Narodowy Jawor

Strona główna » Narodowe Siły Zbrojne

Archiwum kategorii: Narodowe Siły Zbrojne

Polsko-niemieckie „przymierze” na Kresach

AUTOR ! DK (120)

 

Niemieckie podejście i polityka okupacja wobec Polaków, była podyktowana sprzymierzeniem się polskiego rządu z bolszewikami Układ Sikorski- Majski. Ale jak wiadomo Sikorski za zbyt wnikliwe dopytywanie się o Katyń oraz powojenne granice Polski stał sie nie wygodny tak dla ruskich jak i anglików. Wtedy go zabili. Jenak układ który nas Polaków wciągał do kolaboracyjnej współpracy z bolszewikami pozostał. Bo trzeba sobie jasno powiedzieć że my Polacy podczas II Wojny Światowej nie byliśmy neutralni. Kolaborowaliśmy z największymi mordercami naszego narodu sowietami ! Stworzyliśmy armie we współpracy z sowietami i utrzymywaliśmy dyplomatyczne stosunki. Jednak ludzie którzy przeżyli okupacje sowiecką dobrze wiedzieli co to kurwa znaczy mieć u siebie czerwoną zarazę i ze z czerwonym diabłem sie nie paktuje lecz bije się go z kim tylko można.

Dlaczego Niemcy pozwolili przejść przez pół Polski 860 akowcom w pełnym uzbrojeniu?

Koniec lipca 1944, okolice Warszawy. Przez mosty na Wiśle cofają się hitlerowskie wojska. Razem z nimi nadciąga od strony Buga 860-osobowy polski oddział: konno, w przedwojennych mundurach, w peł-nym uzbrojeniu – jakby prosto z kampanii wrześniowej. Ciągną ciężkie karabiny maszynowe i tabory: przeszło setkę furmanek, na nich walizy i pierzyny, na pierzynach baby z dzieciakami. Mają nawet własnego kapelana.

To przybyły spod Nowogródka Polski Oddział Partyzancki porucznika Adolfa Pilcha ps. „Góra”. Jak przeszli 400 kilometrów przez tereny wojującej III Rzeszy, pozostanie na zawsze ich tajemnicą. Wiadomo, że przez poprzednie pół roku wojowali z sowiecką partyzantką, w tym z żydowskim oddziałem Tewjego Bielskiego.

Fakt, że na Kresach Wschodnich polska partyzantka brała broń od Niemców, a nawet wchodziła z nimi w lokalne sojusze, był nieuchronnym skutkiem realizacji sowieckiego planu zniszczenia polskiego podziemia niepodległościowego

W debacie nad filmem „Opór” i historią oddziału Tewje Bielskiego wspomina się często o walkach pomiędzy polskimi a sowieckimi oddziałami partyzanckimi w latach 1943 – 1944 na terenach byłego woj. nowogródzkiego oraz na Wileńszczyźnie. Polscy historycy i publicyści mają z tym nie lada problem, ponieważ partyzanci polscy wspierani byli w trakcie tych walk przez niemieckich okupantów. Dostarczali oni Polakom broni i amunicji, miały miejsce nawet wspólne polsko-niemieckie akcje przeciwko sowieckim partyzantom. Na pierwszy rzut oka był to niewątpliwy przypadek kolaboracji. Ten zarzut zachodni publicyści i historycy podnoszą od lat, natomiast historycy polscy jakby chowali głowę w piasek.

Z polecenia Stalina

Tymczasem te udokumentowane przypadki nie są bynajmniej świadectwem polskiej kolaboracji. Są jakby „produktem ubocznym”, nieuchronnym skutkiem sowieckiej zdrady i skrytobójczych mordów, które miały miejsce na Kresach jeszcze w trakcie okupacji niemieckiej, podczas niszczenia polskiego podziemia niepodległościowego, i które były szeregiem kolejnych sowieckich zbrodni na narodzie polskim. A wszystko to działo się nie tylko za wiedzą, ale wręcz z polecenia Stalina. Dostępne dziś dokumenty z archiwów moskiewskich nie pozostawiają tutaj żadnych wątpliwości.

Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej większość Polaków na Kresach, i nie tylko, przywitała z ulgą, a nawet radością, co w obliczu sowieckiego terroru nie powinno dziwić. Co ciekawe, położenie Polaków na terenach dzisiejszej zachodniej Białorusi poprawiło się wraz z wkroczeniem wojsk niemieckich. Niemało z nich otrzymało nawet pracę w tworzonej administracji komunalnej i lokalnym aparacie gospodarczym.

Lecz okres ten trwał krótko. Wkrótce nastąpiły czystki i prześladowania polskiej inteligencji, areszty i rozstrzeliwanie, wywózki na roboty, podobnie jak na pozostałych ziemiach polskich okupowanych przez Niemców. W 1943 r. okupanci przeprowadzili tzw. akcję polską, w czasie której ostatecznie „oczyszczono” lokalną administrację i aparat gospodarczy z polskich współpracowników. Większość z nich wymordowano i zastąpiono białoruskimi nacjonalistami. W hierarchii ofiar Polacy znajdowali się na Kresach na drugim miejscu po Żydach.

Niemiecki terror wobec Polaków doprowadził do tego, że antysowieckie nastroje zostały dość szybko wyparte przez antyniemieckie. Wpływ na to miała niewątpliwie także umowa między polskim rządem na emigracji w Londynie a Sowietami z lipca 1941 r. Wtedy to Związek Sowiecki przemienił się ze śmiertelnego wroga Polski w sojusznika. Od początku niemieckiej okupacji na Kresach powstawały również struktury polskiego podziemia.

Komendant niemieckiej policji na Białorusi raportował 20 lutego 1942 r.: „O Żydach i Polakach można powiedzieć na podstawie wpływających meldunków sytuacyjnych, że popierają komunizm oraz organizację partyzantki w każdy tylko możliwy sposób”. Podobnych sprawozdań jest wiele. Co ciekawe, również sowieccy partyzanci potwierdzają w swoich relacjach z tego okresu, że Polacy pomagali sowieckim jeńcom zbiegłym z niewoli, że ogólnie nie są nastawieni antysowiecko, lecz antyniemiecko.

Do Moskwy napływały również informacje o pierwszych polskich oddziałach partyzanckich. Mieli oni szukać kontaktu z partyzantami sowieckimi. Ale były i głosy ostrzegające. Iwan Timczuk, partyjny aparatczyk i przywódca partyzancki z okręgu mińskiego, pisał 26 października 1942 r. do Pantelejmona Ponomarienki, szefa Centralnego Sztabu Partyzanckiego: „Polscy nacjonaliści prowadzą co prawda antyniemiecką agitację, ale ograniczają się do tego. Są antyniemieccy, ale nie są naszymi przyjaciółmi”. Timczuk zalecał po leninowsku: „Konieczne jest utworzenie w zachodnich okręgach, obok białoruskiego ruchu partyzanckiego, również ruchu partyzanckiego, który będzie w formie polski, a w istocie bolszewicki”.

Takie i podobne meldunki lądowały na biurku Ponomarienki, a ten przekazywał je dalej do Stalina i jego towarzyszy.

15 grudnia 1942 roku informował Stalina, że polska ludność jest nastawiona antyniemiecko i chce walczyć przeciw okupantowi, że małe oddziały partyzanckie dokonują już napadów na niemieckie koleje i instytucje. Polacy pomagają również sowieckim partyzantom i ogólnie nie są nastawieni antysowiecko. Kilka dni później, 23 grudnia, Ponomarienko przedłożył Stalinowi memorandum o nastrojach wśród Polaków w zachodnich okręgach Ukrainy i Białorusi, wśród których obserwuje się wzrost antyniemieckiego ruchu kierowanego z Warszawy, Krakowa i Wilna. Emisariusze Sikorskiego przenikają na te tereny, organizując tam podziemie, traktują je jako tereny polskie.

Plan Ponomarienki

Miesiąc później, 20 stycznia 1943 roku, Ponomarienko przedłożył Stalinowi kolejne memorandum „O zachowaniach się Polaków i niektórych naszych zadaniach”. Z dokumentu wynika, że w tym okresie jednym z głównych celów Kremla wobec Polski stało się maksymalne osłabienie polskiego podziemia niepodległościowego oraz wyniszczenie społeczeństwa polskiego rękami Niemców. Ponomarienko pisze: „Ludzkie rezerwy Polski należy uznać za dość solidne. (…) W Polsce trzeba koniecznie rozpalić wojnę partyzancką. Oprócz efektu wojskowego spowoduje to sprawiedliwe wydatki ludności na dzieło walki z okupantem niemieckim i spowoduje, że Polakom nie uda się w całości zachować sił”.

Założenie było następujące: wobec akcji partyzanckich niemieccy okupanci, jak zwykli to byli czynić, zastosują zasadę odpowiedzialności zbiorowej na dużą skalę i dokonają zbrodniczych pacyfikacji za wszelkie antyniemieckie wystąpienia. Rozpalić wojnę partyzancką mieli „nasi agenci”, czyli polscy komuniści – pisał Ponomarienko.

Nakreślony przez Ponomarienkę plan został przez Stalina zaakceptowany, co wynika ze słów oraz dalszych działań samego Ponomarienki oraz jego podwładnych. Zanim jeszcze Stalin pod koniec kwietnia 1943 roku zerwał stosunki z polskim rządem emigracyjnym, sowieccy przywódcy partyzantki na północno-wschodnich Kresach otrzymali już instrukcje z Moskwy, aby zwalczać rozwijające się szybko polskie podziemie niepodległościowe. Przypomnijmy: pretekstem do zerwania tych stosunków było odkrycie Polaków pomordowanych w Katyniu oraz żądanie polskiego rządu wyjaśnienia tej sprawy przez Czerwony Krzyż.

W kwietniu 1943 roku dowództwo sowieckiego zgrupowania partyzanckiego Pińsk uzyskało od agentów informację, że w rejonie Łuniniec i Lenin powstają struktury polskiej organizacji podziemnej pod kierownictwem nauczyciela Kozłowskiego. Oddział specjalny zgrupowania otrzymał zadanie ich likwidacji. Nawiązany został kontakt z polskimi konspiratorami pod pozorem omówienia przyszłej współpracy. 9 maja, podczas umówionego spotkania, Polacy zostali podstępnie wymordowani, w sumie zginęło dziewięć osób. O tym „sukcesie” natychmiast zameldowano Ponomarience, a ten zrelacjonował 21 maja Stalinowi przebieg całej akcji.

Wasilij Czernyszew o pseudonimie Platon, którego Ponomarienko wyznaczył w lutym 1943 roku na dowódcę zgrupowania Baranowicze, nie miał już tak łatwo. Czernyszew przybył do Puszczy Nalibockiej w kwietniu 1943 r. wyposażony w odpowiednie wskazówki. Polskie podziemie było tu jednak już zbyt mocne, od początku 1943 r. działało tutaj kilka oddziałów partyzanckich, które bardzo szybko rosły. Sam Czernyszew przed wojną był rejonowym aparatczykiem partyjnym. We wrześniu 1939 roku brał udział w najeździe na Polskę jako politruk w 87. Pułku NKWD, następnie był sekretarzem partii w rejonie Wasiliszki (obwód Grodno), w 1941 został sekretarzem transportu w obwodzie Baranowicze. Po 22 czerwca 1941 roku działał w ruchu partyzanckim, ale nie był wojskowym ani tym bardziej prawdziwym generałem, jak pisze się w literaturze.

To właśnie Czernyszew wydał rozkaz najazdu na Naliboki 8 maja 1943 roku, w trakcie którego sowieccy partyzanci wymordowali 128 mieszkańców tej miejscowości. Masakra ta nie była przypadkowa. 15 maja Ponomarenko przekazał Stalinowi raport Czernyszowa: „W rejonach Lida (…) oraz innych pojawiają się małe, dobrze uzbrojone grupy Polaków. Strzelają oni do partyzantów [sowieckich] oraz prześladują popierających ich mieszkańców. (…) Podjęliśmy kroki, aby grupy te rozbroić i zniszczyć. Polskiej ludności wyjaśniamy, że są to faszystowscy agenci”. Faktycznie w tych rejonach dochodziło do potyczek między polskimi partyzantami a rabującymi i plądrującymi gospodarstwa miejscowej ludności partyzantami sowieckimi.

Dowództwo okręgu AK Nowogródek podjęło nawet wtedy rozmowy z sowieckimi partyzantami. Polska strona proponowała wspólną walkę z niemieckimi okupantami oraz zwalczanie bandytyzmu, ówczesnej plagi tych stron. Podobne rozmowy miały miejsce na Wileńszczyźnie, o czym na bieżąco informowano Ponomarienkę. Klimow, sekretarz obwodu Wilejka, relacjonował 6 maja 1943 r. Ponomarience o polskim podziemiu na tym terenie. Polskie organizacje szukają kontaktów z sowieckim partyzantami, wspomagają ich i proponują współpracę w walce z Niemcami, raportował Klimow. Tym jednak Kreml nie był zainteresowany.

10 czerwca Ponomarienko przedłożył Stalinowi szyfrogram Czernyszewa wskazujący, że polskie organizacje na jego terenie rozwijają się i są coraz bardziej aktywne. W rejonie Stołpców pojawił się oddział (Kacpra) Miłaszewskiego liczący 300 partyzantów. Ich celem jest walka o Polskę. Swój szyfrogram Czernyszew zakończył: „Proszę o rozkaz, jak mamy się obchodzić z tymi formacjami”.

Cztery dni później, 14 czerwca, Stalin przyjął Ponomarienkę w swoim kremlowskim gabinecie. Spotkanie, w obecności Mołotowa i Berii, trwało prawie dwie godziny. Tydzień później, 22 czerwca, Ponomarienko rozesłał tajne pismo do komitetów obwodowych partii na zachodniej Białorusi, w tym do Czernyszewa, „o militarno-politycznych zadaniach w zachodnich obwodach Białorusi”. Pismo zawierało wytyczne dotyczące polskiej kwestii. Ponomarienko pisał m.in.: „W rejonach objętych wpływami naszych oddziałów (…) nie dopuszczać do działalności grup polskich. Kierowników w sposób niedostrzegalny usuwać. Oddziały rozpuszczać i magazyny broni przejmować lub, jeśli będzie taka możliwość, brać takie oddziały pod swoje pewne wpływy”.

Zagłada odziału „Kmicica”

Dwa dni później, 24 czerwca, miało miejsce posiedzenie Biura KC KP (b) Białorusi wspólnie z przywódcami sowieckiego podziemia z zachodnich terenów Białorusi, podczas którego Ponomarienko m.in. nakazał: „Wszystkie powstające organizacje i zgrupowania polskie wykrywać i wszelkimi sposobami wystawiać na uderzenie okupanta niemieckiego. Niemcy nie będą się wahać, by ich rozstrzelać, jeśli dowiedzą się, że są to organizatorzy zgrupowań polskich czy innych bojowych organizacji polskich. (…) Nie krępujcie się w wyborze środków”.

Niemiecka akcja pacyfikacyjna „Hermann” w rejonie Puszczy Nalibockiej uniemożliwiła „Platonowi” zaplanowane zniszczenie oddziału Miłaszewskiego. Wręcz przeciwnie, polscy partyzanci walczyli ramię w ramię z partyzantami sowieckimi, ponosząc ciężkie straty. Inna sytuacja była w rejonie jeziora Narocz. W marcu 1943 r. porucznik Antoni Burzyński, pseudonim Kmicic, zorganizował oddział AK w powiecie Postawy. W czerwcu nawiązał kontakt z Fiodorem Markowem, komisarzem brygady Woroszyłowa, która operowała w rejonie jeziora Narocz. Uzgodniono współpracę w walce przeciwko Niemcom, a polski oddział rozbił swój obóz w pobliżu bazy brygady Woroszyłowa. W lipcu 1943 roku oddział „Kmicica” liczył 300 partyzantów. Do połowy sierpnia polscy i sowieccy partyzanci przeprowadzili wiele wspólnych akcji przeciwko Niemcom oraz litewskim i białoruskim kolaborantom.

„Kmicic” nie podejrzewał, że Markow od początku miał całkowicie inne zamiary niż wspólna walka. Jego celem było, jak pisał później w sprawozdaniu, zdobycie zaufania, rozpracowanie agenturalne, rozłożenie oddziału od wewnątrz przez agentów i ostatecznie przejęcie oddziału. Na początku sierpnia Markow doszedł do wniosku, że konieczna jest zmiana taktyki. Założył „swój” polsko-sowiecki oddział partyzancki pod dowództwem Mraczewskiego, a oddział „Kmicica” postanowił zlikwidować. 16 sierpnia poprosił Ponomarienkę o zezwolenie na likwidację, które pięć dni później otrzymał.

Markow zaprosił dowództwo oddziału „Kmicica” do swojego obozu pod pozorem omówienia dalszej współpracy. 25 sierpnia Polacy z „Kmicicem” na czele zjawili się, nic nie podejrzewając. Zostali natychmiast rozbrojeni i uwięzieni. Równocześnie partyzanci brygady Woroszyłowa oraz brygady Rokossowskiego otoczyli polski obóz, rozbroili około 200 polskich partyzantów i wzięli ich do niewoli. Około 100 partyzantom udało się uratować, nie było ich w tym czasie w obozie.

85 polskich partyzantów zostało rozstrzelanych wraz z „Kmicicem”, 80 rozbrojono i wysłano do domu, a 70 włączono do oddziału Mraczewskiego. I to okazało się błędem, jak raportował Markow: „Mraczewski dowiedział się o rozstrzelaniu Polaków (…). Zwerbował 60 polskich partyzantów i przeszedł na stronę nacjonalistów”. Rozbitków oddziału „Kmicica” zorganizował ponownie rotmistrz Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, który został tam wysłany przez dowództwo AK okręgu Wilno jeszcze przed 25 sierpnia. „Łupaszka” ze swoim oddziałem podjął natychmiast walkę z sowieckimi partyzantami, szczególnie z brygadą Woroszyłowa. Podzieleni na małe grupy, mobilni i znający bardzo dobrze teren, zadawali im dotkliwe straty.

Polski kontratak

Natomiast na początku listopada 1943 roku Czernyszew podjął ponownie plan likwidacji batalionu AK Stołpce pod dowództwem Miłaszewskiego. 15 listopada uzyskał na to zgodę Ponomarienki: „Rozbroić oddział pozwalam, ale ostrożnie”. Czernyszew postąpił według takiego samego schematu jak Markow. Zaprosił polskie dowództwo batalionu na rozmowy, jakich wiele odbyło się wcześniej. 1 grudnia pojawiło się w bazie Czernyszewa dziesięciu polskich oficerów z Miłaszewskim na czele, którzy zostali natychmiast rozbrojeni i aresztowani.

Równocześnie zaskoczono pozostałych partyzantów w ich obozie i wzięto ich do niewoli, co najmniej dziesięciu z nich zostało zabitych. Z dziesięciu zaaresztowanych oficerów pięciu zostało rozstrzelanych na miejscu, a pięciu wywiezionych samolotem do Moskwy. W sumie 290 polskich partyzantów dostało się do niewoli, a następnie zostało wcielonych do różnych oddziałów sowieckich. Część z nich później uciekła (70) lub też została zabita w czasie próby ucieczki (50), wielu innych zostało zamordowanych skrytobójczo strzałami w plecy.

Jednak 70 partyzantom batalionu Stołpce, między którymi był też chorąży Nurkiewicz ze swoimi jeźdźcami, udało się uniknąć takiego losu. I to oni podjęli natychmiast bezpardonową walkę z partyzantami Czernyszewa. Wkrótce też oddział rozrósł się znacznie i liczył w kwietniu 1944 r. około 500 członków. Zadawali oni duże straty sowieckim partyzantom, zwalczali ich na każdym kroku. Zygmunt Boradyn w swojej świetnej i źródłowo wzorowo udokumentowanej książce „Niemen. Rzeka niezgody” z 1999 roku opisał szczegółowo genezę i przebieg tego konfliktu. Niestety, jego praca była w Polsce do niedawna faktycznie ignorowana.

Szczególnie oddział chorążego Nurkiewicza „Noc” dawał się sowieckim partyzantom we znaki. W marcu 1944 r. dowództwo brygady „Żukowa” skarżyło się: „Banda Nurkiewicza wyrządza nam większe szkody niż Niemcy”. Gennadij Budaj, jeden z dowódców zgrupowania Baranowicze, relacjonował później: „W roku 1944 (…) walczyliśmy prawie wyłącznie z polskimi legionistami, wielu ludzi zginęło przez nich”.

Podobnie było na Wileńszczyźnie. 1 marca 1944 r. brygada „Łupaszki” rozbiła sowiecki oddział „Brodacza”, 32 sowieckich partyzantów zginęło, dziesięciu zostało rannych, a sześciu dostało się do niewoli. Monachow, dowódca zgrupowania Wilejka, raportował w marcu: „Nie mam wystarczających sił, aby opanować rejony obwodu Wilejka leżące po drugiej stronie rzeki Wilejka. Rejony te są dosłownie zalane przez polskich bandytów”.

W ten oto sposób Stalin, Ponomarienko i jego partyzanci rozpętali na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie krwawą polsko-sowiecką wojnę partyzancką, której nie wygrali mimo ogromnej przewagi liczebnej oraz w sile ognia. Zadecydowała o tym niemiecka pomoc, którą otrzymali partyzanci polscy. Bowiem jedyną szansą uniknięcia zagłady z rąk sowieckich partyzantów lub też sił niemieckich była współpraca z tymi ostatnimi. I do niej dochodziło.

Niemcy dostarczali amunicję i broń, zezwalali na leczenie rannych w szpitalach, a polscy partyzanci przeprowadzali liczne udane akcje przeciwko partyzantom sowieckim, którzy terroryzowali miejscową ludność. Terror sowiecki w stosunku do ludności polskiej miał bowiem w niektórych rejonach charakter wręcz czystek etnicznych. Miały miejsce nawet wspólne polsko-niemieckie akcje. Lecz takie sojusze miały wyłącznie taktyczny, lokalny charakter. Dowództwo AK surowo ich zabraniało. Jednak bez owego lokalnego polsko-niemieckiego zawieszenia broni oraz aktywnej współpracy polscy partyzanci byliby skazani na zagładę.
Na tej krwawej wojnie partyzanckiej wywołanej przez Stalina i jego partyzantów zyskała wtedy wyłącznie strona niemiecka. Natomiast Stalin i jego propagandyści użyli jej instrumentalnie do dyskredytowania polskiego podziemia niepodległościowego. 1 grudnia 1943 roku w czasie konferencji w Teheranie Stalin żalił się w trakcie rozmowy z Rooseveltem i Churchillem: „Agenci polskiego rządu, którzy znajdują się w Polsce, są związani z Niemcami. Zabijają [sowieckich] partyzantów. Nie możecie sobie wyobrazić, co oni tam wyprawiają”. Ta propaganda jest żywa do dzisiaj, także w Polsce.

Bogdan Musiał

Uścisk ręki z Niemcami

„Położenie, w jakim się znaleźliśmy – pisze „Góra” – było krytyczne. Sowiecki sojusznik stał się naszym najgorszym wrogiem. Zostaliśmy pozbawieni wszystkiego. Przede wszystkim nasze partyzanckie schronienie – las, zostało opanowane przez kilkunastotysięczną partyzantkę sowiecką. Cała nasza broń i amunicja wpadła w łapy bolszewickie, a amunicji potrzebowaliśmy gwałtownie, aby się utrzymać w terenie. Nawiązaliśmy kontakt z konspiracją we wsi Raków. Był tam oddział policji białoruskiej (…), opowiedzieliśmy im o wypadkach ostatnich dni. Byli wstrząśnięci i nie mogli uwierzyć, że bolszewicy pozwolili sobie na tak nikczemny krok”.

To moment kluczowy dla całej historii.

Komendant policji z Rakowa donosi o polsko-sowieckim konflikcie Niemcom z Iwieńca. Jest drugi tydzień grudnia 1943. Dziesięć miesięcy wcześniej feldmarszałek Paulus skapitulował pod Stalingradem. Pięć miesięcy temu Niemcy przegrali na Łuku Kurskim. W szeregach hitlerowskich armii biją się z bolszewikami coraz bardziej egzotyczni sojusznicy: już nie tylko Łotysze, Litwini, Estończycy, Węgrzy czy Rumuni, ale także Rosjanie, Tadżycy, Kałmucy, Hindusi. Na Wołyniu walczy w niemieckich szeregach sformowany z trudem polski batalion SS, który niedawno stacjonował pod Mińskiem.

Dlaczego do antybolszewickiej koalicji nie mogliby dołączyć legioniści „Góry”?

Komendant z Iwieńca – zapewne po konsultacji z szefem SS i policji – proponuje niedobitkom rozejm i dozbrojenie.

Propozycja zostaje przyjęta.

„Napisałem kartkę mniej więcej w tym sensie – wspomni po wojnie „Góra”. – »Ponieważ sytuacja tak się ułożyła, że jesteśmy w stanie wojny z partyzantką sowiecką, przyjmujemy waszą propozycję na dostarczenie amunicji i żebyście się nas nie czepiali«. Kartkę tę posłaliśmy do Iwieńca przez zaprzyjaźnionego sołtysa. Przyniósł nam odpowiedź, że następnego dnia spotkamy się z Niemcami koło wsi Kulczyce”.

Podczas spotkania Polacy nie przyznają, że jest ich ledwo kilkudziesięciu. Stają w terenie tak, aby sprawiać wrażenie zgrupowania przynajmniej kilkusetosobowego. Niemieccy wysłannicy zostawiają akowcom skrzynki z amunicją, uściskiem ręki pieczętują antysowiecki pakt.

Ten „zgniły rozejm” nie był wyjątkiem – napisze potem biograf „Góry” Ryszard Bielański, także akowiec i powstaniec warszawski. „Na terenach wschodnich, za Bugiem, przynajmniej jeszcze dwa oddziały polskiej partyzantki zawarły rozejm z Niemcami”.

Te oddziały to prawdopodobnie jednostki o numerach 301 i 312 podległe wspomnianemu rotmistrzowi Józefowi Świdzie, ps. „Lech”.

200 walk z Sowietami

Efekt rozejmu jest – na krótką metę – korzystny dla akowców. Nie niepokojeni przez okupanta młodzi Polacy z okolic Naliboków, Iwieńca i leżących na południe Stołpc masowo zaciągają się na służbę u legionistów. Przybywają też – na wieść o powstaniu nowego, silnego Zgrupowania Stołpecko-Nalibockiego AK – uciekinierzy z oddziałów sowieckich, siłą wcieleni wcześniej do leśnych brygad im. Stalina, Kalinina, Żukowa.

Na początku 1944 roku polskie zgrupowanie liczy prawie tysiąc żołnierzy, wśród nich są ułani na koniach, rowerzyści i piechota zbrojna w ciężkie karabiny maszynowe, granatniki, pistolety. Do tego tabory z amunicją, lekarstwami, namiotami, paszą dla koni itd. Przeszło 150 furmanek. Polski Oddział Partyzancki – tak teraz zwie się dawny otriad „Kościuszko” – je dzięki życzliwemu wsparciu polskich właścicieli majątków i chłopów, a za żywność kupuje broń w niemieckich magazynach. Polacy wespół z Niemcami konwojują transporty mąki idące do Mińska. Gdy napadają ich Sowieci – bronią się ramię w ramię.

Gromią Sowietów także na własną rękę. W ciągu pierwszego półrocza 1944 akowcy i partyzanci sowieccy staczają ok. 200 bitew i potyczek. Niektóre trwają wiele godzin, używa się w nich artylerii. Polacy przeprowadzają konne szarże, organizują nocne zasadzki, raz strzelają z moździerzy, innym razem tną szablami. Zdarzają się nawet walki wręcz. Z rąk do rąk przechodzą fury z kartoflami, konie, chłopskie krowy, chutory, wsie, lasy, chwilami całe gminy. Niemcy nie reagują.

„Ponury” robi porządki

Sytuacja na Nowogródczyźnie budzi za to coraz większy niepokój w Komendzie Głównej AK. Rozejm z Niemcami to jedno. Znacznie gorsze jest rozpętanie wojenki z aliantem naszych aliantów – Związkiem Radzieckim.

Warszawa powierza misję zaprowadzenia porządku porucznikowi Janowi Piwnikowi – „Ponuremu”. „Ponury” już wtedy otoczony jest legendą. Przedwojenny policjant, uczestnik kampanii wrześniowej, dowódca baterii artylerii we Francji w 1940 roku. Rok później – cichociemny zrzucony w okolicach Skierniewic. Dalej: członek akowskiej sieci konspiracyjnej „Wachlarz” wsławiony ucieczką z niemieckiego więzienia. Kawaler orderu Virtuti Militari.

Od maja 1943 dowodzi partyzantką AK w Górach Świętokrzyskich. W samym centrum niemieckiej Europy wysadza posterunki żandarmerii, likwiduje agentów gestapo, jego oddział uruchomił nawet produkcję karabinów. Ludność Kielecczyzny uznaje go za władzę. Nad Niemnem zachowuje się podobnie – wydaje „dekret” skierowany do legionistów „Góry” i podwładnych „Lecha”: „…wasza działalność nie odpowiada interesom Narodu Polskiego i Państwa Polskiego, rozkazuję zaprzestać jej. Daję na to termin do 1 czerwca 1944”.

Mimo ultimatum polsko-niemiecki rozejm nie zostaje zerwany. Pilch „Góra” stwierdzi po wojnie, że „po zapoznaniu się z sytuacją na miejscu” sam „Ponury” zmienił opinię o „sojusznikach naszych sojuszników” i zgodził się, iż „kompromis z Niemcami trzeba zachować”.

Ale to chyba nieprawda, bo Komenda Główna AK jednak wytoczyła „Lechowi” proces za ten „kompromis”. Sądził m.in. „Ponury”. Wyrok: śmierć z prawem do rehabilitacji na polu walki. Uwolniony „Lech” zmienia pseudonim na „Kmicic” i rehabilituje się, walcząc na terenie Generalnej Guberni. Po wojnie wyjeżdża do Argentyny. Potem do USA. Umiera w 2004 roku. Do śmierci nie wyjawi ani szczegółów polsko-niemieckiego rozejmu, ani polsko-ruskiej wojny 1943-44.

Wstydliwy epizod wojenny zachowa też dla siebie „Góra”, który większość życia spędzi w Wielkiej Brytanii. Choć napisał książkę „Partyzanci trzech puszcz”, tylko jej uważny czytelnik dowie się, co naprawdę zaszło wtedy na Nowogródczyźnie. Trzeba też uważnie czytać między wierszami, by wydobyć z jego wspomnień szczegóły ostatniego, chyba najbardziej szalonego wyczynu legionistów – rajdu na Warszawę.

Bielscy uciekają z ZSRR

Gdy Armia Czerwona wkracza wiosną 1944 roku na Kresy, mało kto z mieszkańców się cieszy. Dla Polaków to już trzeci bolszewicki najazd – po 1920 i 1939 roku. Nawet pesymiści nie podejrzewają, że to na zawsze.

Dla Białorusinów narodowców to także klęska, dla setek tysięcy ich rodaków współpracujących dotąd lojalnie z Niemcami – dramat. „Wyzwolenie” okazuje się też problemem dla części leśnych Żydów. Tewje, jego bracia i rodziny wpadają w oko NKWD. Dlaczego się uratowali? Czy to prawda, że gromadzili w leśnym obozie kosztowności? Były takie doniesienia podczas wojny. Podobno w ich otriadzie panowały zupełnie niesocjalistyczne obyczaje… Bezpieka najpierw wzywa Tewjego i jego brata Zusa na przesłuchanie do Mińska. Trzeci brat, Asael, zostaje wzięty w kamasze i ginie w broniących się jeszcze Prusach Wschodnich – pod Malborkiem. U Tewjego czekiści robią tymczasem rewizję.

Bielscy uciekają z ZSRR w ostatniej chwili, razem z rodzinami. Przez tworzącą się na nowo Polskę i Rumunię docierają na wybrzeże Morza Czarnego. Dalej statkiem do Palestyny. Prosto na nową wojnę – teraz z Arabami. Na pustyni ani Tewje, ani Zus nie odznaczą się niczym szczególnym. Wyemigrują za chlebem do USA. W Nowym Jorku Tewje będzie taksówkarzem (umrze w 1987), Zus dożyje swoich dni jako drobny przedsiębiorca. Czwarty z braci – Aron – skończy jako sędziwy starzec w więzieniu oskarżony o oszustwa (jego historię opisaliśmy w „DF” z 16.06.2008 w reportażu „Wymazany Aron Bell”).

Tewjego życie po życiu zacznie się, gdy historię jego otriada opisze pod koniec lat 90. badaczka Holocaustu prof. Nechama Tec. Po dziesięciu latach jej książkę wezmą na warsztat specjaliści z Hollywood. Tak powstanie „Opór”, który ma – podobno – przynieść Danielowi Craigowi nominację do Oscara.

Spod Nowogródka do Warszawy

Pilch „Góra” nie ma na razie filmu o sobie. Gdyby jakiś reżyser chciał się podjąć tego zadania, proponujemy zacząć sceną podejścia oddziału „Góry” pod szykującą się do powstania Warszawę. Potem film mógłby pokazać, jak wyruszyli z Puszczy Nalibockiej 29 czerwca, gdy huk armat Armii Czerwonej słychać już było całkiem dobrze. Na czele „Góra” w towarzystwie dziesięciu najważniejszych dowódców i kilku umundurowanych Niemców. Za nimi cztery szwadrony ułańskie, oddział ciężkich karabinów maszynowych i trzy kompanie piechoty. Partyzanckich furmanek prawie dwieście, ciągnących się za nimi wozów z cywilami nikt nie zliczy. „Góra” opisał podróż tak: „…były przypadki, że musieliśmy przecinać główne szlaki drogowe i tory kolejowe. Robiliśmy to bezczelnie. Gdy szosa była na kilka minut wolna, przejeżdżało się ją, a samochody jadące w tym czasie musiały się zatrzymać”.

To możliwe. Na przełomie czerwca i lipca 1944 ucieka na zachód tyle słowiańskich formacji, że trudno się w tym połapać. Cofają się Chorwaci, kozacy z Russkoj Oswoboditielnoj Armii, Ukraińcy z SS-Galizien i inni. Mają na sobie sowieckie mundury z niemieckimi dystynkcjami, sorty armii czeskich, litewskich, łotewskich, są i tacy, którzy wracają z frontu w podartych kufajkach łagierników albo w damskich paltach.

15 lipca „Góra” przekracza Bug, 25 lipca – wiślany most w Nowym Dworze. Dzień później legioniści docierają na skraj Puszczy Kampinoskiej i zajmują kwatery we wsi Dziekanów Polski.

– To, że tu doszliśmy, to nic innego jak tylko błogosławieństwo Boże – mówi swoim ludziom porucznik.

„Góra” staje się „Doliną”

Natychmiast śle do Warszawy kurierów, by odnowić kontakt z kierownictwem AK. Wkrótce przyjeżdża na rowerze kapitan Józef Krzyczkowski „Szymon”.

Stary peowiak, walczył z Rosjanami jeszcze za cara. W konspiracji od początku wojny, niejedno widział. Ale to, co widzi teraz, nie mieści mu się w głowie. 30 kilometrów od rogatek umęczonej, okupowanej stolicy prawie tysiącosobowy uzbrojony oddział polskiego wojska je zupę!

– Skąd wyście tu spadli? – pyta zaskoczony.

Odpowiadają mu tak silnie kresową polszczyzną, że w pierwszej chwili nie rozumie. Tym bardziej że nazwa Puszcza Nalibocka niewiele mu mówi. Szybko dowiaduje się wszystkiego i melduje komendantowi obwodu „Obroża” majorowi Kazimierzowi Krzyżakowi. Major w pierwszej chwili decyduje: oddział rozbroić, oficerów aresztować za zdradę. Ale jak stołeczni konspiratorzy, młodzieńcy z pistoletami schowanymi w kieszeniach marynarek, mieliby rozbroić zahartowanych w boju partyzantów?

Nowa decyzja „Obroży”: sąd wojskowy za zdradę czeka legionistów po wojnie, na razie zaś – za milczącym, acz niechętnym przyzwoleniem Komendy Głównej – mogą wziąć udział w powstaniu. Warunek: natychmiast zerwać rozejm z Niem-cami. Nie opowiadać nikomu o przebytych bojach z Sowietami. Zmienić pseudonimy.

„Góra” będzie się teraz nazywał „Doliną”.

2 sierpnia 1944 razem ze swoimi ludźmi zaatakuje lotnisko na Bielanach.

Ale to już przecież początek nowego filmu.

Pielgrzymka Narodowych Sił Zbrojnych do Kałkowa-Godowa 22-23 czerwca 2013 r.

W imieniu Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych zapraszamy na pielgrzymkę.

W dniach 22-23 czerwca 2013 w Sanktuarium w Kałkowie-Godowie spotkają się po raz kolejny żołnierze i przyjaciele Narodowych Sił Zbrojnych.krzyż kalkow2 krzyż1 krzyż2

Pielgrzymkę organizuje Związek Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej Pani Ziemi Świętokrzyskiej od wielu lat jest celem dorocznych pielgrzymek żołnierzy i młodych sympatyków Narodowych Sił Zbrojnych.

 Spotkaniom towarzyszy uroczysta Msza święta w intencji poległych i zmarłych żołnierzy NSZ oraz tradycyjny przemarsz pod sztandarami Związku Żołnierzy NSZ do kaplicy Narodowych Sił Zbrojnych, znajdującej się w wysokiej na 33 metry budowli, zwanej Golgotą. Z jej szczytu rozciąga się przepiękny widok na Ziemię Świętokrzyską.

Sanktuarium w Kałkowie-Godowie jest coraz popularniejszym miejscem spotkań młodych ludzi z legendarnymi Żołnierzami Wyklętymi z NSZ. Dla jednych i drugich jest to unikalna możliwość spotkania się kilku pokoleń ludzi, których łączy patriotyzm i wiara w te same ideały.

PROGRAM:

Sobota

– 17:00 – wykład Leszka Żebrowskiego pt. „Narodowe Siły Zbrojne a Armia Krajowa” w sali im. Jana Pawła II w Domu Pielgrzyma.
– 19:30 – ognisko partyzanckie lub pokaz filmów o NSZ (w zależności od pogody).

Niedziela

– 10:00 – musztra i przegląd umundurowania Grup Rekonstrukcji Historycznych.
– 11:30 – zbiórka pocztów sztandarowych przed kościołem, odprawa.
– 12:00 – Msza święta.
– przejście do kaplicy Narodowych Sił Zbrojnych.
– defilada Grup Rekonstrukcji Historycznych.
– Obiad (we własnym zakresie).
– Czas wolny: indywidualne zwiedzanie Sanktuarium i Golgoty – Martyrologium Narodu Polskiego, spotkania z kombatantami.

Kałków-Godów ma dobrze przygotowaną bazę turystyczną. Jest tam wiele punktów gastronomicznych oraz 120 miejsc noclegowych w przystępnych cenach.

Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej Pani Ziemi Świętokrzyskiej, Kałków-Godów 84a, 27-225 Pawłów k. Starachowic, woj. świętokrzyskie.

Kałków-godów nsz-pielgrzymka sztandarkrzyż3

Legenda Czarnego Janka i polska Fudżijama

mła

W rozmowie z miejscowymi nie wyłania sie wbrew temu co o nim piszą niektórzy autorzy i badacze różowy obraz tego człowieka. Z tego co mi sie udało dowiedzieć łupił nie tylko GS ale zwykłych ludzi. Pamięć o nim naprawdę jest żywa wśród tubylców dobrze go pamiętają i jego wyczyny. Z nie sprawdzonych informacji zostawił tez po sobie dwójkę dzieci , jedno w jednej okolicznej wiosce drugie w innej, ale czy to prawda, któż to może teraz wiedzieć. Bynajmniej takie chodzą słuchy. Poza legenda Czarnego Janka duże wrażenie robi ta nasza polska Fudżijama. Wygasły wulkan stoi sobie jak góra Olimp i strzeże swoich tajemnic. Widok ze szczytu robi wrażenie.

Czarny Janek

Po 1945 r. w lasach wokół Ostrzycy Proboszczowickiej miały swoją siedzibę oddziały partyzanckie „Czarnego Janka”. Kim był Jan Bogdziewicz – ps. „Czarny Janek”? Gdy pluton egzekucyjny rozstrzeliwał go wieczorem 15.06.1953 r. na dziedzińcu więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu miał 28 lat. Był zadrą w oku dla dolnośląskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Przez wiele lat nie dawał spać ludowej władzy na styku powiatów złotoryjskiego i lwóweckiego. Polecamy artykuły Zdzisława Abramowicza

Żyjący na kresach wschodnich Polacy, którzy jako pierwsi po wtargnięciu Czerwonej Armii w granice naszego kraju 17 września 1939 roku poznali smak radzieckiej władzy na utraconych terenach zabużańskich – nie mieli żadnych złudzeń co do prawdziwego oblicza przyszłych “sojuszników”. Jednak mimo takiej świadomości – gdy wraz z nadciągającym końcem drugiej wojny światowej na ziemie Polski wkraczały wojska sowieckie – liczne oddziały Armii Krajowej usiłowały podejmować z nimi zbrojne współdziałanie przeciwko hitlerowskiemu okupantowi. Niestety, po przetoczeniu się linii frontu nie tylko bohaterscy dowódcy AK, ale również prości żołnierze stali się celem nagonki NKWD, a następnie rodzimych organów bezpieczeństwa…

Zamaskowane piwnice

Ludzi, których patriotyzm potwierdzony był krwią przelewaną hojnie za wolność Ojczyzny ścigano, jak pospolitych zbrodniarzy. W czasie kłamliwych, haniebnych procesów o zdradę “ludowego państwa” przypisywano im rozliczne przestępstwa pospolite, których nigdy nie popełnili. W oczach społeczeństwa mieli bowiem być tylko brutalnymi bandziorami. Dla wielu żołnierzy patriotycznego Podziemia zachodnie, odzyskane kresy, stały się miejscem schronienia i ucieczki przed komunistycznym aparatem bezpieczeństwa. Sąsiadujące z sobą powiaty : bolesławiecki, lwówecki oraz złotoryjski do dzisiaj obfitują w liczne wyrobiska kamieniołomów, porośnięte rozległymi lasami pofałdowania terenu a także zatopione w gęstwinie ruiny dawnych leśniczówek, śródleśnych majątków a nawet dawnych schronisk. Niegdyś pod stertami gruzu zachowywały one zamaskowane piwnice, doskonale nadające się w pierwszych powojennych latach na doraźne miejsca ukrycia ludzi, którzy narazili się nowej, ludowej władzy. I w takim właśnie celu do położonych około pięć kilometrów za Raciborowicami – Czapli w roku 1947 przyjechał z odległej ziemi białostockiej Jan Bogdziewicz.

Szczygieł się ujawnia

Ten młody człowiek, urodzony 24 kwietnia 1925 roku w Wasiliszkach, w dawnym województwie nowogródzkim, podobnie jak wielu jego rówieśników poznał dobrze okrucieństwo wojny i trudną egzystencję młodocianego żołnierza konspiracji. W miejscu zamieszkania już od 1943 roku utrzymywał kontakty z Armią Krajową, a w 1945 roku trafił także do Ludowego Wojska Polskiego. Ten fakt miał jednak okazać się brzemiennym w skutki epizodem, bowiem już w maju tegoż roku, zdezerterował z macierzystej jednostki po czym wstąpił do działającego na Białostocczyźnie antykomunistycznego zgrupowania partyzanckiego, dowodzonego przez majora Aleksandra Rybnika, noszącego między innymi pseudonim “Jerzy”. Ten wybitny oficer przedwojennego Wojska Polskiego, który w okresie hitlerowskiej okupacji pełnił również obowiązki komendanta Obwodu Armii Krajowej, obejmującego powiat Białystok, wyrokiem wojskowego sądu został po ujęciu skazany w 1946 roku na karę śmierci. W oddziale Jan Bogdziewicz przyjmuje pseudonim “Szczygieł”, pod którym uczestniczy w licznych akcjach bojowych a później próbuje skorzystać z pozornej możliwości nowego ułożenia sobie życia, jaką miało zapewnić ujawnienie się 2 kwietnia 1947 roku dobrowolnie przybywa do siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Wysokim Mazowieckim, gdzie zeznając zataja jednak niektóre fragmenty życiorysu.

Rodzi się Czarny Janek

Nie zdradza więc faktu dezercji z wojska jak również swojej powojennej działalności konspiracyjnej. Jest to podyktowane tym, że mimo oficjalnych obietnic objęcia amnestią ujawnianych czynów “przeciw władzy ludowej”, nikt nie dowierza oficjalnym zapewnieniom. Pragnąc zgubić swój ślad wyjeżdża na Dolny Śląsk i po krótkim pobycie we Lwówku trafia do Czapli, wcześniej podrabiając posiadane dokumenty na nazwisko Jana Bogdanowicza. Opuszczając Lwówek porzucił podjętą tam pracę w Powiatowym Urzędzie Likwidacyjnym. W Czaplach początkowo kwateruje u miejscowych gospodarzy, jednak wkrótce przygotowuje sobie i zwerbowanym do swojej grupy młodym ludziom, kilka schronów ukrytych w lasach w okolicach Twardocic, kamieniołomach w Czaplach oraz na górze Ostrzyca. Rok 1948 to już początek operowania grupy “Czarnego Janka” – bo tak nazywają teraz mieszkańcy pobliskich wiosek Bogdziewicza. Formujący się oddział zasila również Bronisław Skowroński, funkcjonariusz straży przemysłowej Zakładów Górniczych “Konrad” – i wkrótce staje się jednym z najbardziej zaufanych ludzi “Czarnego Janka”…

Strach jeszcze pozostał…

Minione pół wieku nie rozmyło ludzkiej pamięci, wspomnienie o tym dziwnym „partyzancie” jest niezwykle żywe i – jak można się przekonać odwiedzając wymienione miejscowości – powszechnie obecne. Jednak – o dziwo – chętnie ujawniają posiadaną wiedzę o tej niemal legendarnej postaci ludzie stosunkowo młodzi, urodzeni wiele lat po jego śmierci – gdy natomiast ci, którzy naprawdę jeszcze go pamiętają, nie są tak skorzy do wynurzeń. Być może główną tego przyczyną jest fakt, iż część z nich poniosła smutne konsekwencje swojej znajomości z Bogdziewiczem, trafiając do aresztów Urzędu Bezpieczeństwa a nawet do więzień – po licznych procesach „pomocników bandy”. Zresztą cały obraz tamtych dni jak i osoby „Czarnego Janka”, wyłaniający się z oficjalnych dokumentów, konfrontowany ze skąpymi relacjami żyjących świadków – to diametralnie różne wizerunki. Szokuje też co innego – wyraźna niechęć a nawet lęk przed rozmową na temat przecież tak odległych w czasie wydarzeń, rodzący się u niektórych zapytywanych o Bogdziewicza ludzi.

Echa powróciły po latach

Co więcej, w jednej z uzyskanych relacji dramatyczne koleje losu, dotykające w latach siedemdziesiątych (a więc ponad dwadzieścia lat po straceniu Janka) pewnych mieszkańców okolicy, których wcześniejsza niejasna postawa i podejmowane działania mogły sugerować śledzenie i informowanie organów „bezpieczeństwa” o poczynaniach utworzonego „oddziału” – połączone zostały przez świadka tamtych dni właśnie z „echem” działania „czarnojankowej”, zbrojnej grupy. Kim więc naprawdę był Jan Bogdziewicz? Dokumenty procesu, prowadzonego przez Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu pod przewodnictwem kapitana Stanisława Romanka wymieniają w akcie oskarżenia kilkadziesiąt przestępstw, popełnionych przez „Czarnego Janka” i kierowaną przez niego grupę w okresie od 1948 roku do chwili jego ujęcia, a wiec do maja 1952 roku. Niemal wszystkie zarzucane mu czyny rysują jednoznacznie obraz pospolitego bandyty, napadającego wraz ze swoimi kompanami z bronią w ręku na spokojnych ludzi, budujących mozolnie „nową, ludową ojczyznę”. W mowie oskarżycielskiej prokuratora wojskowego, kapitana Romana Strugalskiego roi się jednak nie tylko od epitetów typu „terrorystyczno-bandycki”, ale też określeń, wywołujących skojarzenia jednoznacznie polityczne: „faszystowsko-wywrotowy”, czy też „działający w imię klas posiadających”.

Ciemne strony prawdy

W tworzeniu negatywnego wizerunku „Czarnego Janka” szczególną rolę miała odegrać mówiąca o oddziale Bogdziewicza broszura z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, zatytułowana „Strzały pod górą Szpicberg”. Napisano ją w dalekim od elementarnego obiektywizmu tonie czarno-białych podziałów: szlachetni, oddani sprawie funkcjonariusze ubecji i prymitywni, okrutni, nie liczący się z ludzkim życiem bandyci. Treść tego „dzieła” obliczona była na stworzenie określonego, skrajnie negatywnego wizerunku członków grupy i samego jej przywódcy. Jak wspomniano, obraz osoby Bogdziewicza dodatkowo zaciemniają – nieliczne co prawda i skąpe – relacje, uzyskane od ludzi, pamiętających go osobiście. Ci, którzy znali go bardzo dobrze – zarówno z działalności w powojennych latach jak i okresu wczesnego dzieciństwa i młodości w rodzinnych Wasiliszkach – mówią o nim jak najlepiej. To prawda, że ukrywając się ograbiał też kasy państwowych i spółdzielczych instytucji. Nigdy jednak nie tylko nie pozbawił nikogo w czasie takich rekwizycji życia, ale nawet nie zranił. Wystawiał również na zabrane kwoty pokwitowanie, by pracownicy, którzy bezpośrednio stawali się ofiarami ataku nie ponosili później konsekwencji napadów…

Zdzisław Abramowicz

Widok niesamowity, trochę jak z filmu o dinozaurach. Na środku pola stoi sobie wysoki na 200m wulkan (501 m.n.p.m.). Znajdujemy liczne okopy – pozostałości z II Wojny Światowej. Niemcy w tamtym czasie zrobili sobie tutaj niezły bastion.

Ostrzyca Proboszczowicka ze względu na swój charakterystyczny kształt nazywana jest „Śląską Fudżijamą”. Jej wysokość wynosi 501 m.n.p.m. Jest to pozostałość po trzeciorzędowym wulkanie, który w okresie największej aktywności był kilkakrotnie większy niż dziś. W chwili obecnej pozostał jedynie fragment komina wulkanicznego .

http://www.cit.zlotoryja….id=38&Itemid=32

Konkurs!!!

Konkurs organizowany przez profil Ponieważ żyli prawem wilka, historia o nich głucho milczy.

https://www.facebook.com/pages/Poniewa%C5%BC-%C5%BCyli-prawem-wilka-historia-o-nich-g%C5%82ucho-milczy/415790968513269

Do wygrania 2 książki : Sebastiana Reńcy „Z cienia” – powieść o żołnierzu NSZ.

zcienia

To powieść oparta na faktach. Główny bohater, żołnierz NSZ, po wojnie walczył przeciw komunistom w zgrupowaniu „Bartka”. Ocalał, bo nie wziął udziału w zaaranżowanym podstępnie wyjeździe na Zachód. Około stu siedemdziesięciu kolegów z oddziału zostało wówczas zgładzonych.

Nagrody zostaną rozlosowana wśród osób, które:

1. Polubią naszą stronę
2. Udostępnią poniższy wpis na swojej tablicy ( Publicznie )
3. Polubią poniższy wpis

Książka została ufundowana przez wydawnictwo Fronda
https://www.facebook.com/FrondaWydawnictwo
Dziękujemy

Konkurs trwa do 5.06.2013 do 21:00

Zapraszamy

Pamięci Żołnierzy Wyklętych

(…) Walki zbrojne w Polsce nie ustały wraz z podpisaniem kapitulacji przez Niemcy. Ogół społeczeństwa traktował „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną i 1 Armię WP, jako faktyczną zmianę okupacji z hitlerowskiej na sowiecką. Wielu polskich żołnierzy podziemia zdawało sobie sprawę, że wkroczenie sowieckiego wojska nie wróży nic dobrego. Postanowili pozostawać w lasach i kontynuować walkę, aż do ostatecznego zwycięstwa.
Partyzanci podziemia wierzyli w rychły wybuch III wojny światowej, która mogłaby Polsce przynieść niepodległość. Cały czas mieli nadzieję na prawdziwe wyzwolenia naszych ziem przez zachodnich aliantów.
Dla instalującej się władzy ludowej partyzanci stanowili poważne zagrożenie. Niełatwo było ich wykryć, a ich działalność skupiająca się na likwidacji sowietów i kolaborujących z nimi polskich komunistów, była znakiem sprzeciwu wobec radzieckiej okupacji.
Jednak sfałszowane wybory w 1947 roku i bierność Zachodu wobec tego faktu zaczęły rodzić w leśnych szeregach „pesymizm i przekonanie o bezsensowności” dalszego oporu. Ujawnieni się partyzantów sprzyjała także ustawa o amnestii wprowadzona w marcu 1947 r.
Faktycznym celem amnestii (nie był to akt dobrej woli i łaski zwycięzców nad zwyciężonymi, jak powszechnie przedstawiano) była likwidacja zorganizowanego oporu przeciwników władzy ludowej.
Obietnic amnestyjnych nie dotrzymano. Zebrana w toku przesłuchań wiedza, posłużyła do późniejszych represji wobec utajnionych i dotarcie do osób nadal prowadzących walkę.
Nie wszyscy jednak postanowili się ujawnić, choć działania propagandy sprawiały, że informacja o amnestii trafiła do większości partyzantów. (…)
Żołnierze Wyklęci nie byli zdrajcami, kolaborantami, tymi, których mamy po wsze czasy wyklinać. Ci młodzi ludzie walczyli o niepodległą Polskę. Ich zryw był ostatnim powstaniem narodowym. Nie dość, że ich mordowano, to jeszcze nie pozostawiono śladów ich pochówków, a do rodzin wysyłano listy, w których stwierdzono, że byli zdrajcami i zostają przeklęci.
Nie mamy grobów naszych bohaterów, dziesiątek tysięcy innych ludzi pomordowanych w więzieniach i aresztach, bo nawet na cmentarzach były tajne pochówki – nie było oznaczonych kwater, nikt nie wiedział, kto i gdzie jest chowany.
Fizyczna eksterminacja żołnierzy antykomunistycznego podziemia nie wystarczyła komunistom. Dobrze wiedzieli, że z ofiary ich życia może w przyszłość powstać mit, z którego nowe pokolenie Polaków będą czerpały siłę do walki z komuną.
Od 2011 roku, dzień 1 marca został ustanowiony świętem państwowym, poświęconym żołnierzom zbrojnego podziemia antykomunistycznego i obchodzony jest jako Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Ten pierwszy dzień marca jest dniem szczególnie symbolicznym dla żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Tego dnia w 1951 roku w kazamatach mokotowskiego więzienia strzałem w tył głowy zamordowano siedzibie członków IV Zarządu Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”.

Okręg Dolnośląski ZŻ NSZ poszukuje wolontariuszy

Okręg Dolnośląski ZŻ NSZ poszukuje wolontariuszy, którzy chcieliby zaangażować się do współpracy z  kombatantami  NSZ mieszkającymi na terenie Dolnego Śląska.

Jeśli chcesz pomagać, interesuje Cię historia, jesteś osobą otwartą, chcesz poznać nowych, ciekawych ludzi i możesz poświęcić w tygodniu minimum 1 godzinę – zapraszamy 🙂

Gwarantujemy świetną atmosferę, fantastyczną grupę przyjaciół, nowoczesne pomysły.
Proponujemy ciekawe szkolenia,  prelekcje tematyczne, pokazy filmów.

Patronat nad wolontariatem objęło Stowarzyszenie Odra – Niemen.
Kontakt
WOLONTARIAT: e-mail: biuro@odraniemen.org  tel. 71 3555202, 607440176

1 MARCA NARODOWY DZIEŃ PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH

1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.
Tego dnia na terenie całego kraju liczne społeczności skupione wokół wartości patriotycznych organizowały wydarzenia czczące pamięć Bohaterów poległych za Ojczyznę.

W Jaworze środowisko narodowe oraz kibice WKS Śląsk Wrocław postanowili oddać cześć Ostatnim Bohaterom walczącym z komunizmem.
Obchody Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych w tym mieście rozpoczęto spotkaniem z kombatantami NSZ, panią Genowefą Aleksander i panem Januszem Słocińskim.
O godzinie 17:00 w Kościele pw. Matki Bożej Różańcowej odbyła się Msza Św. w intencji Żołnierzy Wyklętych połączona z Drogą Krzyżową ze wspomnieniem o Bohaterach.
Na jaworskim zamku, gdzie w czasach głębokiego PRLu było Ubeckie więzienie, katownia, zwane również Ubojnią, odbył się Apel Poległych.
W apelu uczestniczyło ponad 100 osób, odśpiewano Hymn Polski, złożono kwiaty pod wejściem do karceru, skandowano „Cześć i chwała Bohaterom!”, „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę.” Z biało – czerwonych zniczy kibice utworzyli flagę Polski.

Jawor 1 Marca 2013 – Jaworzanie w hołdzie Żołnierzom Wyklętym

6699_3987239374129_1233692616_n165993_3987466219800_267252860_n72307_3987326776314_1572024717_n263417_3987569702387_339374115_n306254_3987785467781_1259461143_n374422_3987904470756_1757219917_n382317_3987214613510_251061915_n387453_3987628863866_83740818_n419309_3987485420280_1283992922_n426455_3987605743288_436588508_n528362_3987302815715_1318052956_n 599237_3987347096822_1686111328_n 644384_3987270814915_1759359333_n 733769_3987645304277_85446783_n aaaaaaaaaaaaaaaa482783_3989467709836_839057426_n aaaaaaaaaaaaaaaaa421942_3989482790213_68552999_n bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb577197_3992204098244_1953787310_n ccccccccccccccccc522687_3992712990966_982479167_n cccccccccccccccccc313809_3992675830037_65549219_n ccccccccccccccccccc525174_3992645549280_907989275_n ccccccccccccccccccc164444_3992681790186_510343508_n