pod kierunkiem najlepszych lwowskich nauczycieli. Po części za namową ojca ale głównie z powodu własnych zainteresowań zdecydował się studiować filozofię na Uniwersytecie Jana Kazimierza, gdzie uzyskał tytuł doktora filozofii. Na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie obronił doktorat z prawa (1). Od początku mocno angażował się w życie lwowskiej społeczności studenckiej, gdzie był pierwszym prezesem Czytelni Akademickiej – prekursorki bratniaków studenckich. Już wówczas wykazywał duże zainteresowanie problematyką społeczno-polityczną, pisząc do przeróżnych studenckich pism i uczestnicząc w spotkaniach dyskusyjnych.

Jesienią 1918 roku w bólach zaczęła się rodzić niepodległa Polska. Wybuch wojny polsko-ukraińskiej w listopadzie 1918 roku zaskoczył rodzinę Gluzińskich we Lwowie. Ich wspólny dom znajdował się w tej części miasta, którą przez 3 tygodnie kontrolowali Ukraińcy. Gluzińscy bezpiecznie przetrwali okres najintensywniejszych walk w mieście. Na dzień przed wyzwoleniem Miasta Lwa naszli ich jednak nocą ukraińscy żandarmi w celu przeprowadzenia rewizji. Te chwile grozy zapamiętali sobie Gluzińscy na całe życie. W czasie wielogodzinnej rewizji Ukraińcy znalezieniu w mieszkaniu kilka starych rewolwerów, po czym aresztowali Antoniego, Tadeusza i Kazimierza Gluzińskich oraz ich gościa inżyniera Witolda Sokołowskiego a mieszkanie zdemolowali bombą. Aresztowanych przez 14 godzin poniewierano i bito, a następnie wyprowadzono na rozstrzelanie. Tadeusza Gluzińskiego żandarmi zrzucili ze schodów. Świadek tamtych czasów Franciszek S. Krysiak pisał: – “Jeden z [ ukraińskich ] żołnierzy chciał prof. Gluzińskiego przebić bagnetem, lecz na szczęście bagnet podbity przez syna Kazimierza Gluzińskiego ominął profesora i zranił Kazimierza w ucho. […] W Domu Narodnym dokąd wprowadzono aresztowanych […] jeden z żołnierzy konwoju uderzył prof. Gluzińskiego w twarz. […] Sytuacja zmieniła się nagle z chwilą przystąpienia do aresztowanych pułkownika Stefaniuka, który jako były pacjent profesora […] polecił internowanych uwolnić. O godz. 11 w nocy odstawiono aresztowanych do domu. […] Męka prof. Gluzińskiego skończyła się prawie równocześnie z chwilą, gdy dzięki bohaterstwu dzieci lwowskich i nadesłanej z Krakowa odsieczy, Lwów został uwolniony i jego chwilowi oprawcy zmuszeni zostali do spiesznej ucieczki.” (2)

Miesiąc po opisanej sytuacji w walce z Ukraińcami poległ młodszy brat Tadeusza, 24- letni Lech Gluziński ( absolwent Wydziału Lekarskiego na Uniwersytecie Lwowskim ). Jego ciało spoczęło w jednej z krypt na Cmentarzu Orląt Lwowskich.

Te dwa tragiczne wydarzenia roku 1918 wywarły duży wpływ przyszłego ideologa ONR i na treść jego późniejszych publikacji poświęconych tematyce stosunków polsko-ukraińskich.

Swoją działalność polityczną Tadeusz Gluziński rozpoczął na początku lat dwudziestych w szeregach Związku Ludowo-Narodowego, gdzie zasłynął z dużego zaangażowania i dał się poznać jako osobowość o nadzwyczajnych zdolnościach organizatorskich. Sukcesy odnosiły też jego artykuły oraz teksty publikowane w „Myśli Narodowej”. Na początku lat dwudziestych w ramach publicystycznego cyklu „Zmierzch liberalizmu” ( na łamach „Gazety Warszawskiej” ) mocno krytykował mało efektywne, parlamentarne metody działalności Związku. Po rozwiązaniu ZLN podobnie jak większość działaczy stał się członkiem Stronnictwa Narodowego. W 1933 roku był – obok H. Rossmanna, J. Jodzewicza, J. Mosdorfa oraz Al. Heinricha – jednym z działaczy „Straży”, tajnego kierownictwa “grupy młodych” wewnątrz warszawskiej sekcji SN. Za działalność niezgodną z założeniami kierownictwa SN został wraz z innymi aktywistami zawieszony na rok przez komisję w pracach tajnego zespołu. Organ wydający wyrok podał krótkie uzasadnienie: „próby wykorzystania fermentu przez czynniki zewnętrzne” (3). Żaden z zawieszonych działaczy nie przyjął orzeczenia komisji i na znak protestu solidarnie opuścili szeregi Stronnictwa.

14 kwietnia 1934 w Warszawie 46-letni dr Tadeusz Gluziński jako członek Komitetu Organizacyjnego podpisał Deklarację Obozu Narodowo-Radykalnego. Tak jak zawczasu przypuszczał, miał przez to potem spore kłopoty z pracodawcą czyli Ministerstwem Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. W dzień po podpisaniu Deklaracji opublikował w „Sztafecie” przełomowy artykuł pt. „Prosta droga”, w którym między innymi pisał: ”Wypadki idą szybko i u wielu wyprzedzają myśli. Kto nie nadąży, musi zostać w tyle. Kto zbyt silnie wrósł w przeszłość, w stare metody działania, stare nawyki myślenia, kto boi się własnego cienia, zaś przed myślą własną ucieka w najciemniejszy zakątek, ten nie znajdzie dla siebie miejsca w szeregach ludzi dzisiejszych. Gdy walą się ściany starej, tandetnej budowy, podpórki nie wystarczą, trzeba rozebrać resztki, odsłonić zdrowe fundamenty i na nich budować gmach przyszłości” (4).

W nowej organizacji Gluziński stał niemal na samym jej czele. Obóz Narodowo-Radykalny był kierowany przez tajną Organizację Polską, która – podobnie jak jej poprzedniczka „Straż” – podzielona była na szczeble oraz stopnie wtajemniczenia a jej członkowie, zgodnie ze złożoną i obowiązującą aż do śmierci przysięgą, zobowiązani byli do zachowania tajemnicy. Dlatego dzisiaj można jedynie domniemywać jaką dokładnie funkcję pełnił Gluziński w ONR. Wiemy jednak, że w Organizacji Polskiej ( podzielonej na cztery stopnie wtajemniczenia ) był wraz z Janem Mosdorfem i Janem Jodzewiczem w trzyosobowym Komitecie Politycznym wybieranym przez siedmioosobowy Komitet Wykonawczy ( zawierający się w najwyższym stopniu – „Z” czyli Zakonie Narodowym) (5).

Po zamknięciu przez rząd 14 czerwca 1934 roku drukarni „Sztafety” Gluziński postanowił wraz z Mosdorfem i Jodzewiczem interweniować w tej sprawie u ministra Pierackiego. Niebawem jednak minister został zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich, przy czym rząd o morderstwo oskarżył… ONR. W nocy z 15 na 16 czerwca nastąpiły aresztowania ONR-owców, które nie ominęły również Gluzińskiego. Wraz z większością działaczy Obozu przebywał w więzieniu, jednak nie tak długo jak inni. W lipcu, po interwencji kogoś wpływowego został zwolniony, dzięki czemu uniknął osadzenia w obozie odosobnienia Bereza Kartuska. Dostępne materiały poświęcone tym wydarzeniom nie wyjaśniają, komu Gluziński zawdzięcza ową życzliwość. Rodzina miała podstawy do przypuszczeń, że był to jakiś wyskoki hierarcha Kościoła katolickiego, być może sam kardynał prymas August Hlond…

Po rozłamie w Obozie Narodowo-Radykalnym w 1935 roku, Tadeusz Gluziński pozostał w grupie najstarszych działaczy i założycieli ONR kierowanej przez Henryka Rossmanna, później określanej jako ONR-ABC. Gdy w 1937 r., po wzajemnych atakach prasowych, między ONR-ABC a Falangą doszło do fizycznej konfrontacji, 49-letni Gluziński został dotkliwie pobity przez falangistowskie bojówki. Nigdy im tego nie mógł zapomnieć. Nie zatracił jednak zdrowego rozsądku ani nie uniósł się ambicjami. Jako jeden z pierwszych apelował na łamach dziennika „ABC” o jedność między wszystkimi narodowcami. Chciał, aby wszystkie ugrupowania narodowo-radykalne, a także Sekcja Młodych z SN, skupione były wokół jednej organizacji – Konfederacji Polskiej. Mimo iż propozycja ta nie została przez nie przyjęta, wzajemne napaści ustały.

W 1937 r. wobec stale rosnącego zagrożenia komunistycznego skierował w imieniu ONR list do sanacyjnych przywódców. Deklarował w nim możliwość taktycznego, antykomunistycznego sojuszu z ONR-ABC. „Będąc w posiadaniu informacji o przygotowaniach „fołksfrontu”, zmierzających do zagarnięcia władzy, wobec powagi sytuacji oświadczamy, że w rozprawie z czynnikami tzw. „fołksfrontu” można liczyć na nasze całkowite poparcie w granicach naszych technicznych i propagandowych możliwości i to bez względu na postawę taktyczną innych ugrupowań narodowych” (3) – pisał.

W 1938 r. Tadeusz Gluziński opisał program i koncepcje polityczne narodowych radykałów oraz opracował statut Stronnictwa Narodowo-Radykalnego – projektowanej legalnej organizacji narodowo-radykalnej, która niestety w wyniku usilnych starań sanacji nigdy nie powstała (6). Plany pracy dla Polski w ramach oficjalnego ugrupowania zostały więc odłożone na czas późniejszy.

Gluziński był nie tylko organizatorem i ideologiem. Dla narodowo-radykalnej młodzieży był także moralnym i intelektualnym autorytetem. Jego przyjaciółka Maria Rutkowska-Kurycuszowa odnotowała w swoich wspomnieniach:

– “Bardzo lubiłam odwiedzać jego dom. W niewielkim mieszkaniu, pełnym antycznych bibelotów, wspaniale gwarzyło się przy czarnej kawie i pysznym torcie. […] Był małego wzrostu. Siwa, gęsta czupryna wznosiła mu się nad czołem jak srebrny czub, szare oczy głęboko osadzone obdarzały nas spojrzeniami […] tak skoncentrowanymi, że odnosiło się wrażenie ulegania niemal hipnozie. Było to oczywiste złudzenie. Doktor nie zamierzał nikomu narzucać par force swoich myśli. Jedynie w nim samym, gdy podejmował jakiś temat, dokonywał się proces koncentracji. Cały był pochłonięty myślą, której się w danej chwili oddawał. […] Był idealistą, tworząc takie pojęcie jak <<idealizm polityczny>>. Nie wierzył, aby można było osiągnąć dobro i szczęście kraju rękami ludzi, którzy do władzy dochodziliby dla osobistych korzyści. Nosił w swych myślach wizję Polski, którą kierować będzie <<zakon>> ludzi szlachetnych. Kiedy mi było trzeba pewności, co jest a co nie jest etyczne, szłam na rozmowę do Gluzińskiego.” (7)

Po upadku Polski we wrześniu 1939 roku nowy polski rząd i prezydent przenieśli się na emigrację do formalnie sojuszniczej Francji. Tadeusz Gluziński musiał nawiązać z nowymi, już nie sanacyjnymi. władzami osobisty kontakt jako przedstawiciel ONR i wybadać możliwości obustronnej współpracy. W tym celu należało przedostać się do Francji. Jego towarzyszem w tej niebezpiecznej podróży został Jerzy Kurcyusz – jeden z przywódców ONR, usunięty swego czasu z organizacji z powodu skandalu obyczajowego, którego był bohaterem (8). W podroż do Francji wyruszyli z Warszawy w grudniu 1939 r. Maria Rutkowska-Kurcyuszowa:

– “Chwila odjazdu nastąpiła w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Pożegnanie moje z Jerzym [ Kurcyuszem ] odbyło się na peronie Warszawy Zachodniej. Tadeusza Gluzińskiego odprowadzała jego żona Janka. Mróz szczypał w twarz, a łzy zwisały jak szron na czarnych rzęsach Janki. Po peronie kręciło się wielu ludzi. Z plecakami, z walizkami w rękach. Jerzy i Tadeusz także mieli walizki i starali się udawać spokojnych podróżnych. Było nam wszystkim ogromnie trudno spokojnie przebrnąć przez te chwile rozstania. […] Nadjechał pociąg. Nie sposób było mówić o czymkolwiek. Przyszła chwila pożegnania. Zostałyśmy na peronie we dwie z Janką.” (7)

Trasa wyprawy do Francji prowadzić miała przez Słowację i Węgry. Najpierw jednak należało dotrzeć do Zakopanego i zdobyć przewodnika, który bezpiecznie przeprowadziłby narodowo-radykalnych konspiratorów przez polsko-słowacką granicę. Gluziński i Kurcyusz dotarli do stolicy Tatr pociągiem, jadąc przez Radom i Kielce, po czym rozpoczęli poszukiwania przewodnika. Mijały dni. Tymczasem niespodziewanie gestapo aresztowało wszystkich mieszkańców hotelu, w jakim zatrzymali się ONR-owcy, w tym naszych bohaterów. Przez 2 tygodnie więziono ich i przesłuchiwano w piwnicach willi Palace – siedziby zakopiańskiego gestapo. Przygotowani na ewentualność zatrzymania ONR-owcy konsekwentnie przedstawiali Niemcom przygotowaną uprzednio w szczegółach, bardzo wiarygodną opowieść na temat biznesowego charakteru ich przyjazdu do Zakopanego. Po takich zeznaniach Niemcy wypuścili ich z więzienia z nakazem niezwłocznego zameldowania się w warszawskim gestapo. Tej samej nocy w towarzystwie górskiego przewodnika konspiratorzy wyruszyli pieszo przez Tatry ku Słowacji. 50-letniemu Gluzińskiemu chodzenie po górach nie sprawiało problemów – prawie do wybuchu wojny był aktywnym turystą górskim, członkiem jednego z towarzystw taternistycznych. Podczas marszu przez Tatry doszło jednak do wypadku: gdy schodząc z gór przekraczano zamarznięty potok, załamał się lód i dr Gluziński wpadł do wody. Na suszenie ubrań nie było czasu i przy 20-stopniowym mrozie odmroził sobie nogę i dostał wysokiej gorączki. Dalsza część wyprawy przez Słowację – opisana przez Ryszarda Terleckiego na podstawie relacji Jerzego Kurcyusza – wyglądała następująco: – “Przez Kiry i Orawę dotarli do małej wioski w pobliżu Rużomberku, gdzie na przeszło tydzień zatrzymała ich choroba Gluzińskiego. Sprowadzony lekarz nie umiał nic poradzić, więc wyruszyli dalej, naprzód pociągiem w pobliże granicy węgierskiej, później znów piechotą. Kurcyusz szedł pierwszy, torując drogę w głębokim śniegu, a następnie wracał po towarzysza podroży, prowadząc go po wydeptanych śladach”(8). Do granicy węgierskiej dotarli w ostatnich dniach stycznia 1940. W Budapeszcie natychmiast umieszczono Gluzińskiego w klinice, gdzie amputowano mu stopę a następnie całą nogę. Podczas gdy lekarze walczyli o jego życie, ten wraz ze swoim towarzyszem przygotowali pismo do premiera rządu RP na uchodźstwie gen. Władysława Sikorskiego, informujące o ich tajnej misji, uzupełnione raportem o sytuacji w Polsce. Pomimo operacji Tadeusz Gluziński zmarł na gangrenę kilka dni później.

-“Na daleki budapesztański cmentarz Ujkesemete odprowadzała go z kliniki na Baros utca niewielka grupa Polaków, przyjaciół, znajomych oraz tych, którzy słyszeli o nim jako publicyście, działaczu politycznym i pisarzu, autorze głośnej przed wojną książki pt. Zmierzch Izraela” (8) – wspominał tę smutną chwilę Jerzy Kurycusz.

Śmierć Gluzińskiego nie oznaczała końca jego misji. Ani dla Kurcyusza, ani dla przywódców ONR w Warszawie. Do polskiego poselstwa w Budapeszcie przyszła wkrótce odpowiedź od gen. W. Sikorskiego i jeszcze w lutym 1940 r. poprzez Jugosławię i Włochy Jerzego Kuryusza przerzucono do Paryża. Przedstawicielem ONR przy polskim rządzie jednak nie został, gdyż rolę tę przywódcy organizacji powierzyli w międzyczasie swojemu nowemu wysłannikowi Mieczysławowi Harusewiczowi. Towarzysz ostatniej podróży Tadeusza Gluzińskiego został natomiast skierowany przez premiera do pracy w tajnych placówkach rządu polskiego w Rzymie, Atenach i Stambule, odpowiedzialnych za łączności z krajem. W okupowanej Posce pozostała najbliższa rodzina ONR-owskiego ideologa, w tym jego młodszy brat Kazimierz Gluziński – jedna z czołowych postaci ONR w okresie okupacji, przewodniczący Rady Politycznej Narodowych Sił Zbrojnych.

IDEALIZM STOSOWANY

Wielką pasją darzył historię. Jest niemalże charakterystycznym dla stylu pisarskiego Gluzińskiego, że przed poruszeniem jakiegokolwiek tematu politycznego musiał go poprzedzić opisem tła historycznego, ujawniając przy tym swoją doskonałą znajomość zagadnień historiozoficznych.

Jedną z pierwszych prac Tadeusza Gluzińskiego była broszura pt. „Cele i drogi propagandy wywrotowej” wydana w 1927 roku. Zawarł w niej „młodoendeką wersję dziejów cywilizacji europejskiej” (9), jak to ujął prof. Bogumił Grott. Gluziński zwracał w niej uwagę na niepokojący kierunek rozwoju cywilizacji łacińskiej, alarmując o zatruwaniu jej przez wolnomularski laicyzm i stopniowym kurczeniu się – w porównaniu z wiekami średnimi – wpływów katolicyzmu.

W roku 1932 ukazała się książka „Zmierzch Izraela”, jego doskonała praca poświęcona w całości dziejom światowego żydostwa. Swoje autorstwo, z obawy przed ewentualnymi represjami, ukrył pod pseudonimem Henryk Rolicki. Mimo tego cały nakład rozszedł się w szybkim tempie. Książka – chociaż okrzyknięta kontrowersyjną – odniosła wielki sukces, wywołując polemikę w prasie. Doczekała się wznowień, z czego wydanie trzecie zostało w całości wykupione przez jedną z organizacji żydowskich w obawie przed „narastającym antysemityzmem”.

Kwestia żydowska poruszana była przez Gluzińskiego głównie w aspekcie religijno-filozoficznym, bez antropologiczno-rasistowskiego kontekstu. Tytuł książki „Zmierzch Izraela” nie był zresztą zbieżny z jej treścią. Mieli mu to za złe ci, którzy poszukiwali w niej recepty na rozwiązanie sprawy żydowskiej, a wraz z nią wszystkich problemów gnębiących przedwojenną Polskę.

W roku 1935 ukazało się „Odrodzenie idealizmu politycznego” – sztandarowa praca Tadeusza Gluzińskiego, stawiana na równi z najważniejszymi pracami Dmowskiego i Doboszyńskiego. Co stanowiło o jej fenomenie? Gluziński próbował rozpatrywać historię jako płaszczyznę starcia katolicyzmu i formacji katolicko-narodowej z prądami wrogimi nauce Kościoła. Posłużył się tu pojęciem „przewrotu umysłowego”, który dokładnie opisał i scharakteryzował, pisząc: „Przed dziesiątkami lat odebrano narodom chrześcijańskim to, co stanowiło ich siłę: wiarę. Wiarę religijną, etykę chrześcijańską, idealizm. Proklamowano nowe bóstwo, które nazwano >bóstwem rozumu<… W XIX wieku rozum zajął miejsce Boga, a stworzona przezeń wiedza miała stać się wiarą przyszłości. Etykę chrześcijańską zastąpiło prawo, ideę – wymędrkowała doktryna. Odtąd człowieka miał doskonalić >postęp<…” (10). Tu właśnie Gluziński dopatrywał się źródeł laicyzacji i stopniowego upadku cywilizacji „chrześcijańsko-rzymskiej”, która przecież przed wiekami była tak prężna i ekspansywna, a jej narody radziły sobie ze wszystkimi problemami. Korzenie upadku tkwiły jego daniem w reformacji, która zeświecczyła życie publiczne i znacznie obniżyła autorytet Kościoła, a także dała początek wielu trendom umysłowym i prądom filozoficznym sprzecznym z nauką Kościoła katolickiego. Apogeum „przewrotu umysłowego” była „idea wolnomyślicielstwa” jaką bez przeszkód rozniosła rewolucja francuska.

„Odrodzenie idealizmu politycznego” nie zawiera recepty na rozwiązanie problemów powstałych wraz z „przewrotem umysłowym”, jedynie we wstępie autor proponował, aby wszelkie reformy zacząć od siebie. Scharakteryzował też radykalizm, który cechował Obóz Narodowo-Radykalny. Nie miał być on spontanicznym, upartym i bezmyślnym dążeniem do jakiegoś wytyczonego sobie celu, ale bezustanną, bezkompromisową i konsekwentną pracą dnia codziennego oraz walką ze złem i własnymi słabościami. „Dziś w Polsce panuje beznadziejność… Gdzie spojrzeć – bierność. Grzęźniemy w pesymizmie… Tego upadku duchowego, jaki przeżywamy nie da się wyjaśnić jakimś zbiegiem zdarzeń zewnętrznych, ani jakimś mechanicznym działaniem obcych, wrogich sił. Zło musi tkwić głębiej, musi tkwić w nas samych. Jeżeli nie dostrzegamy go dziś z należytą wyrazistością, jeżeli nie widzimy jasno wyjścia, to gdzieś musi być jakaś zasłona, która zakrywa nam oczy. Póki jej nie zedrzemy, będziemy błądzić bezradnie… Chcę wskazać na to, że uzdrowienia stosunków u nas nie można dokonać mechanicznie przez jakiś luźny akt wyzwolenia. Musimy zmienić radykalnie istotne podstawy życia politycznego, gospodarczego, kulturalnego, przebudować nasze mieszkanie tak, aby przestało być polskie tylko z nazwy” (10) – pisał.

Tadeusz Gluziński był także autorem wielu innych prac, m.in. „Szkoła jednolita i wychowanie państwowe” (Warszawa 1931) i „Sprawa ukraińska” (Warszawa 1937) oraz artykułów, pisanych to gazet ONR-ABC takich jak „Sztafeta” (wydawana w latach 1934-1937), miesięcznik „Nowy Ład” (1935-1939) czy dziennik „ABC”, którego redaktorem naczelnym był przez dwa miesiące w roku 1938.

Tomasz Wieczorek

Dawid Zadura

 

PRAWDA O LEWACKICH BANDZIORACH

LEWUSY CIESZĄ SIĘ WZGLĘDAMI PROKURATURY I SĄDOWNICTWA ALE TO NIC DZIWNEGO SKORO WIĘSZKOŚĆ SĘDZIÓW MA RODOWÓD PRL.

 

Prokuratura umorzyła śledztwo

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl

Jak dowiedział się portal Fronda.pl, Prokuratura Rejonowa w Sochaczewie umorzyła śledztwo ws. pobicia osób jadących 11 listopada 2010 r. pociągiem na warszawski Marsz Niepodległości. Nie podano uzasadnienia tej decyzji.

W ubiegłoroczne Narodowe Święto Niepodległości grupa zamaskowanych napastników wtargnęła do pociągu na trasie Bydgoszcz – Warszawa i zaatakowała gazem pieprzowym, pałkami teleskopowymi, młotkami i innymi niebeszpiecznymi narzędziami osoby, jadące na Marsz Niepodległośći. Media o całej sprawie informowały dość oszczędnie, nie wspominając o tym, że napastnicy są aktywistami „Antify”, a zaatakowane osoby wywodzą się z różnych środowisk (w relacjach figurowały jako „ONR-owcy”). Jedynie portale Fronda.pl, Niezalezna.pl, Interia.pl (piórem Rafała Ziemkiewicza) i inne prawicowe gazety oraz portale rzetelnie poinformowały o wydarzeniu. Sprawie był również poświęcony odcinek programu „Warto Rozmawiać”, emitowanego wówczas w TVP1.

Prokuratura umorzyła śledztwo, mimo, że napastnicy pozostawili „ślady” w internecie, chwaląc się swoim „wyczynem”. Jak wiadomo, dzięki wpisowi na forum można zabezpieczyć numer IP użytkownika i ustalić jego adres.

Poniżej zamieszczamy link do zrzutu ekranu z forum stowarzyszenia Młodzi Socjaliści (www.mlodzisocjalisci.pl):

http://www.fronda.pl/obrazy/71889.png

Drugie dno sprawy „Starucha”. Wynik śledztwa portalu Fronda.pl

Zatrzymanie „Starucha”, które wzbudziło szereg pytań dotyczących działań policji, okazuje się dużo bardziej złożoną sprawą, niż mogłoby się wydawać. Jak udało się ustalić portalowi Fronda.pl, „Koziołek”, były (?) kibic Polonii, który złożył doniesienie na Piotr S., może mieć związek z głośną sprawą pobicia pasażerów  pociągu relacji Bydgoszcz – Białystok, jadących do Warszawy  na Marsz Niepodległości 11 listopada 2010 r., którego byłem świadkiem – pisze Aleksander Majewski.

Trzy miesiące temu poinformowałem, że dochodzenie w sprawie wspomnianego pobicia zostało umorzone i to bez podania jakiegokolwiek uzasadnienia, mimo, że jeden z napastników, pozostawił ślad na internetowym forum, gdzie pochwalił się swoim „wyczynem” [załącznik nr 1 – rzyp. red.]. Gdy ujawniłem zabezpieczony wpis na portalu Fronda.pl, konto użytkownika, aktywisty „Antify” zostało natychmiast usunięte.

Sprawa jednak na tym się nie zakończyła. Jeden z poszkodowanych wniósł zażalenie. I trudno się dziwić, bo organy ścigania od początku wykazywały się niezwykłą wręcz niefrasobliwością, czy nawet złą wolą. Poszkodowani zostali potraktowani jak podejrzani (choć uczciwie trzeba przyznać, że nie przez wszystkich funkcjonariuszy!), czego dowodem może być fakt przyjścia z góry „prikazu”, aby dokonać ich przeszukania.

Działacz „Antify”, który nie zachował, charakterystycznej dla tego środowiska konspiry, wygadał się na forum i właśnie dzięki temu wezwano go na komendę. Oczywiście nie został zatrzymany, mimo, że z zamiłowaniem opisywał w Internecie jak bohaterscy „antyfaszyści” wkroczyli ze „sprzętem” na spokojnych pasażerów. Jedyne o co pokusili się stróże prawa, to zasięgnięcie opinii biegłego w  sprawie porównania wymazu z jamy ustnej „domniemanego sprawcy” ze śladami biologicznymi na pozostawionych na miejscu zdarzenia: kasku (napastnicy mieli je na głowach w czasie napadu) i kluczu francuskim. Sprawców zdarzenia było ok. 10, o czym świadczy chociażby postanowienie o dopuszczeniu dowodu z opinii biegłego, więc trudno oczekiwać, że wszyscy pozostawili na zaledwie dwóch przedmiotach swoje ślady!

Przesłuchiwany, który na forum stowarzyszenia Młodzi Socjaliści, posługiwał się nickiem „Warszawiak” (nazwisko do wiadomości Autora – przyp. red.) w dniu zdarzenia wielokrotnie kontaktował się telefonicznie ze swoim kolegą, posługującym się ksywą… „Kozioł”/”Koziołek”. „Domniemany sprawca” nie ujawnił tożsamości swojego kompana, stwierdził jednak, że  znają się z „kibicowania Polonii Warszawa” i właśnie o tych tematach głównie ze sobą rozmawiali. Jednak dziwnym trafem Jakub S. „nie pamiętał” o czym rozmawiali akurat tego dnia, pomimo wielokrotności połączeń w krótkich odstępach czasu! „Domniemany sprawca” już następnego dnia pod wpływem natłoku wrażeń, podzielił się swoją „przygodą” na forum politycznym (nie związanym ściśle, ani z „Antifą”, ani Polonią Warszawa). Dlatego można przypuszczać, że był to dla niego wyjątkowy dzień. Czy w takim razie, mógł nie pamiętać, czego dotyczyły jego częste rozmowy z jedną osobą tego samego dnia? Czy policja dała wiarę jego zeznaniom? Jakub S. utrzymywał ponadto, że o sprawie dowiedział się, podsłuchując rozmowę nieznajomych osób w barze. Trudno wyobrazić sobie, że przysłuchując się konwersacji przy oddzielnym stoliku, dowiedział się tak wielu szczegółów, które już o wczesnej porze następnego dnia ujawnił w internetowej dyskusji i o których mógł wiedzieć tylko uczestnik zajścia (ponadto Jakub S. na forum wypowiadał się w pierwszej osobie liczby mnogiej)!

A co z „Kozłem”/”Koziołkiem”? Jakub S. utrzymywał, że zna go tylko i wyłącznie z ksywki, ale trudno sobie wyobrazić, że dwaj kumple, którzy są w stałym kontakcie, znają się tylko z pseudonimów, zwłaszcza, że mają „wklepane” swoje numery w komórkach. Jak widać, policja uznała enigmatyczne odpowiedzi „domniemanego sprawcy” za wystarczające. I co, najciekawsze nie pokusiła się o ustalenie tożsamości kolegi Jakuba S.  – „Kozła”/„Koziołka” i właśnie to wzbudziło największe zaskoczenie wśród poszkodowanych.  Jeden z nich wniósł zażalenie w którym wskazał, że treść zeznań Jakuba S. pokazuje silną niechęć ujawnienia policji tożsamości „Kozła” i może świadczyć o wysokim prawdopodobieństwie, że „Kozioł” może być zamieszany w przestępstwo, które było przedmiotem postępowania. Policja nie ustaliła jego tożsamości, mimo, że mogła rozpytać osoby dysponujące numerami telefonów, z którymi kontaktował się „Kozioł”, a których dane figurowały w aktach sprawy. –  Policja mogła to zrobić chociażby w toku czynności operacyjno-rozpoznawczych i bez formalnego przesłuchania tych osób. Przesłuchanie „Kozła” oraz zebranie w drodze operacyjnej informacji na jego temat z pewnością dostarczyłoby cennego materiału dla postępowania – mówi mój informator. Poszkodowany wskazał również na zasadność skonfrontowania zeznań „Kozła” z tym, co na temat łączącej ich znajomości oświadczał Jakub S.

Sąd zatwierdził jednak postanowienie o umorzeniu dochodzenia. – Najbardziej zastanawiające jest, kim jest ten „Kozioł”. Przecież policja miała billingi rozmów, a mimo to nadal nie wiemy kim on jest. Jak dla mnie, coś się kręci przy tej sprawie, a ów „Kozioł” musi mieć w niej udział. Po co tak często kontaktował się z Jakubem S. w dniu napadu? – mówi portalowi Fronda.pl jeden z poszkodowanych.

O komentarz poprosiłem również wieloletniego pracownika operacyjnego Komendy Stołecznej.  – W tym przypadku ewidentnie olano temat. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że na podstawie wpisu na forum – numeru IP, rozpytania, rejestru połączeń można ustalić tożsamość takiego delikwenta – mówi Dariusz Loranty, nadkomisarz w stanie spoczynku.

Niebawem wybuchła burza wokół aresztowania lidera kibiców Legii Warszawa – Piotr S., ps. „Staruch”. Postawiono mu zarzut rozboju, przez co kibic może spędzić za kratkami nawet 12 lat więzienia. Zarzutem zaskoczony był m.in. senator Zbigniew Romaszewski z komisji praw człowieka, który powiedział dla portalu Niezależna.pl: „Dziwi zastosowanie tego paragrafu. Trudno wyobrazić sobie, by ktoś organizował rozbój, a więc przestępstwo mające na celu uzyskanie korzyści materialnej, w publicznej przychodni lekarskiej”. W istocie doszło bowiem do bójki między Staruchem a kibicem Polonii, którzy spotkali się  w przychodni lekarskiej. Zastanawia jednak fakt, dlaczego nie postawiono Legioniście zarzutu udziału w bójce za który mógłby spędzić maksymalnie 3 lata w więzieniu. Jak udało mi się ustalić, również „druga strona barykady” nie uważa czynu „Starucha” za rozbój, ale zwykłą bójkę o kibicowskie fanty. „Nie trawię cweluchów i stadionowego prawictwa ale mi zalatuje prowokacją … Idą wybory zamkniemy medialną postać jaką jest Staruch, zwalczamy chuliganów a słupki PO rosną..” – pisze na zamkniętym forum kibic związany za środowiskiem lewicowym, który bynajmniej nie pała sympatią do Legii Warszawa.

Co najciekawsze, doniesienie na „Starucha” złożył nie kto inny, a  – do niedawna – zaangażowany kibic warszawskiej Polonii… „Koziołek”!. Dziwi fakt, że na podstawie tylko jego zeznań, policja mobilizuje do aresztowania jednego człowieka w czasie uroczystości patriotycznej, spore siły. Czyżby „Kozioł”/„Koziołek” cieszył się specjalnymi względami u stróżów prawa? Po zatrzymaniu Piotra S. w środowisku kibiców rozpoczęły się spekulacje na temat tego, czy „Kozioł” może być policyjnym informatorem. W świetle sprawy sochaczewskiej i niechęci funkcjonariuszy do ustalenia tożsamości „Kozła” i jego przesłuchania, domysły kibiców wydają się uzasadnione. Tym bardziej, że „Koziołek” nie sprawiał wrażenia ofiary, na jaką wykreowały go obecnie media. Na forach internetowych, do dziś można przeczytać jego agresywne wypowiedzi [załącznik nr 2 i 3 – przyp. red.], w których nawołuje do przemocy (stek przekleństw na przeciwną drużynę nagrał również na swojej poczcie głosowej w telefonie) czy… wyśmiewa kibiców Legii za „konfidenctwo” [załącznik nr 4 – przyp. red.].

Doprawdy, „Los potrafi pisać niezwykłe scenariusze”, jak skomentował sprawę jeden z kibiców Czarnych Koszul.

Aleksander Majewski

http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/drugie_dno_sprawy_starucha._wynik_sledztwa_frondy.pl_14781

fot, kurier lubelski-684x0

Represje polityczne w III RP

969593_398736086906202_53981827_n

 

Gdy narodowcy na corocznym Marszu Niepodległości krzyczą: „Precz z komuną!”, wielu drwi, że przecież komuna już dawno się skończyła. Teraz ponoć żyjemy w demokratycznym państwie prawa, konstytucyjnie gwarantującym wolność dla każdego („Art. 54 us. 1 Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”, „Art. 58. us. 1. Każdemu zapewnia się wolność zrzeszania się”). Czyżby?

Jak się okazuje zarówno wolność wyrażania swoich poglądów jak i wolność zrzeszania się nie przysługują wszystkim obywatelom III RP. Ostatni kongres Ruchu Narodowego stał się okazją do personalnych represji wobec poszczególnych działaczy. Robert Winnicki na swoim profilu facebookowym napisał: „Republika okrągłego stołu kontratakuje. Rozpoczęły się prześladowania za udział w kongresie Ruchu Narodowego. Nagonka, m.in. Gazety Wyborczej, doprowadza do wyrzucenia z pracy członka sztabu RN na Pomorzu. Kolega Piotr Dziadul, pracujący dotychczas w urzędzie wojewódzkim, w poniedziałek ma otrzymać wypowiedzenie. Na początku przyszłego tygodnia wybieram się do Trójmiasta. Szykujemy pomoc prawną, sprawa wymaga też odpowiedniego nagłośnienia. Nie zostawimy tego skandalu bez reakcji, nie pozostawimy działacza narodowego bez wsparcia.”

Nie jest to pierwszy przypadek prześladowania działaczy narodowych. Głośnym echem odbiło się wtargnięcie funkcjonariuszy ABW do mieszkań lubelskich działaczy Obozu Narodowo-Radykalnego – organizacji posiadającej status legalnie zarejestrowanego stowarzyszenia. Sprawa miała miejsce w listopadzie 2012 roku, tuż przed Marszem Niepodległości. W wyniku postępowania nikomu nie przedstawiono żadnych zarzutów, co pozwala domniemywać, że najście służb bezpieczeństwa miało na celu jedynie zastraszenie działaczy i zniechęcenie ich do udziału w listopadowej manifestacji.

Represje polityczne, zarówno te które miały miejsce, jak i te, które jeszcze przed nami świadczą jedynie o tym jak nienormalnym państwem jest tzw. republika okrągłego stołu. Kolejne prześladowania jedynie potwierdzą słuszność ścieżki obranej przez Ruch Narodowy gdyż pokazują strach establishmentu przed nową inicjatywą. Tzw. elity boją się konsekwencji jakie mogą ich spotkać po tylu latach korupcji i kumoterstwa.

P.S. – Należy przypomnieć że takie represje miały i maja miejsce we Wrocławiu czy choćby sprawę Starucha i jego dziewczyny Kelnera i wielu innych więzionych latami bez wyroku sądowego.

 

Refleksje po kongresowe kolegów z Podhala

969446_321534577978356_973887279_n

Refleksje po kongresowe kolegów z Podhala

 

W dniu 8 czerwca 2013 roku w Warszawie odbył się Kongres Ruchu Narodowego, na który przybyli reprezentanci ruchu narodowego spod Tatr, czyli działacze stowarzyszenia Obóz Narodowo Radykalny Podhale w liczbie ośmiu osób, do których dołączył Kolega z sekcji akademickiej ONR – Podhale studiujący w Warszawie. Ubrani we współczesne mundury oenerowskie nawiązujące do endeckiej tradycji przedwojennej wzbudzili ogromne zainteresowanie ze strony innych uczestników kongresu.
Trzeba podkreślić, że reakcje na uniformy były na miejscu Kongresu jak najbardziej pozytywne, niestety po zakończonym Kongresie w momencie publikacji zdjęć między innymi umundurowanych działaczy ONR-Podhale co najbardziej interesujące ze strony, niektórych narodowców dały się poznać głosy, że piaskowe mundury są tak naprawdę brunatne i przypominają bojówkę SA itd. czyli opinie żywcem przypominające tok rozumowania skrajnej lewicy i tzw. michnikowszczyzny. Jest to jednak sygnał, że Ruch Narodowy musi działać silniej w uświadamianiu społeczeństwa jak i własnym działaczom historii przedwojennej RN. Sentencja „Narodowe Siły Zbrojne” 20 lat temu kojarzyła się społeczeństwu z faszyzmem, ze względu na propagandę komunistyczną szczególnie wrogą polskiemu nacjonalizmowi chrześcijańskiemu. Dzięki akcjom uświadamiającym dziś jednoznacznie NSZ kojarzy się większości Polakom z patriotyzmem i walką do końca z niemieckim i bolszewickim okupantem. Krok po kroku, należy teraz podobnie postępować z fundamentem przedwojennej tradycji endeckiej, której nie należy się wyrzekać przenigdy.
Kongres rozpoczął się po krótkim przemówieniu Kolegi Witolda Tumanowicza prezesa stowarzyszenia Marsz Niepodległości, oraz odśpiewaniem Hymny Państwowego na sali wypełnionej przez 1200 działaczy i sympatyków Ruchu Narodowego. Następnie miało miejsce przemówienie otwierające Kongres kombatanta NSZ i Sybiraka, działacza Solidarności Pana Zygmunta Goławskiego., następnie członków Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego i oficjalnych doradców Ruchu Narodowego.
Po wystąpieniach przedstawiciele poszczególnych organizacji i stowarzyszeń mających wejść w skład Ruchu Narodowego podpisali uroczyście Deklarację Ideową. W imieniu stowarzyszenia ONR- Podhale podpis złożył Kolega Marek Cislik.
Następnie miała miejsce godzinna przerwa, po której rozpoczęło się prezentowanie poszczególnych organizacji RN. Rozpoczęto od prezentacji GRH Narodowych Sił Zbrojnych, której towarzyszył oficjalny klip prezentujący tą narodową formację zbrojną. Wśród prezentacji nie mogło zabraknąć podhalańskiego akcentu. Kolega Maciej Piotr Trebunia-Tutka wygłosił ciepło przyjętą mowę po góralsku na temat ONR-Podhale, którą zakończył słowami „Czołem Wielkiej Polsce!” na co odpowiedział głos setek gardeł głośnym „Czołem!”
Gdy skończyła się część prezentacji organizacji wchodzących w skład RN odbyły się panele tematyczne, a Kongres oficjalnie zakończył się koncertem Jacka Kowalskiego podczas którego na stojąco uczestnicy kongresu wysłuchali Bogurodzicy, a na zakończenie koncertu również na stojąco wspólnie z bardem odśpiewali Pieśń Konfederatów Barskich.
Po zakończonym Kongresie odbyła się impreza integracyjna z której działacze ONR-Podhale rozpoczęli powrót w stronę Tatr.
Stowarzyszenie Obóz Narodowo Radykalny Podhale patrzy pozytywnie na przyszłość Ruchu Narodowego jako organizacji społeczno-politycznej, a nade wszystkim Narodowej która dynamicznie rozwinie się w najbliższych latach i bardzo optymistycznie podchodzi do współpracy środowisk narodowych, które porzuciły konflikty i są gotowe razem współpracować dla Idei Wielkiej Polski.
Czołem Wielkiej Polsce!
W.D. Biuro Informacyjne Obozu Narodowo Radykalnego Podhale

LEWACKIE BANDZIORY

39115-405181362488426

 

MIELI NÓŻ , PAŁKI I NUNCHAKU 

To nie jedyny przykład bandytyzmu lewackich bandziorów. Przykłady będą podawane i deskowana kryminalna twarz   w mitycznym antyfaszyzmie

 

 

 

LEWACKIE BANDZIORY BIŁY LUDZI PO MARSZU KU CZCI POLSKICH BOHATERÓW. BYŁ WŚRÓD NICH NAUCZYCIEL FILOZOFI !

 

 

 

A mnie zastanwia czy bił żelazną rurą nauczane przez siebie dzieci biorące udział w marszu ? Ja nie chcę by lewackie bandziory nuczały mojego syna w szkołach  !!!

 

Mieli nóż, pałki i nunchaku. LEWACKIE BANDZIORY BIŁY LUDZI PO MARSZU KU CZCI POLSKICH BOHATERÓW.  Nagrały ich kamery

 

Mieli przy sobie nóż, pałki, butelki i rękawice taktyczne. Tak według śledczych byli uzbrojeni mężczyźni, którzy w piątek wieczorem w centrum Lublina, po marszu w Dzień Żołnierzy Wyklętych, zaatakowali młodych uczestników pochodu. Napad nagrały kamery miejskiego monitoringu.
W piątek około godziny 23 miejski monitoring uchwycił kilku mężczyzn, którzy stali w pobliżu kiosku przy zbiegu ulicy Długosza i Al. Racławickich. Założyli na głowy kominiarki, twarze opatulili szalikami. Zachowywali się dość nerwowo, jakby na coś czekali. W rękach mieli butelki i pałki. Następnie ruszyli Alejami Racławickimi w stronę Krakowskiego Przedmieścia. W tym czasie centrum monitoringu poinformowało policję o tym, co zarejestrowały kamery. Gdy w okolice Ogrodu Saskiego przyjechał patrol, trwała tam już regularna bójka.

Zamaskowana grupa zaatakowała kilku młodych, spokojnie zachowujących się mężczyzn idących od centrum Lublina. – Byli bici i kopani nawet, gdy upadli – relacjonuje Katarzyna Czekaj, zastępczyni szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.

 

Przy Łukaszu F. znaleziono rękawice taktyczne i nunchaku, Mikołaj B. miał rozkładany nóż i gaz pieprzowy, a Krzysztof L. metalową pałkę. W niedzielę sąd rejonowy aresztował ich na trzy miesiące. Uzasadnił to tym, że jest wysoce prawdopodobne, że dopuścili się przestępstwa, a poza tym grozi im do ośmiu lat więzienia. Policja wstępnie ustaliła, że motywem ataku były „odmienne podglądy polityczne”.

O co chodzi? Otóż napadnięci wracali akurat z marszu w Dzień Żołnierzy Wyklętych, współorganizowanego przez Obóz Narodowo-Radykalny.

Napastnicy mieli powiedzieć, że są z Antify – nieformalnej, antyfaszystowskiej i lewackiej organizacji. – Pytali pokrzywdzonych, czy są „nazi”, czy są „narodowcami”, czy wracają z marszu. Pokrzywdzeni nie są członkami żadnej organizacji politycznej, ale przyznali, że byli na marszu. Wtedy zostali zaatakowani. Tak wynika z ich zeznań – mówi prokurator Czekaj.

Do udziału w bójce przyznał się tylko Łukasz F.fg

 

 

 

Nagrały ich kamery

 

 

 

Mieli przy sobie nóż, pałki, butelki i rękawice taktyczne. Tak według śledczych byli uzbrojeni mężczyźni, którzy w piątek wieczorem w centrum Lublina, po marszu w Dzień Żołnierzy Wyklętych, zaatakowali młodych uczestników pochodu. Napad nagrały kamery miejskiego monitoringu.
W piątek około godziny 23 miejski monitoring uchwycił kilku mężczyzn, którzy stali w pobliżu kiosku przy zbiegu ulicy Długosza i Al. Racławickich. Założyli na głowy kominiarki, twarze opatulili szalikami. Zachowywali się dość nerwowo, jakby na coś czekali. W rękach mieli butelki i pałki. Następnie ruszyli Alejami Racławickimi w stronę Krakowskiego Przedmieścia. W tym czasie centrum monitoringu poinformowało policję o tym, co zarejestrowały kamery. Gdy w okolice Ogrodu Saskiego przyjechał patrol, trwała tam już regularna bójka.

Zamaskowana grupa zaatakowała kilku młodych, spokojnie zachowujących się mężczyzn idących od centrum Lublina. – Byli bici i kopani nawet, gdy upadli – relacjonuje Katarzyna Czekaj, zastępczyni szefa Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.

 

Przy Łukaszu F. znaleziono rękawice taktyczne i nunchaku, Mikołaj B. miał rozkładany nóż i gaz pieprzowy, a Krzysztof L. metalową pałkę. W niedzielę sąd rejonowy aresztował ich na trzy miesiące. Uzasadnił to tym, że jest wysoce prawdopodobne, że dopuścili się przestępstwa, a poza tym grozi im do ośmiu lat więzienia. Policja wstępnie ustaliła, że motywem ataku były „odmienne podglądy polityczne”.

O co chodzi? Otóż napadnięci wracali akurat z marszu w Dzień Żołnierzy Wyklętych, współorganizowanego przez Obóz Narodowo-Radykalny.

Napastnicy mieli powiedzieć, że są z Antify – nieformalnej, antyfaszystowskiej i lewackiej organizacji. – Pytali pokrzywdzonych, czy są „nazi”, czy są „narodowcami”, czy wracają z marszu. Pokrzywdzeni nie są członkami żadnej organizacji politycznej, ale przyznali, że byli na marszu. Wtedy zostali zaatakowani. Tak wynika z ich zeznań – mówi prokurator Czekaj.

Do udziału w bójce przyznał się tylko Łukasz F.

 

 

 

 

 

Establishmentowi pałkarze

 

 

Podczas gdy w całej Polsce odbywały się patriotyczne uroczystości uświetniające Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, lubelskie środowiska skrajnej lewicy postanowiły zorganizować pokaz filmu pt. „Nowy nacjonalizm w sercu Europy” słowackiego reżysera Tomasa Rafy. Film, jak podaje na swych stronach Krytyka Polityczna, „podejmuje aktualny i wstydliwy problem nacjonalizmu, który ma różne oblicza w różnych krajach europejskich. Rafa bada cienką granicę między patriotyzmem a nacjonalizmem i dokumentuje wszelkie przejawy rasizmu i ksenofobii.”. Reżyser skupia się głównie na obrazowaniu wycinków różnych manifestacji i kontrmanifestacji piętnując rzekome zachowania zdradzające „faszystowskie” konotacje ich uczestników. Pora projekcji w lubelskiej Galerii Labirynt zapewne nie została wybrana przypadkowo. Wydarzenie rozpoczęło się o godzinie 19:00, a więc dokładnie w tym samym czasie gdy w centrum miasta ponad dwa tysiące ludzi brało udział w marszu upamiętniającym niezłomnych bohaterów Ojczyzny. Taki dobór daty i miejsca projekcji filmu nosi znamiona oczywistej prowokacji i miał na celu niewątpliwe zohydzenie widzom uczestników marszu Żołnierzy Wyklętych i przedstawienie ich jako „faszystowskiego” zagrożenia, które za wszelką cenę należy zwalczać.

 

Nie wiadomo na ile można powiązać ze wspomnianą projekcją „antyfaszystowskiego” filmu to co wydarzyło się w Lublinie tego samego dnia późnym wieczorem. Jak wynika z doniesień medialnych ok. godziny 23 doszło do brutalnego pobicia 5 przechodniów, z których jeden poruszał się o kulach. Ok. 10 zamaskowanych napastników było uzbrojonych w noże, butelki, nunchaku, gaz pieprzowy i wzmacniane rękawice. Podczas ataku mieli podawać się za członków Antify czyli skrajnie lewackiej organizacji bojówkarskiej, a wybór ofiar miał odbyć się pod kątem domniemanego uczestnictwa w patriotycznym Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Nie chodziło więc o personalia tych konkretnych 5 przypadkowych przechodniów. Agresja była motywowana odmiennością wyznawanego światopoglądu. Był to atak na polski patriotyzm i przywiązanie do tradycji narodowych. Ofiarą zamaskowanych bandytów mogła stać się każda osoba uczestnicząca w patriotycznym przemarszu, wśród których znajdowało się wiele kobiet z dziećmi i osób starszych.

 

Zastanawia lokalizacja całego incydentu. Napaść miała miejsce na rogu ul. Długosza i al. Racławickich. Osoby znające Lublin od razu skojarzą, że jest to zaledwie kilkaset metrów od Galerii Labirynt, która mieści się na pobliskiej ul. Popiełuszki, gdzie wcześniej odbywał się pokaz wspominanego już „antyfaszystowskiego” filmu. Należy postawić pytanie czy zamaskowani bandyci uczestniczyli wcześniej w wydarzeniu i na ile było ono inspiracją do brutalnego pobicia. Wszak nie od dziś wiadomo, że Krytyka Polityczna (jeden z organizatorów projekcji) jest zbratana z lewicowymi bojówkarzami czego najlepszym przykładem mogą być wydarzenia z Marszu Niepodległości 2011 gdy duża grupa niemieckich zadymiarzy szukała schronienia właśnie w kawiarni prowadzonej przez tą organizację. Policja zabezpieczyła wówczas w lokalu ogromny arsenał broni służącej do walk ulicznych co nie pozostawia wątpliwości co do zamiarów „dzielnych niemieckich łowców nazioli”. Powyższy przykład daje asumpt aby i tym razem doszukiwać się powiązań pomiędzy zamaskowanymi bojówkarzami i instytucjami pseudokulturalnymi takimi jak Krytyka Polityczna i Przestrzeń Działań Twórczych Tektura odpowiedzialnymi za organizację pokazu filmu słowackiego reżysera.

 

Pogarda dla tradycji patriotycznych nie jest jednak wyłącznie domeną ekstremistów lewackich. Przykład jak zawsze idzie z góry, wystarczy choćby przytoczyć dawne słowa obecnego premiera o polskości, która wg. niego jest nienormalnością. Można wspomnieć o haniebnym wpisie z twittera postkomunisty Leszka Millera, wg. którego żołnierze NSZ to sojusznicy Hitlera i pogromcy Żydów. O stosunku części posłów do Żołnierzy Wyklętych niech świadczy ostentacyjne opuszczenie sali sejmowej przez polityków SLD i Ruchu Palikota, gdy w 2012 r. parlament uczcił minutą ciszy pamięć niezłomnych. Tego typu wypowiedzi i zachowania wyznaczają kierunek i wytyczają granicę opluwania polskości, którą to sztukę, pod płaszczykiem działalności kulturalnej, do perfekcji opanowali lewaccy ekstremiści spod znaku tęczowej flagi. Tajemnicą poliszynela jest również kwestia finansowania lewackich instytucji. Powszechnie wiadomo, że płynie do nich szeroki strumień publicznych pieniędzy, które umożliwiają im otwieranie lokali w reprezentacyjnych częściach miast, wydawanie książek ideologów komunizmu czy organizację wydarzeń takich jak to, które miało miejsce 1 marca w Lublinie. W tle wszystkich tych przejawów działalności zawsze znajdują się zamaskowani bandyci uzbrojeni w pałki i noże atakujący przypadkowych ludzi chcących zamanifestować swój patriotyzm.

 

Można więc postawić tezę, że lewaccy bojówkarze, którzy oficjalnie posługują się hasłami walki z systemem, są wręcz hodowani przez obecny establishment, który nigdy nie skąpi im pieniędzy pochodzących z kieszeni podatnika. Nie dziwi zatem milczenie premiera Tuska w sprawie lubelskiego incydentu przy niemal natychmiastowym potępieniu organizatorów niegroźnego happeningu zakłócającego wykład Magdaleny Środy na Uniwersytecie Warszawskim. Nie dziwi zaostrzanie prawa do zgromadzeń po kolejnych Marszach Niepodległości przy jednoczesnym braku weryfikacji na co lewackie organizacje przeznaczają przyznane im dotacje z budżetu państwa. Ekstremizm lewicowy jest po prostu częścią aktualnego systemu społeczno-politycznego. Jest forpocztą neomarksistowskiego świata upadku wartości i demoralizacji lansowanego przez elity brukselskie, na pasku których znajduje się również polski mainstream polityczny.

 

http://www.patriana.pl/index.php/component/k2/item/204-establishmentowi-pa%C5%82karze#.UTjyXDcXoRK

 

 

 

 

 

 

Ujawniamy skład lewackiej bojówki z Lublina

 

 

 

 

 

Choć nadal trwa poszukiwanie lewaków, którzy kilka dni temu napadli na przechodniów wracających z Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych w Lublinie, do tej pory aresztowano trzech z nich. Napastników było dziesięciu – mówi portalowi niezalezna.pl prokurator Beata Syk-Jankowska z lubelskiej prokuratury.

 

W piątek w nocy w centrum Lublina grupa zamaskowanych mężczyzn napadła sześciu mężczyzn w wieku 19 – 25 lat. Bili swoje ofiary pałkami i butelkami. W ocenie policji, motywem ataku mogły być „odmienne poglądy ideologiczne.

 

– Napastnicy wykrzykiwali hasła „Antifa” – potwierdza w rozmowie z portalem niezalezna.pl Beata Syk-Jankowska z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

 

Z naszych ustaleń wynika, że trzech napastników zostało aresztowanych na trzy miesiące. Wszyscy są mieszkańcami Lublina. Usłyszeli zarzut pobicia z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Grozi im do 8 lat więzienia. Jeden z nich przyznał się do napaści.

 

Napastnikami, członkami lewackiej bojówki, zatrzymanymi za atak na przechodniów wracających z Marszu Pamięci Żołnierzy Wyklętych są:

 

Krzysztof L. (34 lata) – bez zawodu, na utrzymaniu rodziców. Był uzbrojony w metalową pałkę i gaz pieprzowy.
Mikołaj B. (35 lat) – na utrzymaniu rodziców, nauczyciel filozofii. Był uzbrojony w nunczaku, gaz pieprzowy oraz scyzoryk.
Łukasz S. (30 lat) – z zawodu ślusarz-spawacz. Miał wzmocnione skórzane rękawice.

 

 

http://www.ziemiamielecka.pl/?p=31140

Ruch Narodowy chce obalić „republikę okrągłego stołu”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

robert_winnicki_pap600.jpeg

 

TAK TRZYMAĆ  ROBERCIE  !!!

 

Jesienią zapadnie decyzja, czy Ruch Narodowy weźmie udział w wyborach – zapowiedzieli podczas sobotniego kongresu w Warszawie jego liderzy. Ich zdaniem celem Ruchu jest „obalenie republiki okrągłego stołu” i „wojna z lewactwem”.

 

W kongresie wzięli udział przedstawiciele kilkudziesięciu organizacji prawicowych, wchodzących w skład Ruchu Narodowego lub z nim współpracujących, m.in. Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Unii Polityki Realnej, Ruchu Wolności oraz organizacji lokalnych.

Członek kierującej Ruchem rady decyzyjnej Robert Winnicki zapowiedział w przemówieniu, że jesienią zapadnie decyzja, czy Ruch weźmie udział zbliżających się wyborach – do Parlamentu Europejskiego, samorządowych, parlamentarnych. Jak wyjaśnił, podczas jesiennych konwencji wojewódzkich Ruchu jego członkowie zadecydują o tym w referendum. Dodał, że obecnie kończy się proces tworzenia struktur wojewódzkich Ruchu Narodowego, a następnym etapem będzie budowa struktur powiatowych.

Winnicki podkreślił, że hasło „obalić republikę okrągłego stołu” – sformułowane podczas marszu niepodległości 11 listopada zeszłego roku – jest wciąż aktualne. – Chcemy powiedzieć bardzo wyraźnie dzisiejszej klasie politycznej, elitom republiki okrągłego stołu: „wasz czas już minął, wasz czas dobiega końca” – mówił, wywołując oklaski.

– Nie wierzymy w system, który zbudowaliście w naszym kraju. Naszym kraju, bo jesteśmy Polakami. Nie Europejczykami, nie obywatelami świata, ale Polakami.(…) Gardzimy wami, politykami z łaski obcych, bogaczami z przekrętów, pustymi celebrytami – dodał.

Winnicki zapowiedział, że Ruch będzie walczył o prawdę historyczną i „jednoznaczny stosunek do komunizmu”. – Nie może być tak, że SLD zapowiada, że w Sejmie będą świętowane urodziny czerwonego mordercy Jaruzelskiego. Jeśli komuniści zdecydują się na taką hucpę, Ruch Narodowy zablokuje wszystkie wejścia do Sejmu i nie dopuści do tej żenującej imprezy – podkreślił, powodując długie oklaski.

– Lewactwo w Polsce spod znaku „Krytyki Politycznej”, spod znaku Palikota, spod znaku SLD to są poglądy, organizacje i ideologie, które z Polską i polskością nie mają nic wspólnego – przekonywał. Zdaniem działacza Ruchu jest to „ideologiczna opresja”, którą trzeba odeprzeć. – Trzeba sobie powiedzieć jasno. Albo my albo oni. To jest wojna – podkreślił dodając, że Ruch narodowy zepchnie „to lewactwo” na „kulturowy, społeczny i polityczny margines”.

Winnicki powiedział też, że Ruch nie godzi się na coraz popularniejszą w Europie zachodniej ideologię multikulturalizmu, a także na osiedlanie się w Polsce muzułmańskich imigrantów. – Polska jest i ma pozostać krajem słowiańskim i chrześcijańskim – dodał.

Inny lider Ruchu Artur Zawisza podkreślił, że Polska była przez wieki wielka nie tylko dzięki zajmowanemu terytorium, ale „nade wszystko siłą ducha”, bo broniła całej Europy przed najazdami obcych cywilizacji – jak przed Tatarami w XII wieku, czy Turkami w XVII wieku.

Ruch Narodowy tworzy społeczno-polityczną nieumundurowaną armię, która ma w Polsce przywrócić porządekRobert Winnicki

– Tak jak wyszliśmy z komunistycznego Układu Warszawskiego, tak wypowiemy unijny Traktat Lizboński – podkreślił, powodując aplauz na sali. – Ruch Narodowy przyrzeka wypowiedzieć traktat podpisany przez prezydenta (Lecha) Kaczyńskiego i skierowany do głosowania przez premiera (Donalda Tuska), a odbierający suwerenność Rzeczypospolitej Polskiej – dodał.

Zapowiedział też, że z gmachów publicznych zostaną usunięte „wywieszane tam bezprawnie wieszane unijne flagi”. – W Polsce będzie powiewać tylko biało-czerwona – podkreślił. Przekonywał też, że Polska nie powinna przyjmować waluty euro. – Nie pokłonimy się unijnemu bękartowi, jakim jest waluta euro. (…) Zachowamy polskiego złotego po wsze czasy – przekonywał. Jego zdaniem przyjęcie przez Polskę paktu fiskalnego było złamaniem konstytucji, bo „suwerenne kompetencje państwa zostały oddaje zagranicy zwykłą większością głosów”.

Winnicki podkreślał w swoim przemówieniu, że zarzut, iż Ruch Narodowy dąży do chaosu jest bezpodstawny. – Ruch Narodowy tworzy społeczno-polityczną nieumundurowaną armię, która ma w Polsce przywrócić porządek – zaznaczył, wywołując brawa.

Jak wyjaśnił, jednym z postulatów Ruchu jest zmiana systemu politycznego w Polsce na prezydencki, albo kanclerski tak, aby zakończyć „nieustanne wojny między kancelariami prezydenta i premiera”.

Podkreślił też potrzebę ograniczenia liczby ustaw tworzonych w parlamencie, „ukrócenia wszechwładzy sędziów” przez zwiększenie kompetencji ławników i uproszczenia procedury sądowej. Jego zdaniem zmian wymagają też resorty siłowe, by policja i służby specjalne nie były być wykorzystywane do walki z grupami narodowymi, kibicami. Uważa, że konieczny jest też powrót do wykształcenia ogólnego i odbudowania szkolnictwa zawodowego, a także reforma szkolnictwa wyższego, „by nie było fabryką bezrobotnych”.

W kongresie brali udział prawicowi publicyści oraz przedstawiciele zagranicznych organizacji społecznych i politycznych, m.in. węgierskiej partii Jobbik. Uczestnicy podpisali deklarację ideową, która powstała w końcu marca. Wśród postulatów zawartych w deklaracji jest zachowanie tożsamości narodowej opartej o wartości chrześcijańskie, obrona rodziny pojmowanej jako małżeństwo kobiety i mężczyzny, a także dążenie do zachowania złotego, jako waluty narodowej. „Podejmujemy walkę z promocją kosmopolityzmu i płytko pojętej nowoczesności, by na powrót uczynić nasz naród dumną i silną wspólnotą” – napisano w deklaracji.

(mj)

Endecja a III Rzesza

1_a7aef50ab8ad

 

Z wielu zawartymi w tym artykule-opracowaniu się nie zgadzam, bo autor przekazuje swój subiektywny punkt widzenia do czego ma absolutne prawo ! Artykuł ciekawy warty przeczytania, bo zawiera wiele cennych informacji, ale też trzeba pamiętać że samemu należny wyciągać wnioski i nie wolno się sugerować jednym artem na dany temat. Nie jest tutaj na przykład uwzględniony punkt widzenia na III Rzeszę Władysława Studnickiego, wielkiego oratora wspólnej walki Polski i III Rzeszy o nową Europę, o czym zrobiłem już temat http://www.fuckpc.com/forum/viewtopic.php?t=1234. Studnicki był związany z ruchem narodowym, był wielkim patriotą, ale widział Polskę w sojuszu z naszym zachodnim sąsiadem. Drażniło go endeckie rusofilstwo u części ludzi. Tak czy siak art warty jest zapoznania.

 

TRZECIA RZESZA NIEMIECKA W POGLĄDACH NARODOWEJ DEMOKRACJ

The German Third Reich in the Views of National Democrats
Dzień 30 stycznia 1933 roku jest traktowany jako punkt dzielący dwa okresy
w historii międzywojennych Niemiec – koniec oficjalnie demokratycznego
ustroju, reprezentowanego przez tak zwaną Republikę Weimarską i początek
systemu totalitarnego, którego wyrazicielem stała się Trzecia Rzesza Niemiecka.
Jednakże w ówczesnym czasie objęcie stanowiska kanclerza Niemiec przez
Adolfa Hitlera jedynie dla nielicznych mogło być zapowiedzią istotnych zmian.
Niemieckie partie lewicowe uznawały, że reprezentowana przez nowego szefa
rządu Narodowo-Socjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza (NSDAP) była
tylko jednym z ugrupowań prawicowych, z którym walka mogłaby odbywać się
na dotychczasowych zasadach – starć bojówek, co było domeną Komunistycznej
Partii Niemiec (KPD) lub debat politycznych w parlamencie, które to stanowis-
ko bliższe było Socjalistycznej Partii Niemiec (SPD). Z drugiej strony ugrupowa-
nia prawicowe uważały, że udział Hitlera w rządzie pozwoli zapobiec konfliktom
społecznym, a jednocześnie umocni ich pozycję w państwie, osłabioną wskutek
kryzysu gospodarczego. Partia narodowo-socjalistyczna nie wydawała się zbyt
trudnym do opanowania konkurentem, zwłaszcza że w dwunastoosobowym
gabinecie, utworzonym w styczniu 1933 roku, większość członków stanowili
przedstawiciele Niemieckiej Partii Narodowej (DNVP), NSDAP zaś, oprócz
stanowiska kanclerza, otrzymała jedynie 2 resorty ministerialne – spraw
wewnętrznych oraz transportu.1 Narodowi socjaliści mieli być zdominowani
1 Ministrem spraw wewnętrznych Rzeszy Niemieckiej został Wilhelm Frick, zaś ministrem
transportu – Hermann Goring, będący jednocześnie pruskim ministrem spraw wewnętrznych
i szefem pruskiej policji.

z jednej strony przez sfery finansowe, reprezentowane przez przywódcę DNVP
Alfreda Hugenberga, z drugiej zaś przez dawnych pruskich generałów -ministra
wojny Wernera von Blomberga i dowódcę Reichswehry Kurta von Schleichera.
Pewność utrzymania dotychczasowego konserwatywnego kierunku w polityce
niemieckiej dawał ponadto ówczesny prezydent Rzeszy, feldmarszałek Paul von
Hindenburg.2 Niemający do czynienia z nowymi metodami walki partii
nazistowskiej, dotychczasowi kierownicy państwa niemieckiego nie zabezpieczyli
się przed skutkami takiej decyzji, co już wkrótce miało okazać się dla wielu z
nich zgubne.
Narodowa Demokracja z zainteresowaniem obserwowała sytuację wewnę-
trzną w Niemczech. Hołdując zasadzie, że największym zagrożeniem dla
niepodległości Polski były imperialistyczne dążenia zachodniego sąsiada, poli-
tycy narodowi szczegółowo analizowali przemiany, jakie tam zachodziły,
oceniając je z punktu widzenia bezpieczeństwa Rzeczypospolitej. Stanowisko
antyniemieckie wywodziło się z czasów zaborów, kiedy twórcy ruchu narodowo–
demokratycznego uznali, że z trzech państw, które podzieliły pomiędzy siebie
terytorium Polski, najgroźniejszym dla bytu narodowego były Niemcy, a ściślej
rzecz biorąc – państwo pruskie, kierujące polityką Rzeszy. Skutkiem tego
głównym postulatem Narodowej Demokracji na przełomie XIX i XX wieku stało
się oderwanie od nich ziem etnograficznie polskich – Wielkopolski, Pomorza
Gdańskiego, Śląska Górnego i Opolskiego oraz Warmii i Mazur, ważnych ze
względów kulturowo-cywilizacyjnych, geopolitycznych i gospodarczych. Przy-
wódcy endeccy wychodzili z założenia, że jedynie zdobycie ziem polskich,
należących do państwa pruskiego, pozwoli na stworzenie wielkiej, silnej i naro-
dowej Polski, niezależnej od zewnętrznych wpływów.3 Jednakże, mimo starań na
rzecz wcielenia wyżej wymienionych obszarów do państwa polskiego, nie udało
się Komitetowi Narodowemu Polskiemu, kierowanemu przez przywódcę endecji
Romana Dmowskiego, przeprowadzić swoich zamierzeń – Polska otrzymała
jedynie ziemię poznańską i Pomorze, ale bez Gdańska, na Śląsku Górnym zaś
oraz Warmii, Mazurach i Powiślu miały odbyć się plebiscyty. Decyzja ta była
korzystna dla Niemiec, które nie tylko utrzymały Śląsk Opolski, ale również
udało im się wygrać plebiscyty, dzięki czemu jedynie część Górnego Śląska
została przyłączona do Polski. Jednakże uszczuplenie terytorialne państwa
i odcięcie Prus Wschodnich, oddzielonych od Niemiec pasem pomorskim,
wywołało poczucie krzywdy w narodzie, co przejawiało się w żądaniach rewizji
granic i odzyskaniu utraconych ziem. Spowodowało to wyczulenie Narodowej
Demokracji na sytuację wewnętrzną i politykę zagraniczną zachodniego sąsiada
i reagowanie na każde wydarzenie, mogące godzić w suwerenność i bezpieczeńst-
wo Polski.
Obserwując proces, jaki dokonywał się w Niemczech od roku 1930, czyli od
pierwszego sukcesu partii narodowo-socjalistycznej w wyborach do Reichstagu,
ideolodzy narodowi uznali, że dojście Hitlera do władzy zmieni metody polityki
niemieckiej. Kierowali się tym, że wojowniczy charakter nazistowskiej ideologii,
całkowicie był odmienny od oficjalnego pacyfizmu, propagowanego w latach
dwudziestych przez ministra spraw zagranicznych Gustava Stresemanna. I nie
ukrywali, że z punktu widzenia położenia międzynarodowego Polski zmiana ta
byłaby korzystna. Polityka Stresemanna, zdaniem działacza endecji Stanisława
Kozickiego, charakteryzowała się dążeniem do wytworzenia opinii o pokojo-
wych zamiarach Niemiec wobec Europy i dążeniu do współpracy między-
narodowej – gospodarczej i politycznej, dzięki czemu chciał on uzyskać
zniesienie postanowień traktatu wersalskiego – odszkodowań, okupacji Nad-
renii, kontroli zbrojeń, a w dalszej kolejności rewizję granic, argumentując to
koniecznością wytworzenia atmosfery zaufania w Europie. W podobny sposób
zapatrywał się inny członek Narodowej Demokracji Jerzy Drobnik. Według
niego sfery lewicowe i liberalne propagowały program rozwoju gospodarczego
kontynentu dzięki stworzeniu warunków do współpracy ekonomicznej między
państwami, a nie byłoby to możliwe bez odzyskania przez Niemcy części
utraconych ziem, zwłaszcza na wschodzie – górniczego Śląska i Pomorza,
łączącego Rzeszę z Prusami Wschodnimi. Niebezpieczeństwo tej polityki
widziano w poparciu Niemiec przez kapitał międzynarodowy i opinię publiczną
w wielu krajach świata, które mogły zmusić Polskę do naprawienia niemieckich
krzywd, czyli zrezygnowania z zachodnich obszarów państwa.* Sukcesami tej
polityki były: znaczne obniżenie odszkodowań niemieckich (ze 132 do 37
miliardów marek), spłacanych na dogodnych warunkach, wzmocnienie gos-
podarcze kraju dzięki wprowadzeniu planu Dawesa w 1924 roku, zniesienie
w 1927 roku kontroli zbrojeń niemieckich, wejście Niemiec do Rady Ligi
Narodów na zasadzie stałego członka w 1926 roku, podpisanie umów likwidacyj-
nych z państwami sprzymierzonymi w latach 1929-1930, kończących proces
likwidacji majątków obywateli niemieckich za granicą oraz ewakuacja Nadrenii
przez wojska okupacyjne w 1930 roku. Nic więc dziwnego, że Narodowa
Demokracja, która z obawą śledziła rozwój potęgi niemieckiej, z coraz większą
siłą i pewnością domagającej się zwrotu utraconych ziem, widziała w agresywno-
ści Hitlera czynnik mogący odwrócić poparcie państw zachodnich dla Niemiec
i zwrócić ich uwagę na niebezpieczeństwo aprobaty dla kolejnych żądań
niemieckiej Rzeszy.
Praca niniejsza skupi się na przestawieniu oceny hitlerowskich Niemiec przez
obóz narodowo-demokratyczny, reprezentowany w latach 1933-1939 przez
Stronnictwo Narodowe. Część pierwsza dotyczy stosunku Narodowej Demo-
kracji do narodowego socjalizmu jako myśli politycznej, z uwzględnieniem
analizy skutków, jakie ten nurt ideologiczny mógłby nieść dla bezpieczeństwa
Polski. Część druga obejmie analizę polityki zagranicznej Trzeciej Rzeszy oraz
ocenę, czy w jakikolwiek sposób różniła się ona od polityki zewnętrznej,
prowadzonej przez Republikę Weimarską.
NARODOWA DEMOKRACJA WOBEC HITLERYZMU
Na stosunek endecji do ideologii narodowo-socjalistycznej miało duży wpływ
poczucie odrodzenia narodowego w Europie, postulowane przez polskich
nacjonalistów w latach dwudziestych. Zwycięstwa dyktatur Benita Mussoliniego
we Włoszech i generała Miguela Primo de Rivery w Hiszpanii miały zapocząt-
kować proces odchodzenia od zbankrutowanej polityki liberalno-lewicowej,
prowadzącej do zanarchizowania społeczeństw, na rzecz polityki narodowej,
gwarantującej stabilizację, porządek, ład, dyscyplinę i hierarchię społeczną oraz
przestrzeganie tradycyjnych cnót, z których najważniejszą było poświęcenie
swoich zdolności i umiejętności na rzecz narodu. Zdaniem badacza przedmiotu
Krzysztofa Kawalca niechęć do ideologii liberalnej i lewicowej wynikała
z poczucia spisku, zawiązanego przez te dwie siły przeciw Polsce w celu jej
osłabienia i zniszczenia. Narodowa Demokracja wychodziła z założenia, że
istniało sprzysiężenie masonów, Żydów i lewicy, które chciało doprowadzić do
zanarchizowania narodu polskiego od wewnątrz, odebrania mu pełni władzy
w państwie polskim na rzecz mniejszości narodowych oraz wspierało rewiz-
jonizm niemiecki kosztem polskiego terytorium.5 Uważano, że jedynie rządy
nacjonalistyczne mogłyby wzmocnić polskie społeczeństwo, wyrugować wpływy
międzynarodowe z polityki wewnętrznej i zagranicznej Rzeczypospolitej i do-
prowadzić do wzrostu jej znaczenia na arenie międzynarodowej. W powodzeniu
dyktatur włoskiej i hiszpańskiej widziano wzór do naśladowania w Polsce,
zwłaszcza wówczas, gdy nie udało się endekom zdobyć władzy drogą parlamen-
5 K. Kawalec, Narodowa Demokracja wobec faszyzmu 1922-1939: ze studiów nad dziejami myśli
Około 1925 roku, jak podają K. Kawalec i Roman Wapiński, część
przywódców narodowych, zwłaszcza Roman Dmowski, zaczęła myśleć o zmia-
nach na wzór włoskiego systemu politycznego – stworzenia organizacji fa-
szystowskiej i zdobycia władzy w celu ustanowienia dyktatury narodowej.6
Jednakże zamiar ten udało się zrealizować jedynie połowicznie. Pod koniec
1926 roku powstała organizacja o nazwie Obóz Wielkiej Polski, mająca
w jakimś stopniu nawiązywać do włoskiej Narodowej Partii Faszystowskiej
(PNF), ale z koncepcji partii masowej, obejmującej stronnictwa prawicowe
i centrowe i prowadzącej politykę pozaparlamentarną w celu wyrugowania
wpływów antynarodowych, zrodziło się ugrupowanie, obejmujące jedynie
młodych działaczy endeckich i będące tylko wykonawcą poleceń przedstawicieli
starszego pokolenia.7
Podobnie jak ideologia Mussoliniego, tak doktryna Hitlera została zaliczona
w początkowym okresie do nurtów odrodzenia narodowego. Wszak wiele ją
łączyło z postulatami programowymi Narodowej Demokracji. Na pierwszym
miejscu obydwie stawiały prymat narodu i uchronienie go przed czynnikami,
mogącymi zagrażać jego spójności wewnętrznej. Roman Dmowski w 1932 roku
napisał, że jedną z głównych cech narodowego socjalizmu było uratowanie
narodu niemieckiego przed wewnętrznym rozkładem, grożącym społeczeńst-
wom europejskim, poprzez konsolidację wszystkich jego członków w jednej
organizacji. Stanowiła ona o oryginalności nowego prądu myślowego, odróż-
niającego hitleryzm od wcześniejszych nacjonalizmów. Jego zdaniem „tu
hitleryzm jest ruchem twórczym, formułującym nieokreślone dotychczas prag-
nienia, organizującym rozproszone w narodzie dążenia”.8 Metodą konsolidacji
było usunięcie jakichkolwiek czynników, mogących zagrażać bezpieczeństwu
i normalnemu rozwojowi wspólnoty narodowej. Wielu ideologów endeckich
z uznaniem odnosiło się więc do postulowanej przez nazistów walki z Żydami,
masonerią i komunizmem. Satysfakcja z takiego kierunku polityki niemieckiej
wynikała, zdaniem badaczy przedmiotu Mateusza Niecia i Macieja Marszała,
z dwóch przesłanek. Po pierwsze – sytuacja taka prowadziła do chaosu
wewnętrznego w Niemczech. Po drugie – prześladowanie Żydów i masonów
spowodowałoby utratę poparcia dla Niemiec przez kręgi kapitału między-
narodowego, opanowanego przez te dwa czynniki. Skutkiem tego państwo
niemieckie, osłabione walkami wewnętrznymi i brakiem poparcia dla swoich
6 Kawalec napisał: „Możliwość dyktatury jawiła się jako kusząca alternatywa istniejącego
układu stosunków, gwarantująca upragniona stabilizację”, ibid., s. 95; R. Wapiński, Narodowa
Odnośnie do pierwszego punktu endecy podkreślali, że struktura społeczeńst-
wa niemieckiego, zwłaszcza w sferze ekonomicznej i kulturalnej, opanowana
była przez Żydów i masonerię, wspieranych przez silne prądy lewicowe. Chcąc
„oczyścić” naród z tych obcych wpływów partia hitlerowska musiała skoncent-
rować się na długoletniej walce, prowadzącej do osłabienia wewnętrznego kraju,
a w efekcie – braku możliwości ekspansji zewnętrznej w kierunku wschodnim.
Tak zapatrywali się na to działacze endecji Tadeusz Gluziński i Stanisław
Kozicki. Pierwszy z nich, opisując dążenia Hitlera w najbliższej przyszłości
stwierdził, że zadanie, jakiego niemiecki przywódca podjął się – uzdrowienie
moralne narodu i wychowanie nowego pokolenia, wolnego od żydowskich
i masońskich wpływów – było planem na dłuższy okres czasu, niemożliwym więc
stało się jednoczesne kontynuowanie zaborczej polityki zewnętrznej. Jego
zdaniem „rozpętanie wojny w najbliższym czasie nie leży w interesie hitleryzmu,
ani jego wodza”.10 Podobną wizję zaprezentował Kozicki, dla którego przemiany
wewnętrzne w Niemczech, które miały nadejść wraz z umacnianiem się władzy
narodowych socjalistów, nosiły znamiona podobne do walk rewolucyjnych
w Rosji. Skutkiem tego zachodni sąsiad Polski miał mieć przed sobą okres
zaburzeń, „które będą im przeszkadzały w jakichś awanturniczych krokach na
zewnątrz”.11
Nie tylko względy pragmatyczne decydowały o pozytywnym stosunku wielu
ideologów Narodowej Demokracji do programu walki wewnętrznej obozu
hitlerowskiego. Zdaniem K. Kawalca fascynacja narodowym socjalizmem,
zwłaszcza wśród młodych działaczy Stronnictwa Narodowego, wynikała z po-
dziwu dla sprężystości i sprawności partii nazistowskiej, których to cech
odczuwano brak w rodzimym ugrupowaniu.12 Pozytywną ocenę metod działa-
nia partii nazistowskiej można zauważyć u Romana Dmowskiego. Opisując
przyczyny zwycięstwa ruchu narodowego na terenie Włoch i Niemiec przywódca
endecji stwierdził, że oba ruchy zawdzięczały swój sukces zastosowaniu tych
samych metod walki, co ich przeciwnicy polityczni, zwłaszcza komuniści i Żydzi.
Do nich zaliczył terror i bezwzględne fizyczne eliminowanie wroga. Oba nurty
narodowe zaś pokazały, że „chcąc skutecznie walczyć z komunizmem, trzeba
walczyć jego bronią, to jest nie cofać się przed użyciem gwałtu i terroru”.13 To
stanowisko podtrzymywał reprezentant młodszego pokolenia Jędrzej Giertych,
9 M. Nieć, Niemcy w publicystyce…, s. 155; M. Marszał, Włoski faszyzm i niemiecki narodowy który, chociaż generalnie potępiał narodowy socjalizm, nie mógł powstrzymać
się przed wyrażeniem aprobaty dla jego taktyki, uważając ją za jedyną skuteczną
metodę zwycięstwa nad antynarodowymi czynnikami. Napisał: „Fala zwycięstw
ruchów narodowych, która idzie teraz przez Europę, pochodzi stąd, że w walce
z socjalizmem ruchy te zastosowały jego własne metody: na rewolucję »czer-
woną« odpowiedziały rewolucjami narodowymi, sile przeciwstawiały siłę,
bojówkom – bojówki, strajkom generalnym – czynną akcję antystrajkową”.14
Można zauważyć, że wśród ideologów narodowych panowała jakby pewna
nostalgia za niespełnionym nigdy marzeniem – zdobyciem pełni władzy w Polsce,
co uwidoczniło się w ekscytowaniu się sukcesami podobnych ruchów na
zachodzie Europy.
Podziw dla ideologii narodowego socjalizmu wynikał z uznania przez
endeków jej atrakcyjności i pewnej wspólnoty programowej, zwłaszcza w od-
niesieniu do konsolidacji narodowej i walki z elementami rozkładowymi. M.
Nieć i Michał Musielak stwierdzili, że część działaczy narodowych widziała
w hitleryzmie czynnik odrodzenia społecznego, nurt polityczny, który podjął
zdecydowaną walkę z Żydami i lewicą w obronie czystości narodowej i raso-
wej.15 Można stwierdzić za R. Wapińskim, że taki stosunek służył podtrzymaniu
wiary w skuteczność walki narodowej – endecy wychodzili z założenia, że skoro
dyktatura nacjonalistyczna możliwa była w Niemczech i we Włoszech, mogła
również udać się w Polsce.16 Taka postawa prowadziła niekiedy do bezkrytycz-
nej gloryfikacji hitleryzmu, czynienia z niego czynnika zbawczego dla sprawy
narodowej nie tylko Niemiec, ale i całej Europy, przykładu, który powinien być
naśladowany w Polsce. Publicysta endeckich pism „Myśli Narodowej” i „Gazety
Warszawskiej” Adolf Nowaczyński posunął się do tego stopnia, że zbagatelizo-
wał zagrożenie, jakie mogła nieść za sobą hitlerowska teoria czystości rasowej dla
narodu polskiego. Jego zdaniem narodowy socjalizm nie był nastawiony przeciw
Polsce ani Słowiańszczyźnie. Celem zasadniczym była walka z wrogami wewnęt-
rznymi – Żydami, masonerią i komunizmem oraz wszelkimi przejawami
wykorzystywania narodu niemieckiego przez niearyjskie czynniki. Nowaczyński
podniósł hitleryzm do rangi mesjanizmu, zdolnego wyzwolić Niemcy spod
dominacji obcych ras.17 Mniej patetycznie, ale w podobnym tonie wypowiadał
się o nazizmie Stanisław Pieńkowski. Hitleryzm stanowił dla niego prąd
wyzwoleńczy na podłożu społeczno-politycznym i biologicznym. Walka z wpły-
wami żydowskimi w sferach państwowych, gospodarczych i kulturalnych
zmierzała z jednej strony do przebudowy Niemiec w silne państwo, z drugiej – do
uzdrowienia społeczeństwa niemieckiego, wzmocnienia jego sił poprzez przejęcie
funkcji dotychczas zajmowanych przez obce czynniki i zdobycia roli jedynego
gospodarza w Rzeszy Niemieckiej. Zasada narodowego socjalizmu i, jak można
wnioskować, każdego ruchu narodowego względem własnego kraju wyrażała się
w tym, że „nikt obcy nie ma tu nic do powiedzenia i nic do czynienia, a jeżeli
wtrąca się, powinien być za drzwi wyrzucony”.18
Pod pewnymi względami narodowi demokraci doceniali walory systemu
politycznego panującego w Trzeciej Rzeszy. Podstawą ustroju, jaką widziano
w Niemczech, była instytucja wodza. Jednym z pierwszych, którzy analizowali
znaczenie jednostki, stojącej na czele państwa, był Roman Dmowski. Jego
zdaniem bez pojawienia się we Włoszech czy Niemczech takich ludzi jak Benito
Mussolini i Adolf Hitler nie byłoby możliwe powstanie nowoczesnych ruchów
narodowych w tych krajach i zwycięstwo ich w walce o władzę. Wynikało to
z braku jednolitości narodowej, panującej wśród obu społeczeństw, zjed-
noczonych dopiero w II połowie XIX wieku, jak również z wpływów żydowsko–
masońskich, utrudniających całkowitą jedność wewnętrzną. Lider endecji
napisał: „Oto jest przyczyna, dla której zorganizowanie ruchu narodowego do
skutecznej walki z rozkładem społecznym i wynikającym z niego chaosem i we
Włoszech, i w Niemczech okazało się niemożliwym bez zjawienia się człowieka
niezwykłego, posiadającego dar prowadzenia ludzi”.19 Była jednak różnica
w ocenie obu przywódców narodowych. O ile włoski dyktator był podziwiany
przez Dmowskiego, nazywającego go „umysłem niepośledniej miary, zdającym
sobie jasno sprawę z celu, do którego zmierza, i ze środków, mających do niego
prowadzić”,20 o tyle w stosunku do lidera NSDAP przywódca Narodowej
Demokracji zachowywał pewien dystans, wynikający z niepewności co do
faktycznego kierunku polityki hitlerowskiej. Jednak raczej pozytywnie oceniał
Adolfa Hitlera, nazywając go medium narodowym Niemców, który „wchłania
w siebie […] wszystkie myśli i uczucia, którymi żyje dzisiejszy naród niemiecki”,
dlatego też „wszystkie myśli i uczucia dzisiejszego narodu niemieckiego znajdują
swe odbicie w hitleryzmie”.21 Pewna sprzeczność w poglądach na instytucję
wodza i dyktatury znajduje się w książce Jędrzeja Giertycha. Mimo odżeg-
nywania się od chęci wprowadzenia w Polsce ustroju na wzór narodowo-
socjalistyczny, dostrzegał wśród walorów takiego rozwiązania szybkie i sprawne
podejmowanie decyzji w sytuacjach kryzysowych. Ciekawą jednak jest jego
opinia na temat rządów Hitlera w Niemczech. Jego zdaniem „dyktatura
Mussoliniego i Hitlera to są dyktatury w wielkim stylu i najwyższego poziomu,
dlatego wady są w nich mało widoczne”.22 Stanowisko to najwidoczniej
wynikało z poczucia braku w polskim ruchu narodowym podobnej jednostki,
która mogłaby pokierować w ten sposób organizacją w kierunku zdobycia pełni
władzy w państwie.
W ideologii narodowo-demokratycznej wielokrotnie podkreślano, że nazizm
był nurtem politycznym, prowadzącym do uzdrowienia gospodarczego państwa
i narodu niemieckiego, osłabionych wielkim kryzysem 1929 roku. Jednakże
dopiero po kilku latach od przejęcia władzy przez NSDAP dokonano charak-
terystyki polityki ekonomicznej narodowego socjalizmu. Uczynił to endecki
ekonomista Roman Rybarski i, co ciekawe, jego ocena wypadła korzystnie, na
co wyraźnie wskazuje M. Marszał.23 Jest to interesujące z dwóch powodów: po
pierwsze – publikacja Rybarskiego została wydana w 1939 roku, a więc
w momencie jawnego już zagrożenia państwa polskiego przez niemiecki
imperializm, kiedy Stronnictwo Narodowe stało już wyraźnie na gruncie
antyhitlerowskim, po drugie – Rybarski nigdy nie był zwolennikiem metod
stosowanych przez nazistowską partię i krytycznie odnosił się do ustroju Trzeciej
Rzeszy. Charakteryzując działalność gospodarczą Niemiec w latach 1933-1938
i kierującego nią Hjalmara Schachta Rybarski zwrócił uwagę na kilka przyczyn
sukcesu ekonomicznego hitleryzmu. Do nich zaliczał przed wszystkim: urucho-
mienie robót publicznych (fabryki, autostrady, przemysł wojenny, fortyfikacje),
dzięki czemu możliwe stało się ograniczenie bezrobocia; utrzymanie podatków
na stałym poziomie, prowadzące do ożywienia gospodarczego; stabilizację cen
w celu zwiększenia siły nabywczej pieniądza; wydobycie z Banku Rzeszy rezerw
złota i dewiz w celu wspomożenia finansowego kluczowych dziedzin gospodarki
i zdobycia surowców na rozwój przemysłu; politykę wekslową, czyli wystawianie
zobowiązań dłużniczych przez państwo dla przedsiębiorców jako zapłatę za
wykonywane na jego rzecz usługi – weksle te miały zastępować gotówkę do czasu
poprawy sytuacji i osiągnięcia przez państwo możliwości ich wymiany na
pieniądze.24 Można zaryzykować twierdzenie, że uznanie dla niemieckiej
polityki ekonomicznej nie było bezinteresowne – wskazywało ono jednocześnie
na wzrost potęgi zachodniego sąsiada, umiejącego radzić sobie w trudnych
warunkach, a jednocześnie na słabość i bierność rządów sanacyjnych, niepo-
trafiących przezwyciężyć kryzysu gospodarczego. Ukazanie rozwoju wewnętrz-
nego Niemiec pod rządami hitlerowskimi w okresie wysuwanych roszczeń wobec
Pomorza Gdańskiego było również ostrzeżeniem, że Trzecia Rzesza szybko
przygotowywała swoje siły, dlatego nie było wykluczone, że zechciałaby je
wykorzystać w celu zmuszenia Polski do zgody na swoje żądania.
Nie wszyscy działacze narodowo-demokratyczni podzielali pozytywne stano-
wisko wobec hitleryzmu. Wielu z nich, zwłaszcza działacze starszego pokolenia
odrzucili hitlerowskie metody działania jako niemoralne, inni z czasem również
zmienili swoją opinię na istotę hitleryzmu. W literaturze przedmiotu można
znaleźć kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Po pierwsze była to obawa przed
Niemcami. Tezę taką tezę wysuwają K. Kawalec, R. Wapiński i M. Nieć. Ich
zdaniem niebezpieczeństwo rewizjonizmu niemieckiego, zakorzenione w ideo-
logii narodowej było silniejsze niż pokrewieństwo ideologiczne ruchów, zwłasz-
cza, że w razie wzrostu pozycji Trzeciej Rzeszy Polska zostałaby zwasalizowana
i podporządkowana hitlerowskiej polityce.25 Drugi czynnik wynikał z silnych
wpływów ideologu katolickiej na polski ruch narodowy. Z tego względu nie
mogły podobać się endekom tendencje walki z religią w Niemczech i tworzenia
nowego Kościoła, podporządkowanego partii nazistowskiej. Zdaniem M.
Musielaka i M. Marszała niechęć narodowych demokratów zwiększało od-
woływanie się nazistów do pogańskiej tradycji starogermańskiej i popieranie
rasizmu, co było sprzeczne z ideologią chrześcijańską.26 Trzecim czynnikiem był
ustrój polityczny państwa niemieckiego. System totalitarny, podporządkowują-
cy naród wąskiej grupie, rządzącej za pomocą terroru i ucisku, był nie do
przyjęcia dla endeków, propagujących wprawdzie ustrój hierarchiczny i dyscyp-
linę, ale z zagwarantowaniem dość dużej swobody osobistej jednostek i prze-
strzeganiem praworządności. Za Mieczysławem Rybą można więc przyjąć tezę,
że dla endeków najważniejszy był prymat narodu, a zagadnienia szczegółowe
ustroju były sprawą drugorzędną. Dlatego jeśli wysuwano niekiedy postulaty,
zbliżone do koncepcji nazistowskiej czy faszystowskiej, nie traktowano ich
w sposób absolutny, zwłaszcza, jeśli miałyby one negatywnie oddziaływać na
rozwój wewnętrzny narodu.27
W stosunku do narodowego socjalizmu trudno mówić o wielkiej ewolucji
poglądów. Zdarzało się, że w tej samej publikacji wskazywano na pozytywne
i negatywne cechy niemieckiej ideologii. Przykładem może być Roman Dmow-
ski. W 1932 roku opisując zalety obozu hitlerowskiego, jednocześnie podkreślał
jego niedostatki. Do nich zaliczał amoralność nowej doktryny i nieprzeciw-
stawianie się zepsuciu obyczajowemu. I już wówczas sformułował tezę o wąt-
pliwościach co do uznania nazizmu za ruch narodowy.28 Do innych wartości,
których nie akceptowano w polskim obozie narodowym, zaliczono nawrót
hitleryzmu do ideologii starogermańskiej i kult rasy nordyckiej. Przyczynę tego
zachowania wyjaśniał Wojciech Wasiutyński rozbiciem religijnym Niemiec (na
katolicyzm i luteranizm) oraz wpływami żydowskimi na niemieckie społeczeńs-
two, dla którego jedynym sposobem na odnalezienie tożsamości była konsolida-
cja narodowa na gruncie germańskich, przedchrześcijańskich wierzeń. Wasiu-
25 K. Kawalec, Narodowa Demokracja…, s. 201; R. Wapiński, Narodowa Demokracja…,
tyński widział w tym procesie niebezpieczeństwo odejścia Niemiec od chrześ-
cijańskiej cywilizacji, pisząc: „Jest to widowisko zasługujące nie tylko na
zainteresowanie, ale i na współczucie”.29 Należy przy tym pamiętać, że endecy
pod wpływem narodowego socjalizmu, którego wartości nieraz były sprzeczne
z wyznawanymi przez nich, próbowali klasyfikować nacjonalizmy na podstawie
kryterium światopoglądowego i w efekcie, jak podaje M. Musielak, zaliczyli
nazizm do grupy nacjonalizmów pogańskich.30 A jedynie ruchy narodowo–
chrześcijańskie uważano za reprezentantów nowoczesnego, europejskiego
nacjonalizmu. Taką tezę sformułowali w latach 1938-1939 Jędrzej Giertych
i Stanisław Grabski. Ich zdaniem hitleryzm propagował hasła nienawiści
międzyludzkiej poprzez wprowadzanie kultu rasy, odrzucenie Boga i moralno-
ści, co mogło prowadzić do zagłady cywilizacji i kultury europejskiej. Dlatego
Giertych przestrzegał: „Jeżeli hitleryzm nie poczyści się z tych wszystkich
pierwiastków, to trudno go będzie na dalszą metę uznawać za ruch przynależny
do europejskich nacjonalizmów”.31
Z czasem krytyce zaczęły ulegać inne czynniki ideologii nazistowskiej –
instytucja wodza i ustrój polityczny, oparty na dyktaturze jednostki lub wąskiej
grupy rządzącej. Analizę takiego systemu, istniejącego zarówno w hitleryzmie,
jak i faszyzmie, przedstawili Roman Dmowski, Roman Rybarski i Jędrzej
Giertych. Po pierwsze – był to system nietrwały. Dyktatura jednostki opierała się
nie na zapewnieniu ciągłości władzy, programu politycznego i wybraniu
ewentualnych następców, ale na istnieniu tej właśnie jednostki, która w każdej
chwili mogłaby umrzeć, nie pozostawiając żadnych wytycznych, co groziłoby
pogrążeniem kraju w chaosie. Po drugie – w tym systemie brakowało kontroli
władzy ze strony narodu. Uznanie jakiegoś człowieka czy grupy za źródło władzy
i prawa prowadzi do zwyrodnienia ich, zamienienia w uciskających społeczeńst-
wo tyranów. Po trzecie -było to osłabienie skuteczności działań państwa. Dobór
grupy rządzącej nie polegał na osobistych kwalifikacjach, ale na prymacie
niskich instynktów moralnych: pochlebstwa, fałszu, obłudy, służalczości i ślepe-
go, bezmyślnego posłuszeństwa wobec zwierzchników. W efekcie elita rządząca
nie potrafiła sprawnie zarządzać państwem, gdyż nie była do tego przygotowana.
Po czwarte – system totalitarny prowadził do zlikwidowania wolności jednostki
i podporządkowania dyktatowi państwa. Metodami ku temu były: likwidacja
stronnictw opozycyjnych i stworzenie monopartii, narzucanie jednolitego sposo-
bu myślenia z eliminacją tych, którzy się temu przeciwstawiali, całkowita
kontrola policyjna społeczeństwa, zniszczenie samodzielności w życiu osobis-
tym, społecznym, gospodarczym i kulturalnym. Po piąte – system ten prowadził
do degeneracji moralnej i umysłowej społeczeństwa. Brak możliwości rozwoju
duchowego i posłuszne wykonywanie dyrektyw władz w każdej dziedzinie
czyniło z narodu bezmyślny, ogłupiały tłum, bezwolne narzędzie rządzących, co
odbijało się na poziomie życia każdego jego członka.32 Dlatego Dmowski
podsumował swoją wypowiedź: „Musielibyśmy być wrogami cywilizacji, ażeby
to uznać za wzór dzieła narodowego w polityce, za przykład dla innych
narodów”,33 a Giertych kategorycznie stwierdził, że „wodzowi w stylu Mus-
soliniego czy Hitlera nigdy z naszych szeregów nie pozwolimy wyrosnąć, bo
uważamy to za szkodliwe dla Polski”.34
Podsumowując analizę hitlerowskiej ideologii w oczach narodowych demo-
kratów, można stwierdzić, że nie zaakceptowali oni nazizmu jako systemu, który
można wprowadzić do ustroju państwa polskiego. Faktem jest, że niektóre
pomysły przyjmowali z aprobatą, na przykład walkę z Żydami czy istnienie
zwartej, sprawnej organizacji narodowej, jednak generalnie wiele dzieliło oba te
nurty. Endecy nie akceptowali rasizmu biologicznego, pogaństwa, totalitaryzmu
i zniewolenia narodu przez państwo. Dlatego też, mimo prezentowanych
pozytywnych opinii na temat hitleryzmu, narodowi demokraci doszli ostatecznie
do wniosku, że system ten stanowi zagrożenie dla cywilizacji europejskiej i należy
się całkowicie odseparować od jego wpływów.
OCENA POLITYKI ZAGRANICZNEJ TRZECIEJ RZESZY
O ile w stosunku do ideologii hitlerowskiej narodowi demokraci prezentowali
w pewnych okresach rozbieżne stanowiska, to w ocenie niemieckiej polityki
zagranicznej czasów hitlerowskich nie łudzono się co do antypolskiego na-
stawienia zachodniego sąsiada. Za R. Wapińskim i M. Nieciem można postawić
tezę, że hitleryzm traktowany był jako siła wzmacniająca niemiecki imperializm,
dążąca do obalenia systemu wersalskiego i otwarcie stawiająca problem rewizji
granic.3S Dlatego też, zdaniem Urszuli Jakubowskiej i Michała Śliwy, niezależnie
od polityki pewnego odprężenia i wyciszenia antypolskiej propagandy w
Niemczech po zawarciu deklaracji o niestosowaniu przemocy w 1934 roku,
wśród polityków obozu narodowego panowało przekonanie o nieuchronności
konfliktu polsko-niemieckiego ze względu na rozbieżność interesów, do którego
Polska musiała się przygotować.
Polemiczne stanowisko z poglądami Adolfa Nowaczyńskiego odnośnie do
bagatelizowania niebezpieczeństwa hitleryzmu wobec Polski zajęli dwaj inni
przedstawiciele obozu narodowego – Stanisław Kozicki i Stanisław Zieliński.
Obaj przyznawali, że głównym celem narodowego socjalizmu była ekspansja na
wschód w celu zdobycia przestrzeni życiowej dla własnego narodu. W ogólnych
zarysach oceny te nie różniły się od osądów celów Niemiec weimarskich.
Jednakże dopiero szczegółowa ich prezentacja pozwala poznać różnice w zapat-
rywaniu się na politykę niemieckiej ekspansji wschodniej. Zdaniem Kozickiego
było to dążenie do podboju i uzależnienia ekonomicznego i politycznego
ludności polskiej, rosyjskiej, ruskiej czy narodów bałtyckich, nawet drogą
asymilacji. Oceniając hitlerowską Mein Kampf Kozicki napisał: „Hitler powia-
da, że głównym zadaniem polityki niemieckiej jest zdobycie ziemi dla nadmiaru
ludności niemieckiej, sądzi dalej, że tej ziemi nie należy szukać za morzami, lecz
bezpośrednio na wschodzie Europy”.37 Plany te niczym nie różniły się od oceny
polityki Niemiec przedhitlerowskich, czego przykładem był, przedstawiony
w 1917 roku przez Dmowskiego, memoriał Zagadnienia środkowo- i wschodnio-
europejskie, w którym przywódca endecki zawarł podobną wizję niemieckiej
ekspansji wraz z podporządkowaniem sobie całej wschodniej i pomocnej
Europy.38 W przeciwieństwie do nich koncepcja Zielińskiego stanowiła nowość
w ocenie polityki niemieckiej przez pryzmat hitleryzmu. Jego zdaniem metodą
narodowego socjalizmu było zerwanie z polityką germanizaq’i i nawrót do
średniowiecznej polityki marchii wschodnich – fizycznej eksterminacji wrogów.
Polska i reszta krajów Europy Wschodniej miała zostać więc podporządkowana
Niemcom, narody zaś zostałyby wymordowane, aby zrobić miejsce dla rasy
germańskiej.39
Narodowi demokraci zwracali również dużą uwagę na idee rasistowskie
w planach polityki zagranicznej hitleryzmu. Zainteresował się tym Karol
Stojanowski, który, zdaniem M. Marszała, jako pierwszy wystąpił z oceną
polityki niemieckiej w duchu nordyckim.40 W jednym ze swoich artykułów
stwierdził, że podstawą ideologii narodowego socjalizmu było oparcie się o typ
nordycki, najzdolniejszy z rodzajów ludzi pod każdym względem. Z tego
względu celem polityki nazistowskiej miał być rozwój tej rasy poprzez wzrost jej
rozpłodności oraz walkę z tak zwanymi podludźmi, zagrażającymi nordykom
w ich istnieniu. Stojanowski wystąpił również z tezą, że ruch hitlerowski dąży do
stworzenia imperium nordyckiego, obejmującego obszary od Adygi po biegun
północny i od Anglii po Rosję, a poprzez włączenie Wielkiej Brytanii do systemu
nordyckiego – rozszerzenia go na całą Wspólnotę Brytyjską.41 Część ideologów
narodowych zgadzała się z tymi poglądami. Do nich można zaliczyć Kazimierza
Kowalskiego, który powtórzył za Stojanowskim tę samą koncepcję imperium
pannordycznego z narzuconym w niej brutalnym niemieckim systemem przemo-
cy i hegemonii. Poglądy te rozpowszechniał również Stanisław Kozicki. Przy-
kładem jest przytoczenie fragmentów z książki Mit XX wieku jednego z twórców
nazizmu Alfreda Rozenberga, mówiących o tendencji hitleryzmu do narzucenia
światu panowania rasy nordyckiej.42 Jednak poglądy te nie były zbyt powszechne
wśród narodowych demokratów – być może miał na to wpływ fakt, że nie
zdawano sobie wówczas jeszcze sprawy z możliwości ludobójstwa, którego mógł
dokonać jakikolwiek ruch narodowy.
Wielu polityków narodowych pocieszało się, że mimo wrogiej polityki
Trzeciej Rzeszy w najbliższych latach nie dojdzie do konfliktu. Jeden z aspektów,
czyli walka wewnętrzna z wrogimi czynnikami, prowadząca do osłabienia
Niemiec i hamująca agresywność w polityce zagranicznej, została omówiona
wcześniej. Równie ważny był drugi z czynników, czyli utrata poparcia śro-
dowiska międzynarodowego dla polityki hitlerowskiej. Zwrócił na to uwagę
K. Kawalec, pisząc, że zdaniem endeków im bardziej zaborczą politykę
prowadziłoby państwo niemieckie, tym narażałoby się na większy konflikt
z państwami zachodnimi, przez co niebezpieczeństwo z jego strony stawałoby
się mniejsze.43 Sytuacja taka, która nastąpiła w 1933 roku, była więc korzystna
dla państwa polskiego. Stanisław Pieńkowski z satysfakcją opisywał starcie
narodowego socjalizmu z Żydami, oceniając, że dzięki temu został wyeli-
minowany jeden z czynników, wspierających dotychczas niemiecką politykę,
gdyż to oni teraz domagają się zdecydowanej polityki świata przeciw Rzeszy
Niemieckiej.44 Inną pozytywną nowinę zaprezentował Roman Dmowski w 1934
roku, pisząc o braku perspektyw na współpracę niemiecko-radziecką przeciw
Polsce ze względu na hitlerowski antykomunizm. Jego zdaniem „Niemcy
[…] już nie mogą liczyć, że Rosja jednocześnie wymierzy nam cios w plecy”.45
Równie optymistycznie oceniał stosunki międzynarodowe Stanisław Kozicki.
Wycofanie się Niemiec z Ligi Narodów i dążenia do równouprawnienia
w zbrojeniach stworzyły dla Trzeciej Rzeszy trudną sytuację polityczną,
ochładzając jej stosunki z Francją i Wielką Brytanią. Realne zagrożenie
nastąpiłoby wówczas, gdyby Hitler był przygotowany do wojny, i to do
wojny zwycięskiej, ale, jak sądził Kozicki, nie było możliwym osiągnięcie
tego celu w najbliższym czasie, dlatego też można było w spokoju wzmacniać
wewnętrznie państwo polskie.46
Nawet pozytywne oceny narodowego socjalizmu nie wpływały zachęcająco na
endeków do zbliżenia z zachodnim sąsiadem. Istotną rolę odgrywała tu zakorze-
niona niechęć do zaborczości niemieckiej. Dylemat ten powstał w czasie tworzenia
się bloków ideologicznych w okresie wojny w Hiszpanii – faszystowskiego
z udziałem Włoch i Niemiec, i demokratycznego, z udziałem Francji, Wielkiej
Brytanii i Związku Radzieckiego. K. Kawalec napisał, że Roman Dmowski
w latach dwudziestych planował współpracę nacjonalizmów w obronie cywilizacji
europejskiej i istniejącego stanu terytorialnego, jednak zarówno on, jak i Janusz
Faryś są zdania, że w przypadku Niemiec zwyciężyły względy polityczne nad
ideologicznymi, gdyż związanie się z Trzecią Rzeszą groziłoby podporząd-
kowaniem Polski jej wpływom.47 Na tendencje Hitlera do zdobycia dominacji
wśród ruchów nacjonalistycznych i założenie antykomunistycznej międzynarodó-
wki wskazał już Zdzisław Stahl w 1933 roku. Jego zdaniem plany te godziły
zarówno w suwerenność Polski, jak i bezpieczeństwo całej Europy, były sprzeczne
z interesami Polski, dlatego należało się im przeciwstawić.48 Kilka lat później na to
niebezpieczeństwo zwracał uwagę Stanisław Kozicki. Oceniając powstanie Paktu
Antykominternowskiego, napisał, że Niemcy, szermując hasłami antykomunis-
tycznymi, chciały prowadzić swoją imperialistyczną politykę i wciągnąć w orbitę
swoich wpływów Polskę. Prócz tego pakt ten był wymierzony nie tylko przeciw
bolszewizmowi, ale również przeciw Rosji, co było sprzeczne z linią polityki
narodowej, dlatego tym bardziej godził w interesy państwa polskiego.49 Narodowi
demokraci pozostali więc wierni swoim tradycjom zachowania czujności i przeciw-
stawiania się imperialnym zakusom niemieckim.
W ciągu ostatniego okresu narodowi demokraci zaczęli weryfikować swoje
opinie co do dziesięciu lat spokoju, zagwarantowanych paktem z 1934 roku. Już
remilitaryzacja Nadrenii uznana była za krok ku zagrożeniu bezpieczeństwa
europejskiego.50 Jednakże dopiero wydarzenia roku 1938 były dla nich jasnym
dowodem szybkiego zbliżania się konfliktu między obu państwami. Aneksję
Austrii i rozbiór Czechosłowacji potraktowano nie tylko jako pogwałcenie
traktatu wersalskiego, ale również jak realizację hitlerowskich planów stworze-
nia nordyckiego imperium poprzez wchłonięcie narodu niemieckiego, pozo-
stającego poza granicami Rzeszy. Taką tezę wysunął Joachim Bartoszewicz.51
Inną koncepcję niemieckiej polityki widział Zygmunt Berezowski. Jego zdaniem
*• S. Kozicki, Polityka Niemiec, „MN”, 16 XII 1934, s. 781-782.
47
K. Kawalec, Narodowa Demokracja…, s. 201, 206; J. Faryś, Koncepcje polskiej polityki
zagranicznej 1918-1939, Warszawa 1981, s. 379.
48
Z. Stahl, Nacjonalizm i kierunek narodowy, „Awangarda”, X-XI 1933, s. 107.
49
S. Kozicki, Rzym-Berlin-Tokio, „MN”, 28 XI 1937, s. 749-750.
50
Z. R., Stało się!, ibid., 15 III 1936, s. 161.
51
J. Ba., Sprawa Czechosłowacji, ibid., 22 V 1938, s. 337.

Trzecia Rzesza nawiązywała do tradycji Niemiec cesarskich – hegemonii
w środkowej i wschodniej Europie drogą rozbijania państw poprzez wy-
korzystywanie separatyzmów mniejszości narodowych: niemieckiej w Cze-
chosłowacji oraz ukraińskiej w Polsce, ZSRR i Rumunii i stworzenia zależnych
od niej protektoratów.52 Wskutek tych działań z pewnym zadowoleniem
powitano zerwanie przez Hitlera paktu o nieagresji, gdyż odsłaniało to
prawdziwe zamierzenia Niemiec hitlerowskich – dążenie do podboju i dominacji
w Europie. Dlatego Stanisław Kozicki na łamach prasy ogłaszał koniec
polityki ustępstw i zdecydowane przeciwstawienie się państw zachodnich
w przymierzu z Polską imperializmowi niemieckiemu w celu zniweczenia
ich zaborczych planów.53
ZAKOŃCZENIE
Ocena Trzeciej Rzeszy skupiała się na dwóch płaszczyznach – stosunku do
ideologii narodowosocjalistycznej i do polityki zewnętrznej państwa niemiec-
kiego. Odnośnie doktryny nazistowskiej można mówić o pewnej ewolucji
poglądów. Była to z jednej strony akceptacja niektórych punktów, takich jak
wzmocnienie narodu poprzez jego konsolidację w jednej organizacji i zwalczanie
wpływów antynarodowych – żydowskich, masońskich i lewicowych czy podziw
dla sprawnej struktury ruchu, odnoszącego zwycięstwo polityczne w Niemczech.
Z drugiej strony już na początku dało się zauważyć pewne niedostatki
w założeniach programowych hitleryzmu. Zwracali na to uwagę między innymi
Roman Dmowski, Wojciech Wasiutyński, Jędrzej Giertych i Stanisław Grabski.
Był to początkowy indeferentyzm w sprawach moralnych i religijnych, a w póź-
niejszym czasie walka z chrześcijaństwem i odwoływanie się do pogańskich
wierzeń starogermańskich jako próby znalezienia płaszczyzny konsolidacji
narodowej i rasowej. Wychowani w wartościach chrześcijaństwa rzymsko-
katolickiego endecy nie mogli pogodzić się z amoralnymi tendencjami, panujący-
mi w narodowym socjalizmie, prowadzącymi z czasem do odrzucenia wszelkich
kanonów etycznych. W efekcie, jak podkreślano, powstał system, w którym
jedynym źródłem prawa była wąska grupa rządząca, zmuszająca społeczeństwo
do bezwzględnego posłuszeństwa i niszcząca wszelkie przejawy samodzielności
i wolności ludzkiej.
52 Z. Berezowski, Taktyka sudecka w Polsce, „Polityka Narodowa”, V 1938, s. 191; id.,
Testament cesarskich Niemiec, ibid., XII 1938, s. 581-584.
” S. Kozicki, Jasna sytuacja, „MN”, 7 V 1939, s. 289-290; id., Strachy na lachy, ibid., 6 VIII
1939, s. 494.

TRZECIA RZESZA NIEMIECKA W POGLĄDACH NARODOWEJ DEMOKRACJI

W stosunku do polityki zagranicznej cały czas stano na stanowisku, że
niezależnie od systemu Niemcy będą najgroźniejszym wrogiem Polski. Owszem,
dojście Hitlera do władzy przyjmowano niejako z ulgą, ale wynikało to
z pragmatycznego podejścia do oceny sytuacji międzynarodowej. Wojownicza
i agresywna doktryna hitleryzmu, zdaniem narodowych demokratów, miała
zniechęcić do Niemiec dotychczasowych protektorów – państwa zachodnie,
stojące na gruncie pacyfizmu, międzynarodówkę żydowską i kapitał między-
narodowy ze względu na wrogość narodowego socjalizmu do Żydów i masonerii
oraz uniemożliwić antypolskie przymierze ze Związkiem Radzieckim ze względu
na program antykomunistyczny i hasła krucjaty przeciw państwu bolszewic-
kiemu. Wskutek tego osamotniona Trzecia Rzesza musiałaby wyrzec się swoich
planów imperialnych, przynajmniej na dłuższy okres. Takie stanowisko endecy
zajmowali jeszcze w przededniu wojny, mimo kolejnych aneksji niemieckich. Ich
zdaniem zlikwidowanie Austrii i Czechosłowacji powinno uzmysłowić pańs-
twom zachodnim agresywne i antypokojowe cele Hitlera i zmusić ich do
czynnego wystąpienia po stronie Polski, co było jedynym sposobem na
zapobieżenie wojnie.
Można zaryzykować twierdzenie, że ocena Trzeciej Rzeszy wynikała z dwóch
przesłanek. Hitleryzm traktowany był z punktu widzenia pewnego pokrewieńst-
wa ideowego, dlatego początkowo odnoszono się do niego z sympatią, czasami
nawet bagatelizując niebezpieczne tendencje antypolskie. Z drugiej strony
jednak ważniejszą rangę miała ocena położenia międzynarodowego. W tym
wypadku Niemcy hitlerowskie traktowano jako wroga, z którym nie było
możliwości podjęcia jakiejkolwiek współpracy. Dlatego też w ostateczności
Trzecia Rzesza została uznana jako państwo, przeciwko któremu należy
skoncentrować swoje siły w obronie niepodległości narodowej.

TOMASZ KOZIEŁŁO

http://209.85.135.132/sea…l&ct=clnk&gl=pl