Narodowy Jawor

Strona główna » Polityka

Archiwum kategorii: Polityka

6-latek molestowany przez parę gejów

A GASZYŃSKI

 

Kolejny tragiczny przykład na to, że gejom nie można dawać pod opiekę dzieci. Mark Newton został skazany na 40 lat więzienia za molestowanie 6-letniego chłopca, którego adoptował. Drugi „rodzic” zastępczy malucha Peter Truong czeka na wyrok.
Szef grupy badającej wykorzystywanie seksualne dzieci, inspektor Jon Rouse, w bardzo emocjonalny sposób skomentował to co przeżywał 6-latek:
– Smutny jest sposób, w jaki to dziecko weszło w ich życie. To po prostu tragedia, skrajna deprawacja…
Chłopiec był molestowany przez „rodziców” zastępczych od kiedy miał niespełna 2 latka. Według ustaleń śledczych „rodzice” – geje nie byli jedynymi ludźmi, którzy wykorzystywali seksualnie chłopca.
– Mówimy o dość rozległej sieci przestępców seksualnych – dodał inspektor Jon Rouse.
Słuszności swoich podejrzeń wobec pary gejów policja potwierdziła po spenetrowaniu domu mężczyzn. Znaleźli w nim materiały pornograficzne. W toku sprawy służby odkryły również zapisy rozmów miedzy rodzicami zastępczymi a pozostałymi przestępcami.
Para gejów, Mark Newton i Peter Truong, w 2005 roku postanowiła w Rosji poszukać matki zastępczej dla swojego dziecka. Nie wiadomo, czy chłopiec został spłodzony z nasienia jednego z gejów. Para mieszkała wraz z chłopcem w północnym Queensland w Australii. Obaj zostali aresztowani w roku 2012 w Kaliforni.
Jeden z rodziców – gejów Mark Newton został skazany w USA na 40 lat więzienia, na wyrok czeka drugi rodzic Peter Truong. Policja zapewnia, że znalazła również pozostałych sprawców.
Na świecie trwa batalia o prawo do adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Równocześnie raz po raz dowiadujemy się o kolejnych gejach, którzy molestowali seksualnie swoich podopiecznych. Dobrze, że kara – jak w przypadku Marka Newtona – nie jest jedynie symboliczna. Jednak czy to rozwiązuje problem. Przecież żaden wyrok nie uleczy zranionej psychiki dziecka…
Co powinno być odpowiedzią na molestowanie seksualne przez gejów ich adoptowanych dzieci? Bezwzględny zakaz adopcji oraz powierzania opieki nad maluchami osobom preferującym związki jednopłciowe.
Agata Bruchwald
Źródło: polskatimes.pl

PRACA DLA NARODU

STRZELNICA 040

 

Praca jako wspólny wysiłek jako budowa wielkiej Polski dla Nas samych i przyszytych pokoleń. Tak rozumiana praca dająca poczucie wspólnej budowy czegoś wielkiego po przez swój mały wkład dawał ludziom radość budowy na przykład miasta Gdynia, Stalowej Woli i wielu innych wielkich przedsięwziąć. Pojedynczy człowiek – Polak widział że powstaje na jego oczach Wielka Polska , Polska dla niego samego i jego dzieci , to dawało poczucie wspólnoty i radość życia i pracy. Dzisiaj etos pracy ZOSTAŁ ZABITY W LUDZIACH – POLAKACH. Praca kojarzy sie z wyzyskiem , upodleniem i walką o przeżycie w tym wyścigu szczurów. Nie ma już pracy dla Polski bo nie mamy w Polsce już nic polskiego , jako naród tyramy na obcy kapitał i jesteśmy wyzyskiwany na jego potrzeby. Tak zwany polski rząd nie pilnuje polskiego narodowego interesu lecz interesu międzynarodowego kapitału . My jako Polacy tyramy nie tylko na zyski zagranicy ale i na spłaty długów , które nie wiadomo kto wziął , nie wiadomo na co i na jakich warunkach. Jeśli słyszę w tv jakiegoś rządowego mądrale gadki o polskim przemyśle motoryzacyjnym to ja się pytam jakim polskim ? Czy polski jest fiat, opel , volkswagen ? Coś się tym panom z rządu pojebałos ! To nie jest polski przemysł motoryzacyjny , on tylko jest na terenie państwa”polskiego”, bo tutaj może robić z ludźmi-robotnikami-polakami co chce , i tak jest w każdej branży. Państwo co tylko z nazwy jest polskie skoro już wszystko wyprzedało z dorobku narodowego wypracowanego przez dziesięciolecia przez naród polski , dampinguje swoje istnienie pracą Polaków i ich zaniżonymi zarobkami. Mało tego , przedstawiciele tego tworu państwowego libero-komuny odsyłają ludzi bez pracy i perspektyw na szczaw !

Dewianckie tańce na ulicach i aresztowani księża na kolanach. Dokąd zmierza świat?

A GASZYŃSKI

 

Grzebiąc w brudach we własnym ogródku nie zauważamy w jakim kierunku idzie świat i co tylnymi drzwiami wprowadza do naszej ojczyzny. Powielając wzorce naszych bliższych i dalszych sąsiadów, zaczynając już od najmłodszych dzieci brutalnie choć często podświadomie, określone środowiska zmieniają światopogląd Polaków.
Nie tak dawno na ursynowskim ratuszu zawisła tęczowa flaga, która zapoczątkowała tzw. ‘tydzień równości’ w tej dzielnicy. Burmistrz Ursynowa, Piotr Guział, wieloletni działacz lewicy i środowisk pro-gejowskich, członek honorowy Parady Równości zlecił Fundacji ‘Wolontariat Równości’, założonej i prowadzonej przez ruch LGBT zorganizowanie i przeprowadzenie warsztatów w publicznych szkołach średnich.
Co ciekawe, większość warszawiaków nie jest świadoma, że nasze dzieci uczestniczyły w obowiązkowych zajęciach prowadzonych przez środowiska pro-gejowskie. Tygodniowa propaganda, podczas której do umysłów Ursynowian wtłaczane były treści zgodne z ruchem poparcia dla homoseksualistów poprzez zorganizowanie darmowych projekcji kontrowersyjnych filmów, dyskusji z udziałem przedstawicieli Ruchu Palikota czy konkursów plastycznych promujących tolerancję dla osób LGBT zakończyła się Paradą Równości w stolicy. Ulicami miasta przejechały platformy z poprzebieranymi mężczyznami za kobiety, całującymi się lesbijkami czy kręcącymi tylną częścią ciała, skąpo ubranymi gejami.
Działania w Polsce środowisk pro-gejowskich są obecnie bardzo nasilone i ich częstotliwość i obszerność znacznie zwiększone. Nic dziwnego, skoro Polska w krótkim czasie musi dogonić w tej dziedzinie kraje już bardziej cywilizacyjnie upadłe, zarówno te w Europie jak i na kontynencie amerykańskim.
W największym mieście Kanady, Toronto, 1 lipca, Święto Kanady to doroczne święto homoseksualistów. Dzień ten kończy tygodniowy festyn środowisk LGBT. Toronto, zamknięte dla zwykłych obywateli, celebruje osiąganie coraz to większych przywilejów w tym kraju. W tym roku, największym osiągnięciem jest jawne i oficjalne uczestnictwo w gejowskim festynie premier Ontario, zadeklarowanej lesbijki, Kathleen Wynne, która w tym roku pójdzie na czele pochodu ze swoją ‘żoną’.
Ontario, znane w kraju i na świecie, ze swojej promocji homoseksualizmu, szczycące się największymi paradami gejów na naszym globie, właśnie zrównało małżeństwa homo z heteroseksualnymi. Mimo, iż już 10 lat temu ‘małżeństwa’ homoseksualistów były legalne, jednak obecnie obalenie przez ontaryjski sąd uchwały o ochronie małżeństw zawartych pomiędzy kobietą i mężczyzną sprawia, iż ruchy mniejszościowe w Kanadzie zaczynają posiadać więcej przywilejów niż normalna większość.
Jednocześnie grupy osób wyznających inne poglądy i szanujących wartości ochrony życia, wiary i rodziny są systematycznie dyskryminowane i coraz częściej wręcz prześladowane.
Cały świat dowiedział się nie dawno o zwolnieniu z pracy polskiego pochodzenia, agenta nieruchomości, żyjącego w Kanadzie od 20 lat, Andrzeja Ciastka za umieszczenie w swoim biuletynie informacyjnym danych naukowych dotyczących wychowania dzieci przez pary gejowskie.
Podkreślić należy, że Andrzej Ciastek wydawał swój biuletyn z rubryką o ciekawostkach psychologicznych od wielu lat, jako formę marketingu i kontaktu z lokalnymi klientami i nikt nigdy wcześniej zastrzeżeń co do tej formy reklamy nie miał. To właśnie umieszczenie tych treści, które nie zawierały prywatnych opinii agenta, a jedynie cytowały wyniki określonych badań spowodowały, że obywatel Kanady został przesłuchany przez policję, otrzymał dziesiątki gróźb telefonicznych, zmuszony został do publicznych przeprosin, a na końcu spektakularnie wyrzucony z pracy.
W ‘demokratycznym’ kraju Stanów Zjednoczonych Ameryki, wolność słowa, przekonań i wolność do zgromadzeń wydaje się być dana wyłącznie grupom o określonym światopoglądzie.
Śp. Ksiądz Norman Weslin, który odszedł rok temu, w wieku 81 lat znany był w Ameryce ze swojej walki o prawa do życia dla nienarodzonych dzieci. Po wielu latach służby w amerykańskiej armii, kiedy śmierć poniosła jego żona w wypadku samochodowym, został księdzem i całkowicie poświecił się pomaganiu innym i chronieniu życia.
Założył i prowadził dom pomocy dla niezamężnych matek, w stanie błogosławionym. Był fundatorem organizacji ‘Owieczki Chrystusa’, której członkowie wraz z ks. Weslinem na czele, organizowali pokojowe manifestacje przeciw aborcji za co został przeszło osiemdziesiąt razy aresztowany.
Spektakularne zatrzymanie Księdza miało miejsce w 2009 roku na terenie katolickiej uczelni w Notre Dame gdzie grupa obrońców życia pokojowo demonstrowała swój sprzeciw dla uhonorowania i wygłoszenia przemowy Baracka Obamy, który jawnie popiera aborcję. Ksiądz Weslin został skuty kajdankami i wyprowadzony siłą na komisariat przy akompaniującym mu śpiewie zgromadzonych pieśni ‘Ave Maryja’.
W trakcie kiedy był wyprowadzany, a później niesiony przez policję pytał: “Czemu aresztujecie katolickiego księdza, na terenie uniwersytetu katolickiego, za to, że próbuje powstrzymać zabójstwo dziecka?” Miał wówczas prawie 78 lat. Wcześniej skazywany był wielokrotnie, między innymi w 2001 roku na pięć miesięcy aresztu za modlitwę na kolanach przed kliniką aborcyjną w Buffalo.
Przypadków inwigilowania i prześladowania osób głośno wyrażających swoje opinie na tematy związane z ruchami gejowskimi lub w obronie życia poczętego są setki. Jednocześnie wielokrotnie zauważane są coraz dalej idące, forsowane zmiany w świadomości społeczeństw.
Niestety głośno nie mówi się o skali tego zjawiska i faktyczny stan ‘wolności i demokracji’ w krajach zachodnich nie jest powszechnie znany. Polacy nie mają również świadomości do czego zmierza systematyczna propaganda ‘tolerancji’ dla dewiacji i akceptacji cywilizacji śmierci.
Świat zmienia kierunek. Zamiast wartości, ochrony życia i rodziny, wiary i patriotyzmu promuje się dewiacje, zabijanie, rozpustę i chaos. W efekcie końcowym ludzkość sama się wykończy i stanie przed Sądem Ostatecznym na Końcu Świata.
Wszystkiego zmienić się nie da, ale każdy może i ma obowiązek chronić świat wokół siebie, zaczynając od własnej rodziny i własnej ojczyzny biorąc przykład z tych, którzy w imię sprawiedliwości i miłości do Boga i drugiego człowieka gotowi są poświęcić wszystko.
Barbara Rode

 

http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/3403-dewianckie-tance-na-ulicach-i-aresztowani-ksieza-na-kolanach-dokad-zmierza-swiat

 

PŁONĄCE CIAŁA PŁONĄCE DUSZE

BIEDA DESPERACJA I ROZPACZ –  POLSKA 2013

fot, kurier lubelski-684x0

„Ten rząd traktuje ludzi jak śmieci”. Więcej samopodpaleń niż przez cały PRL
W trakcie rządów premiera Donalda Tuska doszło do co najmniej sześciu przypadków samopodpaleń, które miały być formą protestu przeciwko sytuacji w kraju. Mimo że historia każdej z tych pięciu osób jest inna, łączy je poczucie bezsilności i dramatyczne wołanie o pomoc, które pozostaje bez odpowiedzi

Środa. W Warszawie słoneczny poranek. Andrzej Filipiak przechadza się przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów Donalda Tuska, pod którą odbywa się protest związkowców. Zdaniem świadków i policji nic nie zapowiadało, że za chwilę dojdzie do dramatu. Filipiak siada na murku Ogrodu Botanicznego, polewa się łatwopalną substancją i podpala.

Na pomoc ruszają przechodnie i funkcjonariusze policji. Na miejscu pojawia się karetka, która przewozi poszkodowanego do szpitala przy ulicy Szaserów. Kilka dni później mężczyzna umrze. Lekarzom nie udało się go uratować.

20 czerwca 2013 przed budynkiem Przewozów Regionalnych w Krakowie protestowali kolejowi związkowcy. Jeden z konduktorów w desperackim akcie oblał się łatwopalną substancją i podpalił. Dramat wydarzył się ok. godz. 13. Jego powodem był protest przeciw zwolnieniom na kolei i polityce resortu transportu.

42-letni konduktor z ciężkimi oparzeniami dróg oddechowych został przewieziony do szpitala. Obecnie przebywa w śpiączce i walczy o życie.

Bieda przyczyną dramatu

– Chcemy się dowiedzieć, co jest przyczyną tak dramatycznego kroku. Mając informacje na temat problemów tej osoby, będziemy mogli w jakiś sposób pomóc – mówi „Gazecie Polskiej” Mariusz Mrozek, rzecznik Komendy Stołecznej Policji.

Odpowiedzi na pytanie, dlaczego Andrzej Filipiak zdecydował się na taki krok, udziela jego żona. – Mąż był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy, a MOPR odmawia nam większej pomocy, nie mamy z czego żyć – mówi „Faktowi” Wiesława Filipiak. – Mąż mówił, że wszystko, co złego dzieje się w naszej rodzinie, to wina polskiego rządu, który rządzi tak, że ludzie nie mają pracy i środków do życia – zaznacza.

Jak dowiedzieliśmy się w Miejskim Ośrodku Pomocy Rodzinie w Kielcach, rodzina pana Andrzeja Filipiaka żyła z zasiłku w wysokości 520 zł miesięcznie. Urzędnicy wiedzą, że za takie pieniądze nie da się żyć, ale mają związane ręce ustawą o pomocy społecznej, która narzuca wielkość świadczeń.

– Pomoc była udzielana zgodnie z przepisami – mówi nam Anna Gromska, wicedyrektor MOPR w Kielcach. Pracownicy socjalni nie mają wątpliwości, co należy zrobić, aby takie przypadki się nie zdarzały. – Ludziom należy zapewnić pracę. To najlepszy sposób, bo daje człowiekowi zajęcie i przywraca poczucie godności. Niestety, o pracę coraz trudniej, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach – mówi Gromska.

Protest przeciwko służbie zdrowia i układom

4 września 2010 r. na warszawskim pl. Piłsudskiego, w miejscu, gdzie stoi krzyż upamiętniający wizytę papieża Jana Pawła II, podpaliła się 72-letnia Barbara M. Mieszkająca w podwarszawskim Piastowie kobieta chciała w ten sposób zaprotestować przeciwko bezduszności polskiej służby zdrowia.

Jej zdaniem lekarze zniszczyli życie jej córce, która po doznanym wypadku była leczona psychiatrycznie. Barbara M. po podpaleniu nie chciała przyjąć pomocy lekarzy, była w stosunku do nich agresywna. Dopiero po kilku godzinach dała się namówić na podjęcie leczenia. Mimo przewiezienia do specjalistycznej kliniki leczącej oparzenia w Łęcznej kobieta zmarła.

Tragiczny finał miała również sprawa Antoniego P., przedsiębiorcy z Kielc, który spłonął we własnym samochodzie. Tam oprócz wątków kryminalnych i mafijnych wchodziła również w grę wersja samopodpalenia. „Źle się dzieje w tym naszym ukochanym kraju. Ostatnio tylko polityka i wybory. Jednym słowem wyścig szczurów (…). Nikogo nie obchodzi, że jest coraz większe bezrobocie, a naród nie ma z czego żyć” – pisał kilka dni przed śmiercią na portalu Facebook Antoni P., którego biznes znalazł się w poważnych tarapatach.

Według świadków Antoni P. popadł w konflikt z lokalnymi politykami, co odbiło się na jego interesach. „Nie mam sposobu na wyjście z sytuacji, w jakiej się znalazłem (…)” – napisał cztery dni przed śmiercią Antoni P.

Przeciwko układom zaprotestował również, podpalając się, Andrzej „Żurom” Żuromski. Prześladowany przez sądy raper postanowił podpalić się w studiu Polsatu. – Zrobiłem to, żeby zwrócić uwagę na problem pomówień. Wszystko wcześniej przygotowałem – mówił, tłumacząc formę protestu. Od kilku lat raper walczy w sądach z pomówieniami dotyczącymi jego osoby.

Żydek: ten kraj traktuje ludzi jak śmieci

Najgłośniejszy przypadek samopodpalenia wydarzył się 23 września 2011 r. Andrzej Żydek postanowił podpalić się, by zwrócić uwagę na nieprawidłowości, do których dochodziło w Urzędzie Skarbowym Warszawa-Praga. Były policjant wykrył błędy i postanowił zgłosić je do odpowiednich organów ścigania, które jednak nie podjęły sprawy.

Jedynym efektem uczciwości urzędnika było wyrzucenie go z pracy. Po samopodpaleniu premier Donald Tusk obiecał, że wyjaśni sprawę. – Wszystkie moje zarzuty się potwierdziły, jednak nikt nie poniósł odpowiedzialności. Mój protest nic nie dał. Żyję tak jak żyłem. Nadal spłacam stare długi – mówi „Gazecie Polskiej” Andrzej Żydek i zgadza się, że samopodpalenie to wynik bezsilności.

– Takich przypadków może być więcej. Ludzie mają dość. Nie mają zaufania do struktur państwa i rządu, który traktuje ich jak śmieci – mówi nam Andrzej Żydek. Do końca miał nadzieję, że Andrzej Filipiak dzięki pomocy lekarzy wróci do zdrowia. Niestety.

To, że w kraju dzieje się coraz gorzej, widzą psychiatrzy i psycholodzy. Gabinety terapeutyczne i lekarskie pękają w szwach. – Zwiększa się bezrobocie i widać wyraźnie, że ma to wpływ na zwiększającą się liczbę osób, które popadają w depresję z powodu braku pracy. Pogarsza się też zdrowie posiadających pracę, którzy aby utrzymać się na rynku, harują ponad siły – mówi nam pragnący zachować anonimowość psychiatra.

Pogłębiającą się biedę widać w statystykach Głównego Urzędu Statystycznego, według których 7 proc. mieszkańców Polski żyje w ubóstwie. Zatrważająco rośnie również liczba samobójstw. Według danych policji tylko w trzech pierwszych kwartałach zeszłego roku odnotowano 4184 zamachy samobójcze (ponad 3000 skończyło się zgonem), podczas gdy w całym 2011 było ich 3839.

http://niezalezna.pl/42702-ten-rzad-traktuje-ludzi-jak-smieci-wiecej-samopodpalen-niz-przez-caly-prl

Belgia chce wprowadzić eutanazję dla nieletnich

images

Belgia może być pierwszym krajem na świecie, który pozwoli ciężko chorym dzieciom decydować o swojej eutanazji. Jak podaje ibtimes.com, tamtejszy parlament zamierza wkrótce przyjąć kontrowersyjną ustawę w tej sprawie.

– Wszyscy wiemy, że już teraz przeprowadza się eutanazję na dzieciach – powiedział Peter Deconinck, szef belgijskiej organizacji zajmującej się etyką lekarską, cytowany przez global.christianpost.com.  – Tak, aktywną eutanazję – dodał. Aktywną, czyli taką, w której przyspiesza się śmierć chorego, a nie tylko zawiesza się dalsze leczenie, jak w przypadku eutanazji pasywnej.

Dyskusję na temat rozszerzenia prawa dotyczącego eutanazji na osoby niepełnoletnie oraz cierpiące na choroby zwyrodnieniowe, jak choroba Alzheimera, zainicjowali w Belgii deputowani z różnych partii. Wśród nich znalazł się socjalistyczny senator Philippe Mahoux, jeden z pomysłodawców prawa do eutanazji przyjętego w 2002 r.

Projekt odpowiedniej ustawy trafił do parlamentu w połowie grudnia zeszłego roku. Przewiduje on m.in. umożliwienie stosowania prawa dotyczącego eutanazji wobec osób niepełnoletnich, „jeśli są one poczytalne, cierpią na nieuleczalną chorobę, a ich cierpień nie da się uśmierzyć”.

Kontrowersyjne prawo najprawdopodobniej już niedługo zostanie przyjęte. Z doniesień belgijskiej gazety „Der Morgen” wynika, że parlamentarzyści są bliscy konsensu w tej sprawie. Jeśli tak się stanie, Belgia będzie pierwszym krajem, który dopuści eutanazję nieletnich. Obecne prawo pozwala na jej przeprowadzenie wyłącznie u osób powyżej 18. roku życia.

Ustawa jeszcze przed uchwaleniem zyskała zażartych przeciwników. Chrześcijańskie grupy już przygotowują się do protestów. – Wyraziliśmy nasze poważne zastrzeżenia co do dekryminalizacji eutanazji już w 2002 r – oświadczył arcybiskup Andre-Joseph Leonard. Jak wyjaśnił, nie jest ona konieczna, ze względu na doskonałą opiekę paliatywną.

Belgia była drugim po Holandii krajem na świecie, który zalegalizował eutanazję.  Ze statystyk wynika, że w 2011 roku zarejestrowano w tym kraju 1333 przypadki eutanazji. Stanowi to ok. 1 proc. wszystkich zgonów. Zdaniem organizacji monitorujących te dane, liczba ciągle rośnie.

(ibtimes.com, global.christianpost.com, PAP)

SAMOPODPALENIE DESPERACJA CZŁOWIEKA POLSKA 2013

Mój mąż podpalił się z biedy

Zdesperowany mężczyzna podpalił się pod Kancelarią Premiera. – Płonął jak pochodnia – relacjonują świadkowie. Ugasili go związkowcy pikietujący pod siedzibą Donalda Tuska (56 l.). 56-letni Andrzej Filipiak w stanie ciężkim trafił do szpitala. – Zrobił to z biedy, nie miał pracy! Nie mamy z czego żyć. Mąż mówił, że to wina polskiego rządu – wyznała Faktowi żona desperata Wiesława Filipiak (54 l.).

56-letni mężczyzna oblał się łatwopalnym płynem i podpalił się dziś pod Kancelarią Premiera. Desperat ma poparzone ponad 60% ciała. Obecnie jest utrzymywany w śpiączce farmakologicznej.

Serwisy informacyjne dość konsekwentnie przemilczały to wydarzenie. Może dlatego, że to już drugi tego rodzaju przypadek za rządów Donalda Tuska. Ot, dzień jak co dzień…969593_398736086906202_53981827_n


Andrzej Filipiak wyruszył do stolicy z Kielc wczoraj w nocy. – Poprosił mnie o 30 zł na bilet. Powiedział tylko, że jedzie do Warszawy. Ogolił się i wyszedł z domu – opowiada nam jego żona. W stolicy pan Andrzej udał się od razu przed Kancelarię Premiera. Trwała tam pikieta związkowców, którzy od kilku dni protestują przed siedzibą premiera. Mężczyzna nie miał ze sobą żadnych transparentów ani listów.
Najpierw spacerował, potem usiadł na ławce od strony Ogrodu Botanicznego. – Przysiadł się, nic nie mówił. Nagle zaczął oblewać się jakimś płynem z butelki – relacjonują związkowcy. Protestujący myśleli najpierw, że oblewa się wodą. Nagle zapłonął. – Palił się jak żywa pochodnia – relacjonują świadkowie. Natychmiast rzucili się na pomoc. Nakryli desperata kocem i ugasili. Mężczyzna trafił do szpitala przy ul. Szaserów. Jest w stanie śpiączki farmakologicznej, ma poparzone 60 proc. ciała. Sprawą zajęła się policja. Ma ustalić, dlaczego mężczyzna zdecydował się na tak desperacki krok. Jego żona mówi wprost: – On to zrobił, bo już był załamany i zrozpaczony naszą sytuacją. Nie miał pracy a MOPR nam odmawia pomocy większej, nie mamy z czego żyć – mówi nam Wiesława Filipiak. – Mąż mówił, że to wszystko co się złego u nas w rodzinie dzieje to wina polskiego rządu, który tak rządzi, że ludzie nie mają pracy i środków do życia – dodaje.

Andrzej Filipiak mieszka z żoną w Kielcach. Małżeństwem są od 35 lat. Mają dwoje dorosłych już dzieci. Pan Andrzej był budowlańcem, ale zachorował na kręgosłup i od 5 lat nie może znaleźć innej pracy. Utrzymują się z 570 złotych zasiłku. Dom Filipiaków stoi na peryferiach Kielc. Dopiero od niedawna jest tam woda, ale tylko zimna. Jest schludnie, choć bieda aż piszczy. – Na życie do dziesiątego lipca zostało mi 200 złotych – żali się zrozpaczona żona.

http://www.fakt.pl/Podpalil-sie-pod-Kancelaria-Premiera-Maz-popalil-sie-z-biedy,artykuly,215704,1.html

Rozmowa ze świadkiem samopodpalenia się człowieka przed budynkiem Kancelarii Premiera

Rozmowa ze świadkiem samopodpalenia się człowieka przed budynkiem Kancelarii Premiera foto: YouTube

Wiele wskazuje na to, że człowiek, który podpalił się pod siedzibą Kancelarii Premiera, zrobił to w geście protestu przeciwko wywieszeniu izraelskich flag na budynku Kancelarii Premiera. Świadek zdarzenia twierdzi, że przed podpaleniem się zdesperowany Polak powiedział:

„W proteście przeciwko wykupowania państwa polskiego przez Żydów, zapłonęła menora w Polsce”.

Natychmiast po zdarzeniu obserwujący to zdarzenie człowiek zadzwonił do Rafała Gawrońskiego, żeby jak najszybciej opublikować relację z miejsca zdarzenia, ponieważ czuje się zagrożony. Natychmiast na miejscu na miejscu zdarzenia pojawili się dziennikarze TVN i TVP, ale nie filmowali całego zajścia.

http://alexjones.pl/pl/aj/aj-polska/aj-polityka-polska/item/6194-rozmowa-ze-%C5%9Bwiadkiem-samopodpalenia-si%C4%99-cz%C5%82owieka-przed-budynkiem-kancelarii-premiera

LEWACKI TERRORYZM

ABABABBA

RAF

Da Bóg żebyśmy się zawsze kładli w spokoju spać, ale nie zawsze tak było i będzie. Jeszcze nie tak dawno ten spokój nie wielu był dany a wszystko działo się za sprawą lewackich terrorystów którzy mordowali ludzi w Europie jak ci z RAF,    Czerwonych Brygad tymi od Aldo Moro  czy  socjalistyczny OWP , który za pieniądze KGB szkolił lewackich morderców z obu organizacji. Cała Europa była strroryzowana. Dzisiaj ten lewacki  fanatyzm odradza sie w dwójnasób a starzy mordercy z RAF stają się bohaterami noszonymi dumnie na koszulkach. Punkowe zespły śpiewają poematy na ich temat postulując obalenie tradycyjnych wartości , bardzo często można usłyszeć teksty piosenek w stylu ZABIJ OJCA ZABIJ MATKĘ !

 

Frakcja Czerwonej Armii (RAF)

Po latach następuje gloryfikacja czerwonych bandziorów co to chcieli na siłę uczynić świat bolszewickim gównem. Zresztą Niemcy były i są nad wyraz podszyte czerwoną ideologią która przedostaje się także na prawa stronę. Szwaby już chyba nie potrafią żyć bez socjalizmu !

 

Marksistowsko-anarchistyczna organizacja terrorystyczna, która działała w Niemczech od lat 70. XX wieku, do końca lat 90. Ma na swoim koncie kilkanaście zamachów, w których wiele było ofiar śmiertelnych.

Odkąd Joe Strummer, nieżyjący już, lider legendarnego The Clash, pokazał się na jednym z koncertów w charakterystycznej koszulce z czerwoną gwiazdą i H&K MP5, bohema oszalała na punkcie RAF.

Wystarczyło, iż legenda punk rocka wyraziła uwielbienie dla grupy, którą tworzyli terroryści, ekstremiści i mordercy i dziś o RAF kręci się „artystyczne” filmy i wydaje pamiątkowe albumy o „miejskich partyzantach” (nazwa, której używali do opisania swoich poczynań).

Tymczasem, ci szkoleni przez palestyńskich terrorystów Arafata „partyzanci”, przeszli doskonałe szkolenie w obozach OWP. Otrzymali amunicję, broń, pieniądze i materiały wybuchowe.

Lewacki terroryzm inspiruje twórców sztuki i kreatorów mody

Jeśli sądzić po modzie na Frakcję Czerwonej Armii, która opanowała Niemcy, wkrótce również terroryści bin Ladena staną się inspiracją dla kreatorów i stylistów. Kult RAF, a szczególnie grupy Baader-Meinhof, widoczny jest w Niemczech na każdym kroku – w sklepach z odzieżą i dodatkami, galeriach, mediach, wytwórniach filmowych i na teatralnych scenach.

Terror jest cool
Choć przed laty Miuccia Prada, dyktator mody z Półwyspu Apenińskiego, złożyła podanie o przyjęcie do Komunistycznej Partii Włoch, to nie ona jest autorką koszulek z nadrukiem „Prada Meinhof”. Podobno T-shirty z tym napisem po raz pierwszy trafiły do młodej klienteli z hamburskiego butiku Maegde und Knechte Elternhaus. Już jednak skojarzenie słowa „Meinhof” ze słynną terrorystką Ulrike Meinhof, współzałożycielką Frakcji Czerwonej Armii, jest całkowicie uzasadnione. Koszulka „Prada Meinhof” zapoczątkowała przed rokiem modę na odzież z symbolami lewackich bojowników. Wkrótce pojawiły się następne propozycje: pulowery z napisami „Prada Terror”, pięcioramiennymi gwiazdami i kałasznikowem, a potem symbole terrorystów na wszystkim: od domowych pantofli po swetry i kurtki.
Dziś nie wiadomo już, kto na kim się wzorował. W handlowej ofercie wskrzesicieli RAF można odnaleźć na przykład wpływ filmu Christiana Petzolda „Bezpieczeństwo wewnętrzne”, opowiadającego o rodzinie terrorysty, uciekającej przed policją i przebierającej się w rzeczy wyjęte z kontenera na używaną odzież. W kwietniu 2001 r. na łamach magazynu kobiecego „Tussi DeLuxe” pokazano cykl fotografii „Parada RAF”, który pomógł zwiększyć nakład pisma z kilkuset do 75 tys. egzemplarzy. Zdjęcia przedstawiały zainscenizowane akcje terrorystów, m.in. porwanie i zabicie szefa związku pracodawców Hannsa-Martina Schleyera. Temat okazał się na tyle atrakcyjny, że wkrótce podchwycili go inni. Magazyn dla młodych mężczyzn „Max” połączył prezentacje mody z próbą odpowiedzi na pytanie, co dzisiejsza młodzież wie o lewackim terroryzmie. Na koniec postawił pytanie: czy terror jest cool? Rzecz jasna, całość uzupełniły barwne zdjęcia odzieży z symbolami RAF.
Cynthia Blasberg, założycielka „Tussi DeLuxe”, poszła jeszcze dalej i zaproponowała ubrania dla całej rodziny (Familien-Produktpalette), inspirowane tematyką terrorystyczną. Na narastającą krytykę zespół magazynu reagował dyżurnym kontrargumentem, że gdy młodzi noszą koszulki z gwiazdą Dawida, nikt nie łączy tego z kultem III Rzeszy, Holocaustu i Oświęcimia. Prowokacja odniosła zamierzony skutek. Mord, główna metoda działalności RAF, stał się tłem młodzieżowej mody, niczym romantyczna historia „Bonnie i Clyde”. – Dla kreatorów i stylistów każdy motyw mogący przynieść rozgłos jest dobry.

Odzież z symbolami terrorystów z Frakcji Czerwonej Armii to wczorajszy śnieg. U nas pyta

się o nią dziś tak samo często, jak o mundury sowieckie, koszulki z amerykańską flagą czy kurtki angielskich lotników – mówi Falko Gebler, właściciel sklepu Armee-Laden przy Hackescher Markt w Berlinie.

Frakcja Armii Czerwonej (RAF)

RAF, Rote Armee Fraktion, Frakcja Czerwonej Armii, zachodnioniemieckie lewackie ugrupowanie terrorystyczno-anarchistyczne działające od 1968 (od 1970 pod nazwą RAF). Początkowo kierowane było przez A. Baadera i U. Meinhof, często nazywane RAF – grupa Baader-Meinhof.

Pierwszą akcją grupy było podpalenie domu towarowego we Frankfurcie nad Menem. Po przeszkoleniu przez Palestyńczyków na Bliskim Wschodzie RAF prowadziła działania przeciwko strukturze kapitalistycznego społeczeństwa (banki, urzędy państwowe, prawicowe wydawnictwa) oraz amerykańskiej obecności wojskowej na terenie Niemiec. W 1972 aresztowano przywódców, co nie doprowadziło do zaprzestania działalności RAF. Ich proces i śmierć głodowa jednego z nich (H. Meinsa) odbiły się znacznym echem w światowej prasie.

Aktywny terror RAF prowadziła do 1977. Po zjednoczeniu Niemiec działała nadal. Ostatnim zamachem organizacji było zastrzelenie 1991 dyrektora berlińskiego Urzędu Powierniczego D. Rohweddera, który kierował prywatyzacją gospodarki byłej NRD. W 1990 ujawniono fakt wspierania działalności ugrupowania przez wschodnioniemiecką policję polityczną Stasi; w kwietniu 1998 uległa samorozwiązaniu.

 

Film o terrorystach RAF budzi dyskusje. Widzowie tłoczą się w kinach, by przyjrzeć się powojennej historii, a twórcy liczą na Oscara – pisze Piotr Jendroszczyk z Berlina

http://www.youtube.com/watch?v=WAyCi4cObmI
Fragmenty filmu

Potoki krwi, wybuchy bomb, strzelanina, panika polityków, chaos i strach – to wszystko przedstawia najnowszy film o akcjach terrorystów z Frakcji Armii Czerwonej (RAF). Grupy młodych Niemców zdecydowanych na wszystko w walce z amerykańskim imperializmem, „kapitalistycznymi świniami”, pokoleniem swych rodziców przesiąkniętych nazizmem i marzących o rewolucji światowej pod czerwonymi sztandarami.

– Film gloryfikuje terrorystów – twierdzi część krytyków wspieranych przez córkę Ulrike Meinhof. Także szef niemieckiego wywiadu skarży się, że twórcom filmu nie udało się „zdemistyfikować RAF”. – To część naszej historii, o której nie powinniśmy zapomnieć – głoszą inni. Nikt jednak nie pozostaje obojętny.

RAF i takie nazwiska, jak Andreas Baader, Ulrike Meinhof, Gudrun Ensslin czy Brigitte Monhaupt, są doskonale znane i nadal wywołują emocje. Zresztą RAF w wydaniu soft nie przestał nigdy istnieć. W czwartek, w chwili gdy trwały ostatnie przygotowania do projekcji, przed sądem w Berlinie rozpoczynał się proces kilku członków Militante Gruppe, anarchistów oskarżonych o podpalenie wielu samochodów w stolicy Niemiec i Brandenburgii. Przed budynkiem sądu demonstrowali ich zwolennicy. Wśród nich Inge Viett, była członkini RAF. W tym samym czasie grupa lewaków obrzuciła pojemnikami z farbą willę Stefana Austa, autora bestselleru „Baader Meinhof Komplex” i scenarzysty filmu o tym samym tytule.

„Nie istnieją w Niemczech zorganizowane terrorystyczne struktury na wzór RAF” – czytamy w najnowszym raporcie Urzędu Ochrony Konstytucji. Ale spośród 30 tysięcy aktywnych członków grup lewicowych do stosowania przemocy gotowych jest 2 tysiące anarchistów, maoistów, trockistów i ugrupowań tzw. autonomów. – Mit RAF nie umarł. Nie do wszystkich dotarło, że terrorystyczne akcje RAF nie miały nic wspólnego z głoszoną przez nich rewolucyjną ideologią – twierdzi Kai Hirschmann, ekspert od terroryzmu.

 

Tragedia U.S.S. Liberty

 
images
 
 
 
rzedstawiam mało znany fakt szerszej opinii publicznej jak sie robi politykę.

Wilhelm Głowacki

USS LIBERTY, 35 LAT PÓŹNIEJ.

Są rocznice i rocznice. Jedne obchodzone z pompą, drugie jakby zapomniane. Są też i takie, o których z rożnych względów, mimo oczywistych faktów, pamiętać nie należy. Ale bywają również rocznice, otoczone murem sztucznej tajemniczości, najczęściej obwarowanej stemplami „ściśle tajne”, poprzedzone serią rożnych, de facto bezwartościowych raportów, głownie dla zamydlenia oczu, uspokojeniu tłumów, kosztem całkowitego zignorowania ofiar. Przerwanie kręgu milczenia, dostanie się do sedna wydarzeń, wyciągniecie na światło dzienne oszustw i na siłę tuszowanych spraw, urasta do rzeczy niemożliwych. I jak to w historii bywa, im dłużej się ukrywa prawdę, tym potem łatwiej manipulować interpretacją wydarzeń.

Biorąc do ręki dzisiejsze gazety, trudno nie znaleźć w nich fatum 11 września. Obojętnie pod jaką postacią. Czy to kolejna uroczystość, czy koncert, film, książka, albo i wywiad z kimś, kto widział, przeżył, stracił bliskiego. Zawsze też miedzy wierszami, znajduje się „nasze zdecydowane poparcie dla przetrwania państwa Izrael”, tak jak gdyby ono było zagrożone śmiertelnym niebezpieczeństwem. Równocześnie, cokolwiek pojawi się krytycznego w temacie statusu nie quo Izrael Palestyna, tak długo jak dotyczy Arafata jest cacy. Bron Boże jednak, aby coś bąknąć źle o Sharonie, albo i IDF. Zaraz pojawia się anty-coś-tam, straszak nad straszaki i krotko po tym, przeprosiny sypią się jak z rękawa.

Zatem wydawać by się mogło, że między Izraelem a USA panuje niczym nie zmącona przyjaźń. Coś na wzór długoletniego małżeństwa, w którym żadna ze stron, nigdy, ale to nigdy drugiej połowy nie zawiodła.

Czasem zdarza się jednak inaczej.

Niepodważalne fakty.

8 czerwca 1967 roku, podczas Wojny Sześciodniowej, izraelskie siły zbrojne (Israeli Defence Force – IDF), zaatakowały na morzu w rejonie Gazy, amerykański okręt zwiadowczy USS Liberty. W wyniku niczym nie sprowokowanego ataku, zginęło 34 członków, zaś 171 zostało rannych. Do dnia dzisiejszego, grupa weteranów byłej załogi okrętu, domaga się od Kongresu pełnego, publicznego dochodzenia całego przebiegu wydarzeń. Jak na razie bez skutku. Według ich opinii, zeznań świadków, dokumentów, zdjęć, atak izraelskich samolotów, kutrów torpedowych i oddziału komandosów, wcale był zupełnie przypadkowym, a raczej dokonanym z premedytacją. Przemawia za tym także decyzja Lyndona Johnsona, wtedy prezydenta USA, który osobiście wydał rozkaz odwołujący amerykańskie myśliwce 6 Floty, lecące z pomocą. Izrael oficjalnie przeprosił za zajście, motywując „tragiczną pomyłką”, zaakceptowane przez amerykańską administracje. Tel Aviv, w 1982 roku wypłacił 6-cio milionowe odszkodowanie ofiarom „pomyłki”, de facto, z pieniędzy przyznanych przez Kongres.

Praktycznie, historię okrętu i tamtych wydarzeń można by uznać za zamkniętą, gdyby nie….zacieranie śladów przez kolejne administracje Białego Domu i rząd Izraela. Dlaczego? Skoro wszystko jest znane.

Trochę historii tamtych dni.

Rok 1967, od pierwszych dni nie zwiastował światu dobrych wieści. Państwo Izrael i kraje arabskie, coraz bardziej, głośniej i aktywnie domagały się rozwiązania spraw Bliskiego Wschodu. Egipt i Syria, były wspomagane dyplomatycznie i zbrojnie przez Sowietów, zaś po stronie izraelskiej były Stany Zjednoczone, które wyposażyły IDF w najnowszy sprzęt militarny. Jak silna była więź miedzy USA i Izraelem, niech tylko dowodem będzie moment uznania państwa Izrael przez USA za prezydentury Harry Trumana. Wystarczyło Kongresowi USA zaledwie 6 sekund glosowania, aby to uczynić.

Konflikt zbrojny miedzy stronami wydawał się nieuniknionym, kwestią było tylko – kiedy. W dosyć ciekawej politycznej sytuacji znalazł się królewski Jordan, kontrolujący wtedy Zachodni Brzeg i Wschodnią Jerozolimę. Król Hussein zdawał sobie sprawę, że jego armia nie ma żadnych szans z izraelską, dlatego zawsze starał się być pośrodku drogi. Chciał po prostu uniknąć wojny, ale również chciał zachować terytoria. Zdecydował się na dosyć śmiały ruch polityczny, równocześnie odrzucając apel Nassera o zjednoczenie się Arabów przeciwko Izraelowi i zwracając się do USA o udzielenie gwarancji nienaruszalności Jordanu. USA udzieliły gwarancji i właśnie USS Liberty, wtedy wyposażony w najnowocześniejszy sprzęt elektroniczny do śledzenia komunikacji, miał być jakby obserwatorem. Okręt miał patrolować na Morzu Śródziemnym, poza wodami terytorialnymi. Zresztą jak się później okaże, lista zadań załogi okrętu była bardziej detaliczna, niż tylko podsłuchiwanie Jordanu i Izraela.

Wybucha Tygodniowa Wojna, praktycznie wygrana przez Izrael w ciągu kilku godzin, głownie poprzez znienacka zbombardowanie egipskich sił powietrznych. Setki Migów, mogących ewentualnie zaszkodzić oddziałom pancernym Izraela, zostało rozbitych na lotniskach. Sporym, potencjalnym zagrożeniem, była eskadra rosyjskich bombowców Tu-95 (Bear w nomenklaturze NATO), stacjonujących w Aleksandrii i zdolnych do przenoszenia broni nuklearnej, ale ich użycie, prawdopodobnie równałoby się wywołaniem III WŚ, a to nie wchodziło w rachubę. Wszystkie zainteresowane strony pamiętały doskonale kryzys kubański. USS Liberty, jak się później okazało, również był na tropie elektronicznym tychże bombowców. Rosyjska machina propagandowa utrzymywała, że samoloty są własnością egipskich sił powietrznych, obsadzone ich załogami.

Wyszło także na jaw ostatnio, że okręt przechwycił transmisję radiową, sugerującą wyraźnie, że Izrael nosi się z zamiarem zaatakowania Jordanu, przejęcia Jerozolimy i Zachodniego Brzegu, a to już przekreślało znacznie wcześniej opracowane plany akcji izraelskich akcji militarnych. I z całkiem ostatnich już archiwalnych dokumentów, częściowo udostępnionych (cyt) „zbytnio ciekawskim anty-syjonistom i anty-semitom” wynika, ze załoga okrętu, choć w odległości do 14 mil od linii brzegowej, mogła doskonale widzieć przez silne lornety co się dzieje na brzegu. A tam, według dokumentów, trwała masowa egzekucja egipskich jeńców wojennych, strzałami w tył głowy, po uprzednim wykopaniu przez nich grobów.(czy to nie przypomina Katynia ?) Zdecydowanie, USS Liberty znalazł się w złym czasie i złym miejscu, biorąc pod uwagę interesy armii izraelskiej.

Atak na USS Liberty.

USS Liberty AGTR-5 (Auxiliary General Technical Research #5), był praktycznie okrętem szpiegowskim, wchodzącym w skład Atlantyckiej Szóstej Floty, wtedy operującej częściowo na Morzu Śródziemnym. W tym czasie, amerykańska flota dysponowała 12 podobnymi okrętami, rozsianymi po całym świecie. Zimna wojna hulała w pełni, a rosyjskie strategiczne bombowce, uzbrojone w bron nuklearna, zaczynały pojawiać się masowo w rożnych częściach świata.

Okręt hierarchicznie podlegał bezpośrednio dowódcy VI floty, a techniczna kontrole sprawowała Narodowa Agencja Bezpieczeństwa w Waszyngtonie. Nie był wiec, jak to niektóre źródła sugerują, w tym także izraelskie, żaden okręt pomocniczy z cywilna załogą, zaczarterowany przez marynarkę. Wręcz przeciwnie, był stale pod załogą i dowództwem marynarki wojennej. Przerobiony na stoczni w Portland, OR w roku 1964 ze statku klasy Belfont(Victory), powszechnie używanego transportowca z okresu II WS, kosztem 40 milionów dolarów, został wyposażony w najnowszy sprzęt radiowo namiarowy, służący głownie do podsłuchiwania rozmów radiowych. Miał na pokładzie również urządzenia do wykrywania ewentualnej radiacji i łączności satelitarnej. Maksymalna szybkość to około 36 km na godzinę, najwolniejsza około 8. Załogę stanowiło 294 marynarzy, w tym 3 cywili z NSA i 3 z Marine Corp, tłumaczy języków rosyjskiego i arabskiego.

Dosłownie na kilka godzin przed atakiem, dowództwo operującej floty zapewniło Liberty o natychmiastowej pomocy na wypadek ataku (gwarantowane zresztą Wojskowym Kodeksem Marynarki Wojennej pod groźba kary śmierci albo długoletnim wiezieniu). Jak się okazało, nikt do tej pory nie został postawiony nawet w stan oskarżenia za nie udzielanie pomocy. Kiedy okręt znalazł się w sytuacji bez wyjścia, jeden z lotniskowcow(USS America) był w trakcie ćwiczeń i nie odpowiedział na wołania, drugi zaś (USS Saratoga) wysłał pomoc, która została prawie natychmiast odwołana rozkazem z Waszyngtonu. Oba lotniskowce znajdowały się w odległości zaledwie 10 minut lotu przez F-4 Phantoms.

Nadszedł 8 czerwiec. Dzień był piękny, widzialność doskonała. Załoga przystąpiła do normalnych zajęć, chociaż można było wszędzie wyczuć nerwowość. W nocy, nad okrętem pojawiły się izraelskie samoloty, które równie szybko odleciały. Urządzenia okrętu wykryły radary pilotów ustawione na poszukiwanie „przyjaciel- wróg”. Po wymianie sygnałów rozpoznawczych, wszystko wróciło do normy, przynajmniej pozornie. Równie w ciągu dnia pojawiły się izraelskie samoloty, na tyle nisko, aby można było wzajemnie pomachać rękoma. Z przechwyconych rozmów radiowych wynikało, ze samoloty poinformowały o obecności amerykańskiego okrętu, którego zresztą znaki rozpoznawcze i flaga, były bardzo widocznymi.

Około 2 po południu, operatorzy radarów wykryli prawie równocześnie szybko poruszające się cele, zmierzające w kierunku Liberty. Było to kilka samolotów i kutrów torpedowych. Równocześnie, jeden z operatorów przechwycił rozmowę po rosyjsku miedzy dużym samolotem a dowództwem w Moskwie. Paradoksalnie do biegu wypadków, odkryto tajemnice załóg bombowców TU-95. Okazało się, ze wbrew rosyjskim zapewnieniom, TU-95 nie były obsadzone egipskimi załogami, a jedynie korzystały z bazy w Aleksandrii. Na okręcie ogłoszono natychmiast stan pogotowia i rozpoczęto robienie zdjęć samolotów, nagle bez znaków rozpoznawczych. Wszystkie środki prewencyjne okazały się bezużytecznymi, jako ze okręt został zasypany gradem kul, pocisków rakietowych i pojemników z napalmem. Zniszczone zostają częściowo urządzenia radiowe, odstrzelonym zostaje maszt z flaga. Jeden z członków załogi, rozpina natychmiast następna flagę, dwukrotnie większa od normalnej, równocześnie ginąc. W międzyczasie kutry torpedowe, z bliskiej odległości strzelają 5 torped. Jedna trafia zabijając na miejscu 25 marynarzy. Pozostali giną na pokładzie. Razem będzie ich 34. Nawiązana po paru minutach łączność z lotniskowcem, powoduje wysłanie myśliwców z pomocą, które jednak zostają zawrócone już podczas lotu. Po wydaniu rozkazu o opuszczeniu okrętu, cześć załogi znajduje się na tratwach ratunkowych, które zostają ostrzelane z kutrów. Cześć z nich tonie. Atak trwa ponad godzinę i ustaje tak nagle, jak się rozpoczął, chociaż jeszcze kilka razy pojawiają się izraelskie kutry torpedowe i znów samoloty. Z jakiś chyba bliżej nieznanych powodów, nie wykańczają ani okrętu, ani pozostałej przy życiu załogi. Okręt wiec utrzymuje się na wodzie i później zostaje odholowany na Maltę. Parę lat później wychodzi na jaw z dokumentów archiwalnych, ze Izraelczycy aż tak bardzo nie obawiali się reakcji okrętów VI Floty, wiedząc, ze „cicha dyplomacja” już działa i obie strony pracują nad zakamuflowaniem tragedii.

Zacieranie śladów.

Używając powszechnie znanego „ale to było kino”, chociaż ze względu na tragedie najmniej pasującego, byłoby niczym. To co zaczęło się dziać poza kulisami, zostało uznane za największą operacje tuszowania, jaka miała miejsce w historii marynarki USA.

W kilka minut po ataku, prezydent Johnson poinformował w adresie telewizyjnym o „tragicznym wypadku na wodach śródziemnomorskich, w którym zginęło 6 amerykańskich marynarzy”.

W ciągu mniej niż godziny, Izrael poinformował Waszyngton o „tragicznej pomyłce”, aby zaraz później „wyjaśnić”, ze USA Liberty został pomyłkowo uznany za egipski frachtowiec do przewożenia koni. Jak można uwierzyć tłumaczeniu, kiedy jeden rzut oka amatora, nie mającego absolutnie pojęcia o statkach, pozwala bez problemu rozróżnić obie jednostki. Statek egipski był czterokrotnie mniejsza jednostka, nie posiadająca żadnych wysokich masztów, nie mówiąc już o zestawie anten. Jak można było pomylić obie jednostki, widząc olbrzymia amerykańską flagę oraz napis GTR-5, na dziobie okrętu i dachu nadbudówki. To wszystko było dopiero początkiem całej sprawy, które mimo upływu 35 lat, końca nie widać. Przynajmniej po stronie poszkodowanych.

Dokładne opisanie tuszowania sprawy, zajęło by kilkaset stron. Tylko zupełnie skrótowo można nadmienić, ze oba rządy sporządziły 13 raportów, z których żaden nie odpowiada całej prawdzie. Absolutna treść dokumentów – raportów, nigdy nie została udostępniona publicznie. Ciągle są objęte klauzula „Top Secret”. Oficjalnie zakończono sprawę w grudniu 1987 roku notami dyplomatycznymi miedzy USA i Izraelem. Do dnia dzisiejszego, weterani dopominają się pełnej interwencji Kongresu oraz wznowienia całej sprawy.

Wbrew tuszowaniu całej sprawy i manipulacji faktami, głownie przez administracje waszyngtońską, pozostali przy życiu weterani robią wszystko, aby „przykry incydent” z USS Liberty, nie poszedł w zapomnienie. Jim Ennes, były członek załogi USS Liberty, oficer, obecnie na emeryturze, jest autorem książki pt.”Conspiracy Of Silence:Assault on the Liberty”, napisanej w latach 1967-73. Pisana na gorąco, zawiera dokładny opis wydarzeń, zeznania załogi oraz fotografie. Faktycznie można ja zaliczyć jako korpus delicji, chociaż w pewnych kręgach została uznana za „wysoce krzywdzącą i anty-izraelska”. Z jej wyjątkami można się zapoznać na Internecie pod www.ussliberty.org, swoja droga jedna z najlepiej opracowanych stron na całej wirtualii. Zresztą Internet jest wcale bogatym w informacje o okręcie. Można się doszukać około 50 rożnych stron opisujących tamtejsze wydarzenia, w tym i strony izraelskie.

Sporo miejsca Liberty, poświęcił także prof. Alfred M.Lilienthal w swojej książce pt. „The Zionist Connection II: What price peace”, wydanej w 1982.
W rozdziale pt. „The attack on Liberty”, jest opisane z detalami tuszowanie sprawy, łącznie z nazwiskami. Szkoda tylko, ze jak do tej pory, książka prof.Lilienthala nie została przetłumaczona na język polski. Bo oprócz sprawy Liberty, rzuca światło na inne sprawy w relacji Izrael-reszta świata.

W roku 2001, zostaje wydana książka pt.”Body of secrets”, autorstwa Jamesa Bamforda, eksperta w sprawach bezpieczeństwa, szpiegostwa i kontrwywiadu. „Konikiem” autora była i jest NSA(National Security Agency), praktycznie nieznana amerykańska super-agencja, potocznie zwana Never Say Anything(nigdy nie mów niczego). NSA zajmowała (i nadal czyni) się głownie wewnętrznym i zewnętrznym szpiegostwem na skale nieporównalną do żadnych CIA, KGB, Stasi, itp. Absolutnie poza kontrola Kongresu, absolutnie tajna. Chodzą słuchy, ze do prezydentów docierały tylko informacje, jakie NSA chciała, aby się dostały. Otóż podczas wojny sześciodniowej, zupełnie bez wiedzy Białego Domu, został wysłany EC-121,samolot szpiegowski, w barwach marynarki wojennej USA. Tenże samolot, lecąc poza zasięgiem przechwycenia, znalazł się nad USS Liberty w momencie ataku, który został elektronicznie nagrany. Z wyjątków nagrań wynika czarno na białym, ze atak został dokonany z premedytacja i piloci izraelscy doskonale wiedzieli, kogo, i co atakują. Wiedzieli również, ze okręt jest oflagowanym i posiada znaki rozpoznawcze na dziobie i rufie.

Napisałem na wstępie, ze są rożne rocznice i różnie obchodzone. Czekałem wiec na dzień 8 czerwca, aby cokolwiek się ukazało w prasie lub telewizji, poza płatnym ogłoszeniem na lamach Washington Post, które pozwalam sobie zamieścić w oryginale. Zamieszczam także oryginalne wystąpienie Cynthi McKinney, z dnia 6 czerwca tego roku, zapisane w katalogu wystąpień w Kongresie, oraz wystąpienie John E. Engelbergera,USCGR(Ret) podczas prywatnej ceremonii rocznicowej.

Pozwoliłem sobie napisać krotki list do wszystkich większych stacji telewizyjnych i gazet na Internecie. Jak do tej pory nie otrzymałem żadnej odpowiedzi i zapewne jej nie dostane. Nie dziwota, jako ze każda wypowiedz w kwestii USS Liberty, od razu zostaje zakwalifikowana do anty-izraelskich. Nie tylko zresztą w tej sprawie. Co jednak przemawia na pewien plus w całej tej historii, to fakt, ze są jeszcze ludzie, w tym i żyjący weterani, którzy nie pozwalają, aby sprawa ucichła na zawsze. Wydaje mi się, ze my Polacy, powinniśmy także dołożyć swoja cegiełkę ku pamięci zabitych i wyjaśnieniu całej prawdy.

W.Glowacki

Tutaj drugi artykuł traktujący o tym

Tragedia U.S.S. Liberty

Czerwiec 1967 roku, Bliski Wschód. Wojna sześciodniowa. Armia izraelska gromi Egipcjan i Jordańczyków oraz przygotowuje się do rozprawy z Syrią. Typowy ,,blitzkrieg”. W jego cieniu rozgrywa się jeszcze jeden dramat – dzisiaj niemal zapomniany, zjedzony przez mole historii. Przypomnijmy go w imię prawdy i w zgodzie z naszą nieugiętą postawą wobec terroryzmu. Również tego najnikczemniejszego – państwowego.

8 czerwca 1967 r. należący do VI Floty ,,U.S.S. Liberty” wykonywał rutynowy rejs na Morzu Śródziemnym. Ta supernowoczesna jednostka, wyposażona w specjalistyczny sprzęt zwiadowczy, była właściwie nieuzbrojona. 300 osobowa załoga dysponowała jedynie lekkimi karabinami maszynowymi. Na morzu panowały niemal idealne warunki. Stała bryza podkreślała walory flagi amerykańskiej. Naprawdę nie można było jej nie zauważyć. Zresztą tożsamość okrętu potwierdzał stosowny, wykonany dużymi literami, napis na rufie.

O godzinie 6 rano, gdy ,,Liberty” znajdował się kilkanaście mil na zachód od Półwyspu Synajskiego, uwagę załogi przykuł izraelski samolot wolno okrążający jednostkę. Czynność tę, ujętą w schemat: obserwacja – odlot, wykonywał wielokrotnie. Cztery godziny później na niebie pojawiły się 2 odrzutowce uzbrojone w rakiety. Trzykrotnie okrążyły ,,Liberty” i rozpłynęły się w przestworzach. Marynarze wyraźnie widzieli ,,Gwiazdy Dawida” wymalowane na kadłubach. Jeden z powietrznych obserwatorów pojawiał się w pobliżu ,,Liberty” przez 2 godziny.

O godzinie 14. rozpętało się piekło. Nadlatujące 3 izraelskie ,,Mirage” zniszczyły antenę statku, a towarzyszące im myśliwce bombardujące ,,Mystere” zrzuciły napalm na mostek i pokład. Atak kontynuowano przez 20 minut. W jego wyniku ,,U.S.S. Liberty” wyglądał jak pływający ser szwajcarski. Naliczono 821 dziur po bokach i w pokładzie, z tego więcej niż 100 było smętną pamiątką po rakietach.

Gdy samoloty odleciały, do akcji przystąpiły 3 łodzie torpedowe. Ich załogi wystrzeliły 5 torped. Jedna z nich rozorała szeroką na 40 stóp dziurę w kadłubie, zabijając 25 amerykańskich marynarzy. ,,Liberty”, obecnie skrzyżowanie szpitala z kostnicą, płonął i nabierał wody. Ranny w nogę, ale twardo stojący na mostku dzielny potomek Celtów – kapitan William L. Mc Gonagle, dał rozkaz do opuszczenia statku. Spuszczono na wodę łodzie ratunkowe. Na próżno. Izraelczycy celnym ogniem roznieśli je na strzępy. Podobnie postąpiono z ostatnią łodzią, która jeszcze pozostawała na pokładzie. Jak słusznie twierdził później podoficer z ,,Liberty”, Charles Rowley: ,,oni (Izraelczycy – DR) nie chcieli aby ktokolwiek przeżył”. Kilkanaście minut po godzinie 3., po niemal 70-minutowej ogniowej nawałnicy, strzały umilkły. Napastnicy odlecieli lub odpłynęli. Na skutek terrorystycznego ataku zginęło 34, a zostało rannych 171 marynarzy.

Sytuacja ,,Liberty” była dramatyczna. Dryfująca jednostka walczyła o przeżycie. Niestety, apele o pomoc (wysyłane również tuż po rozpoczęciu izraelskiego ataku) nie przynosiły efektu. A przecież myśliwce z ,,U.S.S. Saratoga” już w kilkanaście minut po rozpoczęciu ostrzału były w powietrzu z zadaniem ,,zniszczenia lub przepędzenia atakujących”. Zawrócono je jednak do baz za aprobatą prezydenta Lyndona Johnsona. Przyzwolenie na akcję ratowniczą dano dopiero bezpośrednio po terrorystycznym ataku, ale i ten rozkaz szybko odwołano. W tym samym bowiem czasie rząd izraelski poinformował amerykańskiego dyplomatę w Tel-Aviwie, że siły zbrojne Izraela ,,przez pomyłkę” zaatakowały statek amerykański, biorąc go za… jednostkę egipską. Wyrażono także stosowne ubolewania.

Prezydent Johnson z izraelskimi przeprosinami w kieszeni zwlekał z decyzją co do losów ,,Liberty” (zapomniany, amerykański wariant ,,Kurska”?!), a jego załoga na płonącym pokładzie walczyła o życie rannych kolegów. Jedynym ratunkiem w tych dramatycznych okolicznościach mógł się okazać mały… sowiecki okręt wojenny. Pomocowej oferty ze strony Rosjan wprawdzie nie przyjęto(wywiad!!!), ale ci, jak na ludzi morza przystało, trwali w pogotowiu ,,w razie potrzeby”. Amerykańska pomoc przyszła dopiero 15 godzin po izraelskim ataku…

Jak już wspomniałem ,,mataczenie” w sprawie ,,U.S.S. Liberty” Waszyngton i Tel-Aviw rozpoczęły bezpośrednio po zakończeniu ataku. Czynniki decyzyjne sojuszników zdawały się mówić: ,,ciszej nad tą trumną – to był wypadek; zresztą Izraelczycy przeprosili”. Pentagon wszczął wprawdzie oficjalne dochodzenie, ale jego wyniki, przedstawione przez admirała Isacca Kidd, delikatnie pisząc rozmijały się z prawdą. Admirał nie zauważył bowiem, że statek był pod lotniczym nadzorem Izraelczyków przez kilka godzin przed atakiem oraz że podczas poprzedzającej zdarzenie doby Izrael kilkakrotnie ostrzegał Stany Zjednoczone by przemieściły ,,Liberty”. Kidd nadto błędnie założył, że atak trwał… 6 minut i ustał w momencie gdy izraelskie łodzie torpedowe zauważyły amerykańską flagę. Nie zwrócił również uwagi na użycie przez napastników napalmu i ostrzelanie łodzi ratunkowych.

Kidd w swym łgarstwie nie musiał się specjalnie wysilać. Większość Amerykanów, tak czułych na krzywdy ,,naszych chłopców”, tym razem kupiła przedstawioną wersję wydarzeń ,,w ciemno”.Euforia po zwycięstwie nad brudnymi( z definicji) i lewicującymi Arabami była zbyt wielka by zaprzątać sobie głowę ,,Liberty”.

Znalazł się jednak człowiek, który postanowił rzecz całą przebadać. Był nim James M. Ennes junior, oficer (ranny w czasie ataku) z ,,Liberty”. Udało mu się zebrać relacje kolegów – marynarzy oraz dotrzeć do raportu C.I.A., który po 9 latach przestał być ,,top secret”. W rezultacie opublikował w 1980 r. książkę ,,Assault on the Liberty”, w której obalił oficjalną wersję wydarzeń.

Pomijając opisywane wyżej sprawy związane z identyfikacją statku (pomylenie podczas dobrej pogody właściwie oznakowanej jednostki amerykańskiej ze statkiem egipskim zakrawało na kpinę; to tak jakby pomylić Biały Dom z Kremlem), Ennes podał nowe, szokujące szczegóły. Okazało się, że raport C.I.A. wskazywał na Mosze Dajana jako oficera osobiście odpowiedzialnego za atak na ,,Liberty”. Podług dokumentu Dajan wydał rozkaz pomimo protestów innego izraelskiego generała, który powiedział: ,,to jest czyste morderstwo”.

Koncentrując się natomiast na motywach ataku, autor stwierdził, że Izraelczycy zdecydowali się zniszczyć statek ponieważ obawiali się, ze jego czułe urządzenia mogłyby wykryć izraelskie plany inwazji syryjskich Wzgórz Golan. Przypomnę tylko, ze 8 czerwca 1967 r. Egipt i Jordania były już praktycznie pokonane, natomiat Syria stawiała zaskakująco twardy opór.Izraelczycy ruszyli do natarcia na tym froncie już po wyeliminowaniu ,,Liberty”…

Książka Ennesa, chociaż chwalona w kilku specjalistycznych recenzjach, napotkała ogromne trudności na rynku wydawniczym. Autora stłamsiła przede wszystkim wszechpotężna ,,Liga Antydefamacyjna B’nai B’rith”. Okrzyknięto go antysemitą i zamknięto w żelaznej puszce. Cóż, nie on pierwszy – nie ostatni.

Przerażająca zaś ,,wyższość” kłamstwa nad prawdą polega na tym, że do dnia dzisiejszego Waszyngton akceptuje izraelski punkt widzenia: ,,to była pomyłka”. Widocznie są lepsi i gorsi terrorysci. Słuszni i niesłuszni . A tak w ogóle i raz jeszcze: ,,ciszej nad tą trumną”.

Dariusz Ratajczak

Kaźnie UB, a pamięć


jawortablica
644384_3987270814915_1759359333_ndziedziniec

Byłam dzisiaj w Jaworze. Tam gdzie przez wiele lat mieściła się siedziba Zarządu Okręgu Prawa i Sprawiedliwości okręgu legnickiego. Dlaczego tam? Była szefowa Zarządu jest mieszkanką Jawora. 
Poszłam zobaczyć jak wygląda dawne więzienie, gdzie UB zabijało polskość. Dobrze, że wiedziałam gdzie się ono znajduje, bo na tablicy przeczytałam jedynie to co widzicie na zdjęciu. Jak można mówić o patriotyzmie, a zaniedbać takie miejsce ? Tym bardziej, że Pani Poseł jest historykiem. Podszedł do mnie mężczyzna i zapytał czego szukam. Odpowiedziałam, że miejsca kaźni UB, ale zapewne coś pomyliłam, bo na tablicy nie ma wzmianki na ten temat. Owszem jest informacja w trzech językach, że było tam więzienie, ale dla kobiet, dla członków ruchu oporu z Francji i Norwegi, ale nic na temat UB. Powiedział mi, że bardzo dobrze  zlokalizowałam budynek, a jego ojciec przeszedł tam piekło.

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych

Inicjatywę uchwałodawczą podjął  Prezydent RP- ś.p. Lech Kaczyński i przedłożył ją na miesiąc przed śmiercią. Później środowisko PiS oskarżało Komorowskiego o celową opieszałość w kontynuacji drogi legislacyjnej. Zresztą i słusznie, bo nie było to zadane wymagające rocznego cackania.

Lata szarpania, aby uczcić żołnierzy podziemia.Wystarczy jedno, dwa pisma z biura poselskiego, aby wpis uzupełnić. Kto jak kto, ale posłowie wiedzą po co wprowadzono w kalendarz „Dzień Żołnierza Wyklętego” obchodzony 1 marca.   Oczywiście nie jest dla mnie problematyczne napisanie paru zdań- pierwsze skieruję do IPN i samorządów w Jaworze.

Pani Poseł warto zacząć od siebie, a patriotyzm to nie nr na liście. Dedykuję fragment wspomnień więźnia Jawora:

Wieczorem 18 sierpnia 1950 r. Kowalik przywiózł mnie do Jawora. Zamknęli mnie w
piwnicach PUBP w celi nr 3. Siedziałem sam jeden, w ścisłej izolacji, żebym nie mógł się z
nikim widzieć. Wypuszczano mnie osobno na korytarz do mycia lub po jedzenie. 19 sierpnia
przyszedł do mojej celi dr Borysowicz przeprowadzający kontrolę aresztantów względem
zawszenia. Domyślałem się, że zawiadomi on moją rodzinę, że tu jestem. I tak rzeczywiście
się stało. Tego samego dnia po południu otrzymałem z domu czystą bieliznę. Potwierdziło to
moje przypuszczenia. Byłem pewien, że rodzina wie gdzie jestem. 20 sierpnia przysłano mi
„wtyczkę” tzn. wsadzono do mnie człowieka, który miał wybadać w rozmowie ze mną co
ukrywam i czego się obawiam. Był to taki złodziejaszek, były milicjant, który znał mnie
jeszcze z pracy w referacie wojskowym. Powiedział mi zaraz na początku po co go do mnie
wsadzili. Po kilku godzinach komendant Gawroński zabrał go z celi i wypytywał na korytarzu
czy coś powiedziałem. Zrobił to tak niezręcznie, że wszystko słyszałem. Następnego dnia
zainteresował się mną sam szef PUBP, kapitan, który przyszedł, żeby mnie obejrzeć i od razu
skarcił mnie, że mu się źle zameldowałem. Po kilku dniach przyjechał z Wrocławia kierownik
wydziału śledczego WUBP, major (Żyd), który sam mnie przesłuchiwał w obecności jednego
z ubeków. Trwało to dość długo, aż w końcu oświadczył mi, że czeka mnie trzykrotna kara
śmierci: za udział w wojnie przeciwko bolszewikom, za gnębienie komunistów przed wojną i
za współpracę z hitlerowcami w mordowaniu ludzi podczas okupacji, po czym rozkazał
obecnemu ubekowi, żeby mi zgolono brodę, i odjechał. Następnego dnia komendant
Gawroński zawiózł mnie samochodem do więzienia, gdzie ogolono mi brodę. Skorzystałem z
tej okazji i kazałem sobie też obciąć włosy. Co uczyniono i odwieziono mnie z powrotem.
Zmieniłem się przez to tak, że gdy następnym razem przyszedł do mnie dr Borysowicz nie
poznał mnie wcale, chociaż ze mną rozmawiał. Chcąc się dowiedzieć czegoś o mnie, poszedł
zapytać komendanta Gawrońskiego.
Nastały teraz dla mnie bardzo ciężkie dni. Przesłuchiwano mnie intensywnie, bez przerwy,
dzień i noc. Kiedy opadałem z sił i padałem ze zmęczenia, ubek mówił: „Co, chory jesteś na
serce? Ja nie jestem lekarz i nie muszę się znać na tym”. Wmawiano mi najrozmaitsze rzeczy
i przypisywano mi winę za wszystko, co się w Polsce wydarzyło. Przez cały czas siedziałem
sam jeden w celi nr 3. Trzymano mnie w ścisłej izolacji w celi przeznaczonej dla czterech
ludzi. Prawie całą powierzchnię celi zajmowała drewniana prycza. Przez cały dzień od
pobudki o 5 rano do apelu o 21 trzeba było siedzieć na pryczy. Leżeć nie było wolno, a
spacerować nie było gdzie. W nocy często wyciągano mnie na przesłuchania, które
prowadził przeważnie sam szef – kapitan. Sprawę moją prowadził zastępca szefa porucznik
Boczek, który za to, że nie chciałem się przyznać do niczego, karał  mnie często karczem.
Karzec to była wnęką pod schodami, gdzie wsadzano mnie na noc bez ubrania. Po
przesiedzeniu tam nocy na betonowej posadzce miałem zawsze podwyższoną temperaturę i
trząsłem się z przeziębienia.
Dwa miesiące pobytu tam w piwnicach i forsowne tempo śledztwa wyczerpały mnie zupełnie.
Straciłem pamięć i rachubę czasu. Nie byłem w stanie zliczyć dni w tygodniu, straciłem 60 %
wzroku, jąkałem się i nie potrafiłem odpowiadać bez zacięcia. Przez cały ten czas nie
mówiono do mnie inaczej, jak: „ty w k… p…”. Tu w Jaworze znowu spisano moje zeznania do
protokołu. Spisał je por. Boczek, ale też nie wiem dokładnie co on tam napisał, bo kiedy
byłem u kresu sił, wyczerpany zupełnie, powiedziałem do niego żeby sobie napisał co mu jest
potrzebne, a ja mu to podpiszę. I podpisałem. Myślałem, że zanim dojdzie do rozprawy
sądowej powinien mnie przesłuchać jakiś sędzia, jak to było przed wojną, któremu mógłbym
powiedzieć prawdę obalając to co napisał ten ubek, ale niestety w ludowej sprawiedliwości
jest zupełnie inaczej. Nie dopuszczono mnie przed żadnego sędziego…
Bez dodatkowego komentarza….

http://ewagutek.salon24.pl
zdjęcia: Autor
zdjęcia: Archiwum własne NJ