Narodowy Jawor

Strona główna » 2013 » Maj

Archiwa miesięczne: Maj 2013

Zatrudnimy kierowcę autobusu

Zatrudnimy kierowcę autobusu z uprawnieniami, najlepiej z okolic Złotoryi lub Jawora. Kontakt: 604 702 340 lub fam_wdowczyk@poczta.onet.pl

Reklamy

Wspaniała oprawa kibiców Śląska Wrocław! Braterstwo Narodów zobowiązuje!

oprawa

Oprawa kibiców WKS-u podczas meczu ekstraklasy pomiędzy Śląskiem Wrocław a Lechem Poznań (30.05.2013). Tysiące trzymanych kartonów utworzyły flagi Polski i Węgier.
Kibice Śląska Wrocław przypomnieli o Powstaniu Węgierskim z 1956 r. i Poznańskim Czerwcu 1956.

W 1956 roku szczególnie związały się losy Polaków i Węgrów w Europie Środkowej, pozostającej od jedenastu lat pod sowiecką dominacją.

„Żadna z naszych walk wolnościowych nie miała nadziei na zwycięstwo. Zaskakujące jest, ze najmniej szans miała ona  w momencie rozpoczęcia, a wróg był przynajmniej dwudziestokrotnie silniejszy. Zdrowy rozsadek cofnąłby się przed takim przedsięwzięciem. Nasza historia nie uczy logiki. Uczy, to jest w niej pocieszające i wzniosłe, że w życiu narodów sens mają i takie pojęcia jak odwaga, męstwo, przywiązanie do ideałów” – pisał przed laty Gyula Illyes. Te słowa węgierskiego pisarza można też zadedykować Polakom.

Preludium powstania

Jak wielkim przełomem była odważna walka Węgrów, niech świadczy to, co działo się wcześniej, choćby w sferze propagandy. Sfabrykowana charyzma Józefa Salina była jedną z podstaw systemu, który stał się po II wojnie światowej udziałem Europy na wschód od Łaby. Stalin był produktem propagandy zawrotnej w swym zasięgu i przesadzie. Jego portrety były wszechobecne: na wystawach sklepów, nad bramami ogrodów zoologicznych, przedszkoli. Czerwone transparenty głosiły ”Dziękujemy ci Wielki Stalinie za nasze szczęśliwe dzieciństwo”. Gigantyczne pomniki Stalina i plansze portretowe (dzisiaj powiedzielibyśmy bilbordy) wznosiły się na placach setek miast i na szczytach gór. To był „Ojciec narodów”, „Słońce ludzkości”, „Przyjaciel i kontynuator dzieła Wielkiego Lenina”, „Największy geniusz wszystkich czasów i narodów”, „Chorąży Pokoju”. Represje dosięgały nie tylko wrogów systemu, prawdziwych i urojonych, ale i samych wiernych komunistów. Władysław „Wiesław” Gomułka został  w sierpniu 1951 roku aresztowany w Krynicy przez ppłk. Józefa Światłę, który dwa lata później wybrał wolność „urywając się” w Berlinie Zachodnim. W CSRS skazano na śmierć komunistę Slanskiego, a w 1949 roku w Budapeszcie stracono Laszko Rajka.

  Zwiastun przełomu

Dla krajów zza Żelaznej Kurtyny wątły oddech przyniósł lutowy XX Zjazd KPZR z 1956 roku. Trzy lata wcześniej na pogrzebie Stalina Nikita S. Chruszczow stał w drugim szeregu Przed nim byli Beria, Malenkow, Kaganowicz, Mołotow. Wkrótce Chruszczow wysunął się jednak przed nich. W referacie „O kulcie jednostki i jego następstwach” rozprawił się z mitem Stalina. Na Węgrzech, Matyasa Rakosiego zastąpił inny sowiecki kondotier, wykonujący zadania agenturalne w Belgii, Francji i Hiszpanii – Ernoe Geroe.

W niedzielę 21 października 1956 r. o godz. 22.27 spiker Polskiego Radia odczytał nowy skład władz PZPR. Warszawskie dzienniki wypuściły dodatki nadzwyczajne. 24 października na godz. 15.15 zwołano wiec na Placu Defilad. Była to największa, i jedyna, manifestacja spontanicznego poparcia dla PZPR, w której uczestniczyło ok. 300-400 tys. ludzi. Tego dnia do Warszawy dotarły sygnały o demonstracjach w Budapeszcie. Na wiecu pojawiły się pierwsze spisane na tekturach hasła poparcia dla Węgrów. Wcześniej, bo w piątek, do Warszawy przybył Nikita Chruszczow i członkowie Biura Politycznego KC KPZR oraz dowództwo Układu Warszawskiego. Podczas burzliwego spotkania w Belwederze towarzysz „Wiesław” okazał się godnym partnerem sowieckiej delegacji. Zatrzymano czołgi, których silniki grzały się już w Bornem Sulinowie i w Żaganiu.

Budapeszt – Warszawa wspólna sprawa

23 października 1956 r. w Budapeszcie wiec na znak solidarności z Polską dał początek Powstaniu węgierskiemu. Dzień wcześniej, 22 października, na politechnice w Budapeszcie odbyło się  zgromadzenie studentów. Uczestnicy uchwalili 14 postulatów pod adresem władz.  Żądali m.in. natychmiastowego opuszczenia kraju przez wojska sowieckie, powołania nowego rządu z Nagy’em jako premierem, wolnych wyborów i wprowadzenia systemu wielopartyjnego. Studenci postanowili jednocześnie przyłączyć się do wiecu poparcia dla polskich przemian pod pomnikiem Józefa Bema w Budapeszcie. Postać generała w surducie, z ręką na temblaku słuchała skandowania „Polska pokazuje nam drogę, pójdźmy za Polską” (Lengyelorszag utat mutat, kovesunk a Lengyel utat). Wieczorem po drugiej stronie Dunaju, pod gmachem parlamentu, tłum urósł do ponad 100 tysięcy ludzi.

Powstanie Wolności

Gdy manifestanci pomaszerowali pod budynek radia domagając się publicznego ogłoszenia  postulatów, funkcjonariusze  policji politycznej, osławionej AVH (węgierskie UB) na ul. Sandora użyli broni. Padły pierwsze ofiary śmiertelne. Rozpoczęło się powstanie. Żołnierze zrywali z czapek pięcioramienne gwiazdy, z narodowych flag wycięto emblematy sierpa i młota. Flagi z okrągłym otworem stały się symbolem tego powstanie.  Z ulic zniknęły czerwone  gwiazdy. Demonstranci obalili gigantyczny spiżowy pomnik Stalina, stojący na Placu Bohaterów.  Geroe wezwał sowieckie dowództwo wojskowe do interwencji, ale robotnicy z dzielnicy Csepel zdobyli już broń.

24 października do Budapesztu wjechały sowieckie czołgi, zajmując stanowiska przed parlamentem, przy mostach i najważniejszych skrzyżowaniach. W wielu punktach miasta wzniesiono barykady. Ambasadorem ZSRS w Budapeszcie był wówczas Jurij Andropow.

Walka i tragedia

Premier Imre Nagy wezwał do powstrzymania się od przemocy. W tym czasie uzbrojeni demonstranci opanowali gmach radia. Starcia zbrojne wybuchły w całym kraju. Powstały komitety rewolucyjne, spontanicznie tworzyły się milicje. 25 października doszło do pierwszych starć z żołnierzami Armii Czerwonej. Tego dnia na stronę powstańców przeszedł pułkownik Pal Meleter. Nocą dowodził walką przy koszarach Killana i stał się narodowym bohaterem. Do walki włączyli się też członkowie Gwardii Narodowej pod dowództwem Beli Kiraly’ego oraz milicjanci z komendantem Sandorem Kopacsim.  27 października w przemówieniu radiowym Nagy ogłosił powstanie rządu narodowego, złożonego z komunistów nie skompromitowanych w czasach Rakosiego. 28 października został zawarty rozejm z wojskami sowieckimi, które dzień  później wycofały się do garnizonów. Honved luzował sowieckie oddziały. 31 października Nagy ogłosił, że rozpoczęto rozmowy w sprawie wystąpienia Węgier z Układu Warszawskiego. Tego dnia na Kremlu KC KPZR podjęło decyzję o zbrojnym zdławieniu powstania.
Nagy apelował: „Do was wołamy wielkie i małe narody. Mu zrobiliśmy wszystko. Pomóżcie!”. Zachód był już jednak zajęty Kanałem Sueskim. Izrael, Wielka Brytania i Francja rozpoczęły agresję na Egipt. Bratankom na pomoc ruszyli Polacy. Leki, żywność, krew wysyłaliśmy na Węgry. Również nieliczni ochotnicy z Polski walczyli po stronie węgierskiej.

Przejście Rubikonu

1 listopada 1956 r. rząd w Budapeszcie ogłosił neutralność i wystąpienie z Układu Warszawskiego. 3 listopada o godz. 22. węgierska delegacja, której przewodził minister obrony Pal Maleter, udała się do kwatery sowieckiego dowództwa pod Budapesztem na negocjacje. Nadzorujący rozmowy szef KGB osławiony Iwan Sierow (znany też w Polsce z kierowania akcją „Smiersz” – Śmierć szpiegom) nakazał aresztowanie Węgrów. Nigdy już nie powrócili.

4 listopada o godz. 4 wojska sowieckie rozpoczęły atak na stolicę Węgier. Artyleria   rozpoczęła ostrzeliwanie Budapesztu. Nad ranem radio nadało dramatyczny apel Nagya: „Dzisiaj we wczesnych godzinach rannych wojska sowieckie przypuściły atak na naszą stolicę, z oczywistym zamiarem obalenia legalnego demokratycznego rządu Węgier. Oddziały nasze walczą. Informuję Węgrów i świat o sytuacji. Na pomoc! Na pomoc! Na pomoc!”. Przed 9. radio zamilkło. Młoda wolność umierała. W Budapeszcie zorganizowana obrona ostatecznie wygasła o godz. 20. Ostatnim ośrodkiem oporu była przemysłowa dzielnica na wyspie Csepel, w której walki toczyły się do 10 listopada. Na prowincji zbrojne potyczki trwały sporadycznie jeszcze przez miesiąc.

Liczba zabitych w walkach na Węgrzech nie jest dokładnie znana. Tajne raporty mówiły o 2,7-3  tys. zabitych po stronie węgierskiej i dziesięć razy większej liczbie rannych. Niektóre źródła podawały nawet 20  tys. ofiar. W stratach strony sowieckiej dokumenty podają liczbę około 750 zabitych i zaginionych oraz ok. 1,5 tys. rannych żołnierzy. Tysiące uczestników rewolucji zostało aresztowanych i deportowanych do Związku Sowieckiego. 26 tys. osób stanęło przed sądami na Węgrzech – połowę z nich skazano na kary więzienia, a 1500 stracono. Przez otwartą w listopadzie granicę z Austrią udało się na emigrację blisko 200 tys. Węgrów.

W styczniu 1957 r.  stracono pierwszych przywódców rewolucji – Jozsefa Dudasa i Janosa Szabo. W czerwcu następnego roku za „działalność kontrrewolucyjną” zgładzono także Imre Nagy’a.

16 czerwca 1989 roku blisko ćwierć miliona Węgrów zgromadziło się na placu Tysiąclecia  w Budapeszcie by oddać hołd powstańcom Nagy’owi, Maleterowi, Lasonczyemu, Timesowi.   Na anonimowej „parceli 301” umieszczono 354 drewniane paliki symbolizujące skazanych w wyrokach sądów doraźnych.  Tak przed tysiącem lat chowano dawnych madziarskich wojowników.

Bratanki w imię Boże

Polacy i Węgrzy mają za sobą lata wspólnych doświadczeń i wspólne chrześcijańskie korzenie, które są osnową ich państwowości. To nie przypadek przecież, że węgierskie flagi widoczne były podczas papieskich pielgrzymek do Kraju. I nie przypadkiem w 1987 r. w grupie Węgrów przybyłych do Jana Pawła II podczas papieskiej pielgrzymki do Polski był Viktor Orbán, ewangelik. Polacy jednak nie zdobyli się na powrót do tradycji. „W imię Boga Wszechmogącego!” – zaczynała się Konstytucja Rzeczpospolitej z 1921 r., akcentując religijne dziedzictwo do którego Polska odwoływała się w ponad tysiącletnich swoich dziejach. Wybuchł jednak spór o invocatio Dei zakończony kompromisem, który jak to zwykle z kompromisami bywa, zrodził w 1997 r. specyficzną konstrukcję: „My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł, równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski”. Węgrzy nie mieli wątpliwości i uznali, że inwokacja do Boga wyraża odniesienie do najwyższych wartości, których źródłem jest Bóg, a invocatio Dei odnosi konstytucję do ich tożsamości historycznej i narodowej.

Kiedy pseudonowoczesna Europa odżegnuje się od swych chrześcijańskich korzeni, Węgrzy z dumą wpisali je do swej konstytucji, tak jak bohaterską przeszłość narodu, postawili na tożsamość narodową i własne prawo  w swoim państwie. Wspólna kultura i religia oraz zapis dawnych triumfów to znaki wspólnej węgierskiej i polskiej przeszłości. Teraz czas na ekonomię, na współpracę gospodarczą, na wzajemny szacunek podbudowany wspólną historią, ale i wspólnymi interesami gospodarczymi i politycznymi.

Dzieje powojenne piłki nożnej w Jaworze

kuznia

Dzieje powojenne piłki nożnej w Jaworze, a zwłaszcza Kuźni Jawor, każdy szanujący się kibic, chociażby w podstawowym stopniu, znać powinien. A zastanawialiście się jak wyglądał futbol w niemieckim Jauer?Prezentujemy Wam historię SC Jauer 1920, którą stworzyliśmy przy współpracy z kibicem, pojawiającym się na stronie pod pseudonimem Bartek. !

W 1920 roku, w Jaworze znajdującym się wówczas na terenie Niemiec, został założony klub sportowy o nazwie S.C. Jauer 1920 (Sport-Club Jauer 1920), co po polsku oznacza KS Jawor (Klub Sportowy Jawor). Swoje mecze rozgrywał na obecnym Stadionie Miejskim (w parku). Należał on do Śląskiego Związku Piłki Nożnej, w którego skład wchodziło 26 zespołów. W sezonie 1923/1924 został on Mistrzem Dolnego Śląska. Dzięki temu zakwalifikował się do Mistrzostw Niemiec Połduniowo-Wschodnich (bezpośrednich kwalifikacjach do rozgrywek szczebla centralnego, czyli na całe ówczesne Niemcy) – tam w stawce pięciu zespołów zajął lokatę na najniższym stopniu podium plasując się za bezkonkurencyjnym Vereingte Breslauer Sportfreunde (1.miejsce) i Viktoria Forst (2. Miejsce). Poniżej końcowa klasyfikacja grupy:

1. Sportfreunde Breslau      4-8 (16- 6)  4 0 0 (*)
2. Viktoria Forst            4-6 (13- 3)  3 0 1
3. SC Jauer 1920             4-2 ( 7-12)  1 0 3
4. Sagener SV                4-2 ( 6-13)  1 0 3
5. Vorwarts Gleiwitz         4-2 (10-18)  1 0 3
 Mistrz Niemiec Południowo-Wschodnich: Sportfreunde Breslau.

Był to największy sukces w historii tego nie istniejącego już klubu. Podczas II wojny światowej, w sezonie 1943/1944 S.C. Jauer  występował w dolnośląskiej Gaulidze – grupie legnickiej i zajął trzecie miejsce na sześć drużyn. W 1945 roku do niemieckiego Jauer wkroczyły oddziały Armii Radzieckiej i nastąpił kres egzystencji tego klubu.

http://mrkskuzniajawor.futbolowo.pl/menu,79,174,sc-jauer.html

Duchowość optymizmu i radości w pismach św. U. Ledóchowskiej

„Trzeba umieć pokazać ludziom, że pobożność nie czyni nas mrukami.” Matka Urszula Ledóchowska

Czy jest stosowne mówienie o radości w czas tak dramatyczny i posępny, gdzie we współczesnej myśli roi się od śmierci i absurdu, a historia tchnie nastrojami apokalipsy? Czyż aby nie jest to szydzenie z trudu życia człowieka umęczonego i zadręczanego, torturowanego pospolitością i miernotą?Po drugie, czy można przywoływać radość, gdy pretenduje ona do kanonów odsuwania w niepamięć dokuczliwej codzienności i wiąże się raczej z upajaniem względnością rzeczy. Jednym z neurotycznych wysiłków współczesności jest nie tylko poszukiwanie zapomnienia, ale i kwestionowanie tego, co oficjalne, poważne, religijne. Optymizm i radość może być posądzona o lekceważenie powagi rzeczywistości, co nieraz dawano do zrozumienia w koncepcjach świętości jako surowego, oddalonego i oderwanego od wszystkiego, zwłaszcza co ma posmak przyjemności i radości. Zdradza to dwuznaczność optymizmu i radości, a zatem i potrzebę rozróżnień. Przybliżmy najpierw te dwie wartości.

Miejsce radości w życiu duchowym

Optymizm (od łac. optimus – najlepszy z możliwych) wiążemy z postawą czy dyspozycją ducha wyrażającą się skłonnością do pozytywnej oceny rzeczywistości, dostrzegania dodatnich stron życia, przekonanie o osiągnięciu w nim szczęścia czy doskonałości, przewidywania pomyślnego zakończenia wydarzeń[1]. Przynależy do sfery intelektualnej, jest sposobem ujmowania i interpretacji rzeczywistości, wiernością dobru. Czy można mówić o Bożym optymizmie? Jeżeli wynika on z wierności dobrej, a nie złej nowinie, a zatem w najgłębszej warstwie logice zbawienia, a nie potępienia, gdy otwiera się na dobro, zwłaszcza na dobro najwyższe – Boga i wspomaga życie w tej konsekwentnie dobrej i życzliwej dla człowieka konwencji, może być uznany za postawę religijną i to bardzo wymagającą. O ile optymizm pojawia się jako element osądu czy światopoglądu, związany ze sferą intelektualną, tak bardziej z sercem i sferą uczuciowości związana jest radość. Uczucia to skłonność do przyjmowania, odczuwania i wyrażają stosunek do otoczenia. Należy je odróżnić od instynktów, które są skłonnością do działania[2], jak i od spostrzeżeń czy wrażeń, które odzwierciedlają w świadomości przedmioty istniejące w otoczeniu człowieka[3].Radość możemy za mistrzem analiz sfery uczuciowości, Maxem Schelerem, podzielić na radość zmysłową (peryferyjną, cielesną, niezależną od woli czy uwagi); witalną (doznania związane z pracą organizmu); duchową (wyrażającą podmiotowy stan ducha wobec świata, wobec ducha) oraz radość najgłębszą, rodząca się w zatraceniu świadomości odrębności, w szczęściu, w zachwycie[4]. Radość posiada oprócz wymiaru głębi, poziomu na którym się rozwija, również wymiar dynamiczny. Wynika ona zasadniczo, jak św. uważa Tomasz, z osiągania celu zakładanego przez naturę[5], lub też spodziewanej realizacji. Radość powstaje w konsekwencji idei lub sytuacji, wypływa ze stanu intelektualnego i jest reakcją na to, co napotykane. Istnieje jednak radość, która reaguje na nadchodzące stany intelektualne, związane z wyobrażeniem pełni, wyobrażeń do końca nie ukształtowanych, powiązana mocno z nadzieją. Taka radość pozostaje pobudzeniem duszy, a więc trwałym i głębokim stanem, który wypływa nie tyle z osiągania pewnych celów, co nadziei teleologalnej. W takim znaczeniu jest to uczucie polegające zasadniczo na afirmacji życia, zwłaszcza wiecznego. Aby uchwycić teologiczną doniosłość radości należy ją odczytywać w kluczu: nadzieja-pokój. Po tych wstępnych wyjaśnieniach przejdźmy do zasadniczych wypowiedzi Matki Urszuli Ledóchowskiej, które pozwolą nam dostrzec w niej geniusz chrześcijańskiej radości. Wiąże się on z połączenia dwóch wymiarów teologicznego, będącego źródłem radości, oraz doczesnego, ukierunkowanego na bliźniego i formułowanego jako apostolstwo uśmiechu.

Teologiczne aspekty radości

Radość jest czymś banalnym tylko wtedy, gdy traktujemy ją jako sytuacyjne, jako towarzyszące uczucie, rodzaj tryskania nadmiarem energii, co czasem nie licuje z powagą teologii czy konsekracji. W tradycji monastycznej nie cieszyła się ona wielkim poważaniem. W tradycji benedyktyńskiej składano ślub powagi monastycznej, a św. Bernard z Clairvaux zaliczał tzw. wesołość do trzeciego stopnia pychy. A na gruncie filozofii Max Scheler, zdając sobie sprawę z faktu, że radość ma złą markę, pozostawia rozważania Zdrada radości[6]. Dla odkrycia powagi problemu radości należałoby przywołać pierwszoplanową sytuację, w której pragnie odnajdywać siebie Kościół. Istnieją powszechnie znane słowa-klucze, którymi została sformułowana konstytutywnie postawa Kościoła wobec czasów nam bliskich i znajomych. Przywołajmy je:Radość i nadzieja, smutek i trwoga ludzi współczesnych, zwłaszcza ubogich i wszystkich cierpiących, są też radością i nadzieją, smutkiem i trwogą uczniów Chrystusowych (GS 1).To zarazem określenie ducha towarzyszącego światu, Europie, naszemu wnętrzu. Zatem poprzez poruszenie tematu radości trafiamy w tygiel najbardziej zasadniczych kwestii a antropologicznych i eklezjalnych: gaudium et spes.Radość staje się tematem najpoważniejszym, gdy uświadamiamy sobie, że dorastamy do wieczności, która w pełni radości, w szczęściu upatruje cel ludzkiej egzystencji. Jeżeli ta radość wypływa z Boga, to mamy do czynienia z radością teologalną.W warstwie językowej gaudium, co oznacza radość, uciechę, taniec, śmiech, albo też w formie czasownikowej gaudeo – cieszyć się, chętnie widzieć, lubić, odnajduje w warstwie semantycznej sąsiedztwo kilku innych wyrażeń typowych dla świata biblijnego: exultatio – radość, wesele, uniesienie; laetitia – radość, wesele, uradować, ale też wesołość, piękno, wdzięk. Dla zrozumienia tematu należałoby przywołać również: delectare – cieszyć się, uradować się, dać pociechę, laetificare – rozweselać, weselić się; consolare – pocieszać, być obroną; exhilare – weselić, rozpogadzać, które nakierowane są zarówno na Boga, jak i na bliźniego oraz dzielenie się radością. Do pełni obrazu należy zwrócić uwagę, że Pismo św. używa dla określenia radości greckich słów: chara, chairo, a zatem podobnej konstrukcji, co charis – łas­ka. Skojarzenie to bardzo wymownie pozwala otworzyć się na przestrzeń Boskiej łaskawości. Co więcej pozwala nam szukać źródeł radości nadprzyrodzonej. Głęboka biblijna radość jest darem nieba. Pojawia się w wolnym, wyswobodzonym z grzechu i zadufania w sobie, sercu. Każdy smutek, poza tym, który prowadzi do nawrócenia, rzuca cień na życie człowieka i wprowadza na drogę wątpienia, następnie grzechu. Radość chrześcijańska jest darem Ducha Świętego, Ducha w swej zasadniczej funkcji pocieszenia. Wypływa ona z czterech powodów:

· z ogarnięcia dziejów Boską opatrznością;

· z darmowej miłości ofiarowanej przez Ojca;

· z udzielenia Ducha Świętego;

· z oczekiwania błogosławionej nadziei. Charakterystyka radości

Radość wynika z jedności; nie tylko z połączenia, bliskości Boga, ale jest świętowaniem jedności. Komunia osób, komunia Kościoła, komunia z Bogiem jest nosicielem radości bliskiego i pełnego spotkania. W swej najwyższej formie, która spełnia się w historii jest radością połączenia tego, co ludzkie i boskie, radością hipostazy, wypływającą z wnętrza bytowania Chrystusa. Tajemnica Wcielenia zostaje przedłużona w tajemnicy zmartwychwstania, gdzie radość wypływa ze zwycięstwa nad dokuczliwością i upokorzeniem śmierci. Jest wtedy ona tchnieniem niebios, odnowieniem życia niepowstrzymanego, boskiego. Radość wynikająca z połączenia nieba i ziemi, rzuca snop światła na codzienność i przemienia życie w taniec stworzenia. Można by radość opisać jako muzykę bytu. Jest to o tyle ważne, że podkreśla muzyczną pasję Matki Ledóchowskiej. Muzyka bytu objawia wewnętrzną harmonię i piękno nadprzyrodzonego ładu i odnajduje w tonacjach pokoju swe wypełnienie. Radość wydobywa się z serca na zewnątrz w postaci uśmiechu miłującej twarzy. Ten wymiar radości jest tak istotny, że św. Urszula mówi o apostolacie uśmiechu. Wreszcie posiada ona charakterystykę eschatologiczną. Na zakończenie przypowieści o sługach i talentach czytamy: Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! (Mt 25,21). Radość Pana obwieszcza zbawcze skąpanie w szczęściu.Te wszystkie wątki znajdują odzwierciedlenie w pismach pozostawionych przez Matkę Ledóchowską, postarajmy się je przywołać. Brat Roger z Taize stwierdza: Dobroć serca to umiejętność okazania za pomocą wyrazu twarzy, tonu głosu, że każda istota ludzka potrzebuje miłości[7].

Natura boskiej radości

Pragnąc budować prawdziwy obraz radości, należałoby mówić o Boskiej radości. Przy okazji refleksji nad treścią teologiczną Litanii Loretańskiej, a konkretnie wezwania Przyczyno naszej radości, święta Urszula kreśli dzieli się intuicją: Potrzeba nam świę­tej radości, wesela Bożego. Dusza bez radości to du­sza bez siły, bez odwagi, bez energii. Radość jest nam tak potrzebna, jak kwiatu promienie słoneczne. Bez niej nie ma właściwej pracy nad sobą. Ciągniemy na­sze jarzmo stękając, bez polotu, bez ochoty do walki. Ale czasem trudności, troski, kłopoty życia tak nas przygnębiają, że święta radość ucieka od nas i podda­jemy się niezdrowemu, szkodliwemu dla życia duszy smutkowi[8] Radość ufundowana na Bogu odwołuje się do dwóch sytuacji:Radości z nawrócenia jednego grzesznika niż ze sprawiedliwych (Łk 15,7), a więc z tego, że brat… umarły, znów ożył, zaginął a odnalazł się (Łk 15,32) Ufność. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, mówi o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który nie zapomina o tych, co Mu bez granic ufają[9].Radość kojarzy się zasadniczo z postawą otwarcia na rzeczywistość, podstawową wolnością i miłością. Umiłowanie stworzenia – Bożego dzieła, umiłowanie człowieka, wreszcie zamiłowanie do Bożych dróg wplecionych w wielką i prozaiczną historię ludzi i narodów wyznacza jej miarę i wagę.

Pedagogia radości

Ledóchowska nie tylko wyznacza miarę ideału, ale i konkretne środki. Wskazuje na swoistą pedagogię wznoszenia, jako metodę pozbywania się smutku. Wiąże się to z zasadniczym nurtem duchowości – Sercem Chrystusa. Pisze w Rozmyślaniach o Maryi, która wyprowadza ze smutku poprzez:

– wskazanie otwartego Serca

– oderwanie się od ziemi płaczu;

– otwarcie oczu duszy na świat Boży, świat miłości i szczęścia[10].

Serce Chrystusa w tajemnicy przebicia włócznią pozostaje zawsze otwarte, jest ono miejscem ucieczki, rajem na ziemi. Jest to miejsce, gdzie urszulanka zamyka się, by żyć tylko Jezusem i rozpala swą twarz radością pochodzącą z głębi tej miłości. Pyta: Czym są troski, bie­dy i bóle ziemskie wobec tego szczęścia, w zachwy­cie miłości, u stóp Jezusa i Maryi?

Chrystologia uśmiechu

Dzieci najdroższe, Przenajświętszy Sakrament to słońce życia naszego, to nasz skarb, nasze szczęście, nasze wszystko na ziemi. (…) Kochajcie Go [Jezusa] w Sakramencie Miłości! Niech On będzie źródłem Waszej radości, Waszego pokoju…[11] Szukaj gdzie chcesz, nigdy nie znajdziesz więcej szczęścia, jak w tym błogim zachwycie duszy pogrążonej w cichej modlitwie u stóp Tabernaku­lum. Tam najpewniej znajdziesz siłę w słabości, pociechę w zmartwieniu, radę w wątpliwościach, szczęście w krzyżu – bylebyś z wiarą i miłością oczy swe ku Jezusowi podnieść umiała.[12] O Panie, niech będę jak promyk słoneczny, Co wszędzie pociechę i szczęście roznosi, Co wszędzie Twą chwałę i dobroć Twą głosi, Co jakby Twój uśmiech, o Panie przedwieczny[13]. Przy Nim, z Nim nie odczujesz boleśnie braku dóbr ziemskich, bo mając Jezusa czuć się będziesz bogatą. Przy Nim nie odczujesz ciężaru pracy, bo pracować z Jezusem i dla Jezusa to dla duszy kochającej zaszczyt i radość[14]

Paschalny wymiar radości (serca konającego)

Jedną z najbardziej dojrzałych form radości jest radość paschalna, gdyż wywodzi się z największych tajemnic chrześcijaństwa. Matka Urszula wiąże prawdę krzyża z prawdą o radości i szczęściu: Szczęście zakonne rodzi się w miłości Bożej. Im więcej miłości, tym więcej szczęścia. A że chętne dźwiganie krzyża rodzi miłość, a miłość szczęście, więc dusza zakonna raduje się w tych krzyżykach, bo wie, że są dla niej źródłem miłości, a tym samym źródłem szczęścia[15]. Zdarza się czasem, że człowiek opatrznie rozumie wezwanie paschalne Mistrza do noszenia krzyża i otacza się urojonymi krzyżami, skupia się na swoim świecie i czyni z życia pasmo udręczenia. Taki stan może owocować jedynie smutkiem, zniechęceniem czy przygnębieniem. Dopiero wtedy, gdy pojawia się świadomość, że życie zakonne podejmuje się z miłości ku Chrystusowi Ukrzyżowanemu, trudności, zmęczenie, cierpienie czy przykre okoliczności codziennego życia przybierają jak to nazywa św. Bonawentura formę pocałunku Zbawiciela i wyzwalają radość służenia[16]. W jednym z artykułów w Dzwonku św. Olafa pisze:w miarę jak dusza wnika w tajemnicę krzyża, im głę­biej zrozumie, że krzyż to ostatnie słowo miłości, im lepiej nauczy się ko­chać krzyż dla Ukrzyżowanego, tym szczęśliwsza będzie na tym padole, i już nie ona krzyż, ale krzyż ją dźwigać będzie coraz wyżej, coraz wyżej w jasne regiony przedwiecznej miłości[17]Matka Urszula pointuje: Ten krzyż bierz co dzień z radością na siebie, a wykonasz to, czego Pan Jezus sobie życzy, gdy mówi do ciebie: Jeśli chcesz iść za Mną…[18]Radosny stosunek do trudu codziennego jest postawą wywodzącą się w tradycji urszulańskiej z kontemplacji krzyża. To, co u progu trzeciego tysiąclecia rozbrzmiało najmocniejszym akordem – kontemplacja oblicza Chrystusa (por. NMI), towarzyszyło św. Urszuli w tajemnicy modlitwy, jak i posłudze słowa pisanego. Swoim córkom duchowym radzi:Wpatruj się w te oczy gasnące, wyraz niewypowiedzianego cierpienia, w rany pokrywające całe ciało. Wsłuchuj się w słowa bólu: „Boże mój, Boże, czemuś mnie opuścił!” a serce Twe rozpali się miłością do Jezusa Twego, zrozumiesz, że krzyż nawet może być źródłem szczęścia, nauczysz się powoli do krzyży życia swego wyciągać ręce i jak św. Andrzej wołać: Witaj Krzyżu św., jedyna moja nadziejo![19]W tradycji tej istnieje szczególnie uprzywilejowana sytuacja, z której św. Urszula uczyniła klucz do życia duchowego: Najsłodsze Serce Jezusa Konającego[20]. Ojciec ofiarował Serce Syna jako drogocennym największy skarb w życiu doczesnym – naszą pociechę, naszą radość, naszą miłość[21]. Jedną z praktyk jest pocieszanie Boskiego Serca. Jeżeli człowiek ma pocieszać, to sam nie może być pogrążony w smutku czy rozżaleniu. Wewnętrzna mobilizacja do radości posiada ogromną siłę przemieniającą serce. W sensie antropologicznym, psychologicznym jest drogą od odrywania się, dystansowania od własnych stanów uczuciowych, by w miejsce tych negatywnych, osadzać pokój i miłość. W Dyrektorium znajdujemy płomienne słowa, niemal wołanie z miłości:Serce Konające Jezusa, jakże Ciebie nie kochać za wszystko, coś dla nas uczyniło! Tyś konało, by stać się dla mnie źródłem słodyczy, świętej radości, nadziei i pokoju – i ja bym nie chciała ofiarować Ci mego życia jako ofiary całopalnej zadośćuczynienia?[22]Użyte w przytoczonym tekście wyrażenie święta radość, pojawia się w powiązaniu z ideą Serca Konającego, a zatem czymś kluczowym dla charyzmatu urszulańskiego. Radości, o której mowa Święta nadaje charakter ekspiacyjny. Można by zatem munus gaudiae nadać znaczenie chrystologiczne. Obowiązek pocieszenia Chrystusa rodzi się ze świadomości daru. Adorowanie konania powinno wyzwolić świadomość ogromu miłości Jezusa ku nam i uczyć płacić miłością za miłość, ofiarą za ofiarę, krwią za krew[23]. Urszula szuka dla swych sióstr rozwiązań głęboko teologalnych. Tak formuje ich wyobraźnię religijną, by Chrystus był dla nich i prawdziwym oparciem. Pisze w rozdziale O nabożeństwie do Serca Jezusa Konającego:Gdy ci ciężko, tak jak święty Jan wspieraj głowę na Boskim Sercu, które ciebie tak bardzo kocha – i przeminie smutek, bo w miłości Boskiego Serca znajdziesz radość i pocie­chę[24]. Odwaga pocieszenia, zamieszkania w bliskości Miłującego Serca Zbawiciela staje się podstawą wzajemności radowania. Możemy przeczytać następujące wyjaśnienie: Jednego pragnę, bym mogła liczyć na was w chwilach trudnych, by byle przykrość was zaraz nie zniechęcała. Nie, dzieci moje, droga krzyżowa jest najbezpieczniejsza i chętnie po niej chciejmy kroczyć. Gdy się chętnie krzyż przyjmuje to daje on – mimo bólu, jaki sprawia – dziwną radość[25] Najbardziej dojrzała chrześcijańska radość oscyluje w kierunku tych wydarzeń, które stały się dowodem największej miłości i mocy: tajemnicy męki naszego Pana. Tu duchowość radości i optymizmu znajduje swe najbardziej uzasadnione źródło. W tajemnicy konającego Boga największa miłość tryska na ludzką historię i nadaje jej nowy odkupieńczy sens. Zatrzymanie się u wrót tego dramatu otwiera na Kościół, który jest zrodzony z tego konania. Agonia Chrystusa, picie kielicha cierpienia domaga się zdaniem Urszuli dwóch odpowiedzi: uczenia się miłowania Chrystusa za ogrom miłości, jakim ukochał[26] oraz rozumienia krzyża codziennego jako radości: Krzyżyki naszego życia to nasza pokuta na ziemi, to nasza radość, to miłość, miłość ku naszemu Bogu[27]. Konanie Chrystusa dowodzi niezbicie, że miłość jest mocniejsza niż śmierć.

Ascetyczny wymiar pogody ducha

Wywodząc radość z teologii konania, docieramy w sposób oczywisty do powagi i wymagań tego uzasadnienia. Przywołujemy zatem ascetyczny wymiar promienności serca. Św. Urszula pisząc swój testament, formułuje go w 18 próśb–zaleceń, pomiędzy którymi znajdujemy pogodę ducha. Ledóchowska poucza swe siostry:Zaparcie się siebie, umartwienie nieustanne swej natury, choćby w najdrobniejszych rzeczach, oto twój krzyż zakonny, który dobrowolnie wzięłaś na siebie, i dlatego radośnie, z miłością powinnaś go dźwigać – z miłości ku swemu Panu, który z miłości ku tobie skonał na krzyżu hańby i boleści[28]. Jednak pokuta Matki Ledóchowskiej przybiera niespodziewany kształt. Wyznaje: prosić chcę Jezusa, bym rozumiała obowiązek pokuty, pokuty czystej miłości, jasnej, pogodnej… zrodzonej z miłości i do miłości prowadzącej. Z tego wynika uzasadnienie radosnego zwyciężania niedyspozycji czy negatywnych stanów uczuciowych. Nasza święta pisze:stała pogoda duszy jest największą pokutą, prawda to, bo niemało po­trzeba siły woli, przezwyciężania się, umartwienia, by stale – mimo trudności, przykrości, niepowo­dzeń, niepokojów, niezdrowia, cierpienia – być za­wsze pogodną, jasną, słoneczną, spokojną![29] …niemało hartu potrzeba duszy, by nie dać się wyprowadzić z tej jasnej pogody. Nie tak łatwo być „słoneczną”, gdy niepokój szarpie, gdy ludzie męczą i dręczą, gdy nawał pracy chwilki spokoju nam nie zostawia, gdy choroba podkopuje siły ciała i ból fizyczny i moralny nas szarpie, gdy dusza upa­da pod ciężarem krzyża! Niełatwe to! I tylko dusza zgodna z wolą Bożą, dusza szukająca szczęścia w woli Bożej, w jasnych regionach Bożych, potrafi mimo wszystko zachować w sobie tę świętą pogodę, to jasne, słoneczne, Boże szczęście[30].To obszerne przywołanie słów wydobywa ethos radości, który jest heroizmem świętej pogody, zwycięstwem nad ograniczeniami ludzkich odczuć i ciągów psychologicznych, jest zdecydowanym triumfem nad naturą skłonną do opieszałości i smutku, a ostatecznie wiernością odwzorowywania – swoistą maior similitudo – szukaniem radykalnego odwzorowywania postaw Chrystusa, który konsekwentnie wcielał dzieło Ojca. Przywołuje szczególnego rodzaju świadomość: Duch ludzki, który czuje się wyższym ponad materię, szuka przestworzy, szuka tego, co nie przemija i radością powtarza słowa Chrystusa Pana: Skarbcie sobie skarby w niebie[31]. Z wysokości nieba uczy się gromadzonej radości.Urszula przekonuje siostry: z radością wspominać będziemy u Boga o łzach i tęsknotach dzisiejszej chwili. Więc idźmy naprzód! Choć dziś we łzach siejemy z radością żąć będziemy[32].

Konsekracyjne fundamenty radości

Nasz Mistrz Jezus Chrystus przywołuje kilkakrotnie wyrażenie: pełnia radości. W najważniejszym momencie wydarzeń paschalnych mówi do apostołów: To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna (J 15,11). Radość rodząca się jak wiara ze słuchania i wypełniania się prawdy. Słuchanie Mistrza pozwala zdobyć boski rodzaj radości, która przemienia serce. Jest to radość dzieł nadprzyrodzonych, na którą zwraca uwagę św. Paweł: Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości (Kol 1,12). To uzdolnienie pojawia się praktycznie w możliwości podjęcia życia duchowego i wyboru życia konsekrowanego, a podobne jest do historii wytrawnego poszukiwacza pereł, który znalazłszy jedną, bardzo cenną, ukrył ją i z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał (Mt 13,44), by nabyć skarb. Istnieje radość, której nie da się wyzwolić poza horyzontem radykalizmu. Rozciąga się on na wspólnotę dążeń i ducha, jak na to zwraca uwagę przywoływany już Apostoł narodów: dopełnijcie mojej radości przez to, że będziecie mieli te same dążenia: tę samą miłość i wspólnego ducha, pragnąc tylko jednego… (Flp 2,2). Tym jednym jedynym mianownikiem jest tracenie z oczu siebie, by mieć udział w Duchu.

Radość czystości

Ślub czystości nie tylko strzeże niewinności serca, ale pozwala miłości się rozwijać i zamieniać ją na życie niebiańskie[33]. Czystość serca – według znakomitego stwierdzenia Ledóchowskiej – to serce stworzone dla nieba[34], w którym wszystko się wznosi w porywie miłości ku Bogu[35]. W Dyrektorium, w rozdziale o czystości, nasza święta zwraca uwagę na czuwanie nad sercem, by nie zwracało się ono ku stworzeniu, stwierdza, że lilia czystości musi być otoczona cierniem pokuty, by nie utraciła swego blasku[36]. Wysiłek powstrzymywania zmysłów, obfitując wolnością wewnętrzną, gdy stworzenie nie krępuje już duszy, pozwala być zawsze spokojnym, pogodnym, zawsze z uśmiechem na ustach, a nade wszystko być zadowolony z Boga[37].Biblijna radość nie dotyczy jedynie serca, mowa jest o radości ciała: Dusza moja pragnie i tęskni do przedsionków Pańskich. Moje serce i ciało radośnie wołają do Boga żywego (Ps 84,3). Owo wołanie radości, przejawiające się w ciele, w uśmiechu, jest drogą Urszuli.

Radość ubóstwa

Ślub ubóstwa poza wymaganiami ograniczenia materialnego w dziedzinie środków wnosi szczególny rodzaj wolności duchowej od tego co doczesne i przemijające oraz pozwala nade wszystko ufać Bogu, a nie naturalnym rozwiązaniom. Taki rodzaj ufności fundowany na boskich możliwościach pozwala przeżywać swoistą radość dzieci Bożych. Wiąże się to ze świętowaniem prawdy na wzór Maryi, która im bardziej jest uboga, bym bardziej Boża…[38]. Jakże to piękne – pisze Matka Urszula – iść uboga za ubogim Jezusem, cieszyć się z niedostatku, kochać go, kochać i niewygody, które z niego wypływają[39]. Gdy ubóstwo dokucza, radujcie się i śpiewajcie chwałę Panu, bo duch wasz mężnieje i staje się zdolniejszy do wszelkich ofiar i do wielkiej świętości. Wytrwajcie w radości, chwaląc Pana w swym ubóstwie[40].Ubóstwo związane jest wewnętrznie z nadzieją, z posiadaniem Boga – ostatecznego szczęścia w przyszłym świecie. Urszula wskazuje na piękno czystego posiadania. Pisze: Z Twoją Jezu mój przyjaźnią świat nigdy nie będzie smutny, a życie bez uroku. Obym umiała zrozumieć czyste szczęście posiadania Ciebie[41].

Otoczenie wolą Bożą (posłuszeństwo)

Posłuszeństwo konsekrowane – jak to formułuje Vita consecrata w numerze 21 – objawia wyzwalające piękno uległości synowskiej, … przenikniętej wzajemnym zaufaniem: to zaufanie jest doczesnym odblaskiem harmonii miłości (VC 21). W pismach naszej Świętej możemy odnaleźć podobny ładunek ufności i uległości. Mówi o radosnym poddaniu się woli Bożej, które prowadzi na szczyt świętości[42]. W tym świetle św. Urszula zachęca: Kochajcie wolę Bożą. Zgryźcie odważnie gorzką i twardą łupinę tego rajskiego orzecha, który Bóg Wam daje: wewnątrz słodkie, szczęścia pełne jądro woli Bożej znajdziecie[43]. Wewnętrzne otwarcie na wolę Boga daje pokój tak głęboki, że człowiek spoczywając w woli Pana, nie musi już walczyć z troskami, czy strachem. Dzięki temu mówi siostrze: będziesz zawsze szczęśliwa, i to szczęście zamieni Cię w sło­neczko dla innych, nawet w słoneczko dla Jezusa, otoczonego obojętnością, chłodem, ciemnością w tabernakulum[44].W liturgicznych pieśniach Starego Testamentu znajdujemy hebraizmy ukazujące miarę radości, jak napełnianie radością (Ps 21,6) czy radowanie się radością (Ps 106,7). Bardzo mocno na wyobraźnię religijną wpływa wyrażenie: opasałeś mnie radością (Ps 30,12), co można rozumieć jako: być posłusznym radości. W Testamencie Matki Urszuli znajdujemy słowa:Jeżeli… przyszłaś do zakonu, by szukać Boga, to musisz też w zakonie znaleźć szczę­ście, bo masz tu źródło szczęścia… otoczona jesteś wolą Bożą. Czego więcej do szczę­ścia Ci potrzeba? A jeżeli to szczęście zakonne uznajesz i rozumiesz, musisz być szczęśliwa, a to szczęście Boże, niezależne od zewnętrznych oko­liczności, musi świecić na zewnątrz i ciepło wyda­wać – i przez to staniesz się „słoneczna”.[45]Słoneczne, pełne ciepła posłuszeństwo, dzielne i konsekwentne staje się ideałem wierności. Tak wierność przemienia optykę widzenia i interpretowania, pozwala wszędzie dostrzegać wolę Oblubieńca: Wszędzie znajdę wolę Twoją – w radości i w cierpieniu, w upokorzeniu i w chwale, w zdrowiu i w chorobie, w jasnych pro­mieniach słonecznych i w czarnych, złowrogich chmurach gradowych, w śpiewie słowika i w huku grzmotów, w życiu i w śmierci.[46]

Apostolska słoneczność duszy

Wymiar chrystologiczny i konsekracyjny znajduje swą skuteczną realizację w apostolstwie. Współcześni filozofowie jak Heidegger, ostateczne rozumienie wolności formułują: pozwól rzeczom być, jakimi są. Pozwolić rzeczom być jakimi są, oznacza wielkie zaufanie do natury, do struktury świata. W istocie jest przerażające. Z duchowego punktu widzenia oznacza bowiem coś najbardziej przeciwnego chrześcijaństwu. Znaczy tyle, co: pozwól wszystkiemu zginąć. Święty całe swe życie poświęca, by wszystko należało do Boga. Matka Ledóchowska stwierdza; Tylu pracuje dziś ludzi, by dusze odciągnąć od Boga. Czy nie naszym to zadaniem trzymać wysoko sztandar wiary i to, cośmy darmo wzięli – ten najcenniejszy Boży dar wiarę świętą – darmo dawać innym tęskniącym do światła, do Boga[47].

Ideał duchowy promienna wesołość

Może największym aktem miłości bliźniego jest stała słoneczność duszy, rozsyłająca wszędzie pro­mienie swe jasne i ciepłe. Przechodzi taka dusza sło­neczna cichutko, jak ten promyk słoneczny, może nawet ubolewa nad tym, że nic dobrego nie robi, ale nie wie, ile wywoływała jej słoneczność na ustach uśmiechów jasnych, w ile serc wlewała balsam po­ciechy, jak często rozgrzewała serca zimne, obojęt­ne, ile rozpędzała chmur nieufności, nawet rozpa­czy, ile szczęścia rozsiewała bezwiednie naokoło siebie! Nie wie o tym, ale Bóg wie i policzy jej to szczęście, co daje innym, jako zasługę[48].

Apostolstwo uśmiechniętej twarzy

Mam być apostołką i mogę nią być przez miłość bliźniego, przez dobroć, przez pogodę ducha, bo to jest apostolstwo czynu, które czasem więcej działa aniżeli słowo[49]. A na innym miejscu: Twarz pogodna, uśmiechnięta jest prawdziwym apostołem czasem bardziej skutecznym niż ogniste kazanie, bo mówi o duszy szczęśliwej w Bogu[50]. Jedną z zasadniczych wartości duchowości Urszuli Ledóchowskiej jest radość, pogoda ducha. Przynależy ona do narzędzi ewangelizacyjnych: „apo­stolstwo, które szczególnie dziś, w naszych czasach, bar­dzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne”. W jednym ze swych artykułów pisze: Uśmiech na twarzy twej wywołuje uśmiech na innych twarzach, a z uśmie­chem wstępuje do duszy trochę radości, trochę ciepła, trochę ufności. Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. (…) Uśmiech na twarzy twej pozwała każdemu zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś spytać, bo już z góry obiecuje twój uśmiech chętne spełnienie prośby, grzeczną odpowiedź. Nieraz uśmiech twój wlewa do duszy zniechęconej, smutnej, zbolałej, jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa[51] Potrzeba nam dusz dobrej woli, wielkiej energii, Bożego zapału, z wielkim zapasem zdrowej wesołości, bo trzeba wiedzieć, że ta promienna i niezmienna wesołość – to wielki apostoł, który mówi skuteczne kazania bez słów, który bez oratorskiego talentu tłumaczy duszom, że do­bry jest Pan, że jarzmo jego słodkie i brzemię lekkie[52]. A jeszcze o tym pamiętaj: dusza słoneczna jest sama przez się apostołką – bezwiednie apostołuje, prowadzi do Boga, bo mówi ludziom bez słów, ale uśmiechem swym jasnym, że dobrze, bardzo dobrze Bogu służyć, że służyć Bogu to znaleźć szczęście i pokój, jakich świat dać nie może. Być w dobrym humorze, kiedy wszystko idzie według twej myśli – to nietrudno, to nie jest cnotą. Lecz mieć zawsze dobry uśmiech na ustach, zawsze być pogodną, zawsze w dobrym humorze, choć krzyż ciąży na twych barkach, smutek cię ogarnia, trudności piętrzą się naokoło ciebie, praca cię osła­bia – to jest cnota, to znak duszy ściśle złączonej z Jezusem Ukrzyżowanym, która się cieszy, że mo­że cierpieć z Jezusem, lecz która nie chce przyczy­nić cierpień innym; która chce cierpiąc dać szczę­ście innym. Mały promyczek słoneczny, który nigdy nie gaśnie, bo źródło jego światła w Sercu Jezusowym[53].

Radość jako źródło dobrego apostolatu

A jeszcze o tym pamiętaj: dusza słoneczna jest sama przez się apostołką, bezwiednie apostołuje, prowadzi do Boga, bo mówi ludziom bez słów, ale uśmiechem swym jasnym, że dobrze Bogu służyć, że służyć Bogu, to znaleźć szczęście i pokój[54]. Pragnę dać wam wskazówkę płynącą ze szczerego serca, które pragnie widzieć was zawsze szczęśliwymi i dobrymi. Starajcie się przejść przez życie niosąc szczęście swoim bliźnim. Bądźcie jak jasny płomień słońca, który dla każdego stworzenia ma ciepło i światło[55]. W jednym z wierszy pisze: Warto całe życie przegnić wśród cierpienia, Warto całe życie nie mieć blasku słońca, By dźwignąć jedną duszą z przepaści zwątpienia W szczęście bez końca[56].

Radość jako objawienie dobra

Refleksję o radości możemy rozpocząć, bądź wysoko w niebie, szukając jej podstaw teologicznych, bądź zupełnie blisko, zakotwiczonej w codzienności, pośród zwykłych spraw. Św. Urszula dostrzega oba te wymiary. Dobroć okazywana, ofiarowana przybiera między innymi formę codziennego promyka słońca twarzy:Życie codzienne daje tobie tyle okazji czynienia dobrze, okazywania się dobrą! Uprzejme, serdeczne słowo pociechy, miły uśmiech, mała usługa oddana siostrze, która jej potrzebowała, lecz nie śmiała o nią prosić, pomoc ofiarowana siostrze zniechęconej, by na dobre nie opuściła rąk – to wszystko i tysiące innych, małych aktów dobroci czekają na ciebie w ciągu dnia. Musisz tylko mieć oczy otwarte i chwycić te okazje do aktów dobroci, jak tylko je widzisz. I dzień twój będzie dniem do­broci, dniem pokuty miłości, pociechą dla Najświęt­szego Serca Jezusa Konającego, małym promyczkiem słońca dla wszystkich sióstr, które ciebie ota­czają w życiu zakonnym[57].

Ludzka radość, radością Boga

Bądźcie więc słoneczne, Dzieci moje, jasne, pogodne, i ucieszycie tym Serce Boże, i będziecie pociechą dla przełożonych Waszych, dla sióstr Wa­szych, dla wszystkich, z którymi macie do czynie­nia, i co najważniejsze, spełniać będziecie ochoczo i wesoło wolę Bożą, która jest – jak mówi święty Paweł – Waszym uświęceniem. „Bo wolą Bożą – wasze uświęcenie”. Więc zawsze wesoło, pogod­nie, słonecznie, z ufnością do góry, do Boga![58]

Wspomaganie w krzyżu codzienności

Idźcie w świat z uśmiechem na ustach. Idźcie rozsiewać trochę szczęścia po tej łez dolinie uśmiechając się do wszystkich szczególnie do smutnych do zniechęconych życiem do upadających pod ciężarem krzyża uśmiechając się do nich tym jasnym uśmiechem, który mówi o dobroci Bożej[59].

Być jak słońce dla ziemi

Potrzeba nam dusz dobrej woli, wielkiej energii, Bożego zapału z wielkim zapasem zdrowej wesołości, bo trzeba wiedzieć, że ta promienna, niezmienna wesołość, to wielki apostoł, który mówi skutecznie kazania bez słów, że dobry jest Pan, że jarzmo jego słodkie, a brzemię lekkie[60]ta pogoda duszy, to szczęście duszy jest naj­dzielniejszą pomocą w pracy nad sobą, jest dla duszy tym, czym słońce dla ziemi. Jak pod działa­niem promieni słonecznych rozwijają się kwiaty, dojrzewają owoce, tak i w duszy pogodnej, słonecz­nej rozwija się cudny kwiat świętości, wydający najróżnorodniejsze owoce cnót.Słoneczko na niebie, dusza słoneczna na ziemi – ile szczęścia dają światu, ile błogosławieństwa przy­noszą ludziom, ile pociechy sercom![61]

Uśmiech szczęścia pośród umęczonego narodu

Za swą życiową misję uznała pomoc Polsce. W jednym z odczytów w Kopenhadze w 1917 roku stwierdza: będę szczęśliwa i wdzięczna, jeżeli zdołam w waszych sercach wzbudzić uczucie gorącej sympatii dla mego kraju i narodu, który bardziej niż jakikolwiek inny potrzebuje świadomości, że znajdą się na tym świecie serca, które serdecznie zatroszczą się o jego los[62]. Nie cofam się przed żadnym wysiłkiem. Dałby Bóg, aby te moje próby rzeczywiście stały się dla cierpiącego narodu polskiego ogrzewającym, świecącym i przynoszącym pociechę promykiem słońca[63]. H. Sienkiewicz w cieniu jej wypowiedzi odkrywa najgłębszy, teologiczny sens jej wysiłków:Serce kobiety, pełne żaru i współczucia, woła o pomoc dla nieszczęśliwych, lecz serce Polki-patriotki sięga dalej: pragnie ujrzeć po dniach męczeństwa świt zmartwychwstania swego narodu[64]

Rola kobiet polskich

Jest to powołanie kobiety spieszyć tam, gdzie płyną łzy, gdzie panuje głód i nędza, aby cierpieć z tymi, co cierpią, aby płakać z tymi, co płaczą. Jest to zwłaszcza powołanie kobiety polskiej, bo ona należy do narodu, dla którego dawno zaszło słońce szczęścia. Cierpieć z cierpiącymi rodakami, głodować z głodnymi, wywoływać uśmiech szczęścia na twarzy nieszczęśliwego – to szczęście, do którego dąży[65]

Śpiew

W psalmie 105 znajdujemy religijne źródła radości: Szczyćcie się Jego świętym imieniem; niech się weseli serce szukających Pana! (Ps 105, 3). Przynależność do Boga, znajomość jego Imienia stanowi powód do wypowiedzenia stanu serca poprzez zastosowanie leksemów grać i śpiewać. Odzwierciedla to podziw, entuzjazm i wdzięczność, wyrażone w okrzykach, w muzyce i w gestach[66].

Radość eklezjalna

Z papieża: Wczoraj wszystkie zapasy białego i żółtego materiału do flag papie­skich zostały wykupione. Aż oczom nie chce się wierzyć! Kochana flago papieska, pod którą walczyli dzielni Żuawi Ojca Św. wylewając krew swą, oddając swe życie w obronie papiestwa, wróciłaś nareszcie z długiego wygnania. O, jak głośno oznajmiasz całemu światu, że Kościół nieśmiertel­ny, że opoki Piotrowej bramy piekielne nie zwyciężą!Wszyscy, którzy tylko mogą, udają się do Św. Piotra na Mszę uroczy­stą, której wysłucha Ojciec Św. w bazylice swojej, na błogosławieństwo papieskie z loggi św. Piotra. Widziałam, jak wnoszono Ojca Św. do prze­pełnionej ludem bazyliki: biała postać -jasna, promienna, na sedii gestato-rii5; widziałam te tłumy rozentuzjazmowane, uszczęśliwione. „Eviva ii Papa Re”6 – rozlega się w bazylice głos ludu potężny, jak szum oceanu -coraz głośniej… powiedziałabyś, że cała bazylika przyłączyła się do tego wołania radości: „Eviva il Papa Re”.[67]Dzieci moje drogie, chciałabym w Was rozbudzić tę wielką, wielką miłość, to dziecięce przywiązanie do Ojca Św., Zastępcy Chrystusa Pana, Następcy Piotra św. Może my, tak daleko mieszkając od Stolicy Chrześci­jaństwa, nie dość rozumiemy, jakie to szczęście należeć do Kościoła św. katolickiego, jakie to szczęście mieć Ojca, który nas drogą Bożą prowadzi, który ma zapewnioną pomoc Ducha Prawdy, który wskazuje, jak dostać się do nieba![68]

Zakończenie

Duchowość św. Urszuli Ledóchowskiej pozostaje optymalną dla postawienia z całą powagą pytania o formację do radości: jak uczyć się radości, która jest świadectwem wewnętrznego ładu i formą służby człowiekowi uwikłanemu w smutek i rozpacz. Radość przeżywana z braćmi i siostrami, stawałaby się przygotowaniem do tego wiecznego, niekończącego się wymiaru przyszłego życia. Jak rozwinąć zdolność do radości, jak utrwalić ją i pogłębiać, by doskonale osiągnąć ją poza granicą doczesności? Moglibyśmy za Chrystusem, który przy bezradnych ludziach, zachowywał się szczególnie, powtórzyć scenariusz z Sydonu, znad Jeziora Galilejskiego. On, ujrzawszy głuchoniemego dotknął go, a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! (Mk 7,33-34). Owo otwieranie się jest dziś czymś zasadniczym. Otwórz się na radość. Nie dowierzaj smutkowi. Otwórz się człowieku! Otwórz się Europo! Współczesny krajobraz spustoszony przez wątpienie, destrukcję świata wartości, domaga się posługi zdrowej radości i to zupełnie innej od konwencji Ody do radości z IX symfonii D minor Ludwika van Beethovena. Jeżeli już zachwyt wielkimi postaciami, jeżeli już entuzjazm dla doniosłych wydarzeń, to można by powiedzieć, że życie Urszuli stanowiło uroczysty koncert opiewający dobroć Boga, a czysta radość posługi dla Ojczyzny i Kościoła staje się zwieńczeniem, źródłem, z którego winna pić Europa.

O. Marian Zawada OCD
W Aalborgu, Dania..
http://www.communiocrucis.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=226%3Aduchowo-optymizmu-i-radoci&catid=22%3Apoczyta-warto-&Itemid=68

JAN MOSDORF – TWÓRCA ONR I ZARAZEM JEDEN Z GŁÓWNYCH FILARÓW IDEOLOGICZNO-FILOZOFICZNYCH

 

„Jesteśmy fanatykami, bo tylko fanatycy umieją dokonać wielkich rzeczy. Nienawidzimy kompromisu: jest to nie tylko cechą młodości naszej, ale ducha czasów w których żyjemy”. Jan Mosdorf

Jan Mosdorf to czołowa postać ruchu narodowego. Ideolog widzący dalej i szerzej niż jego rówieśnicy. Janek w przeciwieństwie do Dmowskiego reprezentował w ruchu narodowym odłam radykalny, rządnego czynu. Widział zagrożenie w żydowskiej dominacji w życiu społecznym , kulturowym , gospodarczym i ekonomicznym Polaków, ale gdy trzeba było zachować swoje człowieczeństwo oddał życie właśnie w jego obronie pomagając żydom w obozie zagłady. Dobry artykuł napisał o Janku Mosdorfie Dawid Zadura, który zarzucam poniżej.

„Jesteśmy fanatykami, bo tylko fanatycy umieją dokonać wielkich rzeczy. Nienawidzimy kompromisu: jest to nie tylko cechą młodości naszej, ale ducha czasów w których żyjemy”. Jan Mosdorf

Jan Mosdorf – CYTATY

„Podstawę stosunku jednostki do Narodu stanowią instynkty i uczucia narodowe tkwiące w najgłębszych pokładach jej duszy. Wiedzeni tym instynktem gotowi jesteśmy zginąć na polu walki, wiedzeni tą miłością Narodu, jemu tylko służyć pragniemy. Żaden frazes nie zasłania nam tego celu”.
Jan Mosdorf „Akademik i Polityka”

„Dla jednych jesteśmy reakcjonistami, konserwatystami, klerykałami i fanatykami dla innych jesteśmy radykałami, ateuszami, oportunistami. Dla nas te podziały nie istnieją. Jesteśmy konserwatystami prawda, bo uważamy za rzecz konieczną i zdrową pielęgnowanie tradycji, kultury, życia rodzinnego i łączności z polską przeszłością. Ale jesteśmy też postępowcami, bo idziemy śmiało naprzód, bez przesądów odrzucając wszystko, co jest szkodliwe dla narodu”.

„Student uciekający od pracy społecznej jest takim samym dezerterem jak poborowy uchylający się od wojska”.
Jan Mosdorf „Sztafeta”

„Rewolucja myślenia i rewolucja działania – oto droga po której dążymy. I choć nie posiadamy jeszcze pełnej odpowiedzi na wszystkie zapytania, które sobie stawiamy, to wiemy, że braki nasze uzupełniamy łatwiej. Dzieci okresu burzy uczą się szybciej. (…) Dalecy od awanturnictwa politycznego, łączyć umiemy chłodną myśl z gorącą wodą”.
Jan Mosdorf „Wczoraj i Jutro”

„Pacyfizm jest równie doktrynerski, jak wegetarianizm, ale nierównie od niego szkodliwszy. Gotowość do ekspresji nie jest celem narodu, ale warunkiem jego istnienia. Społeczeństwa niechętne wojnie ginęły zawsze w ciągu dziejów i zawsze ginąć będą”.

„Skoro już kogoś nie stać na twórczość własną, to już lepiej żeby naśladował rodzimie wzory, niż bezmyślnie małpował prądy modne za granicą, co tak razi we wszystkich ruchach faszystowskich”.

„Rozum dzieli ludzi, uczucia łączą. Nas w szczególności łączyć rozum nie może, skoro szablony myślenia leżą rozbite u naszych stóp. (…) Postawa uczuciowa jest wciąż ta sama, co więcej jest wspólna wszystkim masom”.

Był 11 października 1943 roku. Z jednego z bunkrów w Bloku XI-tym obozu oświęcimskiego esesmani wywlekli około czterdziestu mężczyzn, skrajnie wycieńczonych głodem i torturami. Wszystkich ustawiono pod zbudowaną z czerwonej cegły Ścianą Śmierci. Rozległy się strzały plutonu egzekucyjnego… Gdy masakra dobiegła końca, zwłoki zamordowanych przeniesiono do krematorium i spalono a prochy rozrzucono. Wśród zamordowanych znajdowali się wszyscy niemal przywódcy obozowej konspiracji. Jednym z nich był Jan Mosdorf. W ten oto sposób zakończyła się, trwająca ponad trzy lata, więzienno-obozowa gehenna przez jaką przejść musiał ten wybitny nacjonalistyczny filozof i publicysta.

Związki Jana Mosdorfa z polityką sięgają lat 1916-1922, gdy był on uczniem warszawskiego Gimnazjum Filologicznego im. Jana Zamoyskiego. Już wówczas działał w szeregach nielegalnej, narodowej organizacji uczniowskiej powiązanej z Ligą Narodową. Jednak dopiero rozpoczęcie w 1922 roku studiów na Uniwersytecie Warszawskim – na Wydziale Prawnym, a potem na Wydziale Humanistycznym – dało mu możliwość większego zaangażowania się w politykę. To wtedy zapisał się do organizacji studenckiej Młodzieży Wszechpolskiej, wtedy też zaczął ujawniać swój talent publicystyczny, pisując na łamach „Głosu Akademickiego” i „Akademika Polskiego”.

Pierwszą czysto polityczną praca Mosdorfa – wówczas już działacza Związku Młodzieży Polskiej „Zet” i Obozu Wielkiej Polski – była wydana w 1926 roku broszura pt. „Akademik i Polityka”. Zwracał się w niej do społeczności studenckiej – jako tej części narodu, która „jest jego integralną częścią i to tą, która ma mu w przeszłości przewodzić” – z apelem o większe zaangażowanie w walkę narodową. „Student uciekający od pracy społecznej jest takim samym dezerterem jak poborowy, uchylający się od wojska” – pisał. Przeprowadzał też na kartach „Akademika i Polityki” krótką analizę sytuacji społeczno-politycznej i rysował cele i zadania stojące przed polskim nacjonalizmem. Rok 1928 przyniósł mu uzyskanie dyplomu magistra i wybór na prezesa Rady Naczelnej Młodzieży Wszechpolskiej, którą to funkcję sprawował przez następne sześć lat. W okresie tym, wraz z czołowymi działaczami nacjonalistycznymi swojego pokolenia – H. Rossmanem, W. Kwasieborskim, B. Piaseckim, W. Wasiutyńskim, W. Staniszkisem, M Reuttem i O. Szpakowskim – przygotował dla OWP broszurę pt. „Wytyczne w sprawie żydowskiej, mniejszości słowiańskiej, niemieckiej, zasad polityki gospodarczej”. W międzyczasie studiował też przez rok w paryskiej Ecole des Sciences Politiques i na Sorbonie oraz rozpoczął pisanie rozprawy doktorskiej z filozofii. Tę poświęconą myśli Augusta Comtea a pisaną pod kierownictwem samego profesora Władysława Tatarkiewicza pracę udało mu się obronić w 1934 roku. Rok ten okazał się być jedną z dat zwrotnych w życiu Jana Mosdorfa, będącego wówczas, po delegalizacji Obozu Wielkiej Polski, szefem Sekcji Młodych Stronnictwa Narodowego. Mosdorf wraz z byłymi przywódcami OWP zaczął domagać się od liderów SN powołania nowej organizacji młodzieżowej. Chodziło mu o nowoczesną formację, zdolną skupić w swych szeregach radykalną młodzież nacjonalistyczną, która chciała mieć jak najmniej wspólnego z nazbyt, według niej demokratycznym Stronnictwem Narodowym. Niestety z pomysłem tym nie zgadzali się starzy działacze SN, w tym Roman Dmowski, na którego polecenie odebrano Mosdorfowi szefostwo Sekcji Młodych SN.

W tych okolicznościach w kwietniu 1934 r. powstała nowa organizacja – Obóz Narodowo-Radykalny. Mosdorf był jednym z autorów deklaracji ideowej ONR, stanął też na czele wydziału wykonawczego Obozu oraz redakcji „Sztafety” – organu prasowego nowej formacji. Przy pełnieniu tej ostatniej funkcji napotkał masę trudności ze strony rządzącej Sanacji. Najdotkliwsze, z przyczyn finansowych, były nierzadkie konfiskaty całego, trzydziestotysięcznego nakładu pisma. Nawet one nie powstrzymały jednak redaktora „Sztafety” od dalszej pracy, m.in. w Narodowo-Radykalnym Komitecie Wydawniczym Młodych, który był kontynuacją sekcji propagandy zewnętrznej warszawskiego OWP.

Konfiskaty powodowały jednak sporo zamieszania i modły nieść ze sobą tragiczne konsekwencje. Tak było w przypadku czwartej z kolei konfiskaty pisma, w czerwcu 1934 r. Mosdorf zareagował na nią 15 czerwca telefoniczną interwencją do ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Przypadek sprawił, że dwie godziny później minister został zastrzelony przez członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Ten niezwykły zbieg okoliczności wykorzystały władze sanacyjne, które doskonale wiedząc, kto był sprawca zamachu, odpowiedzialnością zań obciążyły ONR. Oficjalna wersja wydarzeń głosiła, że rozmowa Mosdorfa z sekretarką ministra (redaktor „Sztafety” nie został połączony z samym Pierackim) miała dotyczyć właśnie zamachu. Czołowi przywódcy Obozu zostali natychmiast aresztowani i osadzeni w obozie w Berezie Kartuskiej. Wyjątek stanowił naczelny „Sztafety”, który ukrywał się do grudnia 1935 r. w różnych miejscach Polski. Przez te półtora roku doszło w ONR-rze do zmian, w których Jan Mosdorf udziału już wziąć nie mógł, a po części nie chciał. Fakt, że przez tak długi czas ukrywał się, spowodował utratę pozycji niewątpliwego do tej pory lidera organizacji. Bardzo ciekawie wspominał o tym Wojciech Wasiutyński, mówiąc o Mosdorfie: On miał dużą pozycję wśród młodzieży jako intelektualista. Błyskotliwy i bardzo przyjemnego sposobu bycia, ale w gruncie rzeczy był to człowiek miękki, nie miał w sobie żadnych danych na wodza. Wtedy była moda na wodzów i ich się nawet szukało. Myśmy chcieli go widzieć w Mosdorfie. Jak powstał pierwszy ONR, to on za takiego przywódcę nawet uchodził. Skończyło się to po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych Pierackiego. Mosdorf telefonował w przeddzień zabójstwa (…) zaczęli go podejrzewać, że maczał palce w zamachu. On wtedy schował się gdzieś na kresach. Po tym jak długo nie dawał znaku życia, na jego miejsce wypłynął Bolesław Piasecki.”

Gdy sprawa zabójstwa Pierackiego została wyjaśniona przed sądem, autor „Akademika i Polityki” przestał się ukrywać i powrócił do stolicy. Nie włączył się jednak do pracy ani nielegalnego ONR, ani secesjonistycznej Falangi/RNR. Zaniechał tez publicystyki politycznej na łamach „Gazety Warszawskiej” i „Myśli Narodowej”. Interesowało go zupełnie co innego. „Gdy (…) wrócił do Warszawy, głowę miał pełną pomysłów, koncepcji historycznych i projektów na przyszłość, przekonany o potrzebie całkowitej przebudowy świata, a w szczególności Polski, przebudowy społecznej, politycznej, gospodarczej, umysłowej. Ale nie chciał zajmować się polityką czynną, chciał pisać. (…) A przede wszystkim zaś garnął się do filozofii” – wspominał po latach swego ucznia Władysław Tatarkiewicz.

Naturalną koleją rzeczy było więc nawiązanie przez byłego lidera ONR współpracy z powstałym właśnie pismem „Prosto z Mostu” Stanisława Piaseckiego. Na jego łamach Mosdorf, jako Andrzej Witowski, publikował swoje teksty, potrafiące nieraz wywołać sporo zamieszania w świecie kultury. Przykładem może tu być skandal, jaki wybuchł w 1936 roku po pojawieniu się w „Prosto z Mostu” artykułu Mosdorfa, w którym autor oskarżył Wincentego Rzymowskiego o plagiatowanie Bertranda Russela. Rzymowski, znany lewicowy publicysta, skompromitowany po latach także utrwalaniem władzy ludowej we wczesnym PRL-u, w skutek skandalu wystąpił wówczas z Polskiej Akademii Literatury.

Prowokacje intelektualne w tym stylu nie były dla Mosdorfa czymś obcym. Swego czasu spore poruszenie wywołała także jego wypowiedz na temat Stanisława Pieńkowskiego, antysemickiego publicysty dość nostalgicznie nastawionego do nazistowskiego reżimu w Niemczech. Dziennikarz „Prosto z Mostu” publicznie przypisał mu bowiem ukryty filosemityzm i – całkiem prawdopodobne – sprzyjanie hitlerowskiemu neopogaństwu, które Mosdorf zdecydowanie potępiał.

] Jesteśmy katolikami nie tylko dlatego, że Polska jest katolicka, bo gdyby nawet była muzułmańska, prawda nie przestała by być prawdą, tylko trudniejszy i boleśniejszy byłby dla nas, Polaków dostęp do niej. Jesteśmy katolikami nie tylko dlatego, że doktryna katolicka lepiej rozstrzyga trudności a dyscyplina konflikty, ani dlatego, że imponuje nam organizacja hierarchiczna Kościoła zwycięska przez stulecia, ani dlatego wreszcie, że Kościół ocalił i przekazał nam w spuściźnie wszystko to, co w cywilizacji antycznej było jeszcze zdrowe i nie spodlone, ale dlatego, że wierzymy, iż jest Kościołem ustanowionym przez Boga.

W 1938 roku nakładem Biblioteki Prosto z Mostu światło dzienne ujrzała jego książka pt. „Wczoraj i Jutro”, z której fragmentami już od 1936 r. mogli się zapoznać czytelnicy tygodnika redagowanego przez Stanisława Piaseckiego. Na jej kartach zamieścił swoje spostrzeżenia dotyczące szerokiego spektrum tematycznego: od historii poprzez politykę i kulturę na gospodarce skończywszy. Kreślił też kształty wymarzonego ustroju narodowego Polski, jako alternatywy dla liberalnej demokracji i pogańskich totalitaryzmów. Mówił też o zagrażających naszej niepodległości sąsiadach – nazistowskich Niemczech i komunistycznej Rosji. „Imperializmy te rozporządzają dziś jeszcze dość słabym, jutro może realnym środkiem zewnętrznego nacisku: groźbą wojny” – ostrzegał. Żądał też twórczego rozwoju myśli nacjonalistycznej, piętnując środowiska kopiujące zagraniczne wzorce, bo – jak pisał – „skoro kogoś nie stać na twórczość własną, to już lepiej żeby naśladował rodzime wzory niż bezmyślnie małpował prądy modne za granicą, co tak razi we wszelkich ruchach >>faszystowskich<<„.

Książka Mosdorfa spotkała się z żywym odzewem zarówno ze strony sympatyków, jak i przeciwników twórczości narodowego publicysty. Karol S. Frycz, swego czasu redakcyjny kolega autora „Wczoraj i Jutro”, tak recenzował dzieło: „(…) jest to książka bezsprzecznie ciekawa, a na kimś kto z tymi zagadnieniami zetknie się po raz pierwszy właśnie przez nią – może wywrzeć nawet wręcz piorunujące wrażenie. (…) Imponuje (…) rozległe oczytanie (…) za rzeczy najlepiej opracowane i (…) najbardziej też oryginalnie ujęte uznałbym (…) rozdziały historyczne. Te sprawy autor niewątpliwie dokładnie przemyślał i stworzył tu naprawdę swoją wizję”. Jednocześnie Frycz zarzucał Mosdorfowi brak oryginalności, chociaż przyznawał, że pomimo tego samo „Nazwisko autora (…) przyciągnie książce czytelników”.

Autor „Wczoraj i Jutro” pracował dla „Prosto z Mostu” aż do wybuchu wojny. W obronie kraju nie mógł jednak wziąć czynnego udziału, gdyż z przyczyn zdrowotnych jeszcze w młodzieńczych latach zwolniono go z obowiązku służby wojskowej. Nawet wojna i okupacja nie były jednak w stanie zerwać jego współpracy ze Stanisławem Piaseckim – od 1935 roku wybory dokonywane przez obu tych wybitnych narodowców były niemal identyczne. Razem zainicjowali „narodową rewolucję kulturalną”, razem w 1939 roku powrócili na łono Stronnictwa Narodowego, razem pracowali nad pismem „Walka” (więcej na ten temat patrz „Stanisław Piasecki i >>Walka<<” w: „Phalanx” nr 1/AD 1998), razem zasiadali w wydziale propagandowym Zarządu Głównego SN, obaj także wstąpili w szeregi Narodowej Organizacji Wojskowej.

Praca konspiracyjna Jana Mosdorfa przerwana została jego nagłym aresztowaniem przez gestapo w czerwcu 1940 r. i półrocznym pobytem w więzieniu na Pawiaku. Wraz z nim rozpoczął się ostatni, zarazem najbardziej heroiczny i tragiczny, etap w jego życiu, w który pisarz na dobre wkroczył wraz z przetransportowaniem go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Uwięzienie nie załamało go jednak psychicznie i nie zabiło woli walki. „Dnia 1 stycznia 1941 r. (…) przywieziono z Warszawy (…) Jana Mosdorfa(…). Bardzo prędko odszukał on swoich kolegów z wolności, a wśród nich Bolesława Świderskiego (nr 952), sekretarza redakcji (…) „Prosto z Mostu”. I oni również doszli do przekonania, że nie można dać się wybić bez próby samoobrony. Poczęli bardzo ostrożnie organizować nową siatkę (…), gdzieś na początku wiosny 1941 r. Młodzi, dynamiczni ludzie, przyzwyczajeni do aktywnego życia, nie mogli pozostać bierni, widząc co się wokół nich dzieje”, pisze Józef Garlicki o początkach nacjonalistycznego oporu „zbudowanego przez Jana Mosdorfa wraz z wieloma młodymi działaczami Obozu Narodowo-Radykalnego”. Konspiracji tej przewodził od jesieni 1941 r., wraz z prof. Romanem Rybarskim, właśnie Mosdorf, zatrudniony jako więzień w obozowym szpitalu. Jan Mosdorf był też jednym z tych, którzy po zjednoczeniu przez Wacława Pileckiego w grudniu 1941 r. całego obozowego podziemia, stanęli na jego czele. Po śmierci prof. Rybarskiego w marcu 1942 r. i wywiezieniu w głąb Niemiec B. Świderskiego w styczniu 1943 roku, Mosdorf zajął pierwsze miejsce w hierarchii ważności wśród więzionych w Auschwitz narodowców. O ich walce J. Garlicki pisze jeszcze: „Narodowcy (…) tracili ludzi z powodu egzekucji i transportów, ale ciągle przybywali nowi i uzupełniali szeregi. Zdolni do walki kierowani byli do Związku Organizacji Wojskowej”.

Barbarzyństwo oprawcy potrafiło wyzwalać we więźniach najokrutniejsze, lecz i najpiękniejsze odruchy. Było też sprawdzianem z wartości, których wyznawanie deklarowało się na wolności i w czasie pokoju. Jan Mosdorf przeszedł przez tę próbę bez uszczerbku na honorze. Prof. Władysław Tatarkiewicz pisał o Mosdorfie: „Ci, co wrócili z Oświęcimia, z podziwem i wzruszenie mówili o jego postawie w obozie: pogodą, cierpliwością a odwagą umiał podtrzymać na duchu towarzyszy niedoli”. Rzeczywiście, doktor Mosdorf starał się nieść pomoc każdemu, bez względu na narodowość – także Żydom. Ilu osobom ocalił życie, trudno dziś oszacować Jednym z tych, którzy do końca swych dni mówili o nim jako o swoim wybawicielu, był warszawski adwokat Mieczysław Maślanko. W jego wspomnieniu o Więźniu numer 8230 – Janie Mosdorfie czytamy: „W Oświęcimiu też spotkałem się z Janem Mosdorfem. On też okazywał dużo serca i pomocy więźniem – Żydom. Ja osobiście doznałem od niego dużej pomocy, może nawet decydującej o moim życiu. Leżałem w szpitalu na bloku XIX. Mosdorf pełnił w tym bloku jakąś podrzędną funkcję kancelaryjną. I oto nagle w początkach września 1943 roku do tego bloku szpitalnego wpadł Kuryłowicz z wieścią, że mnie grozi indywidualna likwidacja i trzeba mnie z tego bloku natychmiast i niezwłocznie usunąć. Mosdorf, nie zwlekając ani chwili, z narażeniem własnego życia, dosłownie w ciągu kilku minut załatwił skomplikowane w obozie formalności i zostałem po kilku minutach już przeniesiony na inny blok szpitalny Nr IX. I znów żyłem (…)”.

Życie Mieczysława Maślanki było prawdopodobnie jednym z ostatnich, jakie mógł ocalić doktor Mosdorf, wkrótce bowiem sam stał się ofiarą nazistowskiej machiny śmierci. Już we wrześniu 1943 r., prawdopodobnie w skutek donosu, Niemcy aresztowali 74 osoby zaangażowane w działalność konspiracyjną na terenie Auschwitz, a wśród nich naszego bohatera. Otwartym pytaniem pozostaje, kto był donosicielem? Istnieją dowody świadczące o tym, że mógł nim być Józef Cyrankiewicz, późniejszy premier PRL. Według relacji Timofieja Jarugi, Witold Pilecki i przywódcy obozowej konspiracji wiedzieli o potajemnych kontaktach Cyrankiewicza z Graeuberem – oficerem politycznym SS na terenie Auschwitz. Gdy ten zorientował się, że jego działalność została zdemaskowana, Niemcy aresztowali całe przywództwo ZOW. Całe, oprócz trzech osób, nieznanych Cyrankiewiczowi a wyznaczonych do jego obserwacji. Jednym z aresztowanych, którzy po selekcji zamknięci zostali w specjalnym bunkrze, był Jan Mosdorf. Wszystkich aresztowanych poddano brutalnemu śledztwu i torturom w celu zdobycia informacji na temat działalności konspiracyjnej w obozie. Wobec jego nikłych rezultatów, 11 października dokonano egzekucji więźniów. Skazańcy szli na śmierć z dumnie podniesionymi głowami. „Mimo że to chwiejące się szkielety (…) ledwo trzymają się na nogach, wielu z nich woła jeszcze w ostatniej sekundzie: >>Niech żyje Polska<< lub >>Niech żyje wolność<<” – opisywał egzekucję jeden z oprawców. Tak oto ginęli Bohaterzy.

Dawid Zadura

https://www.facebook.com/pages/Narodowy-Jawor/362112050568606?ref=hl

mosdorf