Narodowy Jawor

Strona główna » Galeria

Archiwum kategorii: Galeria

PRACA – ARBAIT

a praca

OFERTY PRACY W NIEMCZECH DLA POLAKÓW CHCĄCYCH ZARABIAĆ TROCHĘ WIĘCEJ NIŻ  TYLKO NA MISKĘ  ZUPY SZCZAWIOWEJ W TYM ANTYNARODOWYM PAŃSTWIE CO TYLKO Z NAZWY JEST POLSKIE. Rzesza ludzi mimo pracy na nic sobie nie może pozwolić i nie wiąże końca z końcem , są też ci którzy w ogóle nie mają pracy w tym państwie bez przyszłości a szczególnie biorąc lokalną sytuacje Jawora  gdzie nic się nie robi by powstawały nowe miejsca pracy . Stąd ucieka każdy kto może i każdy kto ma trochę oleju w głowie.
OTTO Polska Sp. z o.o.
Poszukujemy pracowników do pracy w Niemczech, ze znajomością języka niemieckiego.
CV proszę wysyłać na maila sabinasuchanek@ottopraca.pl
Praca w Niemczech na produkcji
www3.ottopolska.pl

OTTO Polska sp. z o. o.
www3.ottopolska.pl
OTTO Polska 11-06-2013 17:05 Poza ofertami pracy sezonowej, liczba ogłoszeń szybko spada W maju Barometr Ofert Pracy
Reklamy

Jawor wieża zamkowa – widoki

SZAŁU NIE MA ALE MOŻE BYĆ !

Przy odrobinie inwencji jak choćby możliwość otwierania okien , sklepu z pamiątkami , broszurami informacyjnymi czy historycznymi, warto też pomyśleć o gromadzeniu wspomnień ludzi którzy pamiętają ubecka katownię lub sami byli w niej więzieni czy to w formie wideo, broszur czy etatowego pracownika który posiada takową wiedzę. Przydała by się też mini kafejka z kawą, herbatą i zwykłą mineralną.

Wieża dostępna jest dla mieszkańców Jawora jak i dla turystów w dniach środa – niedziela w następujących godzinach: środa – piątek 10.00 – 17.00 (przerwa 12.00 – 14.00); sobota – niedziela 11.00 – 17.00 (bez przerwy). Wstęp bezpłatny.Przypomnijmy ze na tym zamku nie tylko Niemcy mieli swoje więzienie , ale była to także  ubecka katownia w której mordowano ludzi – Polaków tak zwanych wrogów władzy ludowej. Dzisiaj o tym fakcie nie informuje żadna pamiątkowa tablica, ale widocznie nie są tego warci wszak wielu to było według komunistów bandytami i reakcjonistami z NSZ lub AK.

WIEŻA 008ZAMEK 009 ZAMEK 005 ZAMEK 031 WIEŻA 020 WIEŻA 008 WIEŻA 004 WIEŻA 017 WIEŻA 003 WIEŻA 013 ratusz ! (17) ratusz ! (15) MUCHOŁAPKA ! (39) WIEŻA 011 WIEŻA 023 WIEŻA 022 WIEŻA 024 Kopia WIEŻA 027 WIEŻA 040 WIEŻA 047 WIEŻA 045 WIEŻA 049 WIEŻA 046 WIEŻA 043

Spóźnieni bohaterowie I. Po wojnie Polska – rok 1946

Jawor – rok 1946 W tym czasie w Jaworze również wiele się działo. Z początkiem stycznia do wojewody wrocławskiego dotarło pismo. Jan Kasprzycki, wiceprzewodniczący Komitetu Powiatowego PPS w Jaworze oraz inne osoby z tej partii „podjęły przeciwko staroście szeroką akcję – kampanię kłamstw i oszczerstw, za pomocą których dążono do zdyskredytowania go jako działacza politycznego i pełnomocnika Rządu” (fragment „Charakterystyki Nr 60”¹ z dokumentów wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej). „… tego typu „działacze” złożyli do ówczesnego wojewody wrocławskiego pismo, w którym podawali jakoby Bystry zajmował się wyłącznie „szabrem” i innymi nadużyciami” (fragment „W służbie Ludu i Ojczyzny”²– Biuletyn Wrocławskiego Okręgu ZBOWiD, autor: Kazimierz Kowalik). Pismo Kasprzyckiego i zawarte w nim zarzuty nie zachowały się. Wiadomo natomiast, że wojewoda zawiesił starostę w czynnościach służbowych z dniem 1 Page 2 marca 1946 roku. Skierował też do Jawora komisję, która „ jednakże po dokładnym zbadaniu sprawy i stwierdzeniu fałszu w skierowanym piśmie z dniem 1 kwietnia 1946r. wojewoda uchylił poprzednią decyzję i powierzył ponownie Bystremu pełnienie obowiązków starosty. To zdecydowało o śmierci Bystrego, bowiem kilka warchołów zaślepionych nienawiścią do pepeerowców w ogóle a do Bystrego w szczególności za prawość jego charakteru, postanowiła go zamordować” (fragment „W służbie Ludu i Ojczyzny”). Donosy Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Państwowego żywo interesował się tym, co się dzieje w lokalnych strukturach PPS. Świadczą o tym donosy zachowane w archiwach wrocławskiego IPN-u: • 19 kwietnia 1946: – Niniejszym donoszę, że Jan Kasprzycki w restauracji Pionierów rozszerzał propagandę, iż na zjeździe w Szczecinie podczas defilady, miały miejsce wystąpienia antyrządowe, a przeciw Prezydentowi Bierutowi publiczność wzniosła okrzyki. Na skutek tego przedstawiciele Rządu opuścili trybunę. Podczas tej rozmowy obecni byli: Kempa Edward i Cuper Stanisław. St. Ref. PUBP w Jaworze • 16 maja 1946: – Niniejszym donoszę, iż 15.V. godz.. 16-tej w Sali PPS odbyło się zebranie aktywistów PPS. Dzisiaj zapytany o sprawy poruszane na zebraniu Ob. Pająk oświadczył mi w obecności Ob. Doroska i Kurdka, co następuje: Zebrało się ok. 30 osób. Zebranie trwało do godz. 20-tej. Zebranie to nie było protokołowane. Dyskutowano na temat kompetencji poszczególnych urzędów i władz, na co zabrał głos Ob. Papiewski, który oświadczył, że w naszym powiecie mamy jednego dyktatora, wobec czego zasięg kompetencji urzędów jest dość mały. W dyskusji późniejszej zabrał głos p. Waranka, który powiedział, że znajdujemy się w Polsce Demokratycznej, jednak nie ma wolności słowa, ponieważ gdy ktoś za dużo mówi u nas, to zostaje zamknięty. Ob. Kasprzycki Jan zdał sprawozdanie ze swego pobytu u wojewody, który ma zamiar przybyć do Jawora w dniu 25.V.46. Polecił on bronić Woszyńskiego. St. Referent PUBP w Jaworze • 24 maja1946: – Niniejszym donoszę, że Ob. Kasprzycki Jan, insp. PUR, był przed wojną członkiem endeckiego towarzystwa „Sokół”. St. Ref. PUBP w Jaworze. • 24 maja 1946: – Dzień 18.IV.46r. w restauracji Pionierów Jan Kasprzycki wyrażał się, że gdyby ludzie wiedzieli, że PPS jest nastawiona przeciw dzisiejszej demokracji, wtedy masowo zapisywaliby się do tej Partii. Następnie wyraził się ordynarnym słowem Demokracji. Poza tym wyrażał się przychylnie o NSZ, mówiąc że Rząd źle robi, że ich ściga. Świadkiem słów powyższych był Ob. Kempa Edward… (z dokumentów wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej³) II. Spisek Śmierć starosty Page 3 W tej atmosferze i w tym czasie, dziś już historycznym, w Jaworze dochodzi do tragicznych zdarzeń. Starosta jaworski Adam Bystry-Bykowski zostaje zastrzelony niemal na progu swojego domu przy dzisiejszej Alei Dębowej 11. Rzecz się działa 31 maja 1946 roku. – O godzinie 10.30 (wieczorem – WP) usłyszałam warkot samochodu i wtedy koleżanka Popielska Helena zbiegła na dół i zaczęła otwierać drzwi. Wtem usłyszała strzał i wbiegła z powrotem na piętro do mnie i kiedy doszła do okna, krzyknęła, że starosta został zabity. Wtedy ja wybiegłam na dół i prędko pobiegłam do furtki. W tym czasie Helena poszła do telefonu, a ja podbiegłam do starosty. Podniosłam go, ponieważ leżał twarzą do ziemi i zauważyłam, że jeszcze daje oznaki życia. I po trzykrotnym jęku zmarł na mojej ręce… – zeznawała w śledztwie Józefa Hajdo. To nie była przypadkowa śmierć. – Po przyjściu przed dom starosty ukryłem się w żywopłocie – zeznawał na rozprawie Jan Kruk. – Wtedy nadjechał starosta, wysiadł będąc zwrócony do mnie plecami, oddałem trzy strzały w kierunku starosty. Miałem wówczas pistolet 15-strzałowy „belgijski”. Po oddaniu trzech strzałów widząc leżącego starostę, oddałem jeszcze trzy następne, dobijając go. Śledczy znaleźli jednak nie sześć, ale osiem łusek po nabojach. Dwa z nich trafiły w auto rozbijając przednią szybę. Jak tylko padły pierwsze strzały z samochodu wybiegł kierowca starosty, Niemiec Georg Heinzelman. W ciemnościach jednak nic nie widział. 4. czerwca 1946 roku na łamach „Trybuny Dolnośląskiej” ukazał się nekrolog: „Z powodu tragicznej śmierci ojca naszej koleżanki Bystry-Bykowskiego zamordowanego przez bandytów NSZ (Narodowe Siły Zbrojne – WP) składają serdeczne kondolencje koledzy i koleżanki z Akademickiego Związki Walki młodych Życie”. W tym samym czasie dolnośląskie gazety codzienne donosiły: „Szczerbiec Chrobrego wróci do kraju” („Pionier”, 31 maja 1946), „Znaczna część ludowców głosowała jawnie 3xTAK”. Na Dolnym Śląsku głosowało ponad 90% uprawnionych” („Trybuna Dolnośląska”, 2.07.1946). Śledztwo, areszt Sprawą zabójstwa interesował się niemal cały Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Jaworze. Śledztwu przewodził wówczas ok. 40- letni sierżant UB (w innych dokumentach zwany też oficerem śledczym) Kazimierz Kowalik. To on przesłuchiwał, sporządzał postanowienia o wszczęciu śledztwa, akty oskarżenia, wreszcie ścigał tych, którzy uciekli. Pierwszy do aresztu trafił Jan Kasprzycki. Jeszcze tej samej nocy, której zginął starosta. To jego podpis widniał jako pierwszy pod skargą do wojewody wrocławskiego na starostę Bystry-Bykowskiego. – Był to około 40 letni mężczyzna, inteligentny i przebiegły, w młodości należał do „Sokoła” – pisze o nim Kowalik (Biuletyn Archiwalny Wrocławskiego Okręgu ZBOWiD). – Całą więc uwagę i wysiłek w ciągu 6-ciu dni od chwili Page 4 zabójstwa Bystrego poświęciłem wyłącznie jemu, gdyż z innymi oficerami śledczymi w ogóle nie chciał mówić, a przy tym wyczuwałem intuicyjnie, że tylko on może rzucić jakieś światło na tę sprawę. W czasie sześciodniowych rozmów z nim zdołałem sobie zdobyć jego zaufanie przez fakt wspólnej działalności przed 1939r. oraz jednakowego wieku. Ponadto przyrzekłem mu, że jeśli będzie szczery dla mnie i pomoże mi rozwiązać tą sprawę, postaram się o przedstawienie danych mogących wpłynąć na łagodny wymiar kary. Zresztą słowa dotrzymałem, gdyż otrzymał karę 5 lat więzienia a na podstawie amnestii z lutego 1947 r. po kilku miesiącach został z więzienia zwolniony. Szóstego dnia, po dłuższej rozmowie z nim, w pewnej chwili zerwał się z krzesła z jakąś determinacją i zaczął chodzić po pokoju, nie przeszkadzałem mu w tym spacerze, bo wiedziałem, że prowadzi wewnętrzną walkę i że za chwilę padną decydujące słowa i mimo, że sam byłem niesłychanie podniecony, to jednak opanowałem się i udawałem konieczny spokój, przeglądając jakieś papierzyska tak jakbym wcale nie widział jego podniecenia. Spacer ten trwał może z pięć minut i w pewnej chwili K. (Kasprzycki – WP) stanąwszy przed biurkiem, machnąwszy ręką, głosem zdecydowanym odezwał się do mnie: „piszcie, będę zeznawał”, a kiedy spokojnie nie patrząc na niego wziąłem protokół, zeznał…” W ten sposób jeszcze tego samego dnia (6 czerwca 1946) do aresztu trafił Waranka. – Nie przyznał się podczas 9-cio godzinnego przesłuchania – relacjonuje dalej Kowalik. – Dopiero konfrontacje z K. (Kasprzyckim – WP) załamały go i po kilku godzinach wahania przyznał się i oświadczył, że Bystrego zastrzelił na jego polecenie Jan K. (Kruk – WP) zamieszkały w gromadzie Paszowice w odległości 3 km od Jawora. Aresztowany K. Jan zeznał zaraz po przywiezieniu do Jawora, że zastrzelił starostę na polecenie W., który dał mu 12-strzałowy pistolet kal. 9 mm i 2.000 zł, przy czym W. obiecał mu po zastrzeleniu starosty dopłacić jeszcze kilka tysięcy złotych. Odwet UB Śledztwo zakończyło się 29 lipca. Trwało więc blisko dwa miesiące. Już po tygodniu pod kluczem znalazło się sześciu oskarżonych, 8. lipca dołączył do nich siódmy (Ryszard Sakowski). Szantaż (o którym wspomina sam Kowalik) to nie jedyna metoda śledczych. W oficjalnych protokołach, nawet w tych możliwych do odczytania, nie ma jednak mowy ani o szantażu, ani o zastraszaniu, ani o czynieniu fałszywej nadziei. Nie ma mowy o tym w relacjach sądowych. Nie ma też mowy o upokorzeniach, o biciu, torturach… – Mąż miał wybite zęby – o swoim mężu mówi Irena Waranka. – Widziałam to podczas rozprawy. Ale nie dopuszczono jej na całą rozprawę. Mogła uczestniczyć jedynie w odczytywaniu wyroku. Page 5 Beata (synowa Ireny i Czesława, żona Jerzego) Waranka dodaje: „W trakcie odczytywania wyroku miała (Irena – WP) problemy z rozpoznaniem swojego męża: wybite zęby, połamane dłonie, zerwane paznokcie, 31-letni mężczyzna kompletnie posiwiały”. Jej mąż, Jerzy (syn Czesława) dodaje, że „mama nie rozpoznała taty na rozprawie. Przeszła niemal obok niego. Odwróciła się dopiero, kiedy usłyszała, jak wymawiał jej imię. Kiedy w końcu go rozpoznała, zemdlała…” III. Sąd Siatka Waranka i Kruk przyznali się do „współdziałania w zabójstwie starosty Bystry- Bykowskiego i do planowania założenia organizacji terrorystycznej, której działalność polegałaby na mordowaniu działaczy politycznych” (z „Charakterystyki Nr 60”). „Oskarżeni zapytani w myśl art. 216 KWPK oświadczają, że akt oskarżenia zrozumieli i do zarzuconego im czynu przyznają się, a do winy nie poczuwają się” (z protokołu rozprawy sądowej). Szefem siatki miał być zrzucony na spadochronie „Tadzik”. To z nim kontakty utrzymywał Stanisław Cich, którego UB nigdy nie złapała. O ile Cich był postacią autentyczną (członek PPS, kierownik spółdzielni mięsnej w Jaworze, należał do AK, „uciekł na naszym motorze” – dodaje Irena Waranka. – Miał żonę Ewę i syna Janusza, wówczas ok. 12 lat), o tyle „Tadzik” jest postacią, o której nic nie wiadomo. Jego działalność śledczy łączyli z aktywnością „Ognia” na Podhalu. – Żona Cicha ostrzegała moją mamę, żeby zniknęła, bo „Stanisław” (czyli Cich – WP) już nie po raz pierwszy coś „miesza” – mówi Jerzy Waranka. Czy Cich po wojnie został ubeckim prowokatorem? W każdym razie w „Charakterystyce Nr 60” jego nazwisko figuruje w „wykazie członków nielegalnego ugrupowania politycznego…” z adnotacją: „nie żyje”. Było to w 1979 roku. Nie ma jednak żadnej informacji, kiedy zmarł, czy wcześniej został schwytany i osądzony za udział w zabójstwie Bystry-Bykowskiego? Rozprawa Rozprawa odbyła się w Jaworze, na prośbę szefa PUBP, Leona Fajgenbauma. Rozpoczęła się 13 sierpnia 1946 roku o dziesiątej rano w budynku dzisiejszego Teatru. Składowi sędziowskiemu przewodniczył mjr Aleksander Warecki, towarzyszył mu kpt. Wilhelm Bigda, plutonowy Edward Oleszczuk (jako łącznik) i por. Franciszek Kusiek (protokolant). Oskarżał kpt. Feliks Maciejewski. Obrońcą z urzędu był mecenas Edward Strumpf (po 1956 roku wyjechał do Izraela). Odmówił Józef Waranka, wrocławski adwokat i krewny Czesława. Główni oskarżeni przyznawali się do czynu, ale nie poczuwali do winy. Na rozprawie nie był obecny jeden z członków „klanu Waranki” (określenie z „Charakterystyki Nr 60”) – Stanisław Cich (uważany za głównego organizatora zamachu na Bystry-Bykowskiego. Page 6 Przed sądem stanęli: Czesław Waranka, Jan Kruk, Jan Kasprzycki, Stanisław Palij, Józef Piotrowski, Bronisław Demski i Ryszard Sakowski (Kowalik złapał go dopiero 8 lipca 1946 roku u rodziny jego żony w powiecie głubczyckim). Według śledczych i prokuratury każdy z nich odegrał bardzo określoną, konkretną rolę w zabójstwie starosty. Cich w połowie maja kupił od żołnierza sowieckiego 15-strzałowy pistolet, tzw. belgijkę. Wręczył go Warance, który przekazał go Sakowskiemu na przechowanie. Palij (mieszkał po sąsiedzku z Bystry-Bykowskim) na polecenie Waranki sporządził szkic sytuacyjny domu starosty. Sakowski przekazywał broń od Waranki dla Kruka, Kasprzycki proponował bombę zamiast bezpośrednich strzałów z pistoletu. Zeznania Waranka: „Cichy (nazwisko to przewija się w aktach sprawy raz jako Cich, drugi jako Cichy, co może być błędem protokolanta – WP) wydał rozkaz zabicia starosty Krukowi będąc u mnie w mieszkaniu. Wtenczas Cichy powiedział, że będzie robota. Na drugi dzień Kruk przyszedł do mnie i pytał się mnie, co robić. Ja mu powiedziałem, jak uważasz. Będąc u mnie Cichy powiedział „uważaj jak zdradzisz”. (…) Ja obawiałem się represji ze strony Cichego, gdyż mając żonę w ciąży (wiosna 1946 – WP), bałem się, żeby mnie nie sprzątnął. (…) Kiedy rozmawiałem z Kasprzyckim, ten mówił, że gdybyśmy zastrzelili starostę, to wina spadnie na nas. To lepiej, żeby podłożyć bombę pod samochód, kiedy będzie jechał w drodze. Cich kupił pistolet od oficera sowieckiego, który to mnie oddał a następnie go pokazał Kasprzyckiemu. (…) Będąc w areszcie UB szef Urzędu Bezpieczeństwa powiedział, żebym się przyznał a będę miał lżejszą karę. (…) Palija wzywałem do siebie, ażeby ten podał mi plan domu (starosty – WP). (…) W przeddzień morderstwa był Kruk u mnie, któremu to dałem 2000 zł, które mi dał Cich, ażebym je dał Krukowi. Oddałem Krukowi także ustny plan domu starosty oraz powiedziałem, że dzisiaj starosta wyjechał a powróci wieczorem (Kruk kilka razy czekał na starostę przed jego domem, mogło to być również 30 maja – WP). Odchodząc ode mnie Kruk powiedział mi: „jeśli się uda”. Będąc Cich u mnie mówił, że ma jeszcze kilku gości w urzędach, których to należałoby sprzątnąć. Miała być walka polityczna. Mieliśmy tworzyć piątki, których to dowódcą miał być „Tadzik”, który spadł ze spadochronem. (…) Broń, którą dostałem od Cichego była u mnie dwie godziny, gdyż natychmiast oddałem ją Sakowskiemu” (zeznania Cz. Waranki z protokołu sądowego). Kruk: „Cicha znałem jeszcze koło Jarosławia, kiedy był leśniczym. (…) W Jaworze spotkałem Cichego i poznałem (…). Po zapoznaniu się bliżej z nim miałem otrzymać pracę w fabryce pieców kaflowych (…). Będąc u Cicha ten wtajemniczył mnie, że dostanę dobrą robotę, za którą miał mnie dobrze wynagrodzić. Następnie Cich zapoznał mnie z Waranką. (…) Za zabójstwo starosty Cich obiecał mi 20000 zł. Będąc u Waranki ten dał mi 2000 zł mówiąc, że to gest od Cichego (…). Starostę Bykowskiego zabiłem z chęci zysku Page 7 pieniędzy, ponieważ do tego namówił mnie Cich” (z protokołu sądowego – zeznania J. Kruka). W pewnym momencie sędziowie odczytali Krukowi zeznania złożone w śledztwie. – Kruk zeznań swoich nie potwierdza – zapisano w protokole rozprawy. Dlaczego? – pytanie wcale nie retoryczne, ale bez odpowiedzi. Kasprzycki ani do winy, ani do czynu nie przyznaje się. „Ja odradzałem Warance udział w zabójstwie starosty Bykowskiego, na co ten mi powiedział: „jak piśniesz, będzie z tobą źle”. Byliśmy z Piotrowskim u Waranki, którego od zamiaru tego odciągnęliśmy. (…) Waranka dał wówczas słowo honoru, że odwołuje rozkaz zabicia, a my myśleliśmy, że Waranka będąc oficerem słowa dotrzyma i przez to nikomu nie meldowaliśmy. Sakowski przyznał się do oddania broni Krukowi, ale nie do pozostałych zarzutów. Palij przyznał się do zarzucanego mu czynu, czyli wykonania planów mieszkania swojego sąsiada, starosty Bystry-Bykowskiego. – Nie wiedziałem, że ma być popełnione morderstwo na osobie starosty Bykowskiego – zeznawał w sądzie. – (…) O zabójstwie starosty mogłem się tylko domyślać, ale meldować obawiałem się, gdyż obawiałem się zemsty ze strony Waranki. Demski przyznał się, że wiedział o planie zabójstwa starosty Bykowskiego: „Pierwszy raz Kruk mówił, że ma jakąś robotę, a drugi raz powiedział, że dostał rozkaz zabicia starosty” (z protokołu sądowego). Piotrowski: – Do zarzucanego mi czynu (nie? – niewyraźny zapis w aktach – WP) przyznaję się a do winy się nie poczuwam – zeznał. Ostatnie słowo „Oskarżeni Waranka i Kruk proszą o surowy wymiar kary z wyjątkiem kary śmierci” (z protokołu sądowego). Pozostali prosili o łagodny wymiar kary. Tylko Piotrowski prosił o uniewinnienie. Wyrok (…) „W tym stanie rzeczy Sąd przyjmuje za udowodnioną winę osk. Waranki Czesława, co do nakłonienia i udzielenia osk. Krukowi w dokonanym przez niego czynnym i gwałtownym zamachu na osobie starosty w Jaworze Bykowskiego, oraz co do przechowywania przez niego nielegalnie broni jako też winę osk. Kruka Jana co do dokonania przez niego gwałtownego zamachu jak również do posiadania broni. Ponadto Sąd przyjmuje za udowodnioną winę osk. Kasprzyckiego Jana, Palija Stanisława i Demskiego Bronisława oraz Sakowskiego Ryszarda, iż ci mając wiarygodną wiadomość o zamierzonym zamachu na starostę Bykowskiego – nie donieśli o tym w porę władzy, a nadto winę Sakowskiego co do przechowywania nielegalnie broni. Przeprowadzony przewód sądowy natomiast nie wykazał winy osk. Piotrowskiego Józefa. (…)” Page 8 Waranka i Kruk zostali skazani na karę śmierci, utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych na zawsze i przepadek całego mienia na rzecz Skarbu Państwa. Sakowski – sześć lat więzienia. Kasprzycki, Palij, Demski – po pięć lat więzienia. Piotrowskiego sąd uniewinnił. O dwóch wyrokach śmierci zapadłych w Jaworze w swojej depeszy poinformowała Polska Agencja Prasowa. Trudno w niej oddzielić informację od komentarza. Przykład: „…oskarżony Waranka zakapturzony w szeregach PPS reakcjonista, postanowił dla celów politycznych i osobistych zamordować starostę…” Odwołanie Rozprawa apelacyjna odbyła się 4 października 1946 przed Najwyższym Sądem Wojskowym w Warszawie. Składowi sędziowskiemu przewodniczył płk Jan Kaczorowski. Prócz niego sądzili jeszcze: ppłk Józef Dziowgo, ppłk Marian Rozenblit a protokołował sierż. pchr. Mieczysław Mirosz. Naczelną Prokuraturę Wojskową reprezentował mjr Gabriel Henner. Sąd nie uwzględnił skarg rewizyjnych oskarżonych ani ich obrońców. Powołał się przy tym na zeznania złożone w śledztwie, choć – jak zauważył Sąd – Waranka na pierwszej rozprawie twierdził, że „wyjaśnienia jego, złożone w śledztwie, były „zasugerowane”. To sądowe, niejako oficjalne określenie metod stosowanych przez jaworskich śledczych, o których już była mowa. W języku Najwyższego Sądu Wojskowego szantaż, tortury to „sugerowanie”. NSW utrzymał w mocy wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu. Za słuszne uznał wymierzone kary śmierci. Jednocześnie Sąd przychylił się do opinii Naczelnego Prokuratora Wojskowego, iż „kwalifikacje prawne czynów, o które oskarżono i za które skazano Warankę Czesława i Kruka Jana istotnie były błędne. Błąd wszakże polegał nie na tym, że czynom przestępczym Waranki i Kruka nie dano dodatkowej kwalifikacji z art. 27 i 28 KKWP w związku z art. 225 par. 1 KK (…), lecz na tym, że zamiast kwalifikacji przyjętej w akcie oskarżenia, nie oskarżono i nie skazano (…) z ustawy surowszej tj. KK. (…) Ponieważ jednak wszystkie te usterki i uchybienia nie miały wpływu na wyrok, Najwyższy Sąd Wojskowy poprzestaje na wytknięciu ich Sądowi wyrokującemu”. Łaska Pozostała już tylko prośba o ułaskawienie. Wrocławski adwokat Edward Strumpf (obrońca z urzędu) pisał do Bolesława Bieruta w imieniu Waranki i Kruka: „Mam zaszczyt zwrócić się do Obywatela Prezydenta Krajowej Rady Narodowej (…). Skazany Waranka nie popełnił bezpośrednio zbrodni zabójstwa a skazany został za udzielenie pomocy i podżeganie. (…) W wypadku wykonania wyroku śmierci rodzina skazanego pozostanie w tragicznym położeniu…” Page 9 Z kolei „skazany Kruk to młody człowiek, liczący zaledwie 19 lat. Dopuścił się on zbrodni zabójstwa nie z własnej inicjatywy, a nakłoniony przez osobę trzecią. Przyznał się do winy całkowicie, nie utrudniał władzom w przeprowadzeniu śledztwa(…). Pozwalam sobie wyrazić przekonanie, że Obywatel Prezydent przychyli się do niniejszej prośby i daruje życie skazanym Warance i Krukowi”. Prośba datowana jest na 27 sierpnia 1946 roku. A więc na kilka miesięcy przed apelacją. Irena Waranka również pisała do Obywatela Prezydenta KRN. „(…) Nigdy o śp. Staroście źle się nie wyrażał, a przeciwnie traktował go i uważał za dobrego i sumiennego kolegę. Wiem o tym, że faktycznym (…) sprawcą tej zbrodni jest niejaki Cich, który po tragicznej śmierci Bykowskiego uciekł w nieznanym kierunku. Niezawodnie uczyniłby to i mąż mój, gdyby był współsprawcą tegoż czynu. Ja, łącznie z mężem byliśmy w mieście Jaworze pionierami tegoż miasta i okolicy. Mąż mój stale podkreślał konieczność jak najszybszego spolszczenia tych terenów. Był entuzjastą ruchu repolonizacyjnego. Był założycielem Milicji Obywatelskiej oraz innych urzędów państwowych na tymże terenie. Całe dnie i noce pracował nad odbudową tej miejscowości (…)”. 9 października 1946 płk A. Michniewicz, prezes Najwyższego Sądu Wojskowego opiniuje wnioski o ułaskawienie Waranki i Kruka. W konkluzji stwierdza, że „obaj skazani na łaskę nie zasługują”. W kilka dni później (13 października) Obywatel Prezydent Bolesław Bierut podpisuje decyzję: łaski nie będzie. IV. Egzekucja Po pięciu miesiącach Wyrok wykonano. Ledwie w pięć miesięcy od tragicznych wydarzeń z końca maja. W kilka dni później naczelnik jaworskiego więzienia L. Halikowski informował Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu oraz Wojskowego Prokuratora: „Wobec nie skorzystania przez Obyw. Prezydenta R.P. z przysługującego im prawa łaski wyrok został wykonany w powierzonym mi więzieniu dnia 30-go października 1946 r. o godz. 7.30. Jednocześnie przedkładam odpis protokołu wykonania wyroku”. Kolejne pismo naczelnika Halikowskiego adresowane było do Zarządu Miejskiego w Jaworze: „Proszę o powiadomienie Irenę Waranko zam. w Jaworze ul. Kopernika Nr 4, by stawiła się w tutejszym więzieniu po odbiór 1- go zegarka ręcznego, 1-nej obrączki i 1-go pierścionka”. Te rzeczy posiadał przy sobie Czesław Waranka w momencie aresztowania. Posiadał też gotówkę w kwocie 625 złotych. Zegarek ręczny miał kolor czarny z paskiem skórzanym firmy „Edezza”. Pierścionek miał kolor żółty (złoty) z oczkiem. O rzeczach Kruka nikt nie został poinformowany. Nic nie miał? Dobijanie Page 10 – To było straszne, straszne – powtarza łamiącym się głosem 93-letni Mieczysław Cubała. Dziś mieszka w rodzinnym Pińczowie, ale starsi jaworzanie pamiętają go jeszcze jako mieszkańca ich miasta. W 1946 roku był kierownikiem działu pracy w jaworskim więzieniu. – Nie chciałem uczestniczyć w tej egzekucji. Ale akurat tego dnia miałem służbę oficera inspekcyjnego. Około 4-5 nad ranem przyjechała ekipa UB wraz z komendantem powiatowym. Cubała zaprowadził ich do celi skazańców. Obaj przebywali w jednoosobowej celi na pierwszym piętrze („na wprost głównego wejścia na dziedziniec Zamku”). Sprowadzono księdza. – Kruk został wyprowadzony z celi, a w tym czasie ksiądz wyspowiadał Warankę – wspomina M. Cubała. – Potem wyspowiadał też Kruka. Następnie obaj zostali wyprowadzeni na dziedziniec. Waranka wyszedł „po wojskowemu”, po żołniersku. Nie chciał, by mu zawiązywano oczy. Kruk stracił nerwy. Już na dziedzińcu zaczął krzyczeć. Musieli go siłą prowadzić na miejsce egzekucji. Było to pod murem Zamku od strony Nysy. Cubała pamięta, że egzekucja się wydłużyła. – Nie było chętnych do wykonania – mówi. – Zwykle w takich wypadkach wyrok wykonywali strażnicy więzienni. Teraz nie chcieli. Ani oni, ani milicjanci. UB musiał wyznaczyć egzekutorów. Było ich czterech. Mieli automaty. Wystrzelili serię strzałów. Kruk upadł. Waranka zrobił zwrot w lewo, jakby go tam dosięgły pociski. Padł dopiero po drugiej serii. Ale jeszcze głowę podniósł z ziemi i krzyczał: „dobijcie”! Wtedy wystrzelono serię strzałów aż oba ciała unosiły się nad ziemią… Groby W Księdze Zgonów jaworskiej parafii pw. św. Marcina zachowała się wzmianka o śmierci starosty Bystry-Bykowskiego. Można się dowiedzieć, że pogrzeb odbył się 3 czerwca 1946 roku. I że „zostawił żonę Genowefę z Kubickich” W kondukcie za trumną był i Waranka, i Kruk. Zabity starosta miał uroczysty pogrzeb. – Waranka szedł w wojskowym mundurze, z szabelką – wspomina sąsiadka. – Wygłosił podniosłe przemówienie nad grobem – mówi inny jaworznian, Mirosław Żołek, który w tym czasie już pracował w jaworskim starostwie powiatowym. Próżno jednak w tej samej Księdze Zgonów szukać jakiejkolwiek informacji na temat śmierci Waranki i Kruka. Wszyscy trzej zostali pochowani na cmentarzu parafialnym w Jaworze. Do dziś spoczywają tam szczątki tylko dwóch spośród nich. Ciało starosty zostało ekshumowane i wywiezione z Jawora. Po egzekucji, o szóstej rano w więzieniu była zmiana warty. Mieczysław Cubała poszedł do domu. Pamięta, że ciała skazańców zostały pochowane następnej nocy na starym cmentarzu. – Po lewej stronie przy murze sąsiadującym z szosą legnicką – mówi. – Jakieś 5- 10 metrów od rogu cmentarza. Na ich grobie nie było żadnego znaku, żadnego krzyża. To nie była mogiła. Po prostu – zakopano ich i już! Page 11 – Na Wszystkich Świętych ojciec zaprowadzał mnie na ich grób – wspomina Jan Demski, syn Bronisława. – Zapalał znicze. Ich groby znajdowały się od strony ul. Kwiatowej w odległości 1-1,5 metra od siebie. Nie było na nich żadnych krzyżyków, nawet nie mieli usypanych mogił. Po prostu – równa ziemia. Relacje Demskiego i Cubały w sprawie usytuowania grobów Waranki i Kruka różnią się tylko jednym szczegółem – wejściem na stary cmentarz: jeden mówi o ul. Kwiatowej, drugi – Kuzienniczej. Pierwszą potwierdza jaworzanka, która również zapalała tam niegdyś znicze: – Byłam dzieckiem – wspomina (nie chce podawać nazwiska). – Działałam w harcerstwie. Byliśmy raczej po stronie Waranki. Na jego domniemanym grobie paliłyśmy znicze. Za którymś razem zauważyłyśmy, że córki Bykowskiego kopnięciem nóg zniszczyły nasze znicze. – Jego grób znajdował się na starym cmentarzu – opowiada sąsiadka Waranki z ul. Kopernika. – Od wejścia przy ul. Kwiatowej na prawo, w pobliżu toalety. Dziś nie ma tam toalety. Jest góra śmieci. Jeśli istotnie tam właśnie leżą ciała Waranki i Kruka, to musi to być miejsce tuż obok grobu małej Tereski, która zmarła w 1952 roku (nazwisko na płycie już się zatarło). Ledwie kilka metrów od wejścia na cmentarz od ul. Kwiatowej. V. Sędziowie „Urzędnicy” W „Charakterystyce Nr 60” mowa jest o tym, że Kowalik „nie taił też, że podejrzewa Kasprzyckiego o dokonanie morderstwa i zamiaru postawienia go w stan oskarżenia”. Tam też możemy znaleźć informację o pomocnikach Kowalika. Nigdzie nie ma nawet śladu o sposobie prowadzenia przez nich przesłuchań. Kowalikowi pomagali funkcjonariusze UB i MO w Jaworze: Adam Urbańczyk, Rudolf Danielewicz, Józef Jarosz, Jan Boczek (nie żyje od ok. 30 lat), Leon Fajgenbaum (wyjechał do Izraela w latach 50.), Józef Gos (zmarł w 2005r., w czasie wojny służył w AK, w UB ok. 1,5 roku, potem w starostwie jaworskim), Stanisław Nurkowski, Stanisław Skrzypczyk, Leon Fijałkowski, Kazimierz Szpakowski, Władysław Zach, Edward Sieroń i Jan Maciąg. W sumie – 14 funkcjonariuszy (wśród nich szef jaworskiego UB – L. Fajgenbaum). Kowalik zmarł w 1965 roku. – Nigdy w domu nie mówiło się o pracy taty – mówi Elżbieta Kunc, jego córka. – Został pochowany na nowym cmentarzu. – Mam grypsy pisane ręką mojego ojca i przemycone do mojej mamy – mówi Jerzy Waranka, syn Czesława. – Są bardzo niewyraźne, bo miał już wtedy połamane ręce. – Wśród strażników więziennych byli różni ludzie. Mój tato też przesyłał grypsy – dodaje Jan Demski. – Ale ci z UB o tym chyba nie wiedzieli. Znane nazwiska Przewodniczący składu sędziowskiego w „Zeszytach Historycznych WiN-u” nr 14/2000 nazywany jest też Aleksandrem Warenhauptem. Jego nazwisko pojawia się w „Raporcie Komisji Mazura” (Rozdział III), która została powołana 10 Page 12 grudnia 1956 roku : „…były sędzia Najwyższego Sądu Wojskowego, szef Oddziału Inspekcji NSW (czerwiec 1952-1956).Warecki jako szef Wojskowego Sądu Rejonowego odznaczał się bezwzględnością w wykonywaniu wszelkich niepraworządnych wytycznych NSW i ZSW”. Nazwisko Wareckiego znane jest w Jaworze. Na śmierć skazał nie tylko Warankę i Kruka. Eugeniusz Wa… (nazwisko trudne do odczytania z zachowanych dokumentów) również został przez niego skazany na śmierć w 1947 roku. Po 1956 roku wyjechał do Izraela. Nazwisko Wareckiego przewija się również m.in. w procesie płk Aleksandra Krzyżanowskiego, pseudo „Wilk”, komendanta Okręgu Wileńskiego AK oraz gen. Emila Fieldorfa „Nila”. W składzie sędziowskim znalazł się też kpt. Wilhelm Bigda, były żołnierz AK. Dr Krzysztof Szwagrzyk zalicza go do grona sędziów, „których sumienie obarczone jest orzeczeniem kilkunastu, czasami nawet kilkudziesięciu wyroków śmierci” (Biuletyn IPN nr 11 (22) z listopada 2002). Przewodniczący rozprawie apelacyjnej płk Jan Kaczorowski to ojciec Blanki Kaczorowskiej (żony Ludwika Kalksteina, wydała wielu AK-owców w ręce Gestapo). Wraz z innym sędzią NSW, ppłk Józefem Dziowgo uczestniczyli w procesach działaczy niepodległościowych po wojnie. Dziowgo był szefem Wydziału II w Najwyższym Sądzie Wojskowym a uczestniczący w tej samej rozprawie apelacyjnej ppłk Marian Rozenblitt – kierownikiem sekretariatu w NSW. Po 1956 roku wyjechał do Izraela. Pułkownik, sędzia Aleksander Michniewicz (obywatel sowiecki), prezes Najwyższego Sądu Wojskowego 9. października 1946 r. wydał negatywną opinię w sprawie zastosowania prawa łaski przez prezydenta. W jednym z okólników przypomniał wszystkim wojskowym sędziom, czym te sądy mają się kierować i jaki jest cel ich istnienia: „celem naszego sadownictwa jest eliminacja (to następne słowo jest bardzo ważne) i eksterminacja wrogów ludu”. Motywy Z materiałów IPN-u można się dowiedzieć, że „główną przyczyną podniesienia zarzutów przeciwko staroście był fakt, że był on aktywnym członkiem PPR-u i z tego powstały pewne koła – w szczególności zrzeszone w miejscowym PPS-ie, były z niego niezadowolone, przy czym niezadowolenie to podsycał W. (Waranka – WP), równocześnie będący członkiem PPS-u, – nie mający jednakowoż w gruncie rzeczy nic wspólnego z demokratycznymi ideami tej partii”. Kruk na rozprawie zeznał: – Dlaczego go zastrzeliłem, nie wiem. Po zabójstwie poszedłem spokojnie do domu. Na pogrzebie byłem. Starostę Bykowskiego zabiłem z chęci zysku i pieniędzy, ponieważ do tego namówił mnie Cich (na rozprawie sądowej). Z kolei w uzasadnieniu Najwyższego Sądu Wojskowego (z 4.10.1946r.) czytamy: „Zważywszy, iż ofiarą zamachu padł urzędnik państwowy na Page 13 stanowisku starosty, że motywem zbrodni były porachunki na tle politycznym, że skazany Waranka dopuścił się przestępstwa z premedytacją…”. Wynika z tego, że motywem zabójstwa starosty były sprawy polityczne. Potwierdza to w swojej „Charakterystyce Nr 60” ppłk H. Dąbrowski: „Ta zdecydowana postawa (starosty – WP) zmobilizowała przeciwko niemu wrogie reakcyjne siły, które rekrutując się ze środowisk przedwojennych oficerów WP i członków b. AK, opanowały w tym czasie tamtejszy Komitet Powiatowy PPS (…). Elementy te postawiły sobie między innymi za cel usunięcie starosty Bystry-Bykowskiego i obsadzenie tego stanowiska przez człowieka rekrutującego się z ich środowiska”. K. Kowalik pisze natomiast o przyczynach śmierci starosty: „…kilku warchołów zaślepionych nienawiścią do pepeerowców w ogóle a do Bystrego w szczególności za prawość jego charakteru, postanowiło go zamordować”. Temu wszystkiemu zaprzecza sam … ppłk Dąbrowski. W innym miejscu swojej „Charakterystyki” opisuje historię Józefa Piotrowskiego, który jako jedyny z oskarżonych, został uwolniony przez sąd od zarzutów: „Jednakże późniejsze jego (Piotrowskiego – WP) postępowanie wykazało, że była to jednostka zdecydowanie wroga. Po zwolnieniu z więzienia (raczej aresztu – WP) objął stanowisko dyrektora Banku Spółdzielczego w Jaworze. W czasie Kongresu Zjednoczeniowego (grudzień 1948 – połączenie PPS i PPR w PZPR – WP) został wykluczony z partii za rozpowszechnianie wrogiej propagandy. Pod koniec grudnia 1948r. przywłaszczył sobie kwotę 956.044 zł, z którą zbiegł w NN kierunku. Na wiadomość o wszczęciu dochodzenia przez Prokuraturę Sądu Okręgowego w Legnicy w tej sprawie, wystosował do Prokuratury pismo, w którym między innymi oznajmił, że tych pieniędzy nie wziął dla siebie, ale na cele nielegalnej organizacji do walki z „ciemięzcą moskiewskim” i jego pachołkami, zdrajcami i sprzedawczykami Polski. „Nieszczęśliwa nasza Ojczyzna wpadła – jak Panu Prokuratorowi wiadomo – w ohydną niewolę moskiewską i dziczy azjatycko-bolszewickij. Obowiązkiem każdego Polaka patrioty było i jest przeciwstawienie się wszelkimi siłami i wszelkimi dostępnymi środkami nowej okupacji. Wierny tym zasadom, jako członek byłej PPS od roku 1905, przekonawszy się naocznie i dobitnie, iż tak zwana „Demokracja Ludowa” jest podłym płaszczem, stanąłem zdecydowanie wraz z ogromną większością narodu polskiego do walki. Jednym ze środków walki jest zdobywanie zasobów pieniężnych przez organizacje chwilowo podziemne. Czyn, który popełniłem świadomie uważam za równie dobry, jak każdy inny, który może pomóc do zwalczania śmiertelnego wroga mojej Ojczyzny…” – tyle cytatu z listu J. Piotrowskiego do prokuratury. I znowu do akcji wkracza niezawodny K. Kowalik: „Jeździł za nim niemal po całym kraju – pisze ppłk Dąbrowski – wykorzystując informacje obywatelskie o przypuszczalnym miejscu pobytu zbiega – bez skutku. (…) Ujęty został dopiero po upływie 5 lat na terenie Nowego Sącza przez funkcjonariuszy b. PUBP Jawor Page 14 w dniu 22.08.1954r. w czasie pobytu u swojej rodziny”. Ostatecznie Piotrowski skazany został na trzy lata. Jego list do prokuratury wskazuje jednak na wartości, które zapewne kierowały jego działaniami nie tylko w 1948 roku, ale i wcześniej. Czy byli żołnierze AK zabijając starostę Bystry-Bykowskiego walczyli „ze śmiertelnym wrogiem Ojczyzny” czy też raczej rozliczali go za to, co robił w czasie wojny? – W czasie wojny współpracował z Armią Ludową – mówi Mirosław Żołek, który rozpoczął pracę w jaworskim starostwie w 1946 roku. – Ponoć jeszcze bardziej współpracował z Niemcami. Za to właśnie AK wydała na niego wyrok śmierci. Jego wykonanie przesunęło się w czasie do 1946 roku. Ale nie mam żadnych dowodów na poparcie tych informacji, mogą to być zwyczajne pomówienia – zastrzega się. – Ojciec mówił mi, że Bystry-Bykowski został zabity za to, że był konfidentem Gestapo. Wyrok wydali AK-owcy – zapewnia Jan Demski. Potwierdza to również Jerzy Waranka (syn Czesława): – W dokumentach, które otrzymałem od mojej mamy, znajdował się wyrok wydany przez Armię Krajową na Bystry-Bykowskiego za jego współpracę z Niemcami – mówi. – Niestety, dokumenty zostały uszkodzone podczas powodzi, która nawiedziła nasz dom. Jest jednak pewne, że wyrok taki istniał. Posiadał go mój ojciec a potem mama i ja też. Zdrajca Chrystus Z „Charakterystyki” ppłk Dąbrowskiego wynika, że „Bystry-Bykowski w czasie okupacji był oficerem oddziałów partyzanckich AL w Okręgu Częstochowsko- Radomskim w stopniu porucznika ps. „Chrystus” oraz członkiem PPR”. Nadto… donosił na Gestapo. Ppłk Dąbrowski podaje dość wiarygodne informacje na ten temat: „Wracając jeszcze do sprawy zabójstwa Adama Bystry- Bykowskiego nadmienia się, że zgodnie z aktami kontrolno-śledczymi nr III- 3047 stanowiącymi podstawę do weryfikacji jako działacza politycznego w walce o utrwalanie władzy ludowej w Polsce – w trakcie sprawdzania i uzupełniania wykazu poległych, z-ca kdta pow. ds. SB KPMO we Wrocławiu mjr Stanisław Łucki (obecnie emeryt) wniósł uwagę, że w stosunku do A.B.Bykowskiego istnieją podejrzenia, że w okresie okupacji działając w PPR i AL na terenie Radomia i Częstochowy, współpracował jednocześnie z Gestapo. Na tej podstawie zwrócono się o informację do SB w Częstochowie, która pismem z dnia 25.10.1965r. poinformowała, że istotnie A. Bykowski był podejrzany o współpracę z hitlerowskim okupantem i na skutek jego działalności kilka osób z terenu Częstochowy zostało wywiezionych do obozów koncentracyjnych”. Sporządzając swoją „Charakterystykę” Dąbrowski uwiarygodnia podejrzenia wobec Bystry-Bykowskiego. Podaje nazwiska osób, które mogą je potwierdzić: – Ryszard Nazarewicz, b. szef sztabu AL, autor książki „Nad dolną Wartą i Pilicą” Page 15 – Zientarski, b. sekretarz PPR w Częstochowie, autor książki „Próba tamtych dni” – Roman Baran, sekretarz PPR w czasie okupacji na terenie Radomska – Teofil Mruklik, pracownik SB w Kielcach. To ważne świadectwa, ważni świadkowie. Ważni dlatego, że wywodzą się z tej samej, co Bystry-Bykowski politycznych i wojskowych organizacji: Armia Ludowa, GL, PPR. A jednak ich świadectwa znaczyły zbyt mało. Dąbrowski pisze dalej: „Z zebranymi materiałami zapoznano w dniu 13.12.1965r. V-ce Przewodniczącego WKKP (Wojewódzka Komisja Kontroli Partyjnej PZPR – WP) tow. Rutkowskiego, w wyniku czego podjęto decyzję, by nie przeprowadzać dalszych wyjaśnień w tej sprawie, a Bystry-Bykowski pozostał na liście poległych działaczy”. W ten sposób pierwszy starosta jaworski pozostał w panteonie „utrwalaczy władzy ludowej”. Adam Bystry-Bykowski był nie tylko pierwszym starostą powiatu jaworskiego. W Archiwum Państwowym w Piotrkowie Trybunalskim zachowała się pisemna relacja z „pierwszego jawnego posiedzenia Powiatowej Rady Narodowej w Piotrkowie, na którym wybrano tymczasowego starostę powiatowego”. Został nim… Adam Bystry-Bykowski. Działo się to 25 stycznia 1945 roku. Krótko tam urzędował. Szybko został przeniesiony w odleglejsze tereny, na Ziemie Odzyskane. W Jaworze został najpierw pełnomocnikiem rządu na teren powiatu, a potem starostą jaworskim. Stało się to jeszcze w sierpniu 1945 roku. Starostą jaworskim natomiast został 29 maja 1946 roku, na trzy dni przed śmiercią. Jak podaje Jan Rybotycki był to wynik „urzędowej zmiany nazw pełnomocników obwodowych i okręgowych rządu na starostów powiatowych i wojewodów” („Jawor od A do Z” t. 1, str. 116). Bystry-Bykowski uciekał więc z Piotrkowa. Musiał zdawać sobie sprawę, że ciąży na nim wyrok. Okolice, w których działał w czasie wojny, były niebezpieczne dla niego. Nie wiedział tylko, że w rok po zakończeniu wojny również w Jaworze nie mógł czuć się bezpiecznie. VI. Po życiu …śmierć Pusty grób W Jaworze na starym cmentarzu jest duży, granitowy grobowiec. Dwie płyty ogrodzone są kamiennym murkiem ze słupkami. Dwa z nich wraz z fragmentami murku leżą przewrócone. Na kamiennej płycie ledwie widnieje napis: „Adam Bystry-Bykowski, starosta powiatowy, ur. 27.V.1894. Zmarł śmiercią tragiczną dn. 31.V.1946. Niestrudzony Bojownik o Polskę Ludową. Najdroższy nasz mąż i ojciec”. Do wczesnych lat 70. przy okazji różnych uroczystości harcerze zaciągali tu wartę. Pomnik stoi przy głównej alei cmentarza, obok okazałych grobowców niemieckich. Jest jednym z największych na tzw. starym cmentarzu. Widać stąd wielki krzyż i dwie bramy wejściowe na cmentarz. Page 16 Jednak od wielu lat nikt tu nie zapalał zniczy. Nikt nawet nie porządkuje grobowca. A nieco przesunięta płyta odkrywa czeluść znajdującą się pod nią. Ludzie w Jaworze mówią, że grobowiec jest pusty. Że w latach 70. doczesne szczątki pierwszego starosty jaworskiego zostały ekshumowane i wywiezione. – Jeśli tak było rzeczywiście, to musiało się to stać przed 1974 rokiem – mówi Maria Duszeńko z jaworskiego „sanepidu”. Żeby dokonać ekshumacji jakiegokolwiek grobowca na terenie powiatu, trzeba mieć zgodę „sanepidu”. W istniejącej dokumentacji (datuje się właśnie od 1974 roku) nie ma najmniejszej wzmianki na ten temat. Z kolei Danuta Dobrzyniecka pamięta, że jeszcze w początkach lat 70. jaworscy harcerze trzymali wartę honorową przy grobie starosty. – Działo się to podczas różnych świąt – mówi. Między tymi dwiema datami (1972 i 1974) musiała zostać przeprowadzona ekshumacja. Niektórzy jednak ludzie mówią, że stało się to jeszcze w latach 60- tych. By to ustalić, należałoby odnaleźć obecne miejsce pochówku starosty Bystry-Bykowskiego. Urodzony w Radomsku – czy został tam też przewieziono jego ciało po ekshumacji? – Znani mi historycy interesujący się dziejami Radomska nie wiedzą nic na temat Adama Bystry-Bykowskiego – mówi Wioletta Bąk, szefowa radomszczańskiego oddziału „Dziennika Łódzkiego”. – Nie znaczy to jednak, że tej osoby tutaj nie było. Historycy mówią, że takiego nazwiska nie było ani wśród przedwojennej/powojennej inteligencji, ani środowiska robotniczego. Być może była to osoba pochodzenia żydowskiego, która ocalała z Holocaustu a po wojnie zmieniła nazwisko. Nie jest to jednak pewne… Ani na nowym, ani na starym cmentarzu w Radomsku nie leży nikt o takim nazwisku. Jeśli nie w Radomsku, to gdzie? Może w Piotrkowie Trybunalskim? Radomsko leży pomiędzy nim a Częstochową. Kruk, czyli Stasiu? – Tata zawsze mówił o nim „Stasiu” – mówi W. Demski. Z krótkiej notatki zachowanej w Instytucie Pamięci Narodowej: „syn Józefa i Marii z Wienlickich, urodz. 11.XI.1927r. w Bełżcu, pow. Tomaszów Lubelski, zam. w Paszowicach pow. Jawor, syn robotnika, z zawodu robotnik, kawaler, wykształcenie 7 kl. szkoły powszechnej, w wojsku nie służył, brał udział w partyzantce AK, bez majątku, niekarany”. Z dokumentów IPN-u wynika, że jego szwagrem był Bronisław Demski. Kruk nawet przez jakiś czas mieszkał u niego w Paszowicach. Prócz niego Kruk znał jeszcze z okresu wojny Stanisława Cicha. Zeznawał o tym na rozprawie. Niewiele więcej wiadomo o tym chłopcu, który w chwili śmierci nie miał jeszcze ukończonych 19 lat. W protokole sądowym można przeczytać jego zeznania: „…byłem członkiem AK w lasach koło Biłgoraju, w czasie akcji w oddziale „Olka” przebijaliśmy się do Bełżca”. Krótka historia krótkiego życie… Page 17 Po śmierci życie Z zamieszczonego na końcu „Charakterystyki Nr 60” „Wykazu członków nielegalnego ugrupowania politycznego, wyrosłego na bazie b. PSL (chodzi zapewne o PPS – WP), bez nazwy, działającego na terenie pow. Jawor w roku 1946” wynika, że jeszcze w 29 maja 1979 roku Służba Bezpieczeństwa śledziła losy skazanych kilkadziesiąt lat wcześniej. Czterech z nich już nie żyło (Waranka, Kruk, Kasprzycki i Cich – więc jednak go w końcu dopadli, WP). Podane są adresy zamieszkania pozostałych: Demski (Jawor), Palij (pow. Dąbrowa Białostocka), Piotrowski (Nowy Sącz), Sakowski (Wrocław). We Wrocławiu przy ul. Pereca ostatni raz był zameldowany Ryszard Sakowski. To stary już, choć powojenny spółdzielczy blok. Jego najstarsi mieszkańcy nie pamiętają nikogo o tym nazwisku. Dzisiejsza lokatorka tego mieszkania to typowa biznes-woman. Działa w nieruchomościach. Aż dziw, że ma mieszkanie w bloku. W procesie Waranki i Kruka Demski dostał pięć lat. – Ojciec odsiedział jakieś trzy lata i potem go wypuścili. Przed różnymi wyborami przyjeżdżali po niego. Ale nie dał się złamać. Robił swoje i słuchał na radiu z zielonym oczkiem Wolnej Europy i Londynu. Zmarł w 1979 roku. Leży na nowym cmentarzu – mówi syn Jan. Zachowała się legitymacja członkowska PPS Demskiego wydana przez Wojewódzki Komitet PPS 22 października 1947 roku numer 96389 z pieczęcią Sekretariatu Generalnego CKW PPS i Józefa Cyrankiewicza. W miejscu znaczków opłaty składki partyjnej widać, że zostały one wykupione za IV kwartał 1947 oraz I i II kwartał 1948 roku. Zamiast fotografii – odcisk kciuka. Na okładce legitymacji hasło: „Socjalizm – to trwały pokój na świecie”. Jeżeli Demski sam opłacał składki partyjne, to musiał wyjść z więzienia znacznie szybciej niż mówi to jego syn. Musiało to być już w ostatnim kwartale 1947 roku. VII. Tajemnice Waranki Ze Stanisławowa do Illinois Z krótkiej notatki Instytutu Pamięci Narodowej: „syn Leona i Janiny z Somburów (lub Samburów – WP), urodz. dnia 24.III.1916r. w Stanisławowie, syn zawodowego oficera, oficer rezerwy, kierownik referatu Wojskowego przy Starostwie w Jaworze, żonaty – 1 dziecko, wykształcenie maturalne, w wojsku służył w latach 1934-1939r. w stopniu ppor., odznaczony Srebrnym Krzyżem, bez majątku, niekarany”. Wręczenie odznaczenia miało charakter uroczysty. Wniosek w tej sprawie podpisał sam starosta Bystry-Bykowski. Uroczystość odbyła się na posiedzeniu Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu, 8 maja 1946 roku. W „Charakterystyce Nr 60” można jeszcze przeczytać, że „po ukończeniu szkoły podchorążych w Komorowie pełnił służbę zawodową w WP 48 pułk piechoty w Stanisławowie, awansując kolejno do stopnia porucznika. W czasie Page 18 kampanii wrześniowej walczył p-ko Niemcom jako d-ca kompanii moździerzy w okolicach Bielska…” W Jaworze pojawił się prosto z obozu pracy przymusowej w Niemczech w kwietniu 1945 roku. Wraz z 19-letnią żoną Ireną. Szybko dostał pracę w starostwie powiatowym a już od czerwca 1945 roku był członkiem PPS. Irena i Czesław mieli chłopca. Jerzy urodził się w 26 maja 1946 roku. Żyje w amerykańskim stanie Illinois od ponad 30 lat. Jego żoną jest Beata. O wielu tajemnicach związanych z osobą Czesława dowiedzieli całkiem niedawno. Drugi ślub Irena i Czesław brali ślub niemal w tym samym czasie (różnica pół roku). Ona urodzona 1927 roku z domu Ostalska wychodziła za Bronisława Majewskiego, porucznika AK. Ich ślub zawarty został 26 kwietnia 1943 w jednym z warszawskich kościołów. Oboje mieszkali w Warszawie. Wkrótce po ślubie porucznik Majewski zginął w czasie akcji. – To właściwie bohater – mówi o nim Jerzy Waranka. Kilka miesięcy wcześniej Czesław Waranka „ożenił się z moją matką Janiną (z domu Drzewicka) 17 września 1942 roku. W kościele parafialnym w Leżajsku znalazłem potwierdzenie tej informacji”. – Nie jestem synem Czesława – przyznaje Jacek Waranka. – Urodziłem się w kilka lat po jego śmierci. Matka nadała mi nazwisko swojego męża. W czasie wojny Cz. Waranka przybył do Leżajska. Pracował w piekarni Ignacego Drzewickiego, ojca Janiny. – Dziadek był surowy, nie tolerował „czerwonych” – wspomina Jacek Waranka. – O Czesławie Warance mówiło się, że działał w partyzantce, ale na pewno nie lewicowej. Dziwię się, że w Jaworze wstąpił do PPS-u. Wkrótce po ślubie Waranka trafił na roboty do Niemiec. Prosto z łapanki. W rodzinnej pamięci (głównie sióstr Janiny) zachowały się nazwy: Dachau lub Drezno. – Matka na pewno wysyłała mu paczki – wspomina Jacek. Tam też, w Dreźnie Irena spotkała Czesława. – Ślub wzięliśmy 2 lutego 1943 roku w Dreźnie – mówi Irena Waranka, żona Czesława. – Udzielał nam go niemiecki ksiądz katolicki, który znał kilka słów po polsku. Przeżyłam dwa bombardowania Drezna – dodaje. Naloty dywanowe zostały przeprowadzone 13 i 14 lutego 1945 roku przez lotnictwo amerykańskie i brytyjskie. Ślub w Dreźnie był więc drugim. Dla obojga. Czesław Waranka musiał być tam dużo wcześniej – po łapance. Ona – jak sama mówi – trafiła do Drezna po ewakuacji Warszawy, po Powstaniu. – Z Czeslawem Waranką poznała się w obozie pracy w Dreźnie, gdzie była również jej młodsza siostra – dodaje Beata Waranka. Tymczasem w lutym 1943 roku Czesław Waranka zawarł ślub w Warszawie z Ireną z domu Ostalską ur. 1927 roku. Tak wynika z dokumentów w jaworskim Page 19 Urzędzie Stanu Cywilnego. To z nią przyjechał do Jawora. To z nią miał syna, Jerzego (jedynego, który mieszka w USA). Tak wynika z akt, które znajdują się w Urzędzie Stanu Cywilnego w Jaworze. Ale informacje tam zawarte nie są prawdziwe. Nie mogą być prawdziwe, skoro przeczą im żywi ludzie. – Proszę pana – mówi jaworzanka, która znała Czesława Warankę – w tych czasach takie rzeczy wcale nie należały do rzadkości. Była wojna, a po wojnie ludzie się szukali. Czasem znajdowali, czasem nie. Wielu chciało rozpocząć życie na nowo, zmieniali swoje życiorysy. A jaki urząd mógł dojść prawdy wówczas? Żona Janina nie żyje już od dwóch lat. Żona Irena mówi, że to niemożliwe, by jej mąż miał dwie żony. Nigdy nie spotkała Jadwigi, do niedawna nie miała nawet pojęcia o jej istnieniu. Brat Waranki Czesław Waranka miał brata. Zbigniew urodził się w 1923 roku. W 1944 wstąpił do wojska. Nie był jednak na froncie, trafił od razu do szkoły wojskowej. Przed emeryturą dosłużył się stopnia pułkownika. W swoich ankietach personalnych zawsze podawał, że jego ojciec, Leon Waranka, był „urzędnikiem kolejowym”. Kłóci się to z informacją o ojcu Czesława, który miał być „synem zawodowego oficera”. Wszystko inne się zgadza: imię ojca, imię matki i jej rodowe nazwisko (w przypadku Zbigniewa: Janina Sambura, w przypadku Czesława: Janina z Somburów) oraz miejsce urodzenia – okolice Stanisławowa (Czesław w samym Stanisławowie, Zbigniew w Chodowicach, pow. Stryj, ale szkołę średnią kończył już w Stanisławowie). Zbigniew jako zawodowy oficer należał do PZPR. Dokładnie od 23 sierpnia 1955 roku. Nie wyróżniał się jednak specjalną aktywnością partyjną. Był raczej solidnym żołnierzem. Często jednak popadał w konflikty z podwładnymi. To też stało się powodem jego odejścia z wojska w 1970 roku. Służył wówczas w Bydgoszczy, gdzie był szefem Studium Wojskowego WSI. Na pewno do 1960 roku był kawalerem. W swoich aktach personalnych zawsze podaje rodziców, nie wspomina ani o bracie, ani o żonie czy dzieciach. W jego aktach są dwa adresy bydgoskie: ul. B. Głowackiego 16/75 i ul. Chodkiewicza 11/23. Jednak nikt o nazwisku Waranka tam już nie mieszka. W 1945 roku przybył wraz z matką ze Wschodu do Zabrza. W kilka lat potem matka zmarła (1951). Ojciec zmarł w 1929 roku. – Jeśli jego akta personalne są u nas, to znaczy, że Zbigniew Waranka nie żyje – wyjaśnia pani z Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie. – Mama zawsze mówiła mi, że mój ojciec nie miał rodzeństwa – mówi Jerzy Waranka. – Jedyny krewny, o którym wiem, to ów adwokat, Józef z Wrocławia, który odmówił mamie pomocy w 1946 roku. Według niego dziadek Leon zginął w 1939 roku, a babcia Janina została wywieziona na Wschód, skąd nigdy nie wróciła. Page 20 A jednak – akta personalne Zbigniewa Waranki zachowane w CAW nie kłamią. Ta sama okolica, ci sami rodzice. A może obu braciom nie zależało na kontaktach ze sobą? Czesław – AK-owiec i antykomunista – zapewne nie podzielał poglądów i wyboru drogi życiowej dokonanej przez Zbigniewa, który właśnie rozpoczynał karierę w Ludowym Wojsku Polskim. Może był to wystarczający powód, by obaj bracia nie chcieli o sobie pamiętać nawet wypełniając oficjalne dokumenty personalne? Przystojny Z „Opisu osoby więźnia” sporządzonego 24 czerwca 1946 roku w jaworskim więzieniu: „Wiek: 30 lat, wysokość (wzrost) 178, postać wysmukła, włosy czarne, zarost czarny, broda – średnia, wąsy przystrzyżone, twarz blada, czoło średnie, oczy piwne, brwi czarne, nos duży, uszy średnie, usta średnie, zęby – brak 3, broda wąska, ręce średnie, nogi średnie, postawa i chód normalny, wymowa normalna, włada językiem polskim, tatuażu brak, wykształcenie średnie”. Na karcie „Opisu” jest jeszcze odcisk wskazującego palca lewej ręki. A na dole własnoręczny podpis więźnia. – Warankowie mieszkali przy ul. Kopernika, pod czwórką, na parterze. – wspomina mieszkanka tej samej jaworskiej ulicy. –To był bardzo przystojny mężczyzna. – We wspomnieniach rodzinnych zachowała się pamięć o Czesławie Warance – mówi Jacek Waranka. – Był bardzo przystojnym mężczyzną. W tej kwestii Jerzy Waranka zgadza się z Jackiem. VIII. Adresy, papiery, ludzie Akt zejścia Irena całymi latami próbowała się dowiedzieć, co stało się z jej mężem. – My jesteśmy z takiej rodziny, co to i w Oświęcimiu, i na Syberii ginęli. Przez trzy lata nie chrzściłam naszego synka. Myślałam, że mąż został wywieziony gdzieś na Syberię, że przecież kiedyś wróci… Ale Czesław Waranka nigdy już nie wrócił. – Znajoma pielęgniarka dowiedziała się, że stało się to w więzieniu o 6. rano „został stracony Czesław i Kruk. Czesław prosił, żeby go dobić i jakaś kobieta dobijała go serią w brzuch. – Pochowali go pod płotem, w „nogach” grobowca Bystry-Bykowskiego. Nigdy tam nie byłam. Chciałam zapomnieć. Niedługo po wyroku wyjechałam do rodziny w Warszawie. Razem z nami pojechał pies mojego męża, Luks. Kołysał w warszawskim ogrodzie naszego Jureczka… W listopadzie 1954 roku Sąd dla Warszawy-Pragi zwrócił się do Szefa Wojskowego Sądu Rejonowego we Wrocławiu o podanie, czy Czesław Waranka był żonaty „i z kim, i czy posiadał syna, jego imię”. Przed warszawskim Sądem toczyła się wtedy sprawa o ustalenie aktu małżeństwa Waranków, po to, by Irena mogła otrzymać normalny dowód osobisty i zameldowanie. W następnym roku (6.03.1955 rok) Irena zwróciła się do Wojskowego Sądu Rejonowego o akt zgonu męża. Page 21 W odpowiedzi otrzymała pismo: „Jak wynika z zaświadczeń USC w Jaworze i Wrocławiu, nazwisko Waranka Czesław w księgach zgonu tych urzędów nie figuruje”. Irena Waranka nie poprzestała na tym: „Akt zgonu jest mi potrzebny do otrzymania dowodu osobistego – uzasadniała w kolejnym piśmie. Wreszcie 6 kwietnia 1955 roku USC w Jaworze przesyła do WSR we Wrocławiu „akt zejścia”. – Dopiero wtedy otrzymała dowód osobisty i mogła się zameldować. (…) Starania o akt zgonu trwały kilka lat. Z opowiadań wynika, że Irena Waranka przez długi czas nie wychodziła w ogóle z domu. Przez długi czas odmawiano jej wszelkich informacji na temat męża – pisze Beata Waranka. – Mieszkaliśmy w Aninie – wspomina Jerzy Waranka. – Zdarzało się, że nachodzili nas pijani „ubecy” i rosyjscy sołdaci. Raz babcia opuściła mnie w wiadrze do naszej studni. Pewnie uratowała mi życie. Na jednym z warszawskich cmentarzy na grobowcu rodzinnym Irena Waranka umieściła napis poświęcony swojemu drugiemu mężowi. – To jakby jego symboliczna mogiła – mówi. – Ta mogiła Czesława Waranki znajduje się na cmentarzu Bródnowskim – uzupełnia B. Waranka. Ulice Przed wojną ulica, na której mieszkał i zginął Bystry-Bykowski nazywała się Eichenweg, po wojnie (przez kilka miesięcy) – Parkowa. Na początku 1946 – ul. Pionierów, a po śmierci starosty – Bystry-Bykowskiego. 27. lutego 1990 roku, na blisko trzy miesiące przed pierwszymi wyborami samorządowymi, nazwa ulicy została zmieniona po raz kolejny. Tym razem na aleję Dębową (przy tej okazji patronami jaworskich ulic przestali być: Paweł Finder, Bolesław Bierut, Marceli Nowotko, Armia Radziecka i książę Jerzy Wilhelm). W Archiwum Państwowym w Legnicy zachował się protokół z tamtej sesji MRN. Uchwałę przegłosowała większość spośród 58 radnych. Została przyjęta na wniosek Prezydium MRN z 27. lutego 1990 roku. W protokole nie ma ani słowa uzasadnienia, ani słowa z dyskusji radnych podczas sesji. – Nie wiem, nie pamiętam – na pytanie – dlaczego? – odpowiada Roman Gościński, ówczesny przewodniczący MRN. Był radnym z ramienia Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która wówczas już zwijała sztandar w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. Aż do wiosny 1990 roku, kiedy radni MRN w Jaworze zmienili nazwę ulicy noszącej jego imię, a z budynku, w którym niegdyś mieszkał, zniknęła granitowa tablica. Zachowała się w jaworskim Muzeum Regionalnym. – To był zdrajca – mówi żona Waranki, Irena. – Mąż mówił, że to był straszny człowiek. – To był konfident Gestapo – dodaje Jan Demski. – Tak mi o nim opowiadał ojciec, Bronisław. Page 22 Dokumenty We wrocławskim IPN-ie zachowały się protokoły przesłuchań. Niestety, większość sporządzana była odręcznie. – W czasie powodzi w 1997 roku zostały uszkodzone – mówi Dorota Niepsuj z wrocławskiego IPN-u, w którego archiwach znajdują się obecnie te cenne papiery. – Są cztery dokumenty, które mogą pana interesować – dodaje. – Być może w trakcie ich czytania okaże się, że z tą sprawą związane są jeszcze inne dokumenty, których sygnatury znajdzie pan w tych, które ja znalazłam. W Jaworze wiele powojennych dokumentów sporządzano na odwrocie niemieckich druków urzędowych. Widać brakowało wszystkiego, papieru też. Nawet śledczym z UB. Jednym z nich jest „Charakterystyka Nr 60” sporządzona przez ppłk Henryka Dąbrowskiego, naczelnika Wydziału „C” KWMO w Legnicy z dnia 30 stycznia 1979 roku. Jej autor już dawno nie żyje, zmarł na raka krtani w wieku 59 lat. W opisywanej sprawie powtarza tekst por. J. Bujasa sporządzony 27.08.1974 roku a zatwierdzony przez Zastępcę Naczelnika Wydziału „C” KW MO we Wrocławiu, mjr. E. Marzentę. Bujas z kolei powoływał się na sprawozdanie szefa PUBP w Jaworze z 9.03.1947 roku. W tym czasie mógł być nim jeszcze Leon Fajgenbaum – bezpośredni świadek i uczestnik tragicznych wydarzeń z 1946 roku. Jeśli tak było, to „Charakterystyka Nr 60” zyskuje na wiarygodności. „Biuletyn Archiwalny Wrocławskiego Okręgu ZBoWiD – W służbie Ludu i Ojczyzny 1905-1945” jest wydawnictwem okazjonalnym. Spisany został w maszynopisie. Nie wiadomo, w ilu egzemplarzach. Przez przypadek trafił w ręce jaworzanina, Mirosława Żołka. Na stronach 42-44 znajduje się tam podrozdział zatytułowany: „Zabójstwo starosty jaworskiego tow. Bystry-Bykowskiego”. To relacja z przesłuchania J. Kasprzyckiego oraz Cz. Waranki. Pisana w pierwszej osobie. Choć nie jest podpisana, to jedynym jej autorem może być… Kazimierz Kowalik. Swój opis przesłuchań sporządzał w dwie dekady po pamiętnych wydarzeniach 1946 roku w Jaworze. Z pewnością podkoloryzował go nieco, zwłaszcza w kwestii wyłącznie psychicznego nacisku, jaki wywierał na Kasprzyckiego. VII. Epilog 21. maja 1991 roku Irena Waranka (dwojga nazwisk, drugie nosi po trzecim mężu, nie jest tu istotne) zwróciła się do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego w Warszawie z wnioskiem o „uznanie za nieważne orzeczenia WSR we Wrocławiu z 13.08.1946 roku w związku z postanowieniami Najwyższego Sądu Wojskowego w Warszawie z dn. 4.10.1946…” I dalej: „Uważam ten wypadek za nadużycie ówczesnej władzy, jako akt zemsty politycznej ze strony Sądu składającego się z przedstawicieli obcego mocarstwa (…). Pragnę oświadczyć, że mój były mąż nie popełnił zarzucanych mu czynów. Zeznania złożone przez niego w śledztwie były wymuszone przemocą i torturami. Widziałam na rozprawie ślady pobicia męża. Miał wybite zęby(…). Page 23 Po straceniu męża pozostałam bez mieszkania i podstawowych środków do życia z 5-miesięcznym dzieckiem. Nękana byłam moralnie ciągłymi przesłuchaniami. Nie mogłam spokojnie pracować i żyłam wraz z dzieckiem na łasce rodziny. Wywierano na mnie presję i straszono. Nasze dziecko nazywano „zarodkiem reakcji i faszyzmu, które powinno być wraz z ojcem skazane na śmierć”. Wszystkie te przejścia spowodowały, że w latach 1954/55 zapadłam na ciężką chorobę serca i stałam się inwalidą II grupy. (…) Z uwagi na przytoczone motywy wnoszę o wydanie postanowienia, jak na wstępie. Umożliwiłoby to mi na symboliczne upamiętnienie byłego męża i przeniesienie Jego prochów do grobu rodzinnego w Warszawie”. Po kilku miesiącach, dokładnie 10 września 1991 roku Sąd Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu (przewodniczący płk Zygmunt Wiśniewski) nie uwzględnił prośby Ireny Waranka. W uzasadnieniu napisał: „Z zachowanych w całości akt (było to przed powodzią, która ogarnęła Dolny Śląsk w 1997 roku – WP) w sprawie Czesława Waranki wynika w sposób absolutnie jednoznaczny, iż był on jednym z dwóch, obok Jana Cicha (chodzi o Stanisława – WP), inspiratorów zabójstwa dokonanego na osobie starosty miasta Jawora Adamie Bystry-Bykowskim, był też głównym pomocnikiem Jana Kruka, który dokonał zabójstwa, dostarczając mu broń, plany mieszkania oraz rozkład dnia pracy Adama Bystry-Bykowskiego. Z akt tych wynika również jednoznacznie, iż Czesław Waranka, kierownik referatu wojskowego w starostwie Jawor, osobiście zaplanował sposób dokonania zabójstwa Adama Bystry-Bykowskiego. Nie ulega także wątpliwości, iż czyn ten miał podłoże polityczne i był wynikiem rywalizacji między PPR i PPS w starostwie Jawor. W tym stanie rzeczy Sąd uznał, iż wprawdzie czyny Czesława Waranki były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego, to jednak dobro poświęcone (życie ludzkie) pozostawało w rażącej dysproporcji do dobra, które zamierzano uzyskać (zajęcie miejsca na stanowisku starosty) a sposób działania i zastosowany środek były niewspółmierne do zarzucanego i osiągniętego skutku”. Tyle sąd. Ta decyzja z 1991 roku zamknęła drogę do rehabilitacji Czesława Waranki i Jana Kruka. – W skorowidzach spraw wpływających do Izby Wojskowej Sądu Najwyższego od końca lat 80-tych nie figurują nazwiska: Czesława Waranki i Jana Kruka – mówi Teresa Pyzlak z zespołu prasowego Sądu Najwyższego w odpowiedzi na pytanie, czy ktokolwiek zwracał się o rehabilitację obu skazańców. Dziś jednak, po kolejnych latach, które minęły od tej decyzji, nasuwają się pytania: – dlaczego sąd – przedstawiając przyczyny zabójstwa starosty – poprzestał na „rywalizacji między PPR i PPS w starostwie Jawor”? – dlaczego tę rywalizację uznał za „działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego”? Page 24 – dlaczego niepodległy byt Państwa Polskiego jest wartością niższą od życia ludzkiego (Po co – w takim razie – ginęli i giną żołnierze i cywile? Wolna Polska to – w ocenie Sądu Wojskowego Niepodległej Polski w 1991 roku – to mniejsza wartość)? – dlaczego Sąd nie sięgnął do dokumentów, które zostały przytoczone wyżej, dlaczego nie przeanalizował hipotezy, iż działania przeciw Bystry- Bykowskiemu były wymierzeniem sprawiedliwości za to, co zrobił w czasie wojny, a zwłaszcza jego współpracy z Gestapo? Te pytania pozostają aktualne. Mamy w Jaworze pusty grobowiec Bystry- Bykowskiego i kości Waranki oraz Kruka pochowane na starym cmentarzu. Czy i my – jak sąd wojskowy – nie będziemy chcieli przyjąć do wiadomości, kim byli ludzie tam … zakopani? Już czas, by odkopać ich ciała, by je godnie pochować. Czas, by odkopać historię Jawora. Nie tylko tę niemiecką, ale również naszą – polską! xxx – Wie pan, może ten mój mąż rzeczywiście miał jakieś kontakty – mówi Irena. – To był zacny człowiek. Może to on czuwał nade mną. Nasz rodzinny dom ocalał z wojny. Stoi do dzisiaj. Ja zawsze miałam dobrą pracę, szybko awansowałam. Wyszłam za mąż. Jestem już stara, ale chyba szczęśliwa. Mój syn z pierwszego małżeństwa uznał za swego ojca mojego obecnego męża. Nazwiska nie zmieniałam mu. – Może w 1946 roku, zamiast polityką, mój ojciec powinien zająć się swoją żoną, która była w ciąży – wyznaje Jerzy Waranka. – Może mój ojciec był spóźnionym bohaterem. Ale przecież zasłużył chyba na więcej niż to, co go spotkało… P.S. Ludzie są jak kamienie. Póki żyją można się potknąć o każdy. Upadek może być bolesny. A kiedy umierają, toną na dnie wielkiej wody. Nie pozostaje ślad. Może tylko krąg zatoczony na wodzie. Kto go nie widział, nie wie, że w ogóle był. Że ktoś się o niego potykał, ktoś inny podawał mu dłoń albo mierzył do niego z pistoletu. Jakieś kręgi, jakieś kamienie, jacyś ludzie. Pozostały po nich tabliczki z nazwami ulic albo przybite do krzyży dwie daty. Albo nic. Tylko kręgi na wodzie. I może jeszcze zadra w sercach bliskich. P tych, po których nie zostało nic w ludzkiej pamięci. Nic więcej niż tylko przelotny ruch fal na wodzie… Wiesław Piotrkowski

Stan alarmowy na Nysie Szalonej

Na naszej rzece, Nysie Szalonej, ogłoszono dziś stan alarmowy.
Tak wyglądała dziś rzeka około godz. 17tej.

Fot. D. B.
nysa nysa1 nysa2 nysa3

„Ja mam Ciebie, Ty masz mnie… DZIEŃ BRATERSTWA Z WĘGRAMI

16 marca 2013r.  środowiska narodowe Jawora we współpracy z wrocławskim oddziałem ONR  zorganizowały Dzień Braterstwa z Węgrami „Ja mam Ciebie, Ty masz mnie…”. Spotkanie rozpoczęło się wykładem o historii Węgier, który poprowadziła historyk Pani Danuta Markiewicz. Następnie Monika Demska opowiedziała o pomocy, przyjaźni między Polakami i Węgrami, przedstawiła wystawę grafik Roberta Ulricha „Ja mam Ciebie, Ty masz mnie…”. Na spotkaniu można było również obejrzeć  zdjęcia internowanego na Węgry w czasie II wojny żołnierza Józefa Żurawińskiego. Po części oficjalnej z głośników popłynęła węgierska muzyka przy której można było popróbować się węgierskich smakołyków.

Wystawa grafik Roberta Ulricha jest dostępna do nieodpłatnego wypożyczenia przez instytucje, szkoły, stowarzyszenia, organizacje po uprzednim kontakcie z autorką spotkania Moniką Demską  monika-demska@wp.pl

2013-03-16 17.10.37 2013-03-16 17.10.46 2013-03-16 17.13.53 2013-03-16 17.14.06 2013-03-16 17.14.18 2013-03-16 17.14.45 2013-03-16 17.15.04 2013-03-16 17.38.12 2013-03-16 17.38.24 2013-03-16 18.10.13 2013-03-16 18.10.27 2013-03-16 18.10.37 2013-03-16 18.39.54 2013-03-16 18.40.16 2013-03-16 18.40.27

1 MARCA NARODOWY DZIEŃ PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH

1 marca obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych.
Tego dnia na terenie całego kraju liczne społeczności skupione wokół wartości patriotycznych organizowały wydarzenia czczące pamięć Bohaterów poległych za Ojczyznę.

W Jaworze środowisko narodowe oraz kibice WKS Śląsk Wrocław postanowili oddać cześć Ostatnim Bohaterom walczącym z komunizmem.
Obchody Narodowego Dnia Pamięci o Żołnierzach Wyklętych w tym mieście rozpoczęto spotkaniem z kombatantami NSZ, panią Genowefą Aleksander i panem Januszem Słocińskim.
O godzinie 17:00 w Kościele pw. Matki Bożej Różańcowej odbyła się Msza Św. w intencji Żołnierzy Wyklętych połączona z Drogą Krzyżową ze wspomnieniem o Bohaterach.
Na jaworskim zamku, gdzie w czasach głębokiego PRLu było Ubeckie więzienie, katownia, zwane również Ubojnią, odbył się Apel Poległych.
W apelu uczestniczyło ponad 100 osób, odśpiewano Hymn Polski, złożono kwiaty pod wejściem do karceru, skandowano „Cześć i chwała Bohaterom!”, „Raz sierpem, raz młotem w czerwoną hołotę.” Z biało – czerwonych zniczy kibice utworzyli flagę Polski.

Jawor 1 Marca 2013 – Jaworzanie w hołdzie Żołnierzom Wyklętym

6699_3987239374129_1233692616_n165993_3987466219800_267252860_n72307_3987326776314_1572024717_n263417_3987569702387_339374115_n306254_3987785467781_1259461143_n374422_3987904470756_1757219917_n382317_3987214613510_251061915_n387453_3987628863866_83740818_n419309_3987485420280_1283992922_n426455_3987605743288_436588508_n528362_3987302815715_1318052956_n 599237_3987347096822_1686111328_n 644384_3987270814915_1759359333_n 733769_3987645304277_85446783_n aaaaaaaaaaaaaaaa482783_3989467709836_839057426_n aaaaaaaaaaaaaaaaa421942_3989482790213_68552999_n bbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbbb577197_3992204098244_1953787310_n ccccccccccccccccc522687_3992712990966_982479167_n cccccccccccccccccc313809_3992675830037_65549219_n ccccccccccccccccccc525174_3992645549280_907989275_n ccccccccccccccccccc164444_3992681790186_510343508_n